Fukushima, Koriyama – Attack on Bandai-san (Day 01)

Szczerze powiedziawszy pierwsze chwile w Japonii raczej nie napawały optymizmem pod katem chodzenia po górach. Tak naprawdę to kto by chciał moknąć na szlaku w otoczeniu pięknych widoków, niestety zasłoniętych przez chmury i mgły? Już raz coś takiego przerabiałem: w maju podczas pobytu w Nagasaki i szczerze powiedziawszy było raczej tak sobie. A jak wyszło tym razem? Cóż… wszystko znajduje się poniżej 😀

To be honest the beginning didn’t seem to be too good for hiking. Wet trails and everything covered by clouds? I had experienced something like this in Nagasaki in May and it wasn’t nice. How did it end this time? You can read below 😀

przerwa techniczna

Transport oraz rekonesans / Transport and reconnaissance

Poranek dawał pewne nadzieje na to, że pogoda się poprawi i będę mógł cieszyć się bez przeszkód pięknymi widokami. Prognozy pogody w sieci wskazywały, że będzie dobrze. Musze tylko wytrzymać poranek i dalej jakoś to będzie.

Weather forecasts were promising nice weather starting from noon till the end of the day. I only had to survive morning 😉

Z takim nastawieniem udałem się na stację kolejową JR Koriyama (wielki plus hotelu za położenie tuż obok stacji) gdzie złapałem pociąg do Inawashiro, miasteczka, z którego przez następne dwa dni będę codziennie rozpoczynał swoje wędrówki. W sieci znalazłem informację, że tuż obok stacji kolejowej w Inawashiro znajduje się punkt informacyjny dla turystów (patrz – darmowe mapy itp.). Jakież było moje zdziwienie gdy okazało się, że przed stacją stały jedynie taksówki. Miasto delikatnie mówiąc wyglądało na opuszczone i z tego co widziałem to inni podróżni, którzy dotarli tam wraz ze mną, mieli bardzo podobne spostrzeżenia. Na szczęście nie wszystko było na ‘nie’ gdyż chwilę później przed stację zajechał autobus do Urabandai. To była bardzo cenna i ważna informacja – w razie czego istniał cień nadziei, że uda mi się znaleźć środek transportu by w jakiś sposób wrócić do Inawashiro, wieczorem 😉

From Koriyama (to be more specific from JR Koriyama station) I caught train to Inawashiro, a small town which become starting point for my trips. Back in Korea I found that in Inawashiro there is a Tourist Information next to the train station. I wanted to get some free maps of the area. I was really surprised when I found out there is nothing there, only bus stop and line of cabs. Inawashiro looked like a ghost town and I wasn’t the only one with impression like this. With me there was a number of Japanese tourists and from theirs faces I could read they were expecting something else 😉 But it wasn’t so bad as a moment later arrived bus to Urabandai. This observation was very important and extremely useful as it gave me hope to find a way back to Inawashiro, late in the evening 😉

Inawashiro – miasteczko, które raczej tętni życiem podczas zimy a to ze względu na liczne stoki narciarskie położone na zboczach gór dookoła miasta. Na miejscu nie było żywej duszy gdy tam dotarłem – istne miasto duchów. Jednak co by nie mówić zadbane pola ryżowe zrobiły na mnie wrażenie co przy ciekawie wyglądających chmurach oznaczało tylko jedno – sesja zdjęciowa na ‘żużlówce’ 😉

I tak kierując się w stronę celu mojej wyprawy przeszedłem przez miasto, opuszczone osiedla by w końcu wejść do lasu.

Inawashiro – ghost town which is probably more alive during winter as there is a number of ski slopes. As for other seasons it is just a ghost town with really beautiful rice fields. There were also interesting clouds so I just had to take photos 😀

In order to get to my destination I had to go to the forest through town and abandoned areas of this town.

Atak na Bandai-san! / Attack on Bandai-san!

Lasu rozpoczął podejście w kierunku góry Bandai. Mimo, iż było mokro to przynajmniej nie było zimno co można uznać za plus. Wspomniałem może o ciekawie wyglądających chmurach? Tak? To pominę milczeniem fakt, że od czasu do czasu padało. Idąc w takich warunkach przez głowę przewijały mi się trzy kluczowe pytania:
1) co mi strzeliło do łba, że nie wziąłem ze sobą swoich butów wojskowych (Protektor Mountaineer)?
2) czy ja do reszty zgłupiałem?
3) czy dałoby się jakoś przewieźć te grzyby do Korei tak by na spokojnie je wysuszyć?

Forest marked the beginning of hiking. It was wet but it wasn’t cold so at least there was something positive. Do you remember interesting looking clouds I mentioned a moment ago? It’s not like they were there only to be ‘looking interesting’. Yes – it was raining as I was walking through that forest. All the time three questions were struggling in my head:
1) why did I left my military-hiking shoes in Korea?
2) am I nuts?
3) is it possible to bring those mushrooms back to Korea and dry them?

Po zignorowaniu większości z negatywnych myśli dotarłem do pierwszego punktu kontrolnego – stoku narciarskiego z którego rozpościerał się zapierający dech w piersiach widok na Inawashiro. Tzn. rozpościerałbym się gdyby nie solidne warstwy chmur i mgły. Po przemieleniu w ustach kilku przekleństw skierowałem się w stronę kolejnego punktu kontrolnego – tuż nad stokami narciarskimi. Motyla noga, ile ja się nadenerwowałem podczas tego podejścia: a to ślisko, a to znowu deszcz pada, a to stromo. Ale dałem radę! Narciarze, cieszcie się! Cieszcie się, że zjeżdżacie z tych górek bo podejście pod nie to nie lada wyzwanie, zwłaszcza w chaszczach wyższymi od średniego wzrostu mnie 😉

Occupied by those three questions I made it to the first checkpoint on my path – ski slope with awesome view over Inawashito. Theoretically awesome as everything was covered by mist/clouds. I was really ‘unhappy’ but I stayed calmed and headed to next checkpoint right above the ski trail. To be honest it was a damn difficult part as it was slippery, it was raining and it was really steep (as expected from ski slope). But I made! Skiers – be grateful for having lifts, otherwise getting to the trail start would be a real challenge. Especially with weeds as tall as I am 😉

Dalej było już decydowanie łatwiej i spokojniej – kręta ścieżka pomiędzy skarłowaciałymi drzewami spowita gęstą mgłą. Idealne warunki by się odprężyć i odpocząć. Do tego dochodzi cudowna samotność – pierwszych ludzi spotkałem zdecydowanie później. Zatem przez cały czas towarzyszyła mi mgła, czasem lekki wietrzyk oraz… chlupot wody dobiegający z wnętrza moich butów. Czemu nie wziąłem ze sobą protektorów? Czemu?!?! Na pocieszenie powtarzałem sobie, że najlepsze są ścieżki po których płyną radośnie strumyczki. Co jak co, ale natura wie która droga jest najszybsza/najlepsza 😉

Hiking became much easier – winding and narrow path between stunted trees covered by fog. Perfect place to get some mind-rest and to think about life. Another good thing was that there was literally no one. I was walking in the company of fog, pleasant wind and… sounds of water in my shoes. You can imagine how much I blamed myself for not taking proper shoes.

Podążając ścieżką, w między czasie podziwiając piękne widoki, dotarłem do jeziorka / oczka w pobliżu którego spędziłem nieco czasu robiąc zdjęcia i kręcąc filmy. Zupełnie nie przeszkadzało mi to, że czuć było znajomy i bardzo charakterystyczny swąd siarki. W pobliżu musiał się znajdować jakiś wulkan, nie?

As I was walking along path to the peak I saw a nice looking lake. I used it as an excuse to take some photos and record a few short videos. As I was doing this I felt familiar smell of sulfur. Was there any volcano nearby?


ZDJĘCIA 4 – ścieżka, jeziorko i widoki dookoła niego

Pogoda w dalszym ciągu nie rozpieszczała chociaż było coraz lepiej. Widoczność wciąż była ograniczona i gdyby nie GPS w telefonie to nie wiedziałbym gdzie tak naprawdę znajduje się góra, którą planowałem zdobyć. Byłem już relatywnie wysoko to też wiatr skutecznie utrudniał życie ściągając coraz więcej chmur. Byłem twardy i się nie dałem, cały czas napierałem do przodu.

Weather was still not as good as I wanted it to be. View distance was limited and if it wasn’t for GPS I wouldn’t know where exactly was located mountain peak I was heading to. On the other hand due to high attitude clouds were pushed by wind so weather was rapidly changing.

W pewnym momencie wzdłuż szlaku pojawiły się słupki pomiędzy którymi ktoś puścił linkę jasno sugerując ‘nie przełazić’. Z zainteresowaniem zbliżyłem się do linki, lekko podszedłem pod niewielki wał i… zobaczyłem coś, czego się nie spodziewałem! W głowie pojawiła mi się następująca myśl ‘góra nagle się urwała!’. Chwila refleksji – ta góra to chyba nie góra tylko wulkan (zapach siarki) a to co widzę to krawędź krateru / granica osuwiska po tym jak wulkan być był się wybuchł. Po zrobieniu odpowiedniej ilości zdjęć udałem się dalej – Bandai musi być już naprawdę blisko!

At some point I realized there was a line alongside path clearly saying ‘don’t cross me’. That was enough for me to get interested so I checked what was on the other side (from safe distance). It… it looked like mountain just got sliced in half and one part was removed. There was a sharp edge and deep abyss. After a moment of reflection I realized it was caused by volcano’s eruption. Nice. I took some photos and headed to Bandai-san as it was really close.

Szedłem tak pod górę i zastanawiałem się czy te warunki to jednak nie za dużo dla mnie. Silny wiatr, słaba widoczność i na dodatek radosny chlupot w butach nie nastrajał mnie zbyt pozytywnie do wchodzenia na szczyt. Tym razem postanowiłem się posłuchać głosu rozsądku i odpuściłem zdobywanie szczytu. W razie czego mam jeszcze dwa dni by na spokojnie przyatakować.

As I was following mountain path I start to think about weather. Strong wind, greatly reduced visibility and water in my shoes. Definitely not the best conditions to attack the peak. With this mindset I have decided to give up. I still had two days to achieve that, right?

Zejście z góry/ The descent from the mountain

Co tu dużo pisać – piękne widoki mgły/chmur unoszących się nad kraterem, obserwowane wprost zza barierki stojącej kilka centymetrów od krawędzi. To robiło wrażenie. Jednak w tej chwili dużo lepiej pamiętam to, że ścieżka bardziej przypominała radosne błotko dla trzody chlewnej niż górski szlak. Moje biedne buty…

That was something hard to forget – beautiful view with fog/clouds over volcano crater. Everything seen from behind small barrier a few centimeters from the abyss. But there was something even more memorable: there was a big container full of fresh mud. If I had to name it then I would call it mountain trail, the one I had to take to go down. My poor pair of shoes…

Jednak to wszystko przestało mi doskwierać gdy tylko dotarłem do miejsca, które jak się później okazało, nazwane było ‘czerwonymi bagnami’. Rzuciłem plecak na wielki kamień i na spokojnie robiłem zdjęcia, dużo zdjęć. Zresztą – co ja będę opisywał, zdjęcia!

I was walking on the muddy trail until I arrived in a place called ‘red swamp’. It was beautiful so I couldn’t do anything else than taking photos. A lot of photos!

No to teraz tylko dotrzeć do przystanku autobusowego i wielki powrót do Inawashiro. Wielce się zdziwiłem gdy okazało się, że autobus odjeżdża raz na kilka godzin z wytropionego przeze mnie przystanku. Skąd wiedziałem? Dorwałem wielki wydruk z rozkładem jazdy autobusów 😀 Czas na Plan B – dojście do innego przystanku autobusowego, oddalonego o nie więcej jak dwa kilometry.

It was almost the end of that day, I only had to go to the bus stop and catch a ride to Inawashiro. I was really surprised when I learnt that busses departure from that place every few hours (I got big time table sheet from the bus stop). It was the time for Plan B – two kilometers to the east there was another bus stop.

Ścieżka Goshikinuma / Goshikinuma Trail

Dotarcie do wspomnianego przystanku wymagało przejście przez ścieżkę Goshikinuma prowadzącą pomiędzy licznymi jeziorkami pochodzenia wulkanicznego. Co to oznaczało? Piękne zbiorniki wodne z bajecznie kolorowymi lustrami wody. Robiąc tam zdjęcia byłem świadkiem ciekawej akcji – wzdłuż jednego z jeziorek szła starsza para. Ona cały czas mówiła, on zaś tylko kiwał głową i potwierdzał (soka, soka). I tak przez dłuższa chwilę, bardzo długą chwilę. Twardy zawodnik, czyżby lata praktyki?…

I had to pass through Goshikunuma trail in order to get to another bus stop – a trail with multiple lakes around it. All of them were created after volcano eruption so they have beautiful surfaces with different colors. As I was taking photos I saw interesting scene when Japanese elderly couple passed me. She was talking, talking a lot while he was listening and only answering ‘soka soka’ (I see I see). It lasted for some time, a long time. He was a tough guy – years of experience? 😉

I tak szczęśliwie dotarłem do miejsca, gdzie miał znajdować się przystanek autobusowy. No właśnie – miał tam być, ale go tam nie było. Do odjazdu nie było więcej jak 5 minut zaś następny autobus do Inawashiro miał być za ponad godzinę. Na szczęście nieco kreatywnego chodzenia i udało mi się odnaleźć zaginiony przystanek 200 metrów na północny-zachód. To tak ku potomności 😉

Finally I made it to the place where bus stop should be located. But it wasn’t there and I had only 5 minutes left! Next bus would be in one hour so this was really bad. With a little bit of back-tracking and high speed walking I managed to find it, only 200 meters to north-west, not in a place I was expecting it O_o

Pierwszy dzień za mną. Straty: jedna para butów. Zyski: piękne widoki i sporo odpoczynku. Ile kilometrów? Według Endomondo 24.93 km. Do pełni szczęścia brakuje tylko jednej rzeczy – jedzenia 😀

This is the end of the first day. I lost one pair of shoes but I gained memories of beautiful landscapes and a lot of rest. According to Endomondo I walked for 24.93 km. With that kind of result the only thing I was missing to be truly happy was food 😀

Advertisements

~ by drzejan on November 15, 2015.

2 Responses to “Fukushima, Koriyama – Attack on Bandai-san (Day 01)”

  1. […] wstępu – w 2015 doszedłem do wniosku, że fajnie by było zdobyć dwa szczyty: Bandai (okolice Fukushimy) oraz Unzen-Dake (okolice Nagasaki). Niestety nie poszło tak jak planowałem bo […]

  2. […] wstępu – w 2015 stwierdziłem, że fajnie by było zdobyć dwa szczyty: Bandai (okolice Fukushimy) oraz Unzen Dake (okolice Nagasaki). Niestety nie udało się tak jak […]

Comments are closed.

 
%d bloggers like this: