Życie w Korei – 17

Chyba nadszedł czas by przełamać negatywną wizję Korei stworzoną przez ostatnie wpisy z tej serii, konkretnie ‘odcinek’ 15sty i 16sty. W Korei nie jest aż tak źle, jakby się mogło wydawać. Trzeba się tylko przyzwyczaić do tego, że można zginąć na każdym przejściu dla pieszych. Poza tym da się mniej więcej przeżyć 😉 Tym razem jednak nie będzie o socjopatach na drogach – będzie luźno, na temat pewnej potrawy, jeśli można tak to określić, którą udało mi się spróbować, a która była dostępna tylko przez pewien krótki okres czasu. Zatem udanej degustacji zdjęć z dietetycznym dodatkiem pod postacią krótkiego opisu 😀

Disclaimer: This series of posts is only in Polish so… sorry guys 😉

przerwa techniczna

Wszystko zaczęło się od rozmowy w pracy przy śniadaniu z kolegami z zespołu – obcokrajowcami, rzecz jasna. Kolega ze Stanów rzucił, że KFC wprowadziło w Stanach i w Korei specjalną pozycję w swoim menu. Mowa o Chizzy – połączeniu pizzy z kurczakiem znanym z KFC. Kurczak posłużył jako zamiennik do spodu wykonanego z ciasta. Pierwotnie miałem pójść z kolegami z pracy na degustację tego potwora, ale jak to zwykle bywa nic z tego nie wyszło.

Jednak był cień nadziei by spróbować tego tworu – w tym czasie przybył do Korei Master, z którym po naradzie postanowiliśmy wspólnymi siłami stawić czoła temu wyzwaniu. I tak jednego dnia, po zmroku, ubrani prochowce (widziane oczyma wyobraźni, bo tak naprawdę to ciepło było i nie padało 😉 ) przemknęliśmy bocznymi uliczkami Yongtongu do najbliższego KFC w celu nabycia dwóch sztuk Chizzy. Rzecz jasna wzięliśmy na wynos, tak by nikt nas nie widział 😉

W zaciszu mieszkania przy akompaniamencie hałasu dobiegającego ze skromnej uliczki osiedlowej (4 pasy w każdą stronę) nastąpiła degustacja tego tworu. Szczerze powiedziawszy spodziewałem się, że całość będzie wręcz ociekała tłuszczem co w połączeniu z roztopionym produktem seropodobnym mogło z łatwością spowodować rewolucje żołądkowe. Ku mojemu zdziwieniu po otwarciu pudełka nie zobaczyłem kałuży świeżego oleju. Pominę fakt, że zawartość pudełka była nieco rozczarowująca pod względem wielkości. Jak zwykle zdjęcia reklamowe zostały zrobione za pomocą wielkim zoomem i zamiast czegoś na kształt małej pizzy – tego można się spodziewać po rozłożeniu na płasko całej piersi kurczaka, było coś małego na bazie połówki. No, ale przynajmniej nie ociekało tłuszczem. Ogólnie było dość suche co w tym przypadku było jak dla mnie plusem.

Szczerze powiedziawszy to nie jest możliwe bym najadł się jedną porcją, dwie… też chyba nie. Trzy – istnieje pewien cień szansy 😀 W smaku było w porządku chociaż nie jestem amatorem ananasa serwowanego w Azji w jakiejkolwiek postaci. W Polsce ananas jest po prostu słodki natomiast to co można dostać w Korei przypomina blok cukru zalany barwnikiem spożywczym i kilkoma kroplami aromatu zgodnego z naturalnym 😉

Podsumowując: coś ciekawego i nietypowego, coś co warto spróbować. Byłem pozytywnie zaskoczony brakiem oleju oraz ogólnie smakiem – jedyne co było niefajne to wielkość. Cena w Korei, o ile się nie mylę, to jedyne 3500 KRW (około 12 zł).

Na koniec, znajdują się zdjęcia ‘poglądowe’ 😀

Advertisements

~ by drzejan on February 21, 2016.

 
%d bloggers like this: