Całkowity spontan?

Niektórzy pewnie już wiedzą za sprawą mojego wpisu na G+, że ponownie udałem się do Japonii. Tyle, że tym razem było zupełnie nietypowo, niestandardowo i z odrobiną szaleństwa. Jakby ktoś się mnie spytał na studiach czy też w liceum o to, czy jestem w stanie sobie wyobrazić taki wyjazd i to, że wezmę w nim udział to zdecydowanie powiedziałbym ‘nie ma szans!’. A o co dokładnie chodzi? O tym za chwilę 😀

Some of you may know from G+ that recently I was in Japan. But this time it was totally different, unusual and with a small amount of craziness. If someone asked me about that kind of trips when I was in university or when I was in high school and if I could see myself taking part in one of them I would definitely say ‘no way!’. So how special was this trip? I will write about this just in a moment 😀

przerwa techniczna

Szybki wstępniak / Organization infos

Po dość enigmatycznym wstępie czas nieco przybliżyć to w jaki sposób doszło do tego wyjazdu. Otóż kolega z pracy dokładnie wiedział jak mnie podejść, tak bym pozytywnie odpowiedział na jego pytanie.

Piątek, 3 kwietnia, około 7 rano
Kolega: Masz czas w niedzielę?
Ja: Mam jakieś tam plany, muszę nieco poczytać materiałów itp.
Kolega: To może wyskoczylibyśmy w niedzielę do Tokio pooglądać kwitnące wiśnie i zjeść yakisobę?
Ja: ok, jestem za.

After this introduction which was lacking any kind of information I can finally write how this trip started. It was all thanks to my friend from the office who knew how to ask me a question in a way that my answer would be positive.

Friday, 3rd of May, around 7 am
Friend: Are you free this Sunday?
Me: I have some plans, reading some materials etc.
Friend: How about going to Japan? To Tokyo to see cherry blossom and to eat some good yakisoba?
Me: Ok, I’m in.

I tak dałem się przekonać. Zatem decyzja w piątek, a wylot w niedzielę – jednodniowy wypad do Japonii? Abstrakcja, nie? Trzeba było tylko wstać wcześnie rano, złapać taksówkę na lotnisko w Gimpo (nie Incheon jak do tej pory) i nie zamordować kierowcę za to, ze nie wyłączył nawigacji a ta cały czas wyła, że przekracza prędkość… o całe 3 km na godzinę. Natomiast warto zapamiętać, że przejazd ode mnie do Gimpo to 44 dolary (45k wonów).
Po szybkiej odprawie… a nie wróć, bramki do automatycznej odprawy nie działały. Zatem po odczekaniu odpowiednio długo w kolejce do odprawy nie pozostało nic innego jak tylko załadować się do samolotu i w drogę!

And this is how I agreed for this trip. Decision was made on Friday and we left to Japan on Sunday – just for one day trip for Japan. Sounds ridiculous? Oh well. We had to wake up early in the morning, catch a cab to Gimpo airport (no, this time we were not flying from Incheon) and do our best no to kill the cab driver as his GPS system was make a lot of awful noise almost all way to the airport. Why? Because he was driving faster than it was allowed by speed limits. Constantly all the time by 3 kilometers per hour. The good thing was that I learnt how much does it cost to get from my area to Gimpo – around 45 USD or 45k won.
After fast immigration check… wait a minute, it was not so fast. Automatic gates were broken so we had to stay in a long queue. After that we were ready to go to Japan!

Tokio – Odawara

Po wylądowaniu na Hanedzie (zaczynam czuć się jak u siebie na tym lotnisku a czuję w kościach, że jeszcze nie raz tam wyląduję 😉 ) trzeba było szybko przebić się do Tokio Station i tu mieliśmy zagwostkę. Co robić? Niestety było dość pochmurnie i padało, zaś pierwotny plan zakładał podróż do Matsumoto. Ten jednak ostatecznie upadł gdyż wiśnie w tym mieście jeszcze w pełni nie zakwitły zaś przejazd zabrałby nam zdecydowanie za dużo czasu to też zmieniliśmy kierunek zwiedzania i udaliśmy się na południe – do Odawary. Obowiązkowo Shinkansenem 😀

After landing on Haneda airport (I’m starting to feel really familiar with this airport and I’m pretty much sure I will land there a few more times :D) we had to get to Tokyo Station and there was the main problem. What to do next? Initial plan was to get on train to Matsumoto and enjoy staying there. Unfortunately it appeared that cherries were not in full blossom in Matsumoto and traveling by train will consume most of our time. This way we ended in changing our direction to the south and headed for Odawara. Of course we used Shinkansen for that 😀

Co jest w Odawarze? Zamek dookoła którego znajdują się ogrody z wiśniami i pomimo nie sprzyjających warunków atmosferycznych było tam wciąż ładnie. Muszę jednak przyznać, że zamek nieco mnie rozczarował bo o ile z zewnątrz prezentował się naprawdę dobrze tak w środku okazał się być wykonany z betonu i lastryko. Jak później doczytałem to jest to tylko rekonstrukcja, oryginał został zniszczony pod koniec XIX wieku podczas rewolucji / zmiany władzy. Ale wciąż z zewnątrz robił wrażenie.

Ok – so what is there to see in Odawara? The most important thing would be castle with its grounds and with a great number of cherry tries. It was really nice over there even with not so good weather as it was raining, even if only a little bit. There was only one thing that made me feel a little bit down. It was the castle which looked great from outside but it appeared it was made of concrete. Late I read it was destroyed during Meiji Revolution and the thing we saw is a reconstruction. Still it looks great from outside.

Hakonen

Ok, co dalej? Jako, że plan był bardzo dynamiczny to udaliśmy się do Hakonen, rejonu turystyczno-rekreacyjnego w celu zjedzenia czegoś dobrego i zakupu słynnych bułek z curry. W przypadku tego pierwszego udało mi się skosztować naprawdę dobrą yakisobę i to pomimo tego, że musieliśmy czekać 30 minut na miejsce w malutkiej knajpce. W deszczu. Żaden problem dla mnie – miałem okazję porobić nieco zdjęć bo tempo przemieszczania mieliśmy konkretne.

What next? As out plan and schedule was very dynamic we went to Hakonen known as a good place for tourists. Our main goal was to get something good to eat and buy loaf with curry stuffing. As for the first thing – I got myself really good yakisoba and I didn’t care if I had to wait 30 minutes for place to sit in a small restaurant. We waited in a light rain but still it was not a problem for me as I was able to take some good photos.

A teraz o tych bułkach z curry. Ostatecznie wyglądały jak pączki z głębokiego tłuszczu z wkładem z curry. Brzmi dziwnie, ale jakie one były dobre 😀 By je zdobyć musieliśmy dorwać pociąg, który krętymi torami co chwila zmieniał kierunek jazdy. Po mniej więcej 30 minutach takiej podróży wylądowaliśmy na stacji, z której nie było nic widać z powodu bardzo wysokiej wilgotności i/lub niskich chmur. Pierwsze wrażenie – normalnie jakbym był w Silent Hill tyle, że żaden piramido-głowy zabójca (chyba) nie kręcił się po okolicy. Naszym celem był hotel Fujiya skądinąd bardzo znany i w którym zatrzymywali się znani tego świata. Niestety nie było mi dane spędzić zbyt dużo czasu w tym hotelu – wraz z kolegą dosłownie przelecieliśmy przez piękny ogród. Na szczęście nie aż tak szybko bym nie był w stanie zrobić odpowiedniej ilości zdjęć po czym zaopatrzeni w zapas bułek z curry udaliśmy się do pociągu, który ponownie tymi samymi krętymi torami sprowadził nas do podnóży gór.

Going back to these loafs stuffed with curry. For me they looked like polish donuts with curry stuffing. Sounds weird but they were really good, seriously. To get them we had to get on a train that was following mountain path and from time to time it changed directions in which was heading – forward, backwards, forwards… After 30 minutes of that kind of travel we ended up on train station where we could not see a thing thanks to high humidity and/or low clouds. My first impression – what am I doing in Silent Hill? I just hopped there is no pyramid-head murderer walking around >_> Our main goal was Fujiya hotel which is famous and a few people from newspapers’ first pages stayed there. I was not given the chance to stay there for a longer period of time as together with my friend we went like a dynamite through beautiful garden. Of course I was able to take some nice photos over there. Having those curry loafs with us we went for a train that took us back, to the mountain’s foot.

W okolicach Hakoneyumoto złapaliśmy kolejny pociąg, który zabrał nas wprost do Shinjuku, Tokio. Muszę przyznać, że jazda tym pociągiem było nie lada wyzwaniem głównie z powodu tego, że próbowałem w nim wypisać pocztówki (znak rozpoznawczy dla moich pobytów w Japonii). Strasznie trzęsło, ale za to było bardzo cicho – Japończycy praktycznie momentalnie zasnęli i w spokoju klnąłem pod nosem na to jak krzywe są tory i jak brzydko pisałem. Chociaż to drugie to może być urok mojego charakteru pisma 😉

Around Hakonenyumoto we caught second train that took us directly to Shinjuku, Tokyo. I need to admit one thing – going by this train was quite challenging mostly due to how much it was shaking and I was trying to fill up postcards (my trademark from Japan 😉 ). It was shaking badly but it in the same time it was really silent as Japanese instantly fell asleep as soon as they got on the train.

Na koniec zaś, by zrobić niespodziankę koledze, który miał się zjawić u mnie lada dzień – kupiłem na lotnisku castellę o smaku zielonej herbaty. Wiem, że bardzo mu podeszła podczas naszego wypadu do Japonii 😀

Jednodniowy wypad do Japonii? Da się? A no da się, było fajnie i trzeba będzie kiedyś to powtórzyć 😉

Getting close to the end of this note – to make a surprise for my friend who was about to arrive at my place I bought a green tea castella as he liked it very much when we were in Japan (my first trip during Spring 2014).

One day trip to Japan? Is that even possible? Yes – it is and it was really nice as I enjoyed it a lot. Will I try to do it again? I don’t know 😉

Mocha cake!

Mocha cake!

Advertisements

~ by drzejan on May 9, 2015.

4 Responses to “Całkowity spontan?”

  1. No niezły spontan wyszedł ^_^
    Oraz Rei~~
    Ciasto wygląda na bardzo pulchne.

    • Spontan wyszedł przedni – i jak napisałem, kilka lat temu nie uwierzyłbym jakby ktoś mi powiedział, że zrobię coś takiego. Inna sprawa, że mój harmonogram wyjazdów do Japonii na najbliższe 2 miesiące jest dość napięty więc raczej nie ma co się spodziewać, że prędko to powtórzę. Chociaż licho wie :>

      Ciekawe jest to, iż pomimo tego, że minęło już 20 lat od pierwszego wydania Evangeliona to postacie wciąż są używane do promocji różnych rzeczy O_o

      A mówili, że Madoka to nowy Evangelion 😉

      Ciasto było pulchne i pyszne, O! 😀

  2. Hej 🙂 Muszę Ci przyznac, ze te Twoje teksty są naprawdę niezłe, przeczytalem dopiero dwa, no ale już teraz moge stwierdzic, ze piszesz naprawdę dobrze, wieczorem usiade i przeczytam ich troszkę więcej. mam nadzieje, ze jeszcze dlugo dane mi będzie je czytac, bo rzadko kiedy można spotkac się z czymś tak wartosciowym w sieci, szczegolnie w naszym polskim internecie, gdzie niektorzy naprawdę potrafia się popsiac w zlym tego slwoa znaczeniu

  3. Japonia jest przepięknym krajem, niestety nigdy nie byłem, ale od zawsze zachwycałem się widokiem kwitnącej wiśni, z czym właśnie między innymi od zawsze kojarzyła mi się Japonia. A zdjęcie potrawy jakie zamieściłeś jest dowodem że tradycyjna kuchnia japońska jest jedną z najzdrowszych na świecie. Zdjęcia robisz świetne.

Comments are closed.

 
%d bloggers like this: