Życie w Korei – 16

Bardzo krótki wstęp: tym razem będzie o robieniu zdjęć w Korei i potencjalnych konsekwencjach.

Disclaimer: This series of posts is only in Polish so… sorry guys 😉

przerwa techniczna

Ukrainiec

Wśród osób, które tak jak wyjechały na kontrakt do Korei, krąży bardzo mało pozytywna historia pewnego Ukraińca. Zanim jednak przejdę do sedna sprawy wspomnę tylko, że on, ja jak i dziesiątki tysięcy osób pracujących w firmie ma obowiązek zakleić obiektywy w telefonach – wiadomo, pracujemy nad technologiami kosmicznymi itp. 😉 Jeśli jednak chce się zrobić zdjęcie po godzinach to nie ma innej opcji jak tylko zerwanie plomby, która czasami nie do końca chce zejść, a nie widać do końca gołym okiem czy nie ma syfu na obiektywie. Stąd też nieraz zdarzało mi się ‘przestrzelić’ aparat by zobaczyć czy nie ma problemu.

W tym miejscu należy jeszcze wspomnieć, że telefony na Androidzie prawdopodobnie włączają odpowiednie ustawienia telefonu w zależności od lokalnych regulacji w danym kraju – pewnie, na podstawie informacji uzyskanych z BTSu sieci. Do tych ustawień zalicza się np. brak możliwości wyciszenia dźwięku imitującego migawkę w telefonie podczas robienia zdjęć. W takim wypadku dźwięk jest ustawiony najgłośniej jak się da.

Wracając jednak do wspomnianego Ukraińca. Na tyle na ile wiem, to zdjął plombę z telefonu i też chciał przestrzelić aparat by zobaczyć czy wszystko jest w porządku. Nieszczęśliwie wyszło, że zrobił to w metrze – ludzie dookoła usłyszeli dźwięk pseudo-migawki. Nie minęła chwila i podeszła do niego Koreanka z pytaniem czemu zrobił jej zdjęcie. Ten opowiedział o co chodzi oraz pokazał zdjęcie, na którym nic nie było widać. Wydawać by się mogło, że to koniec historii.

Niestety nie. Dwie stacje dalej czekała już na niego policja, którą wezwała wspomniana Koreanka. Powód – molestowanie poprzez robienie zdjęć z ukrycia. Poważna sprawa, tym bardziej, że tłumaczenie nic nie dało. Z czasem żona tego Ukraińca, bo nie przyjechał samemu do Korei, załamała się i była zrozpaczona. Była nawet mowa o rozwodzie chociaż dla mnie to przesada, prawdopodobnie miała już dosyć Korei i szukała sposobu by uciec z tego ‘raju na ziemi’.

Teraz najciekawszy fragment historii, która zmierzała dużymi krokami w kierunku sali sądowej. Jakimś cudem owa Koreanka uzyskała numer telefonu tego Ukraińca. Zgadnijcie po co?…

Zaproponowała mu ugodę, całkowicie poza ‘oficjalną drogą’. On wpłaci jej nie małą sumkę, ona zaś wycofa sprawę. Jak całość się skończyła? Ukraińcy wrócili do siebie chcąc zapomnieć o całej sprawie, na dobre.

Ja

Nie wiem czy zauważyliście, ale we wpisach o Korei (tych co się pojawiają rzadko i pomiędzy zdjęciami z Japonii) korzystam ze zdjęć, które zrobiłem dawno temu. Jest ku temu powodu! Po pewnej akcji powiedziałem stanowczo ‘nie będę robił zdjęć w tym porąbanym kraju!’. Co się stało?

Kojarzycie wpis o smogu. Pamiętam, że cieszyłem się jak dziecko idąc na zewnątrz – nie z powodu zanieczyszczenia powietrza tylko dlatego, że chciałem przetestować nowy fajny obiektyw (stałka – 50mm f1.8). Niedaleko mojego mieszkania zaczaiłem się na skrzyżowaniu, świeże fale smogu ładnie zasłaniały wszystko powyżej 50 metrów nad ziemią. Fajny efekt chociaż zastanawiałem się, czy nie wrócić po maskę do oddychania, pamiątkę z czasów MERSa w Korei (o taką).

Wspomnę jeszcze tylko, że ten obiektyw to stałka, nie zoom, przez co trzeba się nałazić by złapać dobry kadr a będąc na skrzyżowaniu raczej nie miałem zbyt dużego pola do manewru to też sporo kombinowałem. Jak już zdecydowałem się zrobić zdjęcie budynków po przekątnej schowałem aparat i chciałem przejść przez światła. Wszystko odbyło by się bez problemu gdybym nagle nie usłyszał, że ktoś się drze. Odwracam się a tu jakiś dziad grozi mi pięścią i goni za mną. Zrobiłem mniej więcej takie oczy: O_O

No, ale co ja się będę przejmował, przeszedłem na drugą stronę szerokiej drogi (4 pasy w każdą stronę) by nie stać na jezdni – w tym czasie starzec gonił za mną na przełaj przez środek krzyżowania cały czas krzycząc w moją stronę. Zatrzymałem się i chciałem usłyszeć co ma mi do powiedzenia. Widać było, że to jakaś moczymorda zniszczona hektolitrami soju. Jak już mnie dogonił to darł się, pokazywał na siebie i na mój aparat. Popatrzyłem na niego… po czym powiedziałem mu (po angielsku), że nie zrobiłem mu żadnego zdjęcia, łapałem budynki i smog po drugiej stronie jezdni. Oczywiście nic nie zrozumiał. Nagle też okazało się, że ludzie dookoła nie rozumieją ani słowa po angielsku to też nikt mi nie pomógł tłumacząc z angielskiego na koreański. Jak już wbiłem się na wyższy poziom irytacji to po prostu włączyłem podgląd w aparacie i pokazałem mu zdjęcia, które zrobiłem. Następnie wskazałem na niego i na ekran aparatu – mówiąc już wkurzonym głosem ‘widzisz się na zdjęciu?’ (rzecz jasna, po angielsku).

Kiedy dotarło do niego, że nie było go na żadnym ze zdjęć to zwątpił. W końcu dał sobie spokój i odszedł. Ja natomiast dość żwawo pomknąłem w stronę parku by cichaczem wleźć na pobliską górę bo nie wiedziałem czy po chwili namysłu dziad nie zadzwoni na policję (patrz historia wyżej). Na szczęście pokazane dowody jasno wskazywały, że robiłem zdjęcia budynkom po przekątnej a nie jemu, człowiekowi, który szedł po chodniku maksymalnie po prawej.

Jednak ta historia nauczyła mnie jednej rzeczy – nie brać ze sobą aparatu na spacery bo może się to źle skończyć. Nie dlatego, że coś zawinię. To ta druga (koreańska) strona będzie dążyła do tego, by uprzykrzyć życie i by było jak najgorzej.

Od tamtego dnia (połowa października 2015) zrobiłem w Korei może z 10 zdjęć. By było ciekawiej nie raz słyszałem dźwięki migawki za sobą. W sumie nie wiem po co robili mi zdjęcia, jestem mało fotogeniczny i na dodatek wyglądam jak seryjny zabójca. Wniosek jest jednak taki, że Koreańczycy mogą robić zdjęcia obcokrajowcom, ale w drugą stronę to pogwałcenie ich wolności. Nawet jak ich nie ma w kadrze…

Myśl na koniec

To wszystko jest dla mnie bardzo dziwne. Nigdy nie spotkałem z czymś takim a robiłem zdjęcia w różnych krajach w Azji. Sam zaś jestem bardzo wyczulony na tym punkcie i bardzo staram się nie publikować zdjęć, na których widać ludzi lub da się kogoś rozpoznać. Stąd też zdjęcia, które robiłem japońskim cospleyerkom na Comiketach nigdy nie zostaną opublikowane w miejscu publicznym (blog lub deviantArt) mimo, iż wiem, że mógłbym to zrobić. W końcu pozują po to by ktoś je dostrzegł i otworzył drogę do stania się profesjonalną modelem/modelką – może kiedyś opiszę moje spostrzeżenia odnośnie tego.

Inna sprawa to problem ‘poszukiwaczek złota’ / ‘naciągaczek’ (ang. gold digger). Niestety z tego co słyszałem i widziałem to w wielu przypadkach ofiarami takich kobiet są właśnie obcokrajowcy przebywający w Korei, zwłaszcza pracownicy IT.

Czy w Polsce też tak jest?

Zycie_niezwiazane_16

Zdjęcie niezwiązane z treścią notki – zrobione dzisiaj (07.02.2016) z łażenia po górach.

Advertisements

~ by drzejan on February 7, 2016.

 
%d bloggers like this: