Chubu – Takayama, japońskie Alpy

Powiem szczere – Nagoja niezbyt mnie zachwyciła. Oprócz zamku to właściwie tam za wiele nie ma. Sam zamek, co nóż, odpuściłem go sobie bo to kolejna konstrukcja z betonu a nie oryginał. Dlatego też w miarę żwawo spakowałem się i poleciałem na terminal autobusowy by jak najszybciej dotrzeć do kolejnego celu mojej podróży – Takayamy, brama do japońskich Alp (sam tak nazwałem, nie wiem czy to prawda :D).

I will be totally frank – I was not impressed by Nagoya. There is only castle and I did not even go there as this is a reconstruction, not the original thing. I don’t want to see another construction made of concrete that only resembles castle. With this mindset I decided to go earlier to my next destination – Takayama, gates to Japanese Alps (I called like this, it’s not an official name and I don’t even know if it’s true :D)

przerwa techniczna

Takayama – pierwsze wrażenie / Takayama – first impression

Po relatywnie długiej podróży autobusem dotarłem do Takayamy, małego miasteczka z którym kojarzyłem bardzo niewiele. Pierwszą rzeczą, którą musiałem ogarnąć na miejscu, było zlokalizowanie convini. Bez tego nie mam szans przetrwać. Szczęśliwie okazało się, że jeden sklepik znajduje się na parterze mojego hotelu, który stał dokładnie po drugiej stronie ulicy względem stacji kolejowej i terminalu autobusowego (Country Hotel Takayama). Fajny hotel, w którym przebywało dużo Chińczyków przez co wieczorami było raczej głośno.

Oprócz wszechobecnych Chińczyków byli też ludzie z innych krajów, ku mojemu ogólnemu zdziwieniu: Amerykanie, Włosi, Francuzi i nawet Japończycy 😉

A teraz do rzeczy – co jest ciekawego do zobaczenia w Takayamie?

After quite long travel by bus I made it to Takayama, a small town that didn’t ring a bell for me. When I’m in a new area there is one very important thing for me to do – check where is the closest convini without which I would be doomed! Luckily the closest one was located in the ground floor in the building where my hotel was located (Country Hotel Takayama). In fact it was located in a really good place – near main road, opposite to JR train station and bus terminal. It’s a pleasant hotel where a lot of Chinese tourist was staying and because of this it was getting really loud in the evenings.

By the way – a part from Chinese there were also tourists from other countries. For example from US, Italy and France. There were even tourists from Japan, how unusual 😉

Ok, after a brief start – what is there to see in Takayama?

Uliczka handlowa / Merchant’s Street

Jak się zajrzy do przewodnika po Japonii, do części poświęconej temu miasteczku, to pojawiają się trzy rzeczy, które powinno się zobaczyć. Pierwszą z nich jest zachowana uliczka handlowa z okresu Edo. Tak – oryginalna, nie rekonstrukcja. Naprawdę fajnie było przejść się po niej w ciągu dnia (i to pomimo tłumów głośno zachowujących się turystów z zagranicy) to dopiero nocą zaczynała naprawdę błyszczeć. Wtedy też spokojnie wędrowałem w żółwim tempie ze sprzętem foto przymocowanym do statywu. Sklepy były pozamykane, wszędzie ciemno – wyjątkowy klimat, który chciałem uchwycić za pomocą zdjęć.

When you take Japan’s guide, part about this small town, you will see that there are three things to see. First of them is preserved merchants’ street from Edo period in the city center. Yes, original one, not reconstruction. It was really nice to walk there when sun was still there, even if it was overcrowded with noisy foreigners but it starts to shine during the night when it was deserted. I was walking there really slowly with my photo set prepared – camera mounted on tripod as I enjoyed taking night photos of this magical place. I hope I grasped this unique atmosphere of that place in my photos.

Ruiny posiadłości / The ruins of the residence

We wschodniej części Takayamy góruje wzniesienie na szczycie którego znajdują się ruiny posiadłości/rezydencji. To tak słowem wstępu bo wiadomo, jeśli jest górka i na dodatek coś jest na jej szczycie to chyba samo przez się rozumie, że nie odpuszczę póki tam nie wejdę, nie? 😀 Zatem po przejściu przez uliczkę handlową udałem się mało zachęcającą dróżką prowadzącą ku górze. Czułem na sobie spojrzenia innych turystów – jedni zastanawiali się ‘co tam jest takiego, że tam idzie?’ inni pewnie zaś myśleli ‘kolejny odludek, który ucieka od cywilizacji w las’. Okazało się, że góra jest pełna ścieżek i można tam spokojnie spędzić pół dnia a i tak nie wszystkie ścieżki się zbada. Na szczycie rzeczywiście były ruiny fundamentów, którym poświęciłem nie więcej niż 5 minut. Czemu tak krótko? Zaraz obok znajdowała się informacja, że w okolicy widziano niedźwiedzie przez co należy być ostrożnym i nie kręcić się w tych rejonach po nocy. Wspomniałem, że byłem tam późnym popołudniem? 😀

Jedno jest pewne – z tej górki był naprawdę piękny widok na pasma gór otaczające Takayamę!

In the eastern part of Takayama there is this small mountain with ruins of the old residence on its peak. This is enough to catch my attention, hiking and something to see at the peak equals me going there 😀 As I left old town I took path leading up, path that seemed to be quite boring for tourists. I felt gazes on me when I went there, some may though that ‘what’s there that he is going there?’ while others may thought ‘another loner escaping to the forest from the civilization’. After a short hiking I found out that this small mountain has a lot of paths so I could spent half of the day and I would not be able to check all of them 😀 When I arrived at the peak I saw ruins of the basement. I spent there less than 5 minutes as I noticed an interesting poster: there are bears in this forest so one should not stay there in the evening and during the night. Did I mentioned that I was there late in the afternoon? 😀

One important thing – view from this small mountain over Takayama and mountains in the background was astonishing!

Miasto świątynne / Temple town

Była uliczka handlowa, była góra z ruinami zatem czas na trzecią i ostatnią z głównych atrakcji w Takayamie – miasto świątynne. Po tym jak udało mi się opuścić strefę zagrożenia niedźwiedziowego od razu wlazłem na świątynny szlak w północnej-wschodnio części miasta. Tak – ścieżka prowadzi przez świątynie, które znajdują się praktycznie jedna koło drugiej. Czasami były połączone furtkami, zaś na zboczach za świątyniami znajdowały się cmentarze. Bardzo przyjemnie spędziłem czas zwiedzając ten fragment miasta, w spokoju przy niezbyt wysokiej temperaturze (wszak był już wieczór i zaczynało się lato). Przy okazji miałem szansę sprawdzić jak działa moja lampa co widać na poniższych zdjęciach. Myślałem, że po Kioto i odwiedzeniu większości z ważniejszych świątyń w Japonii tego typu atrakcje nie będzie robiła na mnie za dużego wrażenia a tu taka miła niespodzianka.

First – merchants’ street. Second – small mountain with ruins on its peak. Third – last but not least attraction in Takayama, temple town. Right after I left the area with high risk of bears’ encounters I went on the walking course of temple town located in the northern-east part of Takayama. Walking course passes through more than dozen temples, one after another. It was not so uncommon to see that two temples were right next to each other with fancy gate in the fence. There was a number of cemeteries on the slopes behind temples. I spent there my time in a very pleasant way as I slowly walked there while temperature was ok for me (it was evening and summer was about to start). It was also a great opportunity for me to check my flash lamp for my camera – you can see results in photos below. I thought that after my trips to Kyoto and seeing most of the main temples in Japan I won’t be impressed. It was a nice surprise for me to enjoy that place.

Polowanie na jedzenie! / Hunting for food

Takayama słynie z własnej wersji ramen i chociaż zdecydowanie bardziej wolę udon to grzechem byłoby nie spróbowanie tej lokalnej potrawy. Tu też od razu pominę fakt, że Takayama słynie z potraw z wołowiny, tej znanej, lubianej i nieprzyzwoicie drogiej. W kontekście oszczędzania zdecydowanie wolałem wielką michę ramenu, który okazał się wyśmienity. Przy wyborze restauracji zdecydowałem się na miejsce, które wyglądało jak jadłodajnia dla mieszkańców miasta a nie knajpa dla turystów i to był strzał w dziesiątkę. Miska pełna przepysznego bulionu i te kawałki mięsa… aż mi pociekło.

Restaurację prowadził facet, który był nieco starszy ode mnie i wiem jedno: nie mógł być zły! Na jednej z półek stał model Gundama!

Poniżej znajduje się zdjęcie wielkiej miski, którą tego wieczora wyczyściłem do cna.

Takayama is famous from special type of ramen. To be frank, I’m more into udon but it would be a big mistake if I didn’t check what is the local special, right? There is another special food/ingredient in Takayama – multiple types of dishes with beef, the one that is famous, tasty and too expensive. When you remember about my plan to reduce expenses the obvious answer would be ramen which ended up to be awesome. I chose restaurant that look like a place where locals would come for a lunch, place not for tourists. This was a bull’s-eye, a big bowl of ramen with tasty broth and pieces of meat.

The chef in the restaurant was a guy who seemed to be a little bit older than me and I know one thing: he couldn’t be a bad guy! On one of the shelfs I saw Gundam’s model!

Below you may find photo of big bowl I cleared that evening 😀

Advertisements

~ by drzejan on August 2, 2015.

2 Responses to “Chubu – Takayama, japońskie Alpy”

  1. Ha ! Pierwszy ! Fajne fotki. Najciekawszy jest ten wkurzony stworek z długimi rękami, który robi wrażenie jakby pokazywał wszystkim przepływającym pod mostem trochę niecenzuralny znak… 😉 Pocari sweat tylko piłem(taki z puszki) i był ochydny. Myślałem, że to koreański wynalazek, ale najwyraźniej oni nadal nie dogonili Japończyków pod kątem tworzenia dziwnych rzeczy.

    • Spokojnie – ruch w interesie jest tak duży, że nawet za tydzień byłbyś pierwszy 😉

      @Fotki – dzięki! Pierwsze próby ze statywem i zewnętrzną lampą jak widać wyglądają dość obiecująco, nie?
      @Stwór – nie wiem co to było, ale zdecydowanie nie pasował mi do otoczenia (zbyt negatywny/wkurzony) jednocześnie piekielnie fotogeniczny. Komu pokazuje wiadomy gest? Z tego co się orientuję to przez most w tle przechodzi co roku orszak podczas festiwalu… widać nie zaprosili go do zabawy 😉
      @Pocari sweat – nie znasz się i tyle. Toż to jest miód na zbolałe mięśnie po całym dniu zasuwaniu w upale (sprawdzone na Okinawie). To, że w proszku to tylko lepiej, można niczym alchemik zamienić zwykłą wodę w pocari sweat 😀

Comments are closed.

 
%d bloggers like this: