Życie w Korei – 06

Jako, że jest początek stycznia 2015 roku – chciałbym życzyć wszystkim czytającym (czyli 5 osobom) udanego nowego roku i oby 2015 był nie gorszy niż 2014!

Disclaimer: This series of posts on my blog will be only in Polish so… sorry guys 😉

przerwa techniczna

W tej notce opiszę jak wyglądał Sylwester 2014 w Korei. Na wstępie zaznaczę, że będąc jeszcze w pracy wypytałem się Koreańczyków o to w jaki sposób obchodzą koniec roku. Po tym co usłyszałem jestem w lekkim szoku gdyż realnie oni nie świętują Sylwestra. Jest cicho, spokojnie, w domowym zaciszu.

Jednak mimo wszystko zdarzają im się imprezy ‘pod chmurką’ przy czym bez fajerwerków po skończeniu odliczania. Zamiast tego lokalni notable wspólnymi siłami uderzają taranem w wielki dzwon oznajmiając nadejście nowego roku. To tak po krótce to, czego się dowiedziałem – tego typu atrakcja będzie miało miejsce w Suwonie. Nie mając nic lepszego do roboty i wciąż borykając się z jetlagiem po pobycie w Polsce postanowiłem tam pójść, z aparatem 😀

Na miejscu, pod fortecą Hwaseong, zobaczyłem dzikie tłumy. Muzyka grała, ludzie marzli (strasznie wiało i nawet płaszcz mi nie pomagał) zaś ja się przedzierałem by mieć szanse zrobić jakieś fajne zdjęcia. Ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że wielki tłum nie stał przed widownią i nie obserwował centralnie ustawionego dzwona, nie patrzyli też na telebimy tylko stali w wielkiej kolejce oczekując na coś. W głowie zaczęło mi świtać co to może być… Tak na koniec roku zwyzywałem kilku kretynów od idiotów (by zrozumieli co mówię) bo pchał się jeden z drugim przez co zostałem kilka razy popchnięty lub potrącony a mając w ręku nie najtańszy sprzęt foto bardzo nie chciałem go zniszczyć. Ludzie widzieli, że robię zdjęcia a mimo to ‘zahaczano’ o mnie. Niestety, nawet słowo ‘idiot’ nie robiło na nich wrażenia – widać za dużo koreańskiej telewizji i za mało angielskojęzycznych źródeł pop-kultury. A tak chcą chłonąć zachód i nie raz słyszałem, że są ‘przedstawicielami zachodniej kultury’. Jasssssne.

Zaczęło się odliczanie, wszyscy razem – ostatnie 10 sekund. W momencie wyzerowania licznika na ekranie pojawiły się fajerwerki. No i to koniec. Wielka kolejka się ruszała i szczęśliwi Koreańczycy dostali swoją porcję darmowego makaronu na cienkiej zupie. Jako, że nie bardzo mnie to interesowało to udałem się w stronę fortecy, która była bardzo fajnie podświetlona (wiadomo, zdjęcia :D). Nie minęło pięć minut od wybicia północy a tłum Koreańczyków z tego placu, po zjedzeniu swojej porcji darmowego makaronu oraz zrobieniu sobie słit-foci swoimi super bystro-fonami , zaczęły pchać się (dosłownie…) do samochodów by odjechać do domów.

Robiłem zdjęcia i o pierwszej w nocy ucichła muzyka w związku z demontowaniem wszystkich instalacji. Półgodziny później nie było już widać na placu nic co by mogło sugerować ‘imprezę sylwestrową’ oprócz sterty walających się śmieci.

Zatem Sylwester po koreańsku to:
– darmowy makaron w wodzie!
– słit-focia frontową kamerą bystrofonów (przecież to ma z 2-3 mpix!)
– nic więcej?

Szczerze – bardzo się rozczarowałem tym co zobaczyłem. Jedyny plus to to, że zwiedzanie fortecy tego dnia było za darmo to i spokojnie robiłem zdjęcia chociaż łapy mi tak marzły, że głowa mała.


[GALERIA]

Advertisements

~ by drzejan on January 1, 2015.

12 Responses to “Życie w Korei – 06”

  1. Wolę to niż godzinne oblężenie Leningradu za oknem jak u nas. Albo Donbas i Ukraina. Bez sensu są te orgie fajerwerkowe. I weź też wybudzonemu, małemu dziecku wytłumacz że nie ma się czego bać. Wolę bicie w dzwon.

    Aha, oburzyło mnie coś w tekście. Oczekujesz że to inni będą cię widzieć, że masz święty aparat itp. W tłumie to nie działa. Sam musisz o siebie zadbać a nie oczekiwać grzeczności i dworskich manier. Tłum to żywioł, sam też bardziej bym pilnował aby swoich nie zgubić niż rozglądać się czy przypadkiem kogoś nie urażę.

    A może u nich też walą fajerwerkami jak u nas?

    • Masz teraz inne spojrzenie na fajerwerki ze względu na dziecko jednak mimo wszystko te kilka wystrzałów mogłoby być w Sylwestra – tak by było na co popatrzeć. Oczywiście godzinny ostrzał zabarykadowanej twierdzy to przegięcie, ale mając okazję uczestniczyć w ‘cichym’ Sylwestrze raczej kierowałbym się ku temu co znam z Polski. Bo tak smutno było i bez sensu (chyba, że ktoś chciał darmową zupę).

      Może i Cię oburzyło, ale w moim przypadku zaczyna się już przelewać wkurzenie na Koreańczyków i na to jak się zachowują. Idziesz ulicą – szeroki chodnik – trzymasz się prawej zgodnie z zasadami, ale to i tak nie oznacza, że uda się przejść bez bycia potrąconym. Ludzie w ogóle nie zwracają uwagi na otoczenie i na porządku dziennym przepychają się/popychają. Ja, osobiście, nie jestem do tego przyzwyczajony. Nawet jak wsiadałem do pociągu do Łodzi z Wwy w towarzystwie ludzi z Żyrardowa i Skierniewic to tak nie wyglądało.

      Zadbałem o siebie – stanąłem dalej i z boku a mimo to, jeden baran mnie popchnął (szedł z naprzeciwka, widział mnie i nie czuć było od niego alkoholu). Nie oczekuję jakiś super manier, ale przynajmniej jakiegoś minimalnego poszanowania dla drugiej osoby.

      Tłum rządzi się swoimi prawami, ale mimo to – będąc trzeźwym i kierując się w stronę swoich znajomych, pchnąłbyś osobę, która trzyma dość spory aparat? Na tyle na ile Cię zna, to nie posądziłbym Cię o to.

      • Andrzeju! Jasne że gdybym widział to bym tego nie zrobił. Ale – jak znam siebie – w tłumie mógłbym nie widzieć.

        A bardziej ogólnie: u nas normą kulturową w Europie jest – nie pamiętam jak to się nazywa fachowo – taka sfera osobista tak ok. 0.5m wokół Ciebie, do której wstęp mają tylko najbliżsi. Tam ta norma kulturowa nie funkcjonuje, funkcjonuje za to milion innych. I tak jak nas irytuje naruszanie naszej sfery osobistej, tak ich może irytować “prostactwo” europejczyka w relacjach z np. starszymi. Zwracam uwagę na tą sferę osobistą, ponieważ kiedyś uraziłem kogoś usiłowaniem jej zachowania, i to dwukrotnie. Raz w UK, tam – o dziwo! – w biurze było przyjęte że współpracownicy opierali się o siebie, masowali sobie kark itp. – dla nas szok. I odrzuciłem tego typu przejaw akceptacji w zespole, co z kolei dla nich było obraźliwe. Podobna historia dwa lata temu w innym kraju, tym razem nie Europa.

        Mam wrażenie że się tam denerwujesz na nich – może warto po prostu się dostosować, nie walczyć a płynąć z prądem.

        • Masz rację – u nas obowiązuje kilka sfer dookoła każdego z nas i ta najbliższa, najbardziej intymna jest zarezerwowana dla baardzo wąskiego grona osób. Zdaje sobie sprawę, że w Korei nie ma czegoś takiego i wiele im wybaczam. Ale co innego jak ktoś podejdzie i w czasie rozmowy oprze się o Ciebie (chociaż u nas wyglądałoby to dziwnie, chyba, że ładna dziewczyna :D) a co innego na ulicy jak zostaniesz zahaczony przez obcego i to nawet bez rozmowy.

          Zastanawiam się nad tym co napisałeś – że u nas jest prostactwo w relacjach ze starszymi. Jeśli patrzy się przez pryzmat koreańskiej kultury i tego na czym stoi – konfucjanizmu – to tak, jesteśmy chamscy i grubiańscy względem starszych. ALE jak patrzę na co dzień na zachowanie Koreańczyków względem starszych Koreańczyków to nie wiem czy u nas nie ma lepszego podejścia. Starsi Koreańczycy zajmują się głównie pracami porządkowymi – zamiatanie, sprzątanie czy też w firmie – dystrybucja żywności podczas godzinnej przerwy. Młodsi natomiast nie mają zupełnie oporów by śmiecić przy starszej osobie, która właśnie sprząta obok – i to mimo śmietnika, który stoi obok. Dla mnie pokazuje to jak bardzo nie myślą o swojej przyszłości, ci młodsi – bo eldorado nie będzie trwało wiecznie i koniec-końców oni też będą kiedyś starzy i też będą mogli co najwyżej sprzątać lub układać chodniki w lecie w słońcu.

          Moja wytrzymałość na odmienność kulturową jest wystawiana cały czas na próbę i tak – jestem już powoli tym zmęczony. Co ciekawe, w Japonii nie ma czegoś takiego jak w Korei. Wręcz jest odwrotnie, ludzie są zbyt ‘świadomi’ otoczenia przez co nikt mnie nie potrącił w Japonii a jak kolega przez przypadek zahaczył w tłumie osobę to zanim zdążył powiedzieć ‘przepraszam’ to już Japonka go przepraszała.

          • W takim razie życzę cierpliwości oraz uspokojenia nerwów, bo od paru postów wyczuwam jakąś lekką frustrację Koreańczykami (nie Koreą!).

          • Dzięki – po prostu sporo hate’u zebrało się we mnie ostatnimi czasy (głównie ze względu na czcigodną pracę), ale postaram się w kolejnych notkach z serii o mniej moich opinii za to więcej faktów, których nie wygrzebie się z przewodnika po Korei 😉

  2. Ta choinka wygląda jak…same światełka 😛

  3. Podobają mi się u nich te podświetlone krzyże.
    Jakbym był proboszczem u nas to też bym taki zrobił.

    • Normalnie specjalnie dla Ciebie wrzucę zdjęcie z balkonu – w jakim kolorze ma być krzyż? Wiem, że świeci na pewno na fioletowo i na krwisto czerwono 😀

  4. E tam, sporo ludzi Cię czyta. Tylko pewnie jak ja – raz na miesiąc, hurtowo:). Rozmawialiśmy nawet o Tobie ostatnio z Ravenem podczas sylwestrowej imprezy:).
    A przed sylwestrowym tłumem raczej uciekam, niż się do niego garnę.

    • No patrz – to te jednorazowe skoki w oglądalności to jednak ludzie a nie boty indeksujące zawartość strony, dobrze wiedzieć 😀

      Jestem też w lekkim szoku, że ktoś w ogóle pamiętał o mnie w Polsce 😉 z tego co kojarzę to Raven planuje wybyć do Japonii jakoś niedługo. Japonia… jak ja dawno nie byłem w Japonii, trzeba będzie to naprawić 😀

      Sylwestrowe tłumy też wolę omijać, ale będąc na miejscu w Korei wstyd byłoby nie pojawienie się na lokalnej imprezie chociażby po to by zobaczyć jak inne kultury podchodzą do tematu końca roku. W Polsce poszedłbym spokojnie spać i pewnie obudził na chwilę w okolicach północy 😉

Comments are closed.

 
%d bloggers like this: