Górska wyprawa do Hong Kongu – część 4 / Hiking trip to Hong Kong – part 4

Powrót na Lantau – jednak tym razem bez zabójczego podejścia od strony Tung Chung do wioski Ngong Ping gdzie znajduje się klasztor Po Lin. Jak chciałem to osiągnąć? Po prostu pojechałem autobusem 😀 Celem były rzadziej uczęszczane szlaki w południowo zachodniej części wyspy z dwiema dużymi plażami na czele.

Return to Lantau – this time without hiking from Tung Chun to Ngong Ping village (place where Po Lin monastery is located) which two days earlier appeared to be close to death experience. The plan was really simple, I just took a bus 😀 The general goal for that day were less popular trails in southwest part of the island with two beaches to see.

przerwa techniczna

Chyba nie ma sensu przedłużać wstęp – skrócenie czasu podróży do wioski zdecydowanie pomogło zwłaszcza, że potrzebowałem blisko godziny by dojechać metrem do Tung Chung. Oczywiście plany są po to by zmodyfikować je w trakcie realizacji, ale o tym już w galerii 😀

There is no point in extending introduction – getting to Po Lin monastery almost in no time (compared to hiking) was really nice given that I already spent almost one hour in subway on my way to Tung Chung. For plans – they are just suggestions which change on the fly during implementation but I will write more about this in the gallery 😀

Po dotarciu do plaży nie pozostało mi nic innego jak wyruszenie w drogę powrotną. Niestety piękne widoki na plaży nie przeszkodziły słońcu w tym by dać mi się mocno we znaki i było już na tyle nieciekawie, że poczułem dreszcze. To wystarczyło by zmotywować mnie do bardziej zdecydowanego powrotu przy czym tym razem na szczęście miałem odpowiedni zapas wody w plecaku (kosztem obiektywów…). Ze względu na sytuację zdecydowałem się złapać autobus do Tung Chung z przystanku w okolicach tamy przy zbiorniku Shek Pik (z którego widać było wielkiego Buddę). Było już popołudnie i spodziewałem się, że będzie dużo osób wracających do miasta jednak to co zobaczyłem w środku przerosło moje oczekiwanie. Jechałem stojąc praktycznie koło kierowcy trzymając się poręczy bardziej na słowo honoru niż jakby miało to mi dać jakiekolwiek oparcie przez co w razie zderzenia na pewno wyleciałbym przez przednią szybę. Na szczęście kierowca jechał ostrożnie i niezbyt szybko na krętych drogach dzięki czemu bez problemu dotarłem do metra skąd po godzinie wylądowałem na wyspie Hong Kong – tak oto skończył się kolejny dzień wędrówek po Hong Kongu (strefie administracyjnej 😉 ). W ostatnim już wpisie z tej serii będzie o spokojniejszym szlaku zwanym Smoczym Grzbietem jednak tym razem bez opuszczania wyspy Hong Kong :>

After reaching the goal for that day, the beach visible on the last photo, it was high time to head back to the city. Unfortunately on mentioned beach sun hit me really hard and I started to feel bad (I felt dizzy) so I was extra motivated to speed up walking. Hopefully that day I had enough water with me as I left some lenses in the hotel. Given my condition I decided to catch a bus from the stop near the dam on Shek Pik reservoir (the one where you can see Big Buddha from it). It was already late in the afternoon so I expected crowds in the bus but when it finally arrived reality exceeded my expectations. Bus was full to the point I was standing next to the bus driver and I was trying to hold on anything that can be used as handle. All the time I was thinking ‘please, no accidents or sudden stops as I will leave this bus though the front window’. I was happy that driver had similar thoughts and was driving slowly and steadily through mountain roads till we reached Tung Chung metro station from where it took me around one hour to reach Hong Kong island. This concluded another day in Hong Kong (special administrative region). In my next post, the final one in this series, I will write about last full day of my stay in HK during which I checked out Dragon’s Back trail so I didn’t have to leave Hong Kong island :>

~ by drzejan on February 25, 2018.

 
%d bloggers like this: