Druga wyprawa do Stanów – Wielki Kanion / The second trip to the US – The Grand Canyon

Kontynuując jednodniową wyprawę na wschód planowałem dotrzeć do drugiego i zarazem najważniejszego celu podróży, Wielkiego Kanionu. To co chciałem zobaczyć to panorama kanionu widziana z południowego brzegu w okolicach Grand Canyon Village.

The continuation of my one day trip to the east. I planned to get to the second and final goal of my trip, The Grand Canyon. I wanted to see the panorama of the canyon seen from the southern side, from somewhere around the area of Grand Canyon Village.

przerwa techniczna

Jak planowałem podróż to wszystko wyglądało banalnie prosto. Od tamy Hoovera wystarczyło jechać drogą stanową nr 93 na południe by włączyć się na drogę międzystanową nr 40 i dalej lecieć prosto aż do miasta Williams skąd drogą stanową 64 dojechać do Grand Canyon Village, miasteczka zlokalizowanego w Parku Narodowym Wielkiego Kanionu. Trasa liczyła sobie około 250 mil czyli około 400 km co można pokonać w około 4 godziny ciągłej jazdy (na szczęście było dwóch kierowców).

When I was planning this trip everything looks simple. Starting from Hoover Dam I only needed to take state road no. 93 to the south to the intersection with interstate road no. 40. From that point it was even simpler – head east to the Williams city and then go north (state road no. 64) to Grand Canyon Village, a small town in Grand Canyon National Park. The whole route was estimated to 250 miles (circa 400 kilometers) with travel time around 4 hours nonstop driving. Luckily there were two drivers.

Zanim przejdę do zdjęć z drogi do kanionu i z samego kaniony napiszę o jednej rzeczy. Drogi międzystanowe (autostrady?) w Stanach uświadomiły mi coś o czym już zapomniałem w Polsce. Przede wszystkim jeśli doszłoby do wypadku to na pomoc trzeba by było czekać nie kilkanaście minut tylko w najlepszym wypadku dziesiątki minut. Mijałem miejsce wypadku gdzie wysoki SUV dostał boczny wiatr, osoba prowadząca straciła panowanie po czym samochód obrócił się i koziołkował bokiem. Inni prowadzący zatrzymali się i udzielali pomocy jednak jak kojarzyłem to najbliższe miasteczko skąd można by było spodziewać się pomocy było kilkadziesiąt kilometrów wcześniej.

Before the gallery and photos from the road to the Grand Canyon and the canyon itself, I want to mention my thoughts about driving in the US. Interstate roads (highways?) made me realize something I have totally forgotten in Poland. First of all, if an accident occurs it’s not like help will arrive within 10 or 15 minutes. In the best case, it will take a few dozens of minutes. On my way, I saw an accident and help was provided by other travelling people. It was then when I realized that the closest town with a hospital was a few tens of kilometers earlier.

Drugą rzeczą, którą widziałem, był samochód, który stał zepsuty na poboczu. Prowadząca go kobieta, chcąc wezwać pomoc, musiała wejść na stojące nieopodal wzniesienie by złapać chociażby minimalny zasięg sieci komórkowej. Ostatni raz widziałem coś takiego w Polsce w połowie lat 90 ubiegłego wieku – i teraz jakby coś się stało z samochodem, który był wypożyczony, to mielibyśmy nie lada problem. Na szczęście nic się nie stało.

The second situation I want to mention is about a car that was broken and was left on a road’s side. A driver left it and climbed up the nearest hill in order to be in the range of the cellular network. The last time I saw such a thing in Poland was in the middle of 90 of the previous century. I can image how much of trouble I would have if something were to happen with a rented car. Luckily everything was fine.

A teraz czas na zdjęcia 🙂

Now it’s time for photos 🙂

Sam powrót do samochodu, jak już udało mi się wejść do autobusu i dojechałem na odpowiedni parking, okazał się nie lada wyzwaniem. Zupełnie nie spodziewałem się tego, że parking nie będzie w ogóle oświetlony, a ja naiwnie nie zostawiłem sobie pineski na mapie w miejscu gdzie stoi samochód. Tak więc w zupełnych ciemnościach szukałem odpowiedniego rzędu. Na szczęście znajomi zawołali mnie po tym jak zauważyli jak szedłem z włączoną latarką. Tak więc można było ruszyć w drogę powrotną, która po takim maratonie była po prostu męcząca. Przyznam się, że momentami czułem, jak zaczynam zasypiać za kierownicą, ale jak wspomniałem wcześniej, było dwóch kierowców 🙂

Going back to the car… first of all, I had to catch a free shuttle (available in the area) and get to the correct parking lot. I was totally not prepared for what I saw. Literally, there were no lights around the parking lot so it was so dark that I couldn’t find any characteristic elements that would help me in finding the car. What’s worse, I didn’t have a pin on my map with the location of the car. So in total darkness, I was looking for a proper row of cars. Luckily my friends called me when they saw me with a flashlight on in my phone. After that, I left the national park and drive back to Las Vegas. Easier say than do as I was already really tired so driving was a challenge. I clearly remember I was getting sleepy but as I have mentioned earlier, there were two drivers 🙂

Podsumowując cały wyjazd na wschód. Naprawdę warto było zobaczyć tamę Hoovera oraz Wielki Kanion. Z drugiej strony, by w pełni docenić kanion, potrzebowałbym co najmniej tydzień by na spokojnie sprawdzić większość z dostępnych tras a pewnie i tak czułbym niedosyt. Znaczy się – ja tam jeszcze wrócę, z w pełni działającym sprzętem foto (z zapasowym body? :D) oraz odpowiednimi obiektywami i statywem 🙂

To summarize the trip to the east. It was really worth to go and see Hoover Dam and The Grand Canyon. On the other hand, to fully enjoy the canyon, I would need to have at least one week so I could check most of available walking trails and yet I think I would feel I haven’t seen all interesting places. This means one thing – I will return there, with full working photo gear (e.g. backup body? :D), goods lenses and tripod 🙂

To co dalej? Tego samego dnia, po powrocie z wyprawy, czekał mnie lot z Las Vegas do San Francisco skąd musiałem się przebić do Oakland gdzie miałem wynajęte mieszkanie. Plan był już zdecydowanie mniej napięty i można było na spokojnie odpocząć. Prawie bo zaplanowałem najdłuższą pieszą trasę wyjazdu oraz zwiedzanie więzienia w Alcatraz połączone z szwendaniem się po mieście. A to wszystko w kolejnych wpisach 😀

What’s next? The same day I made it back from the trip, I had a flight from Las Vegas to San Francisco where I travelled to Oakland, to a rented flat. The remaining part of the stay in the US was much less packed so I could enjoy some free time. In my case, this means the longest walking trip, visit in a former prison in Alcatraz combined with walking around San Francisco downtown. Stay tuned for next posts 😀

~ by drzejan on March 26, 2019.

 
%d bloggers like this: