Fukushima, Koriyama – Attack on Bandai-san, again (Day 02)

Nastał kolejny dzień pobytu w Koriyamie, dzień w którym pogoda prawdopodobnie dopisała. Po wydarzeniach poprzedniego dnia i utracie jednej pary butów niezrażony zaatakowałem hotelowe śniadanie, spakowałem wodę, statyw (którego ani razu nie użyłem) i udałem się na stację kolejową. Jaki miałem plan? Zobaczyć jak najwięcej i przy okazji zdobyć Bandai-san!

Next day in Koriyama, the first day with theoretically good weather. Loss of one pair of shoes didn’t affect me so after breakfast I took my backpack with water and tripod (which I didn’t use at all) and headed to the train station. Plan for that day – see as much as possible and conquere Bandai-san!

przerwa techniczna

Urabandai Kogen Eki!

Pierwszego dnia przekonałem się, że zdecydowanie lepszym rozwiązaniem jest pojechać autobusem do Urabandai i dopiero stamtąd rozpocząć pieszą wędrówkę. W ten sposób nie ma ryzyka, że spóźnię się na pośredni środek transportu (autobus) zaś pociągi do Koriyamy odjeżdżały mniej więcej do 22. Lokalny autobus był zsynchronizowany z pociągiem i po przybyciu do Inawashiro nie musiałem czekać dłużej jak 5 minut na odjazd. Już sam przejazd jest warty wspomnienia ponieważ widoki za oknem były po prostu wspaniałe (albo to ja mam słabość do gór :D).

After previous day’s ‘issue’ with bus and bus stops I have decided to get to Urabandai by bus and then head back to Inawashiro. Last train to Koriyama departures around 10 pm so I had plenty of time. It was important to know that there is a bus from Inawashiro to Urabandai and it’s in sync with trains. Route to Urabandai lead through really nice area with great view over mountains so it’s a very positive thing 😀

Gdy dotarłem do odpowiedniego przystanku autobusowego (byłem tam dzień wcześniej, odjeżdżają z niego tylko 2-3 autobusy dziennie) rozpocząłem marsz wzdłuż drogi. Moim celem była mała leśna ścieżka, której początek znajdował się mniej więcej 5 kilometrów od wspomnianego przystanku, który nazywa się Urabandai Kogen Eki (jakby kogoś to interesowało). Mniej więcej po 30 minutach zobaczyłem nadjeżdżający z naprzeciwka autobus z kierowcą, który przywiózł mnie w te rejony. To zdziwienie na jego twarzy… ja zaś musiałem wyglądać jak uosobienia zmęczenia połączonego z niedowierzaniem. Mogłem na spokojnie podjechać te kilka przystanków tak by szybciej dotrzeć do celu. Jak się później okazało – potencjalnie zaoszczędzony czas mógł wiele zmienić w moim planie. Cóż – zdarza się.

I arrived on the bus stop which I knew from previous day, the one with only a few buses per day. Without any delay I started a 5 kilometers walk to my first checkpoint – a small mountain path starting right from the street. After around 30 minutes of walking I saw bus I took from Inawashiro heading in my direction. This is how I learnt I could have got closer to my first goal and I could have saved almost one hour. Oh well, things happens. At the end of that day I learnt that this one hour might have changed a lot.

Poprzedniego dnia praktycznie nikogo nie spotkałem na szlaku – ok, było kilka osób, najprawdopodobniej amatorzy brodzenia po kostki w błocie. Drugiego dnia wyglądała to nieco inaczej a to za sprawą pogody, która uległa znacznej poprawie. Większa liczba turystów przełożyło się na to, że od czasu do czasu musiałem kogoś wyprzedzić. Na szczęście nie musiałem iść w kolumnie jak to się nieraz zdarzało w Polsce. I w takich warunkach dotarłem do pierwszego punktu programu.

During my first day around Bandai-san I met only a few other hikers. This time it was different due to much better weather. Luckily it wasn’t as bad and I didn’t walk in a crowd – I only had to overtake people from time to time. In this conditions I made it to my first big goal prepared for that day.

Jezioro Oguninuma / Oguninuma Lake

Wyobraźcie sobie prawie kilometrową kładkę pomiędzy łąkami, które w rzeczywistości były zarośniętymi i nieco podeschniętym błotami. W oddali widać było szczyty, po lewej stronie, nie dalej niż 50 metrów, znajdowało się zaś górskie jezioro. Do tego cisza (względna, bo szły wycieczki), spokój i czyste niebo. Jak piszę te słowa, dawno po wyjeździe, wszystko to wydaje mi się nierealne. Zresztą, co tu dużo pisać – przepiękne miejsce na odpoczynek! I na zdjęcia!

Just imagine over one kilometer long footbridge over grasslands which were in fact wharf covered by really toll grass. In the background there were multiple mountains and on my left side there was a beautiful lake. I was surrounded by silence and clear sky. As I’m writing this words, weeks after that trip, all of these memories seem to be unreal. Just check photos, I really hope I was able to catch charm of that place!

Kierunek: Bandai-san / Direction: Bandai-san

Po spędzeniu sporej ilości czasu nad jeziorem Oguninuma udałem się w stronę Bandai-san. Pierwszy etap trasy wymagał obejścia większej części jeziora, ale zaprawdę powiadam – warto było. Oprócz samego zbiornika wodnego miałem okazję obserwować rozleniwione kormorany na potencjalnie niedostępnym fragmencie brzegu. Inna sprawa, że po pewnym czasie przeszedłem przez ten brzeg 😉

After spending some time by lake Oguninuma I started my journey to Bandai-san. Firstly I had to walk around that lake. It took me some time but it was worth it, It was beautiful and I could see a bunch of cormorants being lazy on theoretically inaccessible shore. It’s not like later I pass through it 😉

Od tego momentu zaczęła się samotna wędrówka. Spotykałem tylko dwóch Japończyków schodzących z gór i w sumie nie ma co więcej napisać gdyby nie to, że co jakiś czas trafiałem na miejsca w których na poważnie zastanawiałem się gdzie tak właściwie znajduje się dalszy ciąg szlaku. Zazwyczaj największe osuwisko wskazywało właściwą drogę (z małą pomocą GPSa 😉 ). Było fajnie i to pomimo bardzo gwałtownie zmieniającej się pogody bo inaczej nie mogę nazwać tego co się działo z niebem. Najpierw było słonecznie po czym nagle zniknęło słońce i zaczął wiać silny wiatr. A to wszystko w krótkim czasie na szczycie jednej z gór, którą musiałem zdobyć po drodze do Bandai-san.

After leaving lake I only met two Japanese hikers within next few hours. It was ok. I liked it that way but sometimes other people might be useful. For example when you don’t know where exactly is located trail you are supposed to walk. Unfortunately this happened a few times to me. My tip would be like this – walk through the biggest mess you can see in front of you as this is most likely trail you are looking for. And of course don’t forget to check GPS 😉 Weather was good but it was changing really fast. Sky changed almost instantly from clear to totally covered by clouds. I saw it when I reached one of the peaks on my way to Bandai-san.

Jedna rzecz zastanawiała mnie jak tak szedłem pomiędzy drzewami: znaki ostrzegawcze przed niedźwiedziami. Na szczęście był środek dnia, było odpowiednio jasno i na dodatek słychać było w oddali samochody z pobliskiej drogi ekspresowej. Było dobrze.

Walking there was really nice and refreshing (for both body and mind). Ok, almost as there was one thing that bothered me – big warning signs about bears seen in this area. It was middle of the day and I could hear cars so it was ok, at least for now.

Po czym poznałem, że kieruję się w dobrą stronę? Po charakterystycznym smrodku siarki, tego nie da się przeoczyć. Zatem w pewnym momencie wyszedłem na pseudo polanę (lub dokładniej – fragment grzbietu bez drzew) na której znajdowało się kilka źródełek czystej aromatyzowanej górskiej wody. W pobliżu znajdowały się również ruiny budynków wskazujące na to, że wiele lat temu znajdowała się tam baza dla turystów. Niestety teraz wszystko było opuszczone i powoli popadało w ruinę. Wracając jednak do pozytywniejszych rzeczy – postanowiłem skorzystać z okazji i utrwalić ten piękny zakątek. Ustawiłem się, przycelowałem i zacząłem sesję zdjęciową. W pewnej chwili musiałem zdjąć tulipan ponieważ ten skutecznie utrudniała mi modyfikację ustawień filtra na obiektywie. No i stało się. Osłona wyleciała mi z ręki i poleciała wprost do aromatyzowanego błotka. Co ja się nakląłem by go wyczyścić to moje.

I was going in a good direction. How did I know? I felt sulfur and it’s really hard to overlook that smell. Knowing that I reached glade with few springs with ‘smelly’ water. There were also some abandoned old buildings, maybe some kind of really old resort? When I get there sky become clear so I had to take photos, obviously 😀 After few shorts I realized I need to remove anti-reflection cover from my lens as it was preventing me from using my polarizer. And then it happened, I dropped it directly into sulfur flavored mini-swamp. You don’t want to know how much I was cursing while cleaning it from stinky mud.

Była już 2 po południu i większość turystów schodziła z gór. Co ciekawe – starsza para zagadała do mnie po angielsku z pytaniem gdzie idę. Jak odpowiedziałem, ze moim celem jest Bandai-san to się nieco zdziwili i głośno zastanawiali czy dam radę i czy nie jest za późno. Popatrzyłem okiem specjalisty (patrz: osoby mieszkającej na równinach) w kierunku góry i powiedziałem ‘oczywiście, że dam radę – 2 godzin i będę już schodził do Inawashiro!’. Staruszek popatrzył, uśmiechnął się i przytaknął po czym każdy z nas poszedł w swoją stronę. Pozytywne spotkanie.

It was already past 2 pm and almost all hikers were heading down. It was really interesting when elderly couple stopped next to me and asked if I’m heading to Bandai-san as it was a little bit late. I answered ‘Of course! In 2 hours I will be already heading to Inawashiro!’. I was sure I can make it and they saw it. We went our ways after saying good bye and smiling. Very positive.

Po 30, może 40 minutach dotarłem do malutkiego schroniska przy którym znajdował się rozwidlenie szlaków górskich. To tam miałem podjąć ostateczną decyzję o zdobyciu Bandai-san. Niestety pogoda nie sprzyjała – wiało i było mokro. Jednak najgorsze było to, że było mi po prostu zimno. Jeszcze gorzej było z niebem, praktycznie momentalnie schowało się za grubą warstwą chmur. Szczerze – nie wyglądało to najlepiej. Na liczniku miałem już konkretną liczbę kilometrów to też podjąłem tą trudną decyzję – zrezygnowałem z wejścia na szczyt. Mogłem się forsować i pewnie przeszedłbym ostatnie 400 metrów (w poziomie) jednak trzeba wiedzieć kiedy odpuścić. Nie pozostało mi nic innego jak zrobić kilka zdjęć i skierować się w stronę krawędzi krateru by udać się do Inawashiro.

After 30 maybe 40 minutes I arrived in front of a small shelter which was next to the last trail’s fork. One lead to Inawashiro while the other was for Bandai-san. I had to decide where to go. Weather went from good to really bad as it was windy, cold and everything was covered by clouds. It didn’t look good and I had to make decision about getting to the peak. On the other hand, I walked for many kilometers so I was already tired. Finally, with many regrets I decided to resign from conquering that peak. It was no further than 400 meters from me (of course horizontally, not vertically 😉 ) but one need to know when to give up. I took a few photos and I headed to volcano’s edge as it was on my way to Inawashiro.

Powrót do Inawashiro / Back to Inawashiro

Po drodze do krawędzi krateru minąłem niewielkie górskie źródełko. Najwyraźniej woda była zdatna do picia gdyż pozostawiono tam metalowy kubek (na sznurku/łańcuchu 😉 ). Była pieruńsko zimna i trąciła lekko siarką. Pewnie zapamiętałbym ją bardziej pozytywnie gdyby nie była aż tak zimna i gdyby mi ręce od niej nie zdrętwiały (nie skorzystałem z kubka).

Before I reached volcano’s edge I passed next to small spring. It seemed like it had drinking water as there was small metal mug there (bound to the ground by chain 😉 ). I tried a little bit of it and it was extremely cold and I felt sulfur from it. I might have remembered it better if only my hands didn’t get frozen from it (I didn’t use that mug).

Niedaleko źródła znajdowała się krawędź krateru przy którym postanowiłem zatrzymać się na dłuższy postój, nie mogłem sobie odmówić ostatniej sesji w tym miejscu. Gdy tak byłem zajęty aparatem usłyszałem w oddali dziwny hałas, tak jakby ktoś obijał o siebie kilka puszek. Po chwili dostrzegłem źródło tego dźwięku – z góry schodziła para. Oboje byli porządnie przygotowani do konkretnej wspinaczki (nie to co ja 😉 ) przy czym on miał na plecach wielki wór z różnego rodzaju puszkami, głównie po piwie. Zatrzymali się na chwilę i spytali o to dokąd zmierzam i co zamierzam zrobić. Uprzejmie wyjaśniłem, że schodzę do Inawashiro i planuje tam dotrzeć w dwie godziny (była już 15.30). Najprawdopodobniej byli to pracownicy odpowiednika GOPRu i najwyraźniej nie wyglądałem dla nich na człowieka odpowiednio przygotowanego na łażenie po górach. Zresztą sam miałem podobne przemyślenia. Po krótkiej wymianie zdań ruszyli w dół wraz z workiem puszek – ja zaś nakręciłem jeszcze kilka krótkich filmów oraz zrobiłem kilka zdjęć po czym ruszyłem za nimi. Do Inawashiro.

Volcano’s edge – place where I decided to have a little bit longer break to rest and to take photos / records video. While I was there I heard weird noise, something similar to empty beer cans hitting each other. After a moment I saw the source of it – a couple of pro hikers was descending through same path I took from shelter. Guy from this couple had a big sack full of empty cans, most of them were beer cans. They stopped next to me and asked where do I plan to go from this edge. My answer was simple – head straight to Inawashiro and it should take me no more than next 2 hours. I think I convinced them as they said goodbye and also went in Inawashiro’s direction. I think they belonged to some kind of volunteer rescue team and they were checking trails as well as verifying where people wanted to go as it was getting really late. After that I finished taking photos and I followed them – to Inawashiro!

Zrobiło się późno i co gorsze, było już ciemnawo. Miałem przed sobą dwie trasy – łatwiejszą, ale zdecydowanie dłuższą prowadzącą ulicą oraz krótszą, ale za to krętą górską ścieżkę. Zdecydowałem się na dłuższy szlak prowadzący drogą do bazy sieci komórkowej. Spokojnie nadłożyłem 5 km, ale to nie było ważne gdyż to nie dystans stanowił tu problem – było już ciemno jak w nocy, las był pusty i nieprzyjemnie cichy. Tylko od czasu do czasu z drzew spadały orzechy/kasztany. I teraz idź samotnie przed taki las. Niby cywilizowany kraj, ale te cały czas miałem przed oczyma ostrzeżenia o niedźwiedziach to też profilaktycznie wyciągnąłem swojej wielkiej mocy telefon i włączyłem w nim latarkę. Do tego gwizdałem sobie różne melodie z gier tak by było raźniej. Trwało to ponad godzinę.

Bardzo długą godzinę.

This was bad – it was late and it was getting dark. I had two options: shorter but more difficult path or longer road but easier to walk. At that moment it was obvious for me that I need to take later option even if it meant additional 5 kilometers of walk. To be honest – it wasn’t a problem. The real problem was that I walk all alone through dark and really silent forest. Only from time to time some kind of nuts were falling from trees but still it was freaking scary especially when you remember warning signs with bears. I came up with some idea – I turned on light in my feature phone and I was whistling songs from games. It lasted for over one hour.

A very long hour.

W końcu dotarłem do Inawashiro gdzie złapałem pociąg do Koriyamy. Nie był to pospieszy, ale na tym etapie miałem to gdzieś. Po prostu chciałem jak najszybciej dotrzeć do sklepu, złapać jakiś ciepły posiłek po czym ukryć się w pokoju w hotelu i odpocząć. W mojej głowie pojawiła się myśl, że następnego dnia za żadne skarby nie ruszam się z hotelu, będę odpoczywał.

Finally I made it to Inawashiro where I caught train to Koriyama. It was regular train so it a little bit longer but I didn’t care – I just wanted to buy some food, take a bath and fall asleep. I was even thinking the next day I should just stay at hotel to rest after this very long day.

Endomondo pokazało, że tego dnia przeszedłem 37,2 km. Minimalna wysokość to 554 metry nad poziomem morza zaś maksymalna wysokość to 1668. Ponad kilometr różnicy w pionie!

That day, according to Endomondo, I walked for 37,2 km. The lowest altitude was 554 meters above sea level while the highest was 1668 meters. Over one kilometer of difference!

Advertisements

~ by drzejan on November 29, 2015.

 
%d bloggers like this: