Kyushu – Unzen

Ostatni dzień pobytu na Kiusiu stał pod znakiem pewnego wulkanu i szczytów dookoła niego. I to wszystko pomimo tego, iż dzień wcześniej pogoda w Nagasace była delikatnie mówiąc beznadziejna. Jedyne co musiałem zrobić to wstać, ogarnąć się i pójść na dworzec autobusowy by złapać odpowiedni środek transportu. Nic trudnego 😀

My last day in Kyushu – things to see: volcano and peaks around it. I wanted to do it even if weather during previous day was totally awful (raining cats and dogs). To make it possible I only had to wake up early, prepare myself and go to the bus terminal to catch proper bus. Nothing difficult 😀

przerwa techniczna

Informacje organizacyjne/ Organization infos

Kiedy przygotowywałem się do wyjazdu na Kiusiu wiedziałem, że chcę zobaczyć wulkan, który znajduje się niedaleko Nagasaki. Jedynym problemem był transport bo nie wiedziałem jak się tam dostać. Gdziekolwiek bym nie szukał to zawsze znajdowałem informację, że są trzy autobusy z Nagasaki do Unzen (Onsen), jednak to połączenie jest niestabilne/nieregularne. W takim wypadku miałem plan awaryjny i jeśli rzeczywiście nie ma sensownego połączenia to pojechałbym pociągiem do Isahaya i tam złapałbym autobus (odjazd średnio co godzinę).

Before I traveled to Kyushu I knew I wanted to see this volcano which is really close to Nagasaki. The only real problem was how to get there as there was no piece of information about time tables for buses between Nagasaki and Unzen – Onsen (place closest to the place I wanted to go). Whenever someone mentioned it, it was always something along this line ‘irregular, three buses per day’. That was definitely not enough to make solid plans so I came up with a backup one – get a train from Nagasaki to Isahaya and catch a bus over there (they depart every hour).

Tu też pojawiło się moje zdziwienie. Jak się okazało na miejscu, w terminalu autobusowym w Nagasace, autobusy do Unzen wyjeżdżają regularnie i nie ma problemu z załatwieniem miejscówki. Poniżej znajduje się zdjęcie z rozkładałem w kierunku Unzen. Od razu napiszę, że nie ogarnąłem jak wyglądałby powrót tą linią do Nagasaki. Miałem inny plan. Bardzo ambitny plan – po zdobyciu okolic wulkany chciałem zejść wschodnimi zboczami gór (przybyłem z zachodu) wprost do Shimabara. Tam złapałbym pociąg do Isahayi, gdzie przesiadłbym się do pociągu do Nagasaki i już. Brzmi prosto, nie? Jak wyszło w praniu – to za chwilę 😉

When I arrived at Nagasaki but terminal I was surprised to learn that there is normal connection between Nagasaki and Unzen-Onsen. Three buses per day with well-defined departure times and there is no problem with getting to the bus (no reservation was needed). Below you may find photo of timetable for this connection. The funny part was that I learnt how to get there but I skipped the part about going back. I had a nice plan – after arriving in Unzen and seeing mountain peaks with volcano in the middle of them I would go alongside eastern slopes directly to Shimabara city. There I will catch a local (private) train to Isahaya from which I will take a regular train to Nagasaki. Sounds really simple, right? How it went? I will write about this in a moment 😀

Rozkład jazdy autobusu Nagasaki - Unzen / Bus timetable for Nagasaki - Unzen line

Rozkład jazdy autobusu Nagasaki – Unzen / Bus timetable for Nagasaki – Unzen line

Unzen – miasto / Unzen – city

Czy wspominałem już, że dzień wcześniej pogoda w tym rejonie Japonii była paskudna? Chociaż w momencie gdy kierowałem się w stronę gór akurat nie padało (i w sumie nie padało do końca dnia) to mimo wszystko wilgotność dawała się mocno we znaki. Tak, wszędzie mokro i do tego ta urokliwa mgła/nisko zawieszone chmury. O ile w drodze do Unzen dodawało to klimatu tak później już było mniej rozrywkowo. Przynajmniej na początku. Autobus w pewnym momencie opuścił rejony nabrzeżne i mozolnie zaczął się wspinać w górę. Wtedy też okazało się, że widoczność jest mocno graniczona i nie widać na dalej niż na 10 metrów. Słodko.

Did I mentioned that the weather day before was awful? Although it was not raining when I was heading there (in the end – it wasn’t raining during that day) but humidity was really high. Everything was wet and there was fog everywhere. Again – on my way to Unzen it was more or less ok but as soon as the bus left coast area and slowly started getting higher, on this winding and narrow road, it got really bad – visibility was no greater than 10 meters ahead. At best.

W takich warunkach wylądowałem w Unzen – miasto pełne onsenów (japońskie hotele z gorącymi źródłami) i wszechobecnym zapachem siarki wydobywającym się z gorących źródeł. Pierwsza myśl jaka przyszła mi do głowy: ‘czy ja wylądowałem w Silen Hill?…’. Druga myśl: ‘co ja tu w ogóle robię?!?!’. Tak, nic nie było widać. Uruchomiłem nawigację by sprawnie poruszać się po miasteczku. To był nowy poziom abstrakcji gdyż Unzen składa się z trzech dróg na krzyż. W ten sposób trafiłem do punktu informacji turystycznej w celu zapytania się o trasę, którą chciałem zejść z do Shimabary. Uprzejmy Japończyk po usłyszeniu mojego pytania i po obejrzeniu trasy stwierdził ‘muri, muri’ czyli można to luźno przetłumaczyć na ‘niemożliwe’. Zasugerował pójście szosą, która wiła się gdzieś tam w pobliżu. Mniej urokliwe, ale zawsze to jakaś alternatywa bo nie przewidziałem takiej pogody i nie ogarnąłem powrotu autobusem z Unzen. W żadnym kierunku. Wziąłem mapkę okolicy i poszedłem przed siebie z włączoną nawigacją.

And this is how it looked like when I arrived in Unzen – city full of onsens (Japanese hotels with hot-springs). It’s worth to note that around that city you can smell sulfur from mentioned earlier hot-springs. My first thought was ‘did I just arrived in Silent Hill?…’. After a moment a second thought came to my mind: ‘what the hack I’m doing here?!?!?’. I could not see anything. I started to use GPS to walk around city that had only tree roads – madness. But thanks to GPS I arrived at Tourist Information Center where I asked about route I wanted to take to Shimabara. Guy listened to me and looked at my map. Then he just said ‘muri, muri’ which means ‘impossible’ in Japanese. He suggested a different option – alongside my trail there was a road. Less interesting but as an alternative route it might work – visibility was really bad and I did not check return bus to Nagasaki or Isahaya. After we finished talking I took more detailed tourist map and I left with my GPS on.

Jigoku – piekło / Jigoku – hell

Jak wspomniałem wcześniej, w Unzen czuć było zapach siarki. Pominę to, że po całej wyprawie moje ubrania oraz sprzęt foto dość mocno trepiły. Głównym źródłem tej woni były tzw. piekła (jap. Jigoku) czyli źródła znajdujące się dookoła miasteczka. W czasach początku chrześcijaństwa w Japonii władze zwalczały tą religię i właśnie w tych źródłach dokonywano egzekucji na buntownikach-wyznawcach. Trzeba przyznać, że ludzie są bardzo kreatywni w zadawaniu cierpienia innym ludziom…

As I mentioned earlier – in Unzen one could smell sulfur. I will just skip that after whole day all my clothes smelled badly because of this but the biggest problem was my photo gear. It also smelled. The main source of that smell were so called ‘hells’ (Japanese: Jigoku) – hot springs. In the past, when Christianity was introduced to Japan, government (shogunate) was oppressing followers and in Unzen, in those ‘hells’ people were executed by boiling. One thing can be said here, humans are really creative in making others suffer…

Zatem udałem się w kierunku źródeł. Moim oczom ukazał się widok nie z tej ziemi – nie dość, że z powodu mgły nie było nic widać na więcej niż 5 metrów to jeszcze źródła dodawały co nieco od siebie. Słowem, prawdziwe piekło. Kręcąc się po chodnikach pokrytych siarką minąłem kilka stoisk gdzie można było kupić jajka ugotowane w gorącym źródle (500 jenów). Oj korciło by kupić…. jednak wizja wspinaczki i długiej wędrówki raczej nie przewidywała potencjalnego zatrucia pokarmowego to też odpuściłem sobie. Może kiedyś tam przyjadę i wtedy spróbuję?

So I went in hells’ direction. What I saw there? View out of this planet – fog that was all around me created this mystical feeling to everything but hot-springs also added something from themselves. I could not see anything further than 5 meters form me. Literally 5 meters – nothing. As I was trying not to go in some weird direction on sidewalks covered with sulfur I saw multiple local folks selling eggs boiled in hot spring (500 yen each). It was really tempting to buy one but come on, I had a tens of kilometers of walk and hiking ahead of me so vision of having loose bowels cured me from all temptation. Maybe next time, when I’m around?

Samotna wędrówka / Lonely journey

Pogoda zdecydowanie nie zachęcała do przebywania w tym rejonie. Ale co tam – tak rozpoczęła się moja samotna wędrówka z Unzen w stronę gór dookoła wulkanu. To było ciekawe przeżycie – wszechobecna mgła i grobowa cisza. W takich warunkach miałem jedną ‘ciekawą’ akcję…

Ok – I will write it again. Weather wasn’t any good so there were only a few people around that area. It was too late, I was already there so I had to follow plans and I started my lonely journey from Unzen to the volcano and mountains around it. In the end I can write one thing – it was an interesting experience to be in really dense mist and there was nothing to could make any kind of noise. Total silence. And exactly in that kind of environment I had this small ‘adventure’…

Od dłuższego czasu nie spotkałem żadnego człowieka i dookoła mnie panowała grobowa cisza. Wchodziłem na niezbyt wysokie wzniesienie – cały czas kierując się w stronę tzw. Nita-Toge pass. Maksymalna widoczność wynosiła około 10 metrów. Posuwałem się do przody gdy nagle zauważyłem łeb wyłaniający się z mgły. Zdecydowanie zwolniłem. Zobaczyłem łeb i kawałek karku zwierza, który wyglądał na tygrysa. Zatrzymałem się, ale to tak całkowicie się zatrzymałem. Nie chciałem wydać ani jednego, nawet najmniejszego dźwięku. Cały czas obserwowałem przeciwnika – czy się poruszy. Minęło chwila. Nie rusza się? Nie oddycha? Powoli zacząłem się zbliżać do niego, miałem dziwne przeczucie co do niego. Po kilku krokach byłem już pewien – cholerny kawałek betonu w kształcie tygrysa. Pytam się – po co? Nie mogli jakieś inne zwierzę tam postawić? Zwierzę, które nie będzie wyglądało tak groźnie? Np. nie wiem – surykatkę?

Tak to nic ciekawego już się nie działo. Tzn. był spokój.

I haven’t met anyone in a while and around me there was only deadly silence mixed with fog. I was slowly getting on small hill, all the time heading in to Nita-Toge pass. Again – visibility was at best up to 10 meters. I was getting closer and closer to hill’s peak when I noticed a shape getting out of this mist. A head. I slowed down and then I saw – head and part of neck of an animal. It looked like tiger. I stopped, totally stopped and I was carefully looking at it. I wanted to know if it’s moving or not. A longer moment passed and I still was not sure about this. It didn’t seem breathing but it’s quite easy to conceal this kind of movement. I slowly moved in its direction as I started to have weird promotion about it. After additional few steps I was sure – it was freaking piece of concrete shaped to resemble tiger. Why it had to be tiger?!? Why they did not shape it into something less stressful and dangerous? I really won’t mind suricate…

Apart from that – nothing interesting or stressful happened.

Wulkan i okoliczne szczyty / Volcano and peaks around it

Po dotarciu do parkingu znajdującego się na końcu Nita-Toge pass z premedytacją wybrałem ścieżkę zamiast kolejki linowej. Przecież w takiej mgle i tak bym nic nie zobaczył a tak na spokojnie pieszo zdobyłem pierwszą górkę w 30 minut i wylądowałem na punkcie widokowym, z którego rozpościerał się piękny widok na… nieważne, bo i tak było zakryte mgłą i chmurami 😉

Finally I arrived on the parking lot at the end of the Nita-Toge pass. From that point I could have taken one of two possible options – first one was using rope train to one of the peaks around volcano and the second one was walking through small trail hidden between trees. Given that visibility was bad and rope train was quite expensive I took the obvious one. After 30 minutes of walking I made it to the first peak. There was a view point with great view over… I don’t know – everything was covered with fog and clouds 😉

Podczas wędrówki między szczytami, których nie widziałem, spotkałem tylko kilku amatorów wspinaczki. Większość ludzi pewnie przeklinałaby pogodę, ale ja dostrzegłem coś pozytywnego w słabej widoczności. Człowiekowi lepiej idzie się pod górę jak nie widzi jak daleko jeszcze. Tak samo jak ktoś ma lęk wysokości – nie przestraszy się przepaści tuż obok siebie, jeśli nie będzie widać dna, nie? 😀

Ciekawostka – na pierwszym szczycie minąłem małą świątynię. Oczywiście niebyło nikogo w pobliżu.

During time I spent on hiking I met only few hikers. Walking alone I realized one thing – most of people would blame weather but I saw positive things in bad visibility. It’s much easier to walk/hike when you don’t see how far one need to go up to get to the destination. Same goes for those who are afraid of height – you can’t be afraid of something you can’t see (bottom of abyss close to your feet), right ? 😀

On the first peak I passed through small temple. Of course there was no one there.

Wędrowałem sobie pomiędzy szczytami, miejscami mocno zgięty z powodu roślinności, która jasno sugerowała, że jestem po prostu za wysoki na tę trasę. Cały czas korciło mnie by wejść na któryś ze szczytów i sprawdzić, czy widać coś z jego wierzchołka. Może będzie widać coś więcej niż tylko mgłę i chmury? Z takim nastawieniem zdecydowałem się wejść na szczyt Kunimi. Szło mi całkiem nieźle i pewnie wszedłbym na szczyt gdyby nie to, że jednak było tam zbyt ekstremalnie – wszędzie błoto, ja w normalnym obuwiu do tego jeszcze łańcuchy. Najgorsze jednak było to, że byłem sam więc w razie problemów nie bardzo było nawet jak wezwać pomoc (jakby co poinformowałem obsługę hostelu, że idę w góry w Unzen, na wszelki wypadek 😉 ). Dlatego wycofałem się i w dalszej części trasy podziwiałem to co mogłem zobaczyć – kawałek ścieżki, kilka drzew i mgłę. Szedłem tak aż do stacji kolejki linowej, którą wcześniej z premedytacją zignorowałem.

Zatem tak mniej więcej skończyło się wyjście w góry w celu zobaczenia z wulkanu z bliska. Super.

It was really refreshing – walking through those nice trails without seeing how far away I need to go or how deep the abyss is. One thing sucks a big time – trails were in not so good condition – so plants were all around them. I had to crouch many times. I just kept telling myself ‘I’m just too tall’ 😉 As I was walking there I really wanted to climb at least one peak – I wondered if I could see something more than just fog and clouds. I was close to Mt. Kunimi so gave it a try – at the beginning there were no problems. But then it just became a little bit too extreme for me. Ground was covered with mud and there were chains – I just want to mention I was in normal shoes. It would be possible to go there but it was too risky and I was all alone. In worst case there won’t be any way for me to get help on time. I let know people in hostel about my plans and where I headed that day but that might have been not enough. I gave some thoughts to it and just dropped the idea of going to the peak and I just returned back to original trail. Then I enjoyed nice views (still mostly covered by clouds and fog) until I arrived back to the lower rope way station near Nita-Toge pass.

And that would be the end of my journey to see volcano and mountains’ peaks. Fog and clouds. Just great.

Zapomniany szlak / Forgotten trail

Nikt nawet nie zauważył, że jeden podejrzany typ w pewnym momencie zniknął z tarasu widokowego w pobliżu kolejki linowej. Wydawać by się mogło, że zszedł na niższy poziom by mieć lepszy widok na mgłę. W rzeczywistości podążałem za wskazaniami GPSa w kierunku miejsca gdzie teoretycznie znajdował się zapomniany szlak. Podstawowe założenie – nie ma miejsca na brawurę, szedłem samotnie. Zresztą, nawet jakbym szedł z kimś to nigdy nie można sobie pozwolić na tak głupie rzecz. Jeśli szlak zacząłby się robić zbyt stromy lub nagle by zniknął to trzeba zawrócić i pójść szosą. Po prostu.

No one around rope train station noticed that one person disappeared from main terrace. Even if there was one to notice him, that person would think that guy went to the lower deck to get even better view of fog. But in reality I was just following GPS and my map as I tried to find entrance to the forgotten trail. I went there with one thing in my mind – there is no place for recklessness and I’m walking alone. Even if I were to go there with someone I would still be extremely cautious. One more thing – if trail became too dangerous I will return back to rope train station and go alongside road.

Ostatecznie przeszedłem cały szlak – pokonanie 4 km zajęło mi około 4 godzin. Wynikało to z faktu, że ścieżka była mocno zapuszczona, było mokro i na dodatek podziwiałem widoki po drodze. Mgła zaczęła się powoli unosić to też wreszcie mogłem zobaczyć coś więcej niż mleczno-białe tło. Najpierw miałem okazję przejść koło miejsca, które wyglądało na zapomniany zbiornik na wodę. Chwilę później przemknąłem koło kamiennego ‘czegoś’ basenu by w końcu trafić na coś co lekko zbiło mnie z tropu.

In the end I went through whole trail – it took me over 4 hours to pass around 4 km. This was caused by high humidity, wet ground and the trail was not in poor condition. But the good thing was that fog lifted at some point and I could finally see mountains and peaks I were few hours earlier. No more milky-white sky! Before that I passed forgotten water tank, old stone construction and something that I did not expected to see.

Jakże inaczej można zareagować? Szedłem ścieżką (wąską, zawaloną starymi liśćmi i na dodatek mokrą), cały czas wypatrywałem kolejnych miejsc by stabilnie postawić stopę gdy nagle zobaczyłem, że ścieżka ‘zniknęła’. Czemu ‘zniknęła’? Ot, po prostu zwykłe osuwisko. Chwilę mi zajęło zanim znalazłem dalszy ciąg ścieżki po drugiej stronie. Obejrzałem całość, pomyślałem po czym na spokojnie przeszedłem. Na szczęście nie było stromo a i kamienie były odpowiednio duże.

What would you do in this situation – you are following trail (more or less as it was really old one and was obviously not maintained for some time). You focus on the ground not to slip when you realize that trail just disappeared. Why? There was an avalanche but without snow – stone-like avalanche. It took me some time to figure out where trail resume on the other side and it took even more time to safely pass it. Luckily it wasn’t too steep and stones were quite big.

Dalej było już spokojnie. Wszystko było zarośnięte, ale przynajmniej można było się napawać naturalnym krajobrazem. Aż w końcu wyszedłem z lasu gdzie po tej stronie gór nie było praktycznie chmur to też słońce natychmiast mnie spaliło. Ale nie to było najważniejsze. Zatrzymałem się na chwilę i po prostu patrzyłem…

After that it was just a normal walk, going down alongside slope. Everything was covered by plants and from time to time I could see great views. Finally I made it, I left forest and there were almost no clouds on the sky on this side of mountains. Because of that I became almost instantly fried thanks to the burning sun. I the end it didn’t really matter as I was just astonished by view in front of me…

Wulkan / Volcano

Po tych 4 godzinach, które potrzebowałem na przejście mniej więcej 4 km i zejście kilometr w dół wreszcie ujrzałem widoki, na które czekałem. Może nie widziałem z sąsiednich szczytów wulkanu, ale widok wierzchołka okrytego mgłą i przebijające się przez nią promienie słońca… tego nie da się po prostu opisać słowami. Byłem zauroczony i zamiast iść w kierunku następnego punktu na mojej liście to stałem i podziwiałem widok. Słońce paliło zaś robactwo cięło jak najęte.

It really took me 4 hours to pass 4 km, it was a really exhausting walk but in the end I saw something that rewarded all my effort. Maybe view of volcano from nearby peaks was great but view of the same volcano with its peak partially covered by clouds and with sun light going through it – I just cannot describe it with words. I knew I had to go to next place on my list but I just couldn’t. Sun was literally frying me and local bugs treated me as their lunch. I was just standing and looking at it.

Opuszczona szkoła / Deserted school

Kierując się w stronę stacji kolejowej w Shimabarze zahaczyłem o jedno miejsce. Wulkan, główna atrakcja tego dnia, nie jest uśpiony i w 1991 doszło do erupcji. Niestety nie obyło się bez ofiar. Na drodze lawiny piroklastycznej znajdowała się szkoła. Na szczęście została sprawnie i odpowiednio wcześnie ewakuowana zanim strumień gorących gazów i pyłów doszczętnie ją spalił. Mimo, iż byłem dość późno to udało mi się wejść na jej teren, chociaż sam budynek został ogrodzony. Gmach wyglądał upiornie jednak najgorsze było zdjęcie, które znajdowało się na tablicy informacyjnej. Przyprawiło mnie o ciarki na plecach. Był na niej budynek szkoły za którym widoczna była erupcja wulkanu. Tablica znajduje się mniej więcej w miejscu, gdzie stał fotograf więc można było sobie wyobrazić ogrom tego zjawiska.

My ultimate goal in this area was to get to Shimabara private rail station but there was this small side quest to finish on my way. The main attraction of this day – volcano – it was active for last time in 1991 when eruption happened. Unfortunately it caused a number of casualties. As an effect of eruption a pyroclastic wave headed to the east side of volcano – in this direction there was a school. Hopefully it was evacuated really fast before that wave passed. School building was burned. I went there late, late afternoon so I could only see hollow old school building. It wasn’t a nice thing to see but that was not the thing that made a huge impression on me. In the school field there was a small board with description what happened and there was this photo – takes from exactly same place as that board was standing. On it there was this school building with enormous cloud from eruption in the background. I look at school from there and it was impossible for me to image how everything looked that day.

Powrót do Nagasaki / Return to Nagasaki

Po dniu pełnym wyzwań i powiedzmy sobie wprost, fizycznie wymagającym, spokojnym krokiem skierowałem się w stronę stacji kolejowej w Shimabarze. Po drodze oczywiście popełniłem jeszcze kilka ciekawych zdjęć, ale to co mnie na sam koniec zaskoczyło to… fakt, że pociąg z Isahay’i do Nagasaki spóźnił się 15 minut. 15 minut! PKP mogłoby się tak spóźniać, ale JR?!?!

I to by było na tyle, jeśli chodzi o wyprawę na Kiusiu. Zdecydowanie warto było pojechać i to pomimo Golden Weeku. Rejon jest chyba mniej popularny wśród turystów to tez kręci się tam mniej ludzi i jest nieco inna atmosfera – czego chcieć więcej? 😉

Wiadomo czego, kolejnych wyjazdów do Japonii 😀

P.S. Na końcu znajduje się mapka trasy, jaką przeszedłem tego dnia.

After a whole day full of challenges and activities that were really physically demanding I slowly went to Shimabara private rail station. Of course on my way I took some great photos but that was the end of this journey. At least I thought that way until I was on rail station in Isahaya where I was waiting for train to Nagasaki. When you think about Japan and trains the first thing that comes to your mind is that they are always on time. This time, for some reason, train was delayed by 15 minutes and I really felt like in Poland.

So – this is the final post from Kyushu trip. It was really worth to go there despite Golden Week. My general impression was that this area of Japan is less popular and there were fewer tourists. For me – great thing. What else do I need?

Of course, there a simple answer: more trips to Japan 😀

By the way – this might be the last post made in dual language. It really takes me a lot of time to translate original text and it seems like no one is reading this in the end. Maybe may be my posts are too long and too boring?

P.S. Below you may find map of the route I took that day.

Mapa trasy / Trail's map

Mapa trasy / Trail’s map

Advertisements

~ by drzejan on June 21, 2015.

 
%d bloggers like this: