Życie w Korei – 12

Ok, ostatnim razem było o smartwatchach. Idąc za ciosem, tym razem będzie o smartphone’ach i nieco dziwnym podejściu do nich w wykonaniu Koreańczyków.

Disclaimer: This series of posts will be only in Polish so… sorry guys 😉

przerwa techniczna

Zacznę od jednej ważnej rzeczy – w Korei każdy ma smartphone’a. Kiedy przyjechałem po raz pierwszy do Korei zdziwiło mnie to, że starsze osoby miały telefony pokroju Note 2 czy Galaxy Mega. Jak się później dowiedziałem od kolegi (Koreańczyk, który spędził w Polsce kilka tygodni w ramach wyjazdu służbowego) zostało to spowodowane wyłączeniem w Korei 2g (GSM) i powiązaną z tym akcją wymiany telefonów w kraju.

Zatem wszyscy mają swoją słuchawkę – chociaż w Polsce to nie jest nic specjalnego. Ba, czasami ludzie mają przy sobie 2-3 telefony (jak ja bardzo chciałem mieć dual-sima wspierającego dwie sieci 3g na raz…). Problem polega na tym, o ile dobrze pamiętam, to ludzie w Polsce nie obnosili się za bardzo ze swoimi telefonami (pomijam owocowe słuchawki). Z jednej strony to tylko gadżet, z drugiej zaś telefon mógłby ściągać za dużo uwagi i mimo chodem mogłoby dojść do transferu praw własności drogą wymiany argumentów, pięści i krwi. Jak to wygląda teraz, po roku? Nie wiem, ale chyba w tej kwestii niewiele się zmieniło i nadal można stracić telefon na ulicy.

Pod tym względem Korea miażdży Polskę – tu na ulicach nikt nikogo nie okrada. Coś takiego po prostu nie ma miejsca i koniec. Co innego, że można być w bardzo prosty sposób zabity przez kolejnego kretyna/kretynkę za kierownicą. Ale na pewno nikt cię nie okradnie. Stąd też zupełnie nie czuje zagrożenia jak chodzę po mieście ze sprzętem foto. Ba, mam nawet firmowe etui przez co od razu widać co w nim jest. Zero poczucia zagrożenia – ciekawe uczucie.

Wracając jednak do kwestii telefonów. Koreańczycy lubią swoje smartphone’y. Wręcz je uwielbiają – dlatego nie noszą ich w kieszeniach/torbach/torebkach. Telefon zawsze musi być pod ręką, najlepiej w ręku. Praktycznie każda osoba na ulicy ma telefon w widocznym miejscu. Normalnie korzystają z nich – sieć, komunikatory, oglądanie telewizji (mają takie fajne wielkie anteny w telefonach :D) czy też czasami, w co nie uwierzycie, rozmawiają przez nie! Jeśli akurat nie używają to i tak muszą być na wierzchu, odpowiednio widoczne. Niestety Koreańczycy nie bardzo chcieli powiedzieć czemu tak robią, możliwe, że nawet nie zdają sobie z tego sprawy i jest to kwestia kulturowa – ot pokazania się, zaznaczenia swojego statusu przez gadżet.

Mógłbym napisać, że to by było w temacie telefonów – jako gadżetów. Jednak nie, to nie wszystko. Na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło, że telefon stał się dla Koreańczyków oknem na świat – komunikatory i dostęp do sieci. Spędziłem w Korei już ponad rok i przez ten czas doszedłem do nieco innych wniosków, mniej pozytywnych.

Koreańczycy raczej są zamknięci w sobie. Obserwują wszystko i wszystkich dookoła jednocześnie pilnując się jak to tylko możliwe by przypadkiem nie powiedzieć czegoś co ich ‘życzliwi’ współpracownicy mogliby wykorzystać przeciwko nim. Z tego powodu np. podczas wspólnych kolacji po wstępnej euforii i radości dochodzi do okresu ciszy. Zazwyczaj wtedy zaczynają pić, jednak jeśli ktoś nie pije, to sposobem ucieczki od towarzystwa jest… wyciągnięcie telefonu i przeglądanie sieci. Jest to na tyle powszechne i typowe, że robią to praktycznie zawsze: na kolacji, podczas lunchu, na spotkaniu służbowy oraz… w toalecie w sali tronowej.

Nie wiem jak inni, ale dla mnie wyciagnięcie telefonu podczas posiłku jest sygnałem, że dana osoba nie chce jeść w tym towarzystwie i uważa je za niewygodne. Analogicznie podczas spotkania służbowego, które prowadzę – jeśli ktoś zaczyna się bawić telefonem to jest to znak, że robię coś źle (nie potrafię kierować spotkaniami lub po prostu przynudzam). Oni nawet nie są świadomi tego, że jak inne kultury mogą inaczej odbierają pewne zachowania – mają to w nosie, bo to ja jestem u nich i ja mam się przystosować. Tyle tylko, że osoby takie jak ja po to przyjechały do Korei, by poznawać ich kulturę biznesową (co robię) i pozwolić Koreańczykom poznać podejście ich zagranicznych współpracowników (czego oni nie robią). Ile ja się nawalczyłem by zaczęli pisać imiona i nazwiska obcokrajowców z dużej litery… no bo przecież w hangulu nie ma opcji by coś pisać z dużej litery.

A teraz wyobraźcie sobie jazdę windą, z parteru na 28 piętro. W środku jest 20 osób z czego 19 z nich pilnie przegląda sieć jakby właśnie znaleźli bezcenne informacje. Wszystko byleby nie wejść w interakcje z sąsiadem, byleby go nie zauważyć i o zgrozo, nie odezwać się do niego. Mogliby dać muzyczkę lub radio w windach, tak jak to było w Mass Effecie w Cytadeli to by chociaż nie było aż tak dziwnie 😉

Ponownie odjechałem od głównego tematu, chyba. Telefony stały się symbolem statusu oraz idealnym sposobem na pogorszenie się i tak już bardzo słabych interakcji pomiędzy ludźmi (pisze o Korei). Nie pamiętam czy tak było w Polsce chociaż jak dojeżdżałem do pracy to albo się spało albo się patrzyło na swój ekran. Nikt z nikim nie rozmawiał chociaż specyfika moich podróży była nieco inna i ludzie po całym dniu pracy byli na tyle zmęczenie, że nie chcieli by ktoś im przeszkadzał rozmową.

Krótko mówiąc – telefony są w porządku, ale jako normalny środek komunikacji a nie jako sposób ucieczki od innych, o!

Tradycyjnie już – zdjęcie nie związane z tematem 😀

Kamień

Kamień

Advertisements

~ by drzejan on July 5, 2015.

2 Responses to “Życie w Korei – 12”

  1. No to ja czegoś nie rozumiem. Widziałem ze wszyscy siedzą na komunikatorach, sam piszesz że oni używają komunikatorów itp. – a pózniej o braku interakcji między ludźmi. Powiedziałbym że jest dokładnie odwrotnie, tyle że poprzez komunikator. Gadasz z kim chcesz a nie z tym kto Cię do tego zmusza. W USA jest kultura smalltalku w wielu sytuacjach – windach sklepach biurach itp. Do cholery, bez sensu, gadanie głupot, męczące. Komunikator przy tym to jak ubikacja w Hyatt przy ubikacji w McDonaldzie, czysto higienicznie dyskretnie.

    BTW U nas każdy ma słuchawki w uszach. Słuchawki sa wyraźnym sygnałem “zostaw mnie w spokoju!”.

    Aha Panie Andrzej, robimy scroll o 13 lat do przodu. W 2015 u nas też trzeba się postarać żeby ktoś ci zrabował telefon. Każdy sie w niego gapi i nie widać żeby obawiał się o kradzież lub rozbój.

    Kończę malkontenctwo. Więcej takich wpisów!

    • Może niezbyt precyzyjnie się wyraziłem o komunikacji i jej zaniku. Jak dla mnie fakt rozmawiania przez komunikator nie jest jednoznaczny z tym, że ludzie wchodzą w interakcje między sobą. Komunikator jest dobry do przerzucania informacji – normalna rozmowa twarzą w twarz pozwala na coś więcej. Na większą naturalność. Przy tradycyjnym podejściu jak nie chcę z kimś rozmawiać to nie rozmawiam, ale kurcze – jak idzie grupa ludzi i wszyscy są wpatrzeni w ekrany swoich telefonów to słabo to wygląda. Obstawiam, że część gada między sobą za pomocą komunikatorów.

      Po prostu chodzi mi o to, że w tradycyjnej rozmowie nie chodzi tylko o przerzucanie się informacjami. Chodzi mi o po prostu kontakt z drugim człowiekiem.

      Small talk ma swoje plusy – pozwala utrzymać ‘miękkie umiejętności’ na pewnym poziomie, np. rozpoczynanie rozmowy, otwartość na zdanie innych (mniej więcej 😉 ).

      Słuchawki w uszach – dokładnie to samo robię w pracy, słuchawki + czapka z daszkiem i już mnie nie ma. Mogę spokojnie kodzić i wgryzać się w dokumentację bez rozpraszania, ot taka specyfika pracy.

      Kradzież telefonu – ok, w większości miejsc w Polsce nie ma z tym problemu. Pamiętaj tylko, że pochodzę z Łodzi gdzie pewnie nadal sporo telefonów jest rabowanych w bramach kamienic. Zresztą – czułbyś się komfortowo przechodząc z telefonem w ręką po np. Pradze?

      Jakie tam malkontenctwo – dobry komentarz jest dobry bo wytknąłeś mi za duży skrót myślowy (z komunikacją) zatem ponownie dzięki za komentarz! Kolejne notki będą o Korei. Do wyjazdów do Japonii muszę usiąść na spokojnie bo z nich to zawsze wielkie krówska wychodzą 😉

Comments are closed.

 
%d bloggers like this: