Życie w Korei – 10

Wygląda na to, że pomimo fali politycznych bzdur i innych tematów zastępczych to w wiadomościach w Polsce można usłyszeć o tym co się dzieje za granicą. A im paskudniejsza wiadomość tym lepsza, ludzie chętniej ją pożrą.

Disclaimer: This series of posts will be only in Polish so… sorry guys 😉

przerwa techniczna

Ten wpis powinien mieć następujący tytuł:

Korea – MERS oczyma obcokrajowcy

Ale nie zdecydowałem się na taki tytuł bo za bardzo by się rzucał w oczy w wyszukiwarce. Będę pisał o rzeczach, o których pewnie nie mówią w wiadomościach.

Zaczęło się dwa-trzy tygodnie temu. W tej chwili zarażonych jest 161 osób (2015.06.17), w kwarantannie jest kilka tysięcy (6 tysięcy?) zaś ofiar śmiertelnych jest 19 (2015.06.17).

To o czym będę pisał poniżej niestety nie usłyszałem z pierwszej ręki (nie znam koreańskiego) i naprawdę byłoby lepiej gdyby to była fikcja bo naprawdę dziwne rzeczy do mnie docierały.

Izolacja osób podejrzanych o bycie zainfekowanym

Niedługo po tym jak pojawił się pierwszy przypadek i zaczęto bić na alarm (w mediach). Podjęto działania mające na celu odizolowanie osób, które miały kontakt z pierwszym przypadkiem od reszty społeczeństwa. Czyli koniec z pracą i ‘prośba’ o nie opuszczanie domu przez okres podczas, którego mogłoby się pojawić symptomy infekcji. Brzmi sensownie, nie?

Dziewczyna, o której teraz piszę, pracowała w szpitalu do którego trafiła pierwsza osoba. Dwa tygodnie wolnego – co można w tym czasie robić? Ja bym np. skończył kilka książek, przeszedł parę gier i odespał zmęczenie. Co ona zrobiła? Każdego wieczora dobrze się bawiła w klubach w Seulu. W końcu ktoś sprawdził gdzie jest (namierzanie za pomocą położenia telefonu) i przywołano ją do porządku.

Czy to nie jest objaw głupoty?

Drugi przypadek jest chyba jeszcze lepszy. Po tym jak potwierdzono już kilka infekcję u kilku osób lekarz z jednego ze szpitali poszedł na spotkanie do ratusza (nie wiem dokładnie w jakim mieście – pewnie w Seulu). Ponoć miał symptomy infekcji. Na spotkaniu było 1500 osób i tak o to w prosty sposób ilość osób w kwarantannie pod koniec pierwszego tygodnia czerwca podwoiła się.

W Korei lekarze i profesorowie stoją na najwyższym szczeblu społecznym – są poważani i ich słowa są traktowane jakby wypowiedziała je wyrocznia. Prawie, bo o tym też będzie za chwilę.

Dostęp do informacji

Początkowo była mowa tylko o jednym szpitalu, w którym pojawił się pierwszy przypadek (oczywiście ów szpital musi być w moim mieście). Po kilku dniach pojawiła się informacja o przypadkach w najlepszym szpitala w kraju – szpitala Samsunga w Seulu. Później pojawiły się chyba dwa dodatkowe szpitale.

Dopiero z czasem dowiedziałem się o ‘zwyczaju’ Koreańczyków, który skutecznie przyczynił się do rozprzestrzenienia się wirusa po okolicach Seulu. Otóż pójście do jednego lekarza w celu postawienia diagnozy to za mało. Trzeba iść do kilku i to pomimo tego, że dana osoba ledwo co żyje. Po co? Nie wiem. By wyciągnąć średnią po czym zabrać chorego do domu i leczyć go domowymi sposobami (też bardzo popularne w Korei)? Zatem pierwsi zainfekowani jeździli sobie z rodzinami od szpitala do szpitala co oczywiście oznacza, że liczba osób, które miały z nimi kontakt konkretnie wzrosła. To odpowiada na pytanie czemu tak dużo osób jest pod obserwacją (6 tysięcy). Do tej pory nie ma oficjalnej listy szpitali, w których przebywali zarażeni ‘podczas wędrówek’. Przynajmniej ja nie trafiłem na nią w angielskojęzycznych materiałach.

Innym powodem, dla którego Koreańczycy jeżdżą od szpitala do szpitala jest próba wbicia się do tych ‘najlepszych’ za wszelką cenę (tak, koperty ponoć też wchodzą w grę). Po co? A no po to, by później móc powiedzieć swoim znajomym, że było się w danym szpitalu. Respekt na dzielni gwarantowany + 100% do rozprzestrzeniania się wirusa. To odpowiada na pytanie czemu najlepszy szpital w kraju stał się głównym ogniskiem wirusa.

To z materiałów publicznych – a co w pracy? Cisza, wszystko w porządku, nic się nie dzieje. I tak przez pierwsze dwa tygodnie. Dopiero teraz pojawiają się informacje jak przeciwdziałać infekcji. Rychło w czas…

Ok, a co z młodzieżą?

Szpitale, w których znajdują się zdiagnozowane przypadki infekcji pozamykały izby przyjęć. Przynajmniej tyle. Mniej więcej w tym samym czasie podjęto decyzję o zamknięciu szkół – to była zdecydowanie dobra decyzja. Szkoda, że wstępnie na tydzień no, ale zawsze była opcja przedłużenia, nie?

W między czasie WHO poinformowało, że głównymi gniazdami, z którego rozchodzi się infekcja, są szpitale. Szkoły nie zostały uwzględnione jako miejsca, w których zagraża wirus. W związku z tym decydenci postanowili otworzyć szkoły po tygodniu przerwy. Nie wiem czy ja jestem taki dziwny, ale ja bym to interpretował jako ‘szkoły nie stanowiły źródeł infekcji, ale to może się zmienić’ wiec jeszcze z tydzień – dwa bym ich nie otwierał.

Ponownie spojrzenie na kulturę/mentalność Koreańczyków. WHO powiedziało, że szkoły nie są zagrożeniem, wiec zgodnie z tym co podali – otwieramy. Któryś uczeń zachoruje to będzie wina WHO bo podali, że szkoły nie są powodują zagrożenia. Tak – oni kombinują jak tylko mogą by zepchnąć odpowiedzialność na innych, najlepiej na obcokrajowców.

Maski włóż!

W piątek miałem okazje korzystać z komunikacji międzymiastowej i przebywać chwilę na lotnisku. Co ciekawe, wszyscy nosili maski i nawet w autobusie z mojego miasteczka (1mln ludzi 😉 ) na lotnisko kierowca rozdawał ludziom maski (mnie nie dał… bo miałem swoją M3 N100 :D). Na lotnisku zdziwiłem się tym, że obsługa była bez masek, ale za to pasażerowie jakby byli bardziej ‘świadomi’. Zatem byłem ogólnie zaskoczony.

Zaskoczenie zmieniło swoją naturę po tym jak przeszedłem bramki bezpieczeństwa i załatwiłem sprawy związane z imigracją. Wszyscy wiemy, że wszystko co złe to w Korei, ale zupełnie nie rozumiem podejścia Koreańczyków. Przed bramkami mieli zaciągnięte maski. Minęli bramki, opuścili terytorium Korei i… od razu je zdejmowali. Tu zagrożenia nie ma, wszystko co złe zostawili za sobą. Mało kto miał maski przed bramkami do samolotów, w strefie transferów… WTF?!?!

W poniedziałek odbyłem podobną podróż – i tu szok. Na lotnisku prawie nikt nie nosił masek. WHO opublikowało swoje stanowisko, newsy mówiły o zmniejszającym się zagrożeniu (2 dni temu było 15 przypadków śmiertelnych) to też ludzie stwierdzili chyba, że zagrożenia nie ma. A co! Przecież WHO podało, że zagrożenie się kończy – jak ktoś zachoruje to czyja wina? WHO!

A jak noszą maski Koreańczycy? Pewnie na pokaz, bo przecież w nich jest tak gorąco i wręcz muszą co chwila uchylać / zsuwać na szyję by odetchnąć świeżym powietrzem…

Były szpitale, były szkoły to czas na zakłady pracy!

I tu się pojawia największy problem. W Korei chyba nie ma czegoś takiego jak zwolnienie lekarskie – pracujesz tak długo jak ci każe przełożony. Dość często widziałem ludzi autentycznie chorych siedzących w pracy i markujących wykonywanie zadań bo przecież jest to niemożliwe, by ktoś kto ciągle kaszle i ma gorączkę był w stanie logicznie myśleć. A to jest wymagane od programistów – by myśleli i rozwiązywali problemy. No, ale przez takie podejście dany zawodnik pokazuje oddanie pracy i to jak bardzo się stara. Co z tego, że spier… zepsuje kawał roboty i później zwali się winę na obcokrajowców – bo przecież on tak się starał i chciał tak dobrze. To ci źli obcy nie rozumieją i mają pretensje, że coś nie działa.

Przypomniała mi się jedna akcja, z zeszłego roku. W zespole pojawił się nowy zawodnik i wiadomo, chciał się wykazać w tym jak sumiennie wykonuje zadania i jak bardzo jest oddany firmie. Zbliżał się koniec roku więc generalnie siedziałem w pracy dłużej niż chciałem i naiwnie sądziłem, że jak przyjdę na 6.30 to wyjdę o 16.00. Wychodziłem znacznie później, na tyle później, że byłem jeszcze w stanie pogadać z kolegą z Brazylii. Wracając jednak do agenta – po jednym z tych wieczornych posiedzeń przyszedłem do pracy następnego dnia i zobaczyłem tego kolesia. Jak wychodziłem poprzedniego wieczora to on jeszcze tam siedział i teraz jest przede mną. Zrobiłem wielkie oczy i się pytam kiedy wszedł do biura. Ten z głupkowatym uśmiechem mówi, że jest w biurze od ’36 godzin’. Moja reakcja – ‘jesteś przemęczony i bezużyteczny dla firmy, idź do domu i odpocznij’. Zrobił wielkie oczy bo myślał, że go pochwalę a tu usłyszał opierdziel. Oczywiście nie posłuchał i siedział dalej. Głupota do kwadratu. Serio – nie potrzebuję śmierdzących zwłok dwa biurka ode mnie.

I tak na koniec…

W Korei problemem jest też zachowanie ludzi na ulicach. Na porządku dziennym jest charchanie i plucie na chodniki. Do tego kaszlą i kichają zupełnie nie zakrywając ust co raz miałem nieprzyjemność odczuć na swoim karku. Skończyło się to zwróceniem uwagi z początkową wiązką w co najmniej trzech językach (polski, angielski i by poruszyć koreańskie ego, po japońsku) .

I tym pozytywnym akcentem kończę ten wpis. Więcej pisać nie będę, bo wciąż mnie skręca na myśl o bezmyślności otaczających mnie ludzi. Ponoć trzeba być otwartym i tolerancyjnym na inne kultury, ale czy to jest jeszcze kultura czy po prostu brak myślenia?

Advertisements

~ by drzejan on June 17, 2015.

One Response to “Życie w Korei – 10”

  1. A zawsze myślałem, że głupota ludzka ma jakieś granice, a po przeczytaniu tego wpisu stwierdzam, że te granice baaaaardzo się przesunęły. Ludzie są po prostu niepoważni, odpowiedzialność za zdrowie swoje i drugiego człowieka – znikoma! Mam wrażenie, ze niektórzy rozumu nie posiadają… Bardzo przykre.

Comments are closed.

 
%d bloggers like this: