Kyushu – Nagasaki, nocne włóczenie

Tym razem wpis będzie krótki lub relatywnie krótki. Po części dotyczyć będzie jednego istotnego miejsca ze względu na historię miasta, o którym pisałem już w poprzednim wpisie. Jednak nie będę teraz pisał o punktach na mojej liście ‘do zwiedzenia’. Będzie o nocnym łażeniu po japońskich ulicach.

Disclaimer: This post will be only in Polish so… sorry guys 😉

przerwa techniczna

Kilka razy zadano mi pytanie, czy nie boję się chodzić po japońskich ulicach nocą/późnym wieczorem. Nie chodzi tu o główne szlaki dla turystów tylko o te małe boczne uliczki, które mają lampy raz na 100 metrów i jedyne dodatkowe światło pochodzi z automatów z napojami. Zawsze odpowiadałem, że w przypadku Japonii jak i Korei wychodzę z bardzo prostego założenia (oryginał pochodzi z Shreka). To nie lokalni są zagrożeniem dla mnie, to ja jestem dla nich. W końcu wyglądam jak zabójca i na dodatek mam bliznę na twarzy więc nikt mnie nie ruszy, nie? Tak było do tej pory i pewnie będzie jeszcze przez jakiś czas.

To co znajduje się poniżej bezpośrednio mnie nie dotyczy. Kręcąc się po Nagasaki, konkretniej w dniu, gdy zwiedziłem Hashimę , chciałem dotrzeć w miejsce gdzie znajduje się kamienna brama Tori, ta która straciła jedną nogę w wyniku detonacji bomby atomowej. Wspomniałem wcześniej, że znajduje się ona teraz w obszarze z dużą liczbą domów mieszkalnych. Dlatego też, kręcąc się po małych uliczkach, z nawigacją w ręku, szukałem tego miejsca. Gdy go w końcu odnalazłem zrozumiałem, że chcę popełnić bardzo dobre zdjęcie.

Monument był oświetlony światłami okolicznych domów, pogoda dopisała i nie było nikogo w pobliżu. Idealne warunki by postawić swój mini-statywik, założyć szerokokątny obiektyw i ustawić czas naświetlania na kilkanaście/kilkadziesiąt sekund. Stanąłem spokojnie w głębszym cieniu, instalacja stała centralnie przede mną i sensor powoli wyłapywał światło. Nie ruszałem się i prawdopodobnie ledwo było mnie widać z oddali (ponownie, byłem w cieniu przy murku pod drzewem, godzina około 22). Miałem czapkę na głowie, więc nie było widać oczu. Z rękoma założonymi na siebie czekałem na dźwięk migawki oznaczającej koniec naświetlania. Cały czas powtarzałem sobie w duchu ‘oby nikt mi nie wlazł w kadr, oby nikt mi nie wlazł w kadr, …’.

Zgadnijcie co się stało? Za monumentem znajdują się dość strome schody po których wchodziła dziewczyna, w żakiecie i w krótkiej ciemnej spódnicy. Cały czas patrzyła się na ekran telefonu, który oświetlał jej ładną buzię. Oczywiście w duchu już kląłem bo to oznaczało ponowne uruchomienie sprzętu by zrobić zdjęcie bez duszków przechodzącej dziewczyny.

Takie rzeczy się zdarzają, nie pierwszy i za pewne nie ostatni raz. Jednak to nie był koniec akcji. Dziewczyna weszła na szczyt schodów i skręciła w stronę mieszkań po lewej (na zdjęciu po prawej). W tym samym czasie zauważyłem, że szedł za nią mężczyzna w średnim wieku, w sportowym stroju. Wiecie, facet w stylu tych co biegają wieczorami po ulicach dla zdrowotności, w spalinach. Pomyślałem sobie, że teraz się zaczęło – rozwiązał się worek z ludźmi i za nic nie uda mi się zrobić dobrego zdjęcia. Cały czas się nie ruszałem i myślałem czy pojawi się trzecia osoba. Nie pojawiła się, ale w między czasie mężczyzna wszedł już wystarczająco wysoko bym widział go prawie w całości.

Chyba miałem jakiegoś intelektualnego laga lub byłem za bardzo skupiony na tym, jakie nastawy aparatu użyć bo chwilę mi zajęło zanim zrozumiałem co zobaczyłem. Otóż wspomniany mężczyzna szedł za tą dziewczyną, jak się domyślam, cały czas zaglądając jej pod spódnice z jedną ręką w spodniach wykonując jednoznaczne ruchy. Wtedy zdał sobie sprawę, że 5 metrów od szczytu schodów, w cieniu, stoi wielkie coś z założonymi rękoma. To coś patrzy na niego i co najważniejsze – przed tym czymś stoi aparat, który najprawdopodobniej właśnie rejestruje to co robi. Momentalnie wyciągnął rękę ze spodni i błyskawicznie uciekł udając, że go tam nigdy nie było. Zupełnie nie spodziewałem się czegoś takiego i przez chwilę nie wierzyłem w to co widzę. Gdybym szybciej doszedł do siebie to wydarł bym się na cały głos ‘HENTAI’ (jap. zboczeniec). Niestety, gdy się odblokowałem, dziewczyna otwierała już drzwi do swojego mieszkania. Facet zaś zdążył czmychnąć w ciemną uliczkę i pewnie już bieg na drugi koniec miasta.

Wtedy też usłyszałem dźwięk migawki. Chciałem iść na policję, zgłosić to co zobaczyłem, ale niestety niska czułość plus długi czas naświetlania przyczynił się do tego, że na zdjęciu nic nie zostało zarejestrowane. Bez żadnego dowodu równie dobrze potraktowaliby mnie jak bajkopisarza.

Tego zupełnie się nie spodziewałem. Mam cichą nadzieję, że facet tylko ‘obserwował’ i po tym jak dziewczyna skręciła poszedłby w drugą stronę, a nie za nią do jej mieszkania…

Nawet nie widać duszków :/

Nawet nie widać duszków :/

Advertisements

~ by drzejan on June 4, 2015.

3 Responses to “Kyushu – Nagasaki, nocne włóczenie”

  1. No to srogo o_O

  2. Zaczalem nadrabiac czytanie Twoich postow i od razu taki akcent 😛 ciekawe co bedzie dalej 😀

    • Spokojnie – mogę zapewnić, że póki co tylko raz miałem tego typu akcję.

      Chociaż wciąż o jeden raz za dużo… :/

Comments are closed.

 
%d bloggers like this: