Życie w Korei – 15

Znowu minęły trzy miesiące od ostatniego wpisu o Korei. Nie jest to spowodowane tym, że nie mam o czym pisać. Wręcz przeciwnie! Mam listę kilkunastu tematów, o których chciałbym się w jakiś sposób wypowiedzieć. Problemem jest natomiast to, że w między czasie byłem kilka razy w Japonii + raz w Polsce i z większą łatwością przychodzi mi pisanie o podróżach niż tym co widzę na co dzień w Korei. No, ale w końcu udało mi się przemóc i tym razem będzie o czymś, co być może jest na czasie również w Polsce. Rozliczenie podatkowe za ubiegły rok. W Korei, a jak!

Disclaimer: This series of posts will be only in Polish so… sorry guys 😉

przerwa techniczna

Było to moje drugie rozliczenie w Korei i już rok temu miałem wielką ochotę na spisanie swoich doświadczeń. Na szczęście to co się odwlecze to nie uciecze i teraz po drugiej ‘przygodzie’, z pełniejszym bagażem doświadczeń mogę lepiej opisać to co miało miejsce w drugiej połowie stycznia.

Zacznijmy od tego, że rozliczenie można zrobić na dwa sposoby – pełny i bardzo uproszczony. Zacznę od pełnego, który zrobiłem rok temu (w styczniu 2015) po czym zdecydowałem się na tryb uproszczony (w styczniu 2016).

Rozliczenie – wersja w trybie pełnym

Całość zaczyna się od tego, że trzeba uzyskać podpis cyfrowy z banku, w którym ma się konto. W moim przypadku, tak jak i w przypadku zdecydowanej większości obcokrajowców w Korei, jest to KEB – Korea Exchange Bank. Chyba jedyny bank w Korei, który oficjalnie przyznaje się do tego, że obsługuje klientów po angielsku. Procedura uzyskania podpisu jest prosta i w najgorszym wypadku wymaga tylko trzech podejść – normalnie są tylko dwa a to za sprawą syfiastych wtyczek ActiveX do Internet Explorera, które wręcz uwielbiają wybuchać podczas prób użycia. Legendarna jakość wykonania, nie? 😉

Oczywiście nie jest tak, że same wtyczki wystarczą do obsługi finansów. To by było zbyt mało inwazyjne w prywatne systemy klientów banku. Dlatego też oprócz kilku wtyczek trzeba zainstalować jeszcze co najmniej dwa samodzielne programy, które żyją sobie zaszyte gdzieś głęboko w systemie operacyjnym. Jeden z kolegów, który był przede mną w Korei, powiedział mi wprost: zrób sobie wirtualkę z Windowsem by nie wysadzić w powietrze swojego głównego systemu operacyjnego jak również nie dawać Koreańczykom dostępu do swoich wrażliwych danych, zupełnie z nimi nie związanymi.

Ok, mamy już system przygotowany do skorzystania z ‘uproszczonego’ systemu rozliczeń podatkowych – nadszedł czas na pozyskanie odpowiedniego certyfikatu z koreańskiego urzędu skarbowego. Wystarczy jedynie zalogować się na jednej stronie i… a nie wróć. Najpierw trzeba wejść na jeszcze inną stronę, przebić się przez gąszcz podstron po to by zarejestrować swój certyfikat jako oficjalnie rozpoznawany przez koreańskie urzędy (procedura jest inna dla obcokrajowców) i dopiero wtedy wejść na główną stronę w celu pozyskania certyfikatu. Po odczekaniu w kolejce (w zeszłym roku wystartowałem z pozycji 30 000+) oczom ukazuje się strona, na której trzeba podać garść wrażliwych danych osobowych by po chwili zacząć wyklikiwać różne śmieszności.

A co trzeba tam wyklikać? Podsumowanie z urzędu skarbowego swoich wydatków za cały rok w różnych dziedzinach, takich jak wydatki na: kartę debetową, kartę kredytową, ubezpieczenia, koszty leczenia, związane z transportem i samochodami (chyba), edukację, wakacje itp. Jak już się to wszystko wyklika to trzeba wygenerować dokument w postaci pdfa, zapisać go i już prawie jesteśmy gotowi.

Czy tylko mnie się zrobiło dziwnie nieprzyjemnie jak zobaczyłem, że koreański urząd skarbowy dokładnie wiedział ile wydałem na każdy z dość szczegółowych celów w ciągu roku. Co do wona? Czy to nie jest lekka przesada, taka jakby całkowita inwigilacja? Bo to co rozpisałem nie jest podatkiem związane z dochodami tylko z wydatkami w ciągu całego roku! Wydatkami konsumenta. Ponownie – pełna inwigilacja…

Mając dokument musiałem zalogować się do kolejnego systemu, tym razem firmowego, w którym trzeba było znowu nieco się naklikać, wrzucić wygenerowany dokument z systemu urzędu skarbowego i posprawdzać cyferki. Jeśli miałbym porównać ten system do czegoś to nazwałbym go elektroniczną wersją PIT-37, wiecie pełno pól w których wstawia się cyferki, zaznacza się czy coś miało miejsce czy nie itp. Na koniec całość trzeba było wydrukować, podpisać i oddać sekretarce w swoim dziale. Pominę milczeniem, że ta sekretarka dostała do rąk własnych rozpiskę wydatków wszystkich pracowników w dziale z dokładnymi danymi osobowymi (jak np. koreański odpowiednik PESEL) – pojęcie ‘wrażliwe dane osobowe’ chyba nie jest znane w Korei. Wspomnę tylko, że sekretarki u mnie nie są normalnymi pracownikami firmy tylko kontraktorkami na czas bardzo określony (max 2 lata) i wątpię by w ich kontrakcie było coś o odpowiedzialności za pracę z danymi osobowymi.

Wydaje się, ze to było proste, nie? To teraz najlepszy fragment – praktycznie wszystkie systemy były po koreańsku. Może tylko ten pierwszy gdzie potwierdzało się autentyczność certyfikatu do publicznego użycia był po angielsku. Dodatkowo w większości przypadków nie można było skopiować tekstu po koreańsku w celu przetłumaczenia a to za sprawą bardzo inteligentnego wstawiania go jako obrazki lub blokowania opcji kopiuj-wklej przez którąś z cudownych wtyczek w przeglądarce. Zatem by lepiej przedstawić sytuację można sobie wyobrazić rozpisanie PIT-37 w całości po koreańsku bez możliwości przetłumaczenia co oznaczają dane pola, że o dokumentacji/pomocy ze strony małej książeczki nie wspominając. To mogło powodować traumę u ludzi (np. u mnie) – teraz jak myślę o rozliczeniu w Polsce to kurczę brzmi to banalnie, człowiek przynajmniej rozumie słowa, które czyta 😀

Rozliczenie – w trybie uproszczonym

Mając za sobą traumatyczne przeżycia z 2015 postanowiłem w 2016 pójść na ‘łatwiznę’ i rozliczyć się w trybie uproszczonym. Wystarczyło tylko pójść do banku i poprosić o rozpiskę wydatków z kart debetowych i kredytowych. Zanim to zrobiłem to poprosiłem moje wsparcie dla obcokrajowców o zapisanie mi tego po koreańsku tak, że w banku pokazuję kartkę i miła obsługa wiedziała czego potrzebuję.

Dalej było już nieco prościej, mniej więcej. Nie musiałem się logować do żadnego systemu państwowego – odpowiednie dane uzyskałem z banku. Musiałem tylko wprowadzić kilka liczb do systemu firmowego (który był w całości po koreańsku, a jak!). Miałem jakiś przewodnik w postaci zrzutek ekranu z zaznaczonym co mam zrobić krok po kroku – super sprawa, szkoda, że dla systemu z 2012 roku więc delikatnie mówiąc nieprzydatne. W końcu po wielu bojach udało mi się wszystko wprowadzić, a możecie mi wierzyć, robiłem to na oślep bo przecież nie mogłem sobie przetłumaczyć co właściwie klikam: zablokowana opcja kopiowania treści strony.

Ale dałem radę!

Na koniec

Pominę kwestię tego, jak dużo wie o człowieku koreański urząd skarbowy – ich system i sprawa, że nie mają prawa do żadnej prywatności w kwestii dysponowania swoimi środkami. Jest natomiast kwestia, którą poruszyłem w rozmowie z człowiekiem ze wsparcia dla obcokrajowców: dlaczego w systemie firmowym musiałem wprowadzać wszystko w jego koreańskiej wersji pomimo, iż istnieje wersja angielska? Ta druga niestety jest mocno niedorobiona i w praktyce nie działa. Usłyszałem tylko, że wsparcie nie raz apelowało do mojej firmy po to by to poprawić bo stanowi to spory problem dla obcokrajowców. Niestety ludzie odpowiedzialni za to mieli i mają to gdzieś, bo przecież większość użyszkotników to Koreańczycy. A to ile stresu generuje to dla obcokrajowca, jak porąbane to wszystko jest oraz fakt, że nie ma się do kogo zwrócić o pomoc – to już nie ich sprawa. Ot pokazuje to jakie jest podejście szeregowego pracownika w Korei do obcokrajowców.

Mierny, bierny lecz wierny. Do tego dochodzi całkowity brak empatii oraz kreatywnego myślenia – bo przecież nie wyjdzie poza spisane zasady a te mimo wszystko nie opisują wszystkich przypadków.

Na koniec – kwestia wsparcia dla obcokrajowców. Tak naprawdę jest to osobna firma wykonująca usługę kompleksowego wsparcia dla obcokrajowców zatrudnionych u mnie w firmie. Niestety ze względu na kulturę koreańską i swoiste naburmuszenie pracowników mojej firmy wsparcie może jedynie bardzo uprzejmie prosić o pomoc w przypadku problemów w imieniu obcokrajowców. Druga strona natomiast może łaskawie pomóc lub olać to wszystko ciepłym kałem. W cale nie piszę tego z pozycji osoby, która aktualnie użera się w kwestiach związanych z powrotem do Polski.

“stoi czy leży, 2 mWon się należy”

Zdjęcie niezwiązane z treścią notki 😀

Zycie_niezwiazane_15

Advertisements

~ by drzejan on January 31, 2016.

 
%d bloggers like this: