Jesienne kolory w Kioto (2/3)

Krótkim słowem wstępu: jest to druga część z serii wpisów poświęconych wypadowi do Kioto podczas jesieni 2015 roku. Opisywany pobyt w Japonii odbył się w towarzystwie Mastera 😀 Bez zbędnego przedłużania, kierunek: Kioto!

A brief introduction: this is second part from series of posts from my trip to Kyoto during fall foliage. This time it was a little bit different as I went there with my friend which was a nice change compared to my previous lone trips. Ok, without additional comments, it’s time to start this post! Direction: Kyoto!

przerwa techniczna

06 – Sklep Ghibli / Ghibli shop

To miejsce to czyste ZŁO. Można je znaleźć nieopodal Kiyomizu-dery – pomiędzy tą znaną świątynią a Gion (dzielnica gejsz). Wiem jedno. Za każdym razem jak tam przychodzę to czy tego chcę czy nie, zawsze zostawiam kilka tysięcy jenów. Czemu?!?!?! Ale to nie jest tylko urok tego konkretnego sklepu. Dokładnie to samo miało miejsce po tym jak wszedłem do ich ‘oddziału’ w Tokio, który ostatecznie opuściłem z bardzo fajną rzeczą, dla odmiany dla mnie 😀 Co takiego? Może napiszę o tym w przyszłości 😀

Szkoda, że nie udało mi się przekonać Mastera by wziął tego większego Totoro z listkiem ]:->

This place is the source of all evil. You may find it near Kiyomizu-dera – pretty much between this famous temple and Gion (Geishas’ district). After all I know one thing, whenever I’m in this shop I tent to leave a few thousands yen. WHY?!?! It’s not like this shop on its own has that kind of charm to make me spend money, I was at Tokyo ‘branch’ and exactly same thing happened but that time I bought something really cool for myself 😀 What? Maybe later I will write about 😀

Damn, why wasn’t I able to convince my friend to buy bigger plushy Totoro with leaf? Why? ]:->

07 – Shoren-in

Świątynia, którą odwiedziłem już trzy razy: wiosna 2014, jesień 2014 i teraz, jesienią 2015. Za każdym razem jest to niezapomniane przeżycie i to nawet jeśli nie skorzystałem z okazji by napić się zielonej herbaty w otwartej części świątyni z widokiem na piękny ogród. Za dużo zdjęć niestety nie będzie z powodu zakazu używania statywu a było tam po prostu ciemno. Ale był ku temu dobry powód: ciemność współtworzyła coś wspaniałego. Trudno to opisać, trzeba zobaczyć na własne oczy – czy to oznacza, że będę tam po raz trzeci którejś jesieni? Nie wiem, nie wiem 😀

Jak tak siedzieliśmy z Masterem na schodkach jednego z budynków naszła mnie ochota by nagrać filmik z ogrodem w roli głównej. Choć obraz wyszedł praktycznie czarny to nie on okazał się być główną atrakcją. Przez przypadek nagrałem fragment rozmowy dotyczący herbaciarni w świątyni z tekstem ‘to musi być bardzo dobra herbata… biorąc pod uwagę jej cenę’. Za każdym razem śmieję się jak słyszę te słowa 😀

Poniżej znajdują się zdjęcia z ‘tylnej części ogrodu’: bambusowy gaj.

It was my third time in this temple: Spring 2014, Fall 2014 and now in Fall 2015. Each of my visits was great and I will cherish my memories, even if I didn’t take the chance to drink green tea while enjoying watching beautiful garden from specially prepared place for that. Unfortunately it was close to impossible to take photos due to the fact it was already dark and tripods were forbidden. On the other hand, as it was dark, whole garden was just amazing and beautiful. It’s really hard for me to describe it with words, one has to see it with own eyes and now as I’m thinking about this place I know I will need to go there once again, some fall in the future 😀

Below you may find photos from ‘rear part of the garden’: bamboo grove.

08 – Jingo-ji

Takao – obszar położony na północny zachód od centrum Kioto. Szczerze to nie jestem pewien czy wciąż jest to jeszcze Kioto czy już zupełnie osobny byt administracyjny. Wiem natomiast jedno – pojechać do Kioto i nie wybrać się w te okolice to spory błąd (nie krytyczny, ale wciąż spory). By dotrzeć do świątyni trzeba pokonać znaczną liczbę schodów, ale to nie problem bo jeśli ma się szczęście (i jesień jest jesienią a nie porą suchą) to widoki rekompensują cały wysiłek. Oprócz interesującego kompleksu świątynnego jest tam coś jeszcze – ogrodzona skarpa z której można cisnąć glinianym krążkiem symbolizującym negatywną energię. W ten sposób można pozbyć się problemów, ot taka ciekawostka.

Takao – area to the north-east from Kyoto’s centre. In my opinion going to Kyoto and not seeing this areas is a mistake, not crucial one but still a mistake. Back to the temple – to get there you need to beat a considerable number of steps but if you are lucky all your efforts will be compensated by beautiful views. By lucky I mean when it’s not too dry while you are there and there is a lof of beautiful autumn coloured leaves… That place is famous not only for temple but also for scarp from which one can throw clay disk representing negative ‘energy’. This way you can purify yourself.

Będąc na miejscu nie mogłem nie nagrać filmików na których widać jak daleko ludzi potrafią cisnąć te dyski. Jeden starszy Japończyk miał wprawę bo cisnął dysk na drugą stronę doliny. Inny zaś, według relacji Mastera, o mało co nie skasował mi głowy. Z drugiej strony Master też ledwo co uniknął oberwania spodkiem 😀

A mchy tam mają pierwsza klasa 😀

Seeing people throwing those disks I couldn’t resist myself from recording videos. There was one old guy who must have done it many times as he was really good at this – his disk made it to the other side of the valley. But not everyone was so good. According to my friend one guy almost crashed disk on my head. On the other hand, my friend also almost got ‘hit with clay’. Still it was really nice over there 😀

One side note – mosses there are awesome 😀

09 – Górskie jeziorko / Lake in the mountains

Tak jak rok temu tak i tym razem po odwiedzeniu świątyń w Takao udaliśmy się w stronę górskich szlaków, wyglądających na dawno zapomniane. Jest coś pięknego i bardzo odprężającego w chodzeniu po leśnej ścieżce w okolicznościach przepięknej przyrody przy pogodzie, która dopisała. Podążając ścieżkami (tym razem bez mapy :D) dotarliśmy do górskiego jeziorka, które rok temu po prostu mnie oczarowało. W między czasie musiało się roznieść po świecie, że istnieje to urokliwe jeziorko gdyż na brzegu rozstawione były namioty, grała muzyka, ognisko się dopalało zaś pies ujadał od czasu do czasu. No, ale przynajmniej mogliśmy popatrzeć na trenującego wędkarza, tak stwierdził Master – ja tam się nie znam 😀

Z okolic jeziorka pamiętam jeszcze jedną rzecz – drzewo oblepione kaki. Ciekawe czy jadalne :>

Last year I went through forgotten passages in order to get to hidden mountain lake. I liked it so much that I promised myself I will go there once again. Walking/hiking in almost deserted area always allows me to recharge my batteries and it was really nice as weather was great. We made it to that lake without even using any map or GPS 😀 It seems like since last year that place become popular so when we arrived at lake’s bank we were not the only ones there – there were tents, camp fire, music and barking dog. It was still nice but I it would be much better if there was no one.

10 – Kinkaku-ji

Złoty pawilon. Po każdej wizycie w tej świątyni obiecuję sobie, że już tam nie wrócę, a mimo to wciąż w niej ląduję. Oprócz pawilonu to za dużo tam niestety to nie ma do zobaczenia. Ok, są przerażające tłumy turystów z przewagą obcokrajowców. Mieszanka jest wybuchowa bo oprócz Chińczyków są też Malezyjczycy oraz Tajlandczycy, którzy wychodzą z założenia, że płacą to im się wszystko należy i mogą robić co chcą. No i szła sobie taka gromadka środkiem co i rusz patrząc na innych jak na śmieci. Szli by pewnie dalej gdyby nie natrafili na wielką białą górę lodową, która robiła spokojnie zdjęcia – próbowali mnie przestraszyć swoimi groźnymi spojrzeniami. Cóż, nie byłem gorszy i odpowiedziałem im tym samym co najwyraźniej zadziałało – ominęli mnie szerokim łukiem. Komicznie to wyglądało – podskakiwały mi knypki sięgające mi co najwyżej do ramienia 😉

Golden pavilion. After every and each of my visits in this temple I promise myself I won’t go there anymore but still I always somehow end up there. To be honest – there is nothing else to see there apart from famous pavilion… or maybe there is something: enormous crowds with majority of foreign tourists. There are people from China, Malesia and Thailand – unfortunately some of them are thinking that if they are paying then they can do whatever they want. There was a group of tourists from Thailand (I think) who was ignoring other people and pushing them away from the path centre. It didn’t last too long as on their way appeared a big ‘white iceberg’ (me taking photos = serious business). They tried to persuade me to leave path by sending me ‘evil eyes’ and… that was a mistake, a big one. It was like red piece of clothes against bull – I send them back my special edition of ‘evil eye’. It was enough for them to avoid me as they passed silently at least 1 meter from me. I find it amusing to see people trying something funny while they can only reach my shoulder, at most 😉

Chociaż udało mi się zrobić kilka fajnych zdjęć to jednak po raz kolejny ilość turystów skutecznie mnie zniechęciła do tej atrakcji turystycznej. Rok temu też miałem nieprzyjemności w tym samym miejscu…

In the end I took a few really good shots from there but the number of tourists was enough for me to once again promise myself to never again see that place. If you read my last year’s post from Kyoto during Autumn you may remember that something really unpleasant happened to me in that temple.

Ciąg dalszy nastąpi 😀
To be continued 😀
つづく 😀

Advertisements

~ by drzejan on February 28, 2016.

 
%d bloggers like this: