Nagasaki 2.0 (część 1) / Nagasaki 2.0 (Part 1)

Słowem wstępu – w 2015 doszedłem do wniosku, że fajnie by było zdobyć dwa szczyty: Bandai (okolice Fukushimy) oraz Unzen-Dake (okolice Nagasaki). Niestety nie poszło tak jak planowałem bo o ile w pierwszym przypadku byłem zupełnie nie przygotowany na wyprawę (brak odpowiedniego sprzętu + słaba pogoda) tak w drugim pogoda oraz zagrożenie gazami wulkanicznymi nie pozwoliło mi nawet zbliżyć się w okolice szczytu. Będąc jeszcze w Korei i odliczając dni do powrotu do Polski, pomyślałem ‘nie ma bata, wrócę tam i zdobędę obydwa szczyty’. I tak o to na początku maja czyli podczas japońskiego ‘golden week’ udałem się na Kyushu. Do Nagasaki dotarłem autobusem z lotniska w Fukuoce o którym dowiedziałem się rok wcześnie – o połowę tańszy od kolei z niewiele dłuższym czasem przejazdu. Ważna lekcja 😀

A brief introduction – in 2015 I have decided to reach peaks of Bandai (Fukushima area) and Unzen-Dake (Nagasaki Area) mountains. Unfortunately it didn’t go the way I planned as in the first case I had to give up reaching the peak due to improper hiking gears and bad weather while in the second case I haven’t seen anything as there was too much of fog and most of hiking trails were closed due to volcanic gases. While I was still in Korea and I was happily counting days till my departure one though came to my mind: ‘no way I will not give up so easily, I will return and conquer both of those volcanos!’. To achieve that at the beginning of May 2016, during Japanese Golden Week, I’ve arrived in Kyushu, in Fukuoka. I reached Nagasaki by bus as this seems to be the cheapest way and it takes only a little bit more time than trains. I learnt about buses one year ago during my first trip, an important lesson 🙂

przerwa techniczna

Zanim zacznę opisywać trzy dni jakie spędziłem w Nagasaki i okolicach wspomnę o przejściach jakie miałem jeszcze w Korei, na lotnisku Incheon. Opuściłem Koreę pierwszego dnia dłuższego majowego weekendu co oznaczało problemy z obłożeniem dróg, autostrad oraz lotnisk. W rzeczy samej na samo lotnisko przyjechałem odpowiednio wcześniej by stanąć w kolejce do bramki Korean Airu (na bogato, nie? 😉 ). I tu pierwszy szok – kolejka była przeogromna, lekką ręką na kilkaset osób i co gorsza, praktycznie nie poruszała się do przodu. Koreańczycy zachowują się w dość specyficzny sposób: jeśli pracują to są uprzejmi i pomocni jednak gdy już są poza pracą to zachowują się jak nowobogaccy z bardzo przerośniętym ego. Biedne dziewczyny obsługujące wydanie kart pokładowych oraz odbiór bagaży musiały się użerać z bałwanami, którzy np. nie ogarniali ograniczeń co do ilości bagażu. I tak wszystko się korkowało a czas leciał. Wkurzony sytuacją i faktem, że do końca mojego check-inu pozostał tylko kwadrans poszedłem do obsługi, która powiedziała mi bym wrócił do kolejki i jeśli jakimś cudem dotrę do bramki to ok – jak nie (10 min po zakończeniu mojego check-inu) to mam się zgłosić ponownie. W tym momencie walczyłem już wspólnie z pewnym miłym panem z Tajwanu, który był w identycznej sytuacji. Staliśmy jak ofiary widząc, że czekanie na nic się nie zda by w końcu ponownie zaatakować obsługę. Zostaliśmy wtedy przekierowani do ‘tajnej’ bramki dla ludzi ‘po czasie’ – tam w miarę szybko wrzuciłem bagaż i pobiegłem w stronę kontroli bezpieczeństwa oraz spraw imigracyjnych. Tu uśmiechnęło się do mnie szczęście bo gdy biegłem zawołał mnie wspomniany pan z Tajwanu, który powiedział, że ludzie w naszej sytuacji mogą iść ścieżką priorytetową co w połączeniu z automatycznymi bramkami imigracyjnymi zaowocowały pokonaniem wszystkiego w 15 minut. Da się? Da się. Całość pokazała jak słabo zorganizowane było lotnisko na taki zalew ludzi / linie lotnicze były na tyle pazerne, że sprzedały więcej biletów niż można było obsłużyć.

A już myślałem, że będę musiał odwoływać hotel. I tak zapłaciłbym 100% kosztów :/ Tak czy owak, wejście do pokoju w hotelu w Nagasaki było chwilą triumfu – przetrwałem, dotarłem, ale przede wszystkim przeżyłem 😀

Before I will write about those three days in Nagasaki and area around it I need to mention problems I had in Korea before my departure from Incheon International Airport. I wanted to leave Korea on the very first day of a longer holidays in May so I anticipated there might be a number of issues on the way on highways as well as long queues on the airport. For this reason I left earlier and as it appeared later, I was a good decision. On the airport the queue to Korean Air check-in area was just extremely crowded and what’s even worse – nothing was moving at all. A side thing – it seems like Koreans are behaving in a very specific way. When they are working they behave more or less polite and will help you but when they are ‘out of the office’ they start to behave way too full of themselves. I felt pity for all those poor girls in check-in gates who had to deal with people not understanding that one piece of checked in luggage doesn’t mean one trolley with three pieces of luggage on it. I was waiting in a long queue, time for the end of check-in for my flight was approaching and was really no hope for passing that queue. Fifteen minutes left so I went to the staff to ask what to do as the queue in front of me would take at least 1-1.5 hour to process. I got silly reply I need to wait 10 minutes after the end of my check-in and then come back to the staff. At that point I was not alone as elder person from Taiwan was struggling the same way as I did – we could do nothing else than just wait all the time being pissed like mad.

When it was already after our check-in both of us went to the same staff person who told us to wait and we were told to head to a check-in gate located to the side for people who were already late for their check-in. From that moment it went really fast and no longer than few minutes later I was already running in the direction of security check. Luckily for me mentioned elder person from Taiwan called me from express security lane and told me we could use it. So in total, from getting to the hidden queue, passing express security checking and using automatic immigration gates I spent no more than 15 minutes. Possible? Possible – it should be like this if only airport and/or airlines were not so greedy and the amount of people would not cause so many problems.

At some point I thought I would need to cancel my hotel in Nagasaki even though I would need to pay 100% price. The moment when I got to Nagasaki I felt like I achieved something big– I made it, I survived it and I don’t plan to go thought similar experience anytime soon.

Plan wypadu był prosty, pochodzić po Nagasaki oraz wejść na szczyt Unzen Dake. Rok wcześniej pogoda zdecydowanie pokrzyżowała moje plany – jeden dzień był naprawdę piękny i wtedy widziałem Hashimę, wyspę przypominającą kształtem okręt-wojenny. Natomiast pozostała część wyjazdu stała pod znakiem silnych opadów deszczu oraz mgieł uniemożliwiających podziwianie szczytu wulkanu. Zatem wiązałem duże nadzieje z tym wyjazdem bo opcji by pojechać tam jeszcze raz raczej nie będzie…

Before I proceed to photos I will just mention the plan for my three days long trip in Nagasaki area. I just wanted to get to the peak of Unzen Dake volcano – almost one year earlier I was in Nagasaki but I only had like one day of good weather (the one I spent on visiting Hashima Island). Rest of the time there it was raining like mad. Another thing is that I knew I wouldn’t have a next chance to visit this area anytime soon so…

I to by było na tyle jeśli chodzi o pierwszą część wpisu. Co będzie w następnej? Łażenie po górach jak również odpowiedź na bardzo ważne pytanie – czy dotarłem na szczyt wulkanu Unzen-Dake? Dowiecie się o tym już w krótce 😀

That would be all for this post which is the first part. What will be in the second part? Hiking, mountains and the answer for this very serious question – did I made it to the peak of Unzen-Dake? Stay tuned for the second part, it should be here soon 😀

Advertisements

~ by drzejan on February 26, 2017.

 
%d bloggers like this: