Fukushima, Koriyama – Urabandai (Day 03)

Trzeci dzień pobytu w Koriyamie, dzień po 40 km w górach. Pierwsza myśl z rana: nie ruszam się z pokoju. Nawet wizja śniadania nie była na tyle kusząca by pokonać grawitację i opuścić łóżko – a to już jest zły znak. Jednak pozostanie w hotelu byłoby czystym marnotrawstwem czasu w Japonii to też zebrałem się w sobie i po raz trzeci udałem się w kierunku Inawashiro. Plan na ten dzień: na spokojnie robić zdjęcia oraz zwiedzać te bardziej płaskie okolice Urabandai. A to wszystko przy sprzyjającej pogodzie.

Third day in Koriyama, one day after 40 km of hiking. First though in the morning: I will not leave my bed. I almost gave up on breakfast which is something really unusual for me. On the other hand staying at hotel would be a horrible waste of time in Japan. What was the plan for that day? Staying away from any mountains and just enjoying flat area around Urabandai while taking as many photos as possible. What was positive? Weather was finally good – beautiful blue sky.

przerwa techniczna

Ścieżka Goshikinuma / Goshikinuma trail

Dotarcie do początku ścieżki Goshikinuma wymagało skorzystania z pociągu z Koriyamy do Inawashiro oraz przesiadki do autobusu, który odjeżdżał tuż spod stacji kolejowej. Słowem – trudno się zgubić 😀 Zatem ponownie ścieżka jeziorek pochodzenia wulkanicznego o pięknych kolorach. Co tu dużo pisać – zdjęcia, zdjęcia i jeszcze raz zdjęcia.

To get to Goshikinuma trail I had to get on train from Koriyama to Inawashiro and then get on the bus to Urabandai. As simple as possible, exactly same as the previous day. This way I got to path with those beautiful lakes made after volcano’s eruption. No more words – photos, photos and once again photos 😀

Z wielką radością robiłem zdjęcia, delektując się ciszą w pięknych okolicznościach przyrody. I trwałoby to dłużej gdyby nie to, że w pewnym momencie zaobserwowałem coś dziwnego. Pozostali turyści na ścieżce tak jakby zaczęli poruszać się nieco szybciej zaś gdzieś w oddali słychać było dziwny szum. Przypominało to pożar lasu – przestraszona zwierzyna (turyści) uciekała przed ogniem. Dosłownie dało się wyczuć zbliżające się zło, jakby nacierała fala szarańczy (stąd ten hałas). Nie minęła chwila a już wiedziałem co się święci…

I really enjoyed taking photos in that area – it was calm and nice, a perfect place to get some rest. It would last for longer if only one thing didn’t happened. At some point of time I noticed that other people on the path started walking faster and all of them walked in one direction. Moment later I heard some weird noise – all of this looked like fire in forest with animals running away from danger. Then I saw it…

Co może tak skutecznie zakłócić spokój wszechrzeczy? Jest tylko jedna odpowiedź na to pytanie – wycieczka szkolna. Konkretniej wycieczka całej szkoły na raz. Na szlaku pozostali tylko ci, którzy jak ja nie wiedzieli co się dzieje lub po prostu poruszali się za wolno. Nie ważne, bo ostatecznie po równo zostaliśmy wystawieni na dziesiątki ‘konichiwa’ na które wypadało odpowiedzieć. W pewnym momencie miałem już serdecznie dosyć, wyciągnąłem aparat, przystawiłem wizjer i oglądałem sobie liście na drzewach – cały czas kręcąc pierścieniami w celu dodania realizmu (że niby celuję w coś konkretnego). Zadziałało, dzieciaki odpuściły sobie witanie się ze mną.

There is only one thing that can break balance of the universe. School trip, to be precise: a whole school at once. Only a few people left on the trail – those who were unable to run away and those who didn’t know what is happening. In the end it didn’t matter as all of us were just flooded by kids – each and all of them had to say ‘konichiwa’ to you and you were supposed to answer. I did it at the beginning but there were too many of them so I decided to take my camera and just gaze through view finder and pretend to be busy 😉 It worked! Kids avoided me 😀

Jedna para staruszek nie miała ze sobą nic co mogłoby pozwolić im ‘zasymulować’ bycie bardzo zajętymi to też dzielnie odpowiadały. W końcu skończył się strumień uczniów i ocaleli mogli odetchnąć z ulgą. Oczywiście nie można było żwawo ruszyć przed siebie bo jeszcze niebezpiecznie zbliżyłoby się do tyłu tego roju, a tego nikt nie chciał. Zatem szedłem spokojnie zaś przede mną była wspomniana para staruszek. Jako, że wyglądałem na obcokrajowca (he… he… he… spotkałem może jeszcze z 3-4 innych obcokrajowców przez cały pobyt w tym rejonie) to też staruszki nie bardzo się przejmowały moją osobą. Głośno dyskutowały o tym jak te dzieciaki są ruchliwe, pełne energii, jak to wszystkie i każde z osobna musiało powiedzieć konichiwa i jakim wrzodem na tyłku było odpowiadanie. Dosłownie coś takiego powiedziały – znam to określenie po japońsku 😀

Oczywiście nie dałem poznać po sobie, że zrozumiałem co właśnie zostało powiedziane. Zdecydowanym krokiem wyprzedziłem je, tak na wszelki wypadek.

This was my way of dealing with this problem (working way :D). There were two elder woman who had to answer all greetings. Finally this madness ended I could hear a number of signs of relief from those who survived. Of course one could not walk to fast not to catch up to the rear part of school trip. So I walked quite slow and I enjoyed view around me. I was walking behind these two elder woman and they didn’t bother to speak lower as I didn’t look like someone who understands Japanese. They were talking about kids – how lively and full of energy they are. Also that each and all of them said hello and how much of pain in the arse was answering them:D Yes, I know this phrase in Japanese.

Of course I didn’t let anyone see that I understand what was said. Just in case I decided to speed up a overtake them. Again – just in case 😉

I tak mniej więcej dotarłem do końca szlaku wijącego się między jeziorkami. Było fajnie 🙂 Co ciekawe, na końcu znajdował się sklep z pamiątkami, strojami i jedzeniem. Nauczony poprzednimi wyjazdami, gdzie najpierw przysknerzyłem by później ostro pluć sobie w brodę, że nie kupiłem żadnej sensownej pamiątki, postanowiłem zostawić w tym sklepie nieco swoich ciężko zarobionych wonów (jako jeny). I tak dorwałem miniaturową wersję stworzenia, które jest maskotką tego rejonu – było dosłownie wszędzie, np. na pociągach (zdjęcia poniżej)

I liked this trail a lot, it was really nice. At its the end there was a store with food and souvenirs. Remembering how much I blamed myself for not buying anything during my last trips I just went there and took one thing – a small stuffed animals. It wasn’t some random animal – it is used in this area as local mascot. You could see it everywhere, for example on trains (photo below).

Czerwona bagna / Red swamps

Drugim celem (z trzech) na ten dzień były czerwone bagna. Dwa dni wcześniej byłem tam jednak nisko zawieszone chmur skutecznie zakryły piękne widoki. Z nadzieją na dobre ujęcia pokonałem kilka kilometrów drogi gruntowej, ścieżkę oraz stok narciarski. A to wszystko w ciszy, spokoju i samotności. Coś pięknego.

My second goal (out of three) for that day were ‘red swamps’. Two days earlier I was there but due to bad weather it was hard to see everything. To get there I had to walk through some old road, forgotten trail and sky slope – and all of this in silence, rest and being all alone. Awesome.

Na miejscu okazało się, że nie tylko ja wpadłem na tak genialny pomysł by zabunkrować się w okolicy największego jeziorka. I tak oprócz mnie była tam jeszcze para staruszków z Japonii. Ona siedziała i szkicowała krajobraz zaś on, ubrany w wędkarskie spodnio-kalosze, wykonywał zdjęcia z różnych fajnych i niedostępnych dla mnie miejsc. Spędziłem tam ponad 1.5h robiąc zdjęcia i kręcąc krótkie ujęcia moim skromnym aparatem. Jednocześnie obserwowałem parę i strasznie zazdrościłem im jednej rzeczy. Zazdrościłem tego, że na emeryturze mogą przyjechać w tak piękne miejsce i zupełnie bez pośpiechu i na spokojnie po prostu odpoczywać na łonie natury. Zastanawiam się czy kiedyś też uda mi się osiągnąć coś podobnego?

It appeared I wasn’t the only one who thought about the biggest lake over there as there was already an elderly couple. She was drawing while he was taking photos from really nice spots unfortunately unavailable for me as I didn’t have waterproof fishing trousers/pants. I spent there over 1.5 hour on taking photos and recording short videos. As I was there I start to feel envious of this couple – it’s hard for me to imagine that when I will retire I will be able to go to places like this just to be there to get some rest. That would be great.

Jezioro Hibara / Lake Hibara

Trzecim i ostatnim punktem było przejście się wzdłuż brzegu jeziora Hibara (największego po tej stronie Bandai-san). Choć widoki były naprawdę piękne to jednak paskudnie silny i niosący przenikliwe zimno wiatr skutecznie ostudził moje plany. Mimo to twardo podążałem ścieżką wzdłuż brzegu. Jest coś niepokojącego w ośrodkach wypoczynkowych poza sezonem, nie? Tak samo jest ze ścieżkami/szlakami, które świecą pustkami. Po kilkuset kilometrach stwierdziłem, że to chyba nie dla mnie (pogoda + zbliżający się wieczór) i zawróciłem w kierunku przystanku autobusowego. Oczywiście nie miało na to wpływu to, że coś znowu zwiało mi spod buta (wąż). Mógł znaleźć sobie inne miejsce do wylegiwania się na słońcu niż na mojej trasie 😉

The last, but not least, goal for that day was lake Hibara, the biggest lake around Bandai-san. When I arrived there I found astonishing views but it was not enough for me to bear with strong and cold wind. Originally I wanted to walk around that lake or at least walk for a while along shore but in the end I walked only for a few hundred meters as it was way too cold and it was getting late. While walking there I almost step on a snake which was trying to warm itself on the concrete footpath. This is not the first time something like this happened to me in Japan 😉

Powrót / Return

I tak powoli skończył się mój ostatni dzień w rejonach Bandai-san / Urabadai. Po drodze zahaczyłem o lokalną pocztę w poszukiwaniu znaczków pocztowych. Na szczęście wcześniej odpowiednio przygotowałem się i dzięki google translate miałem zapisane jak są znaczki po japońsku. Zatem pokazałem odpowiednie kanji, powiedziałem za ile jenów oraz ile tych znaczków ma być. Co nie zmienia faktu, że przerażenie obsługi na widok obcokrajowcy jest po prostu bezcenne 😀

That was the end of my last day around Bandai-san / Urabandai. On my way to the bus stop I visited small post office in order to get stamps for postcards. I expected some language barrier so I had prepared in advance proper translations for crucial words (thanks google translate! 😉 ). So I just shown them proper kanji, what kind of stamps I want and how many. As simple as that but still it was really charming to see all those people panicking when they saw me at the entrance 😀

Powrót do Inawashiro i później do Koriyamy minął mi pod znakiem smutnej refleksji – następnego dnia wrócę do Korei, do swojego mieszkania. Skończy się urlop i wróci do znudzenia powtarzalna codzienności. Ale nie ma co się dobijać na zapas! Muszę to przetrwać bo już za 46 dni kolejny wyjazd 😀

I was really sad while I was getting to Inawashiro and later to Koriyama. I knew that the next day I will return to Korea, to my flat. This is the end of my holidays and I will return to ‘every day is same’ pattern. That’s really sad but on the other hand I had to think positive! The moment I arrived in Korea I started counting days for my next trip, only 46 days 😀

Trasa według Endomondo / Recorded path according to Endomondo

Trasa według Endomondo / Recorded path according to Endomondo

Advertisements

~ by drzejan on December 6, 2015.

 
%d bloggers like this: