Chyba mamy problem ze sobą, Polacy

Tak wiem, tytuł jest klasyczną przynętą na klikanie, ale może w ten sposób ktoś przeczyta szybką refleksję na temat tego co przydarzyło mi się w minionym tygodniu i pozwoliło na chwilę refleksji odnośnie tego jak myślą inni.

Sorry guys, this time I will be writing only in Polish. I will share my thought about how ruthless and not forgiving the Poles are. In general, I have more and more reasons to feel that I’m out of the place in Poland. Maybe, in the end, living in Korea and being in Asia was not so bad, even if I was an outsider all the time?

Co się stało? Jeśli pogoda dopisze i nie ma zapowiedzi burz / deszczu to staram się docierać do pracy na moim wiernym rowerze. Na miejscu, w wielkim biurowcu, zostawiam go przykutego ciężką podkową (droższą niż sam rower) do stojak gdzie w samotności oczekuje momentu, w którym skończę pracę i udam się w drogę powrotną. Tak jest zazwyczaj.

Z drugiej strony, we wtorki wieczorami muszę się (lub przynajmniej powinienem :D) wdzwaniać na spotkania z zespołem znajdującym się po drugiej stronie świata. Dlatego też tego feralnego dnia chciałem wyjść wcześniej by spokojnie dojechać do siebie, zrobić jeszcze zakupy i zwyczajnie ugotować sobie obiad. Przez wcześniejsze wyjście rozumiem ewakuację około 14.

Wybiła odpowiednia godzina, przebrałem się w strój ‘wyjściowy’ i poszedłem po rower. Podchodzę do stojaka, widzę, że po drugiej stronie mojego roweru stoi wiekowa chociaż stylowa damka przypięta grubym łańcuchem w oplocie z solidnie wyglądającą kłódką. Po tym jak odstawiłem sakwę i chciałem odpiąć podkowę zauważyłem, że właścicielka damki prawdopodobnie z rozpędu zarzuciła łańcuch na swój rower, stojak i… ramę mojego roweru. Bez klucza do jej kłódki nie mogłem ruszyć swojego roweru, byłem uziemiony.

Była 15 (tak to jest z wcześniejszym wyjściem 😉 ), pomyślałem, że może około 16.30-17.00 dziewczyna będzie wracać do domu to odepnie swój rower. Wróciłem do biura, zniechęcony bo potencjalnie wszystkie plany szlag trafił. Ostatecznie zostałem do 19.30, po zakończeniu spotkania okazało się, że dziewczyna nadal nie opuściła biura. Zostawiłem jej kartkę z wiadomością mniej więcej w stylu ‘dziękuję za dodatkowe zapięcie roweru, szkoda tylko, że akurat dzisiaj chciałem wyjść wcześniej’ po czym w ‘cywilu’ poszedłem na metro/autobus.

W między czasie powiedziałem koledze, który również dojeżdża rowerem, o całej sytuacji. Jego sugestia była taka, iść do ochrony i niech oni działają. Wspomnę tylko, że w biurowcu jest wiele firm, zaś do większości pięter nie mam dostępu. Jedyną opcją było to, by ochrona, o ile by mnie nie zbyła, skorzystała z radiowęzła w budynku i ogłosiła informacje o zablokowanym rowerze. W to akurat wątpię, bo to ten system raczej nie służy do tego. Przez te kilka miesięcy, które spędziłem w tym biurze, nie słyszałem ani razu by był uruchomiony do czegoś innego jak do alarmów pożarowych. Stwierdziłem wtedy, że poczekam, aż dziewczyna skończy pracę. Byłem wtedy już zmarnowany, zdenerwowany, głodny i powoli traciłem nadzieję na powrót rowerem.

Inna osoba, usłyszawszy całą sytuację, stwierdziła, że trzeba było iść do ochrony i wtedy komisyjnie rozciąć łańcuch i uwolnić mój rower. To jest nierealne – nie dość, że nie wiadomo kto miałby podjąć taką decyzję to jeszcze trzeba by było mieć osobę na miejscu, która to zrobi (opis stanowiska, narzędzia, BHP itp.). Już nie będę wspominał o niszczeniu czyjegoś mienia. Pomysł ciekawy…

Ostatnia z osób, która wiedziała o sprawie, powiedziała, że powinienem był przypiąć damkę tej dziewczyny do stojaka za pomocą swojej blokady, by ją zablokować. Do tego zostawić kartkę, że domagam się zadość uczynienia finansowego za stracony czas nie z mojej winy. Blokada była po to by nie uciekła i musiała przyjść załatwić sprawę.

Jak słuchałem każdej z tych osób… ok, pierwsza była w miarę normalna na tle pozostałych, chociaż radiowęzeł w budynku raczej nie by uruchomili do tak błahej sprawy. Stojaki są normalnie dostępne z zewnątrz, wystarczy wjechać przez wjazd dla samochodów i już. Zarządca budynku udostępnia możliwość zostawienia roweru, ale nie ma wpływu na to jak ludzie korzystają.

Wracając jednak do opinii – jak słuchałem to od razu pomyślałem, że musze się strasznie pilnować by przypadkiem komuś nie zablokować roweru bo w najlepszym wypadku będę wzywany do roweru, w najgorszym, potną mi rower na kawałki wraz z blokadą (ok, podkowy nie potną, bo to kawał twardego żelastwa). Strach popełnić błąd bo ludzie są tak cholernie bezwzględni, zawistni i niewybaczający. Same ideały dookoła, bo im na pewno nie zdarza się popełniać błędów.

Fakt, byłem wkurzony całą sytuacją, klnąłem pod nosem jak szewc i miałem różne pomysły, ale nie tak ekstremalne.

Jak skończyła się cała historia? Następnego dnia z rana poszedłem sprawdzić czy mój rower jest nadal przypięty. Damki nie było zaś na bagażniku znalazłem kopertę z czekoladą i przeprosinami.

Dziewczyna bardzo fajnie się zachowała i bardzo szanuję ją za to, ale strach pomyśleć jakby trafiła na ‘człowieka doskonałego’ lub jeśli, co gorsza, wysłuchałbym którejś z osób, z którą rozmawiałem (za wyjątkiem pierwszej).

~ by drzejan on September 1, 2019.

 
%d bloggers like this: