Życie w Korei – 09

Tym razem będzie konkretnie i po bandzie. Wszystkie feministki proszone są o zakończenie czytania w tym miejscu. Serio – ostrzegam, bo to co napiszę może wam się nie spodobać. Bardzo.

Disclaimer: This series of posts will be only in Polish so… sorry guys 😉

przerwa techniczna

Jako, że pracuję w ‘na wolnym wybiegu’ czyli na wieeeeelkim open space’ie (obstawiam, że po mojej strony budynku jest 200-300 osób) nie da się nie zauważyć, że większość obsady to mężczyźni i tylko sporadycznie pojawiają się kobiety. Czemu tak jest? Oczywiście jest to uwarunkowane kulturowo i w dalszej części wpisu postaram się to wyjaśnić. Bazować będę na rozmowach z ludźmi – zarówno z Koreańczykami jak i obcokrajowcami, którzy spędzili w Korei więcej czasu niż ja.

Zacznę od tego, że pewną granicą jest wiek 28 lat. Wiek ten dotyczy tylko kobiet bo w przypadku facetów pojawia się jeszcze czynnik opóźniający w postaci dwóch lat obowiązkowej służby wojskowej. No i nie ma co też ukrywać, że w społeczeństwie mocno opartym na konfucjanizmie faceci mają lepiej (nie dotyczy najstarszych synów w rodzinie, oni mają przekichane z innego powodu). Powiedzmy zatem, że po studiach dziewczyna ma 24 lata i ze szturmem atakuje prawdziwe życie. Zaczyna się dzikie szaleństwo i zabawa na całego tak jakby jutro miało nie nadejść – trwa to mniej więcej dwa lata. Wtedy też, w wieku około 26 lat, pojawia się w głowie myśl, że trzeba wyjść za mąż, za Koreańczyka.

Co to oznacza? Wielkie polowanie (lub też szukanie, by nie brzmiało to tak źle) podczas którego są w stanie zrobić bardzo dużo by ‘coś’ upolować. Niestety, ale jednym z głównych kryteriów jest miejsce pracy (wizytówki kluczem do wielu drzwi…) oraz miesięczne/roczne dochody – uroczo, nie? Po za tym mniej więcej rok temu głośno było o sprawie jaką założył pewien Koreańczyk swojej żonie. O co poszło? Kobieta ponoć bardzo mocno poddała się operacjom plastycznym przez co była ‘na bóstwo’, ale po latach wyszło, że ich dzieci coś nie bardzo wdały się w matkę (aktualną). Ojca też nie przypominały. W tej chwili pojawia się człowiekowi w głowie pytanie – po kiego grzyba aż tak kombinują?

Jak wygląda życie koreańskiej kobiety po ślubie? Odchodzi z pracy by poświęcić się utrzymaniu domu – zatem sprząta, gotuje, opiekuje się dziećmi, przywozi i odwozi męża do pracy i jeśli popełniła wielki błąd wychodząc za najstarszego syna to opiekuje się też jego rodzicami (dlatego najstarsi synowie mają wielkie problemy ze znalezieniem żon). Ok – brzmi standardowo, ale robi coś jeszcze. Zakupy. Oczywiście zakupy w celu utrzymania domu. No, ale jeśli siedzi cały dzień w domu i na dodatek jest w społeczeństwie, które jest mocno nastawione na pokaz (o tym będę jeszcze pisał w przyszłości!) to nie może się dobrze skończyć. Po prostu szastają pieniędzmi na lewo i na prawo, pieniędzmi które zarabiają mężowie siedząc po 10-14 godzin w pracy czyli realnie nie ma ich w ogóle w domu. Normalnie raj na ziemi…

Nie raz zdarza mi się wracać wcześniej z pracy (tak około 14.30, zazwyczaj w piątki :D) wtedy też widzę na ulicach tylko i wyłącznie kobiety oraz młodzież wracającą ze szkoły. Co gorsza, część z nich (kobiet) jeździ samochodami w świętym przekonaniu, że umieją jeździć (wszystko ma automat = nie ma wyzwania). Nie pozwalają prowadzić mężom – praktycznie codziennie widuję scenę w której na męża pracującego w biurze na zewnątrz czekał samochód. Jak już podszedł do niego to mógł usiąść tylko na miejscu pasażera. Mąż smutny i pełen goryczy, żona pewna siebie i dumna… wyjeżdżała z parkowania równoległego na trzy… Tu jeszcze mógłbym bardzo dużo napisać o braku wyobraźni, umiejętnościach i ogólnej bezmyślności. Jeśli ktoś mnie o mało co nie przejechał to prawie na pewno za kierownicą siedziała kobieta wyglądając na typową ‘panią domu’. Niestety zdarzało mi się to często, głównie jak chodzę na długie spacery. Pewnego razu aż nie wytrzymałem i podzieliłem się opisem dnia na g+, pełnym jadu i nienawiści.

Wracając jednak do tematu. Kilka razy kolega żalił mi się, że on siedzi w pracy długie godziny, a mimo to nie jest w stanie nic odłożyć na czarną godzinę. Mało nie dostaje bo jest seniorem i to takim co zna się na rzeczy, ale… żona dysponuje jego pensją. Szkoda mi go bo jest bardzo w porządku. No, ale czy to nie wygląda jak raj na ziemi? Odchować dzieci by poszły do szkoły i gniły tam po 10 godzin, mąż w pracy ponad 10 godzin i na spokojnie przepuszczać całą jego pensję na kolejną torebkę co by pochwalić się nią przed sąsiadkami?

Na koniec zaś, wracając do samego początku wpisu. Co jeśli nie uda się upolować męża i minie magiczna bariera 28 lat? Cóż… jeśli nie można się zrealizować zakładając rodzinę to nie pozostaje nic innego jak wegetacja do końca życia ‘w biurze’. I tu już niewiele pomoże…

Cudowne społeczeństwo…

przerwa techniczna
przerwa techniczna
przerwa techniczna

Zycie_niezwiazane_09

Miejscówka: 37.349048, 127.023650

Advertisements

~ by drzejan on January 26, 2015.

18 Responses to “Życie w Korei – 09”

  1. Drogi kolego!

    A ja uparcie i uporczywie będę cały czas szukał analogii do naszego społeczeństwa, dowodząc że to wcale nie jest tam aż tak źle albo u nas aż tak dobrze. I ostrzegam, natura kontestatora będzie cały czas mnie w tym kierunku popychała.

    Czymże, ach czymże!, jak nie chwaleniem się wizytówkami – jest nasze brnięcie w prestiż (zauważ że niektóre marki pojazdów/elektroniki nie chwalą się walorami użytkowymi, ale ładunkiem kulturowym – mająć audi/apple jeteś wymagającym, zamożnym, dojrzałym klientem itp.) – co tworzy pewien kod kulturowy, łatwy do odczytania potencjalnym partnerom. Wybujałe profile na linkedinach itp., nie po to żeby rekruterzy to czytali (i tak przysyłają gówniane oferty, samemu znajdziesz lepiej) ale żeby znajomi wiedzieli że nie pracujesz w kiosku. Takie nadymanie się jest bezpośrednią pochodną ogona pawia i czupryny lwa – jakoś trzeba się w te cholerne pary dobrać. I mimo całego sprzeciwu i zażenowania formą (wizytówki, marka pojazdu itp.) wolę to niż musieć sobie dawać w ryj na oczach panienek.

    • Dzięki za komentarz!

      Analogii pomiędzy polskim a koreańskim społeczeństwem jest mnóstwo. Piszę serio, nie żartuję. Problem w tym, że łączą nas negatywne rzeczy (tematy zastępcze w mediach zamiast mówienie po ważnych problemach, zasada ‘obrotowych drzwi’ czyli jak kogoś wysoko postawionego trzeba wywalić to zazwyczaj zaraz miękko ląduje na innej podobnej posadzie, spychanie winny na innych pod pretekstem dobra ogółu itp, itp). Jak jeszcze miałem okazję więcej rozmawiać z kolegą (Koreańczykiem) to często się śmialiśmy, że obydwa kraje są baaardzo podobne. Szkoda, że w tych złych aspektach.

      Masz w 100% rację – nadymanie się, przygładzanie piór w ogonie za pomocą wizytówek i markowych produktów. To wszystko działa i pomaga w dobieraniu się w pary. Masz też rację, że jest to zdecydowanie bezpieczniejsze niż klasyczne okładanie się po gębach z losowymi adwersarzami. Tyle tylko… do jasnej cholery – przynajmniej ja – nie chcę być spłycony do poziomu tego co mam na sobie, co mam w kieszeni lub w skrajnym przypadku – do poziomu moich zarobków. Dla mnie to nie jest droga, którą chcę podążać. Wiem, że najłatwiej opisać moje podejście jak walki prowadzone przez Don Quijote’a.

      Kiedy wpadniesz do Kraju Dobrobytu ?

  2. Porównanie Polski do Korei jest trochę jak dla mnie dużym uogólnieniem. Przecież u nas prestiżem jest posiadanie BM-ki 20 letniej.

    Warto natomiast porównać rożne kraje azjatyckie. Sam drzejan był w paru i wie że zasobność portfela zawsze jest jednym z kryteriów w doborze małżonka. Ten sam model rodziny powielany jest w China, Korei czy Japonii. Jednak problem który wspomina drzejan jest inny chodzi o nadmierny konsumpcjonizm Koreańskich żon. Dając na to przykład Japońskiej rodziny, w której wypłatą męża tak jak w Korei dysponuje żona. To w Japoni ona dba o to by opłacić rachunki, dać tak zwane kieszonkowe mężowi, oraz odłożyć oszczędności na czarna godzinę zwane Hesokuri. W Korei jak to opisał drzejan sytuacja wygląda trochę inaczej.
    Zastanawia mnie tylko czy czasem obraz który przedstawia nam drzejan nie jest zakrzywiony przez to że jednak obcuje w dość hermetycznym środowisku, gdzie stężenie golddigerów na jednego mężczyznę przekracza 100%.

    • Porównanie do Japonii może nie być zbyt trafne – kojarzysz ten program z BBC o dzisiejszej Japonii, która zapada od środka? To trwa już od ładnych kilku/kilkunastu lat – kryzys mocno daje im się we znaki przez co kobiety opiekujące się domem muszą oszczędzać, by jakoś się to kręciło. Nie wiem jak było w najlepszych czasach w Japonii, może rzeczywiście Japonki mają wpojone, by dobrze zarządzać domem? W Korei kryzys to rzecz nowa, ma może najwyżej rok, dwa – może się jeszcze nauczą z tym żyć. Chociaż w to nie wierzę jak patrzę na ich podejście, zupełnie nie myślą o przyszłości.

      U mnie to nie ma golddiggerek. Ja zaś nie jestem celem do ‘ataku’ bo nie dość, że biały to jeszcze nie mówi po koreańsku i na dodatek nie jest na stałe. Słaby cel 😉

  3. Drzejanie, czemu dziwisz się, że kobiety oceniają po ilości zarobków? Skoro same są w wartościowe tylko do magicznej 28, kiedy wszystko jest jeszcze napięte, jędrne i na miejscu, to i same mają prawo oceniać mężczyzn powierzchownie.
    Poza tym notka ciekawa, jak wszystkie z tej serii. Czekam na kolejne.

    • “Po za tym mniej więcej rok temu głośno było o sprawie jaką założył pewien Koreańczyk swojej żonie.” Nie Koreańczyk, tylko Chińczyk, i nie sprawa, tylko podejrzana internetowa plotka.
      tyle w temacie, reszta jest miauczeniem.

      • Też tak myślałem jak pierwszy raz usłyszałem o tym. Tyle, ze to było w kontekście Korei, która faktycznie przoduje pod względem ilości wykonanych operacji plastycznych. Za pierwszym razem myślałem, że to nie możliwe – bujda i tyle. Tyle tylko, że teraz po spędzeniu tych kilku miesięcy i poznaniu bliżej norm społecznych w Korei dochodzę do wniosku, że jest to jak najbardziej możliwe. Wystarczy się przejść w okolicach Itaewon w Seulu by odnieść wrażenie, że kobiety chodzące po ulicy są wyjątkowo podobne do siebie. Bardzo podobne.

    • Problem w tym drogi Worku Kartofli, że o ile w przypadku kobiet to ocena dotyczy niejako ich (powierzchownie i płytko, ale wciąż ich). Faceci zaś oceniani są za pomocą zbioru abstrakcyjnych znaków – cyferek. Brzmi to groteskowo – co to, sesja RPGowa? Ja osobiście po prostu z tym wszystkim się nie zgadzam i choćby cały świat wmawiał mi swoje rację to się z nimi nie zgodzę. O – i tyle!

      Co do napiętości, jędrności i bycia na miejscu. Nie chcę zabrzmieć szowinistycznie (a i tak zabrzmię), ale mówimy tu o Azjatkach. W ich przypadku wszystko jest napięte baaardzo długo przez co dla Europejczyków większość osób w Azji wydaje się być młoda.

      28 lat w Korei to i tak nieźle. W Japonii jest gorzej bo obowiązuje ‘christmass cake’, którego dotyczy prosta zasada – nikt nie chce ciasta wigilijnego po 25tym…

      Pewnie nie prędko pojawi się kolejna notka z tej serii. Mam urwanie głowy i nie mam czasu nawet na to, by mi ta głowa odrosła 😉

  4. Ależ drogi Drzejanie, o ile wygląd to proporcje i kształty warunkowane genetycznie oraz jakaś tam część dbania o siebie, to wysokie zarobki = sukces zawodowy. Mężczyźni którzy odoszą sukcesy mają takie, a nie inne cechy charakteru, które mogą być dla kobiet atrakcyjne. W związku z tym ocenianie po zarobkach jest mniej płytkie niż po wyglądzie. XD Wcale nie jesteście mniej cyniczni niż kobiety, o których piszesz:)
    Pozostaje mi zazdrościć sprężystości Azjatkom i nie wypytywać skąd tak dokładne spostrzeżenia,

    • Zastanawiam się nad tym co napisałaś i mam takie pytanie – czy na prawdę wierzysz, że wysokie zarobki oznaczają sukces i atrakcyjne cechy charakteru? Dla mnie brzmi to jak utarty slogan bo kilka razy spotkałem się z ludźmi, którzy zarabiali kupę kasy a byli prostakami, chamami i cwaniaczkami. Znam też kilku facetów, którzy są bardzo w porządku a mimo to nie zarabiają kokosów, ale za to da się z nimi normalnie rozmawiać bo mają jakieś inne zainteresowania niż tylko picie/imprezowanie/szukanie możliwości wykiwania innych.

      I teraz wyobraź sobie, że podążając tym tropem trafiasz na zawodnika, który zarabia kupę kasy (czyli osiągnął sukces, może mieć pożądane cechy) a okazuje się nie do wytrzymania na co dzień. Ja bym nie dał rady…

      Ja całkowicie nie ukrywam, że jestem cyniczny ale też nie chowam się z tym, że nie zgadzam się z takim płytkim ocenianiem i upraszczaniem wszystkiego.

  5. Och nie. Nie piszę o własnych upodobaniach. Dziwię się po prostu, że nie zauważyłeś, że płytkie ocenianie potencjalnych partnerów działa w obie strony. Hm… a poza tym rodzaj wykonywanej pracy ma większe przełożenie na charakter niż wygląd.

  6. ech, drzejan, chyba nie pozostało ci nic innego jak tylko zostać homoseksualistą.

    • No i doczekałem się, jak w każdej typowej internetowej dyskusji, gdy brak już słów do prowadzenia dalszej merytorycznej rozmowy można komuś wjechać na jego orientacje seksualna. Moloko zapomniałeś/aś ze jest coś takiego jak aseksualizm.

      Wracając do wymiany zdań między Kartoflem a Drzejanem, chyba oboje jednak zapominają ze kryterium zarobków pozwala wstępnie przesiać kandydatów. Innymi słowy jeżeli nie zarabiasz dajmy na to równowartość 150 tysięcy zł + rocznie to “nie za ruchasz”. I to pewnie własnie w grupie 150K młode Koreanki szukają mężów spełniające ich inne kryteria.

      Wart wspomnieć że istnieje też różnicą w sposobie okazywania miłości oraz czym jest miłość miedzy Europa a Azja. Więcej na ten temat możecie zobaczyć na yt “What is Love? Differences between “Love” in Asia”, a nawet chyba “myhongkonghusband” poruszała ten temat na swoim blogu.

      Wiec wracając do wpisu może to ze żony przyjezdna po swoich mężów do pracy po 10-14 godziny dniu pracy jest sposobem na okazanie “azjatyckiej miłości”. Mąż może być smutny bo Koreański wizerunek wzorowego pracownika nie pozwala mu na widzenie swojej rodziny. Przecież on jest gościem w swoim domu z 24 godzinnej doby zostaje mu 10 godzin -8 godzin na sen zostaje 2. Czyli tyle co żeby się umyć zjeść śniadanie i ruszyć do pracy. Od takiego stylu życia idzie zwariować “sam mówiłeś”

      Jestem za to ciekawy czy “Korean Dream” wiąże się z kredytem na 30 lat.
      Czy jest to jakoś inaczej rozwiązane.

      • hahaha, lel. beka z wczutych aseksualnych kryptopedałów.

      • Jak wygląda ‘Korean Dream’? Z tego co mi opowiadali koledzy z pracy to przyjęte jest w Korei, że ślub oznacza dokładnie tyle:
        – mąż zapewnia mieszkanie
        – żona zapewnia wyposażenie mieszkania (odkurzacz, lodówka, itp)

        Zatem to na facecie wisi kredyt/duży wkład własny – nie na obojgu małżonków. Nic tylko się powiesić, nie?

    • Tam od razu popadać w skrajności – po prostu zostanę z boku i będę się wszystkiemu przyglądał z bezpiecznej odległości. Po prostu.

  7. podaż – popyt Drzejanie, coś tam się ostanie 🙂

  8. Mam nadzieje, ze nie masz w planach na najblizsza przyszlosc konczyc prowadzenie bloga oraz nie masz w planach jego zamkniecia? 🙂 A to dlaczego pytam? Mianowicie bardzo polubilem wszystkie Twoje wpisy i z niecierpliwością wyczekuje następnych 🙂 Dlatego tez nie chcialbym zobaczyc tutaj wpisu pozegnalnego 🙂 Pozdrawiam 🙂

Comments are closed.

 
%d bloggers like this: