Hong Kong (Dzień 2) – wędrówka przez miasto

Mimo, iż byłem na urlopie i ogólnie przyjęta strategia na wypoczynek przewiduje spaniem do późna, to w moim przypadku nie wchodziło w grę. Niestety nie miałem za dużo czasu na zwiedzanie wszystkich zakamarków HK to też drogą eliminacji wybrałem to co było najciekawsze i co było w moim zasięgu.

I’m pretty much sure that for most people being on holidays means exactly one thing – staying in bad as long as it is possible. Luckily it was not an option for me as I wanted to as much as it was possible during my rather short stay in HK. On the other hand, I was not able to see everything I wanted to see so I had to skip some places and see things that were within my walking range 😉

przerwa techniczna

Na wstępie dodam, że z rana postanowiłem odtworzyć szlak, który pokonałem zaraz po przybyciu do HK. A zatem przebicie się do Victoria’s Peak bocznymi drogami z silnym naciskiem na Barker Road czyli miejscówkę z bardzo drogimi willami i wspaniałym widokiem na miasto. Więc nie mam co pisać o tym, ot robiłem dużo zdjęć i to aż do samego szczytu, do Victoria Peak’s Garden.

As for morning I decided to went the same route I took first day of my stay in HK. This means I went through Barker’s Road up to the Victoria Peak’s Garden. So once again I was able to see all those expensive villas with great view on HK. Ok, there is not much more to written about– ‘move along, nothing to see here’ 😉

Po zaliczeniu widoku na miasto za dnia już miałem zejść w stronę przystani. Pewnie i tak by się stało gdyby nie ta mała ścieżka prowadząca w bok, taka bardzo skromna, a mimo to zadbana. Jak zawsze włączył mi się tryb obieżyświata (lub powsinogi) co ostatecznie wyszło mi na dobre. Czemu? Bo wszedłem na tzw. ‘Governor’s walks’ gdzie nie było nikogo. Same widoki były bardzo fajne, miejscami wręcz miało się poczucie, że jest się w jakiejś dziczy.

When I finally arrived at the peak (Victoria Peak’s Garden) I took proper number of photos and I was ready to go down, to Star Ferry harbor to get to Kowloon part of city. On my way I saw small path that was so tempting (I could not see anyone over there and path itself was well maintained). This was enough to wake ‘globetrotter’ part of me ;). That was good as I entered so called Governor’s walks – paths with great views in almost all directions with this feeling that you are in remote area as really there was no one.

Tu też mała dygresja. Zanim pojechałem do HK zrobiłem, jak zwykle, niewielkie rozeznanie terenu. I tak podczas drugiej wojny światowej HK został zajęty przez Japonię. Nie chcę się wdawać w szczegóły wyrządzonych okrucieństw, które odbyły się w tym miejscu w tym okresie (polecam wiki) natomiast chcę wspomnieć o tym, że imperialna armia przygotowywała cały HK do walk obronnych. Czym to się objawiło? Stworzono sporej długości tunele w górach, pewnie do ukrywania się przed wrogiem/ostrzeliwania z odległości. Jadąc do HK myślałem, że może uda mi się zobaczyć chociażby jeden taki tunel (wejście, nie wnętrze) jednak pogoda/niewielka ilość czasu oraz utrudnienia w dostępie do miejsc gdzie są te tunele skutecznie rozwiały moje nadzieje.

A side note – before I went to HK I have done some research about history of this area and what should I see there. HK was occupied by Japan during World War II and I don’t want to write about all those horrible things that were committed there (go for wiki, it’s worth to read). I want to focus on action taken by Japanese army during occupation and I mean theirs preparation for defending HK from enemy’s forces. They prepared a number of tunnels in mountains around HK. I was thinking that it would be great to see one of those tunnels (only entrance, I didn’t want to get inside). Unfortunately due to bad weather and small amount of free time (I had none :D) I had to forget about this side goal 😦

Jakież było moje zaskoczenie gdy idąc ścieżką (Governor’s walks) zauważyłem zakratowane wejście do jednego z takich tuneli. W sumie po drodze widziałem jeszcze drugi – więc dodatkowy cel podróży został załatwiony 😀

During my walk through ‘Governor’s walks’ I found two of those tunnels. They were secured with bars preventing anyone from entering them. I took some photos and right now I’m happy that I was able to accomplish one of ‘side quests’.

Inna ciekawostka odnośnie HK – wszędzie są znaki informujące by właściciele psów sprzątali po swoich pupilach. Musze przyznać, ze ludzie postępowali zgodnie z nakazami (pewnie z powodu wysokich kar za nie sprzątanie) jednak idąc na wierzchołek, w stronę parku minąłem miejsce, w którym ktoś mimo wszystko nie posprzątał po swoim czworonogu. Profilaktycznie ominąłem minę i poszedłem dalej. Wracając z powrotem zauważyłem fajny kadr, idealnie nadający się do obiektywu, który miałem założony. Przycelowałem, pomyślałem, przesunąłem się w bok i………. podłoże nie było już takie twarde. Ma się to szczęście, jedyna kupa w HK i musiałem w nią wleźć. Najgorsze było to, że w pobliżu nie było żadnej trawy 😉

Another side story about HK – around whole city there is a lot of signs stating that dog owners should always clean after their pets. From that what I saw it really looks like it works (perhaps due to very high fine 😉 ). I only saw one dog’s poo there – on my way to Victoria Peak’s Garden. Just in case I avoided it as far as it was possible. On my way down I saw great view that I had to take photo of, it was especially good for lens I had with my camera. I was aiming with viewer, changing settings and moving to get better shot. One step and I felt that… ground is not as hard as it was a moment before. Me and my hard lucky, I found only one poo and I… there was no grass to clear my shoe 😉

Kolejną niespodzianką, tym razem pozytywną, było wejście zupełnie przypadkiem do zoo w HK (szukałem najkrótszej drogi). Publicznego zoo które był otwarte bez żadnych opłat. Nie ukrywam, że było to dla mnie zaskoczeniem tym bardziej, że ilość zwierzaków po drugiej stronie krat była całkiem spora. Z tego co później zauważyłem, to przy wejściach stały skrzynki na dobrowolne datki. Ciekawe, że byli w stanie utrzymać tego typu miejsce z dotacji oraz datków odwiedzających bez żadnych konkretnych opłat. Niestety nie miałem w planie zwiedzanie zoo to też szybko przemknąłem zatrzymując się tylko na chwilę przy lemurach 😉 Może następnym razem odwiedzę gady 😀

Another interesting thing I saw in HK on my way to Star Ferry’s harbor was public zoo. I just entered it by coincidence when I was looking for a shortcut through the city. It was funny because there was no one waiting on entrance to collect money (I think they are gathering money from donations and from city budget) but still number of animals in this zoo was high. Unfortunately I had not enough time to see everything so I only checked on lemurs and left that zoo. Maybe next time I will check reptiles ? 😀

Po dotarciu na brzeg cieśniny pomiędzy HK a Kowloon trzeba było się jakoś sensownie przerzucić na drugą stronę. Tu ponownie skorzystałem z nieprzyzwoicie tanich promów (2,5HKD w ciągu tygodnia i 3.7 HKD w weekend), oczywiście z górnego pokładu na którym robiłem zdjęcia oraz nakręciłem epicki film z palcem mojej lewej dłoni w roli głównej 😉 Dalej planowałem przebicie się na zachód w stronę promenady nad portem w HK jednak wymagało to przejście przez drogo wyglądające centrum handlowe. Pozytywne było to, że nie byłem zaczepiany przez sprzedawców – widać nie wyglądałem na odpowiednio majętnego 😉

As I arrived at Star Ferry’s harbor there was no other way than just take one of those ferries and travel to Kowloon. Of course for better views I chose upper deck and it was still dirty cheap (2.5 HKD during week and 3.7 HKD during weekend). My next target was west Kowloon Promenade which was located near HK harbor. I only had to went through expensive looking shopping mall. Luckily for me, all clerks were ignoring me as I did not look like potential customer.

Inna sprawa to to, iż wpływ na to mogło mieć piękne zacięcie na twarzy powstałe w wyniku jednoczesnego słuchania niezatapialnych oraz golenia się (nagły uśmiech i pianka do golenia zmieniła kolor 😉 ). Wierzę, że to był powód dla którego Hindusi nie zaczepiali mnie by wcisnąć jakiś chłam. Jeden spróbował i o dziwo nie uciekł jak mu powiedziałem, że jestem z Rosji. Następnym razem powiem, że jestem z Jugosławii lub Czeczeni, może dadzą mi od razu spokój 😀

I must admit that one of reasons why almost no one was trying to sell me anything might have been this awful wound I had on my face. Now I know that it is not wise to shave and listen to ‘unsinkable’ podcast in the same time as just one joke, one smile – and shaving foam changes color 😉 Unfortunately it did not work on everyone as one Indian guy tried to sell me suits (yeah, sure…). Even when I told him I was from Russia he did not give up. Oh well, next time I will say I’m from other country that is recognized as place that no one want to deal with 😀

Idąc w stronę promenady przeszedłem przez olbrzymi plac budowy – kolejnej stacji metra. Dziwnie to wyglądało – wielki plac z dużą ilością sprzętu z rzędami olbrzymich bloków zebranych dookoła i zaglądających z zainteresowaniem do środka. Całości dopełniała ciągnąca się nieopodal droga, z zaledwie ośmioma pasami w każdą stronę. Pewnie zostałbym tam dłużej i podziwiał to wszystko gdyby nie to, że pogoda zmieniła się diametralnie i zamiast przyjemnego ciepła był straszny upał połączony z wysoką wilgotnością :/

On my way to west promenade I passed big construction ground dedicated to new subway station. It was interesting to see big empty space, full of heavy equipment with all those very high blocks of flats around it. To have bigger picture on how impressive that was I need to mention highway near that area– with only 8 lanes on each side. I really wanted to stay there longer but weather changed so much and it was really hot. When you combine this with high humidity you will have nice picture of hell :/

Sama promenada – super widok. Pełno statków, mało ludzi i powoli zachodzące słońce. Do tego nie było smogu to też widok był jeszcze lepszy. Gdzieś tam w tle ludzi urządzali sobie pikniki oraz młoda para robiła sobie pamiątkowe zdjęcia ze sztabem druhen. Niestety nie przyłączyłem się do robienia zdjęć bo mimo wszystko mam te swoje opory. Dodam tylko też, że w między czasie przepłynęła nieopodal łódka, idealnie taka jaką spodziewałem się zobaczyć w HK.

Finally I arrived at this promenade and I need to say it – view was awesome. All those ships in HK harbor, there was almost no one and this great view of sunset. Those who were there, were occupied with having picnics. There was also young couple taking photos with army of bridesmaids. Of course I did not take any photos of them as still I’m not able to break my own limits. Apart from that, in the mean time I saw one of junk ships – I was really hoping to see one of those in HK.

Po minięciu tego wszystkie udałem się ponownie na Aleję Gwiazd by tym razem porobić zdjęcia w zdecydowanie lepszym świetle – opłacało się. Niestety tłumy dookoła pomnika Bruce’a Lee były takie same jak poprzedniego dnia wieczorem. Przy okazji zrobiłem zdjęcie tablicom poświęconym Jetowi Li (którego wszyscy kojarzą) oraz Samowi Hui (tu może być już gorzej, chociaż jak wspomnę ‘Szaloną Misję’ to powinno być zdecydowanie łatwiej :D).

Ok – as I finished enjoying promenade I moved to Avenue of Stars just to take photos in much better light. It was worth to do it as views were great but still Bruce Lee sculpture was surrounded by crowds of tourists, almost same situation as day before. I took my time over there – I took photos of some famous actors names – Jet Li (ok, everyone knows him, more or less) and Sam Hui (he might be less known but for me – guy next to Jacky Chan thanks to ‘Aces go Places’ aka ‘Mad Mission’ police movies :D).

Na koniec zaś ostatnie miejsce, które zobaczyłem tego dnia w HK. Było ono na tyle nietypowe bo nikt nigdzie o nim nie wspominał. Dowiedziałem się o nim podczas przygotowania planu podróży, kiedy to siedziałem w mapach google i patrzyłem przez street view co by tu jeszcze zobaczyć w wolnym czasie. I tak znalazłem miejsce na uboczu do którego podróż trwała dobrą godzinę (i to w godzinach szczytu by było weselej). Ale warto było, opuszczona zatoczka w pobliżu której powstają teraz olbrzymie blokowiska (wręcz ogromne, na moje oko to w jednym z takich bloków mogło mieszkać nawet do 50-60 tysięcy ludzi).

As for last place to see during my second full day in HK I went for remote place that was not mentioned anywhere on the net. Or at least I haven’t found anything about this place. How I learnt about it? From google maps – I just used street view on random remote place and I thought ‘why not go there?’. To get there I had to take subway and travel for almost 1 hour (during rush hours!) but at the end – it was worth. It was a forgotten remote bay where just recently developers decided to build enormous blocks of flats. They really were so big as I think in just one of them around 50 to 60 thousand people was there.

I tak spędziłem ostatni dzień pobytu w HK. Pewnie ominąłem większość (jeśli nie wszystkie) atrakcje, które wymieniane są we przewodnikach jako te najważniejsze. Ale zobaczyłem rzeczy, które w pełni mnie satysfakcjonują i do tego połaziłem po okolicznych górkach.

This is how I spent my last full day in HK. I’m sure I missed all those ‘must-see’ attractions of HK from travel guides but I don’t care. I saw things that made my happy and I feel I spent my time over there in a proper way. What’s more – I was able to do some hiking 😀

Piszę w sposób jakbym kończył relację z pobytu w HK i w sumie tak jest. Ostatniego dnia wyszedłem jeszcze tylko na chwilę na miasto po czym zwinąłem swoje rzeczy i wybrałem się w stronę lotniska. Fajne było to, że realnie nie wiedziałem czego się spodziewać po HK – zupełnie nie miałem pomysłu a tu się okazało, że czułem się jak w zachodnim mieście tyle tylko, że na wschodzie. Zupełnie nie podobne do ‘zachodniej’ metropolii na jaką stylizuje się Seul.

This is my last note about my trip to HK. On my last day I just went to see the city for the last time and then I headed to airport. It is funny because I went to HK and I had exactly no expectations for it. But when I saw it I understood one thing – this is western city located in far east. It is totally opposite to Seoul that pretend to be ‘westernized’ but for me, it fails at it.

Szczerze polecam zobaczenie HK, chociażby na weekend (sam byłem od soboty popołudnia do wtorkowego poranka), poczuć ten specyficzny klimat przemykając się bocznymi uliczkami 😀

So at the end – I recommend to see HK even just for one weekend (I was there from Saturday’s afternoon to Tuesday’s morning) but it was enough for me to feel some amount of city’s atmosphere.

W momencie jak pojawia się ten wpis na blogu najprawdopodobniej już się pakuję na kolejny wyjazd. Tak – Listopad 2014 jest bogaty w wyjazdy urlopowe 😀

Gdzie tym razem? Sore wa himitsu desu 😉

As you are reading those words I’m already packing for my next holiday. Indeed –November 2014 will be packed with traveling 😀

So what’s next? Sore wa himitsu desu 😉

Advertisements

~ by drzejan on November 20, 2014.

16 Responses to “Hong Kong (Dzień 2) – wędrówka przez miasto”

  1. No moje gratulacje celnie posatwionej stopy! Zapytałbym o walory estetyczne i wrażenia jak np. czy była różnica pomiędzy polskim pieskiem 😛 ale może już Ci podaruję 😛
    Bardzo ładne fotki z Alei Gwiazd (widok na HK) i Dzikiej zatoki 🙂

    • Dziękuję! Dziękuj! Walory estetyczne były bardzo zbliżone do polskich pozostałości po psach, czyli poślizg gwarantowany 😉

      Na pewno przeszła mi przez głowę myśl, że prawdopodobnie ten czteronożny terrorysta co zostawił po sobie minę lądową jada zdecydowanie lepiej niż ja. Dobijająca myśl, nie?

      W HK zrozumiałem, że co jak co, ale mały statywik zawsze się przyda i już przy następnym wyjeździe naprawiłem ten błąd. Ba! Często z niego korzystałem i to nawet jak nie był potrzebny bo zdecydowanie wygodniej nosiło mi się aparat trzymając go za statyw niż za uchwyt. Niestety ergonomia zawodzi w kontekście 8-10 godzin ciągłego ściskania uchwytu.

  2. Great post and pictures! The one photo taken up into the high rise apartments looks like my mom’s old apartment in HK. Was it taken halfway up/down from Victoria’s peak?
    Also, do you write in English too or is that translated via an app? 🙂

    • Thanks! That photo you ask about – yes, I took it on my way down from Victoria’s peak. It was alongside old road to the peak or something similar (there were signs with this info).

      As for English version – I write it by myself without help form any app. Is it so bad? You are not the first person to ask about this so I’m starting to think it is really bad 😉

      • Old peak road! We used to hike up to the peak every morning and get a coffee at the top. 🙂
        Haha no I was just curious. Must take a lot of time to write double and in two languages!

        • It sounds quite hard core to me, going up there every morning. I enjoyed going down but going up seemed like a really good exercise 😉

          It’s not like I will translate all of my posts in English. Indeed it is a lot of work but there is one funny thing about this – first I write in Polish and then after a while I write it in English, based on Polish version. During this process I usually see that I forget to mention about something so I add it in English (and usually skip adding it in Polish). So English usually is better 😉

          And I also try to get used to writing in English (I will not mention emails at work…) as speaking right now is not a big problem for me but still I don’t feel confident in my language skills.

          And now you should stayed tuned for my next posts as I’m now occupied by sorting hundreds of photos I took during my last holidays 😉

          • from your trip to japan? 🙂

          • Yes – photos from my trip to Kyoto. It took me one day to sort them and I’m still left with over 1k. Now I need to prepare posts about this trip with a lot of nice photos 🙂

  3. Ahh jak tam jest cudownie, ile bym dał żeby chociaż raz w życiu wybrać się na taką wycieczke 🙂 piękne miejsce, wydaje się, że ogromne miasto, zanieczyszczone ale zobaczmy można znaleźć również piękne, bujne lasy, które tłumią huk z miasta coś cudownego ! Bardzo podoba mi się na Twoim blogu, będę wpadał tu częsciej 🙂

    • Jeszcze 3-4 lata temu nie myślałem nawet o tym, że wyjadę z Polski – a teraz? Mieszkam w Korei, do Japonii samolotem leci się 90 minut, do HK leci się 3 godziny więc w najlepszym wypadku mogę robić sobie weekendowe wypady po okolicznych krajach.

      HK jest fajny chociaż ma swoje wady – straszne tłoki w komunikacji miejskiej, ale jeśli chodzi się bocznymi ścieżkami to jest całkiem przyjemnie.

      Dzięki za komentarz i do napisania w przyszłości (jak tylko zbiorę się do stworzenia nowych wpisów, z ostatniej wyprawy 😉 )

  4. tam w dalekim kraju już 30. listopada, więc Twoje zdrowie! 🙂

  5. “ogólnie przyjęta strategia na wypoczynek przewiduje spanie” – jakbym siebie samego słyszał, a raczej czytał. Ale w moim przypadku również zazwyczaj jest tak, że o spaniu mogę zapomnieć, bo jest tyle rzeczy do nadrobienia albo tyle rzeczy, które bardzo chciałem zrobić a nigdy wcześniej nie było na to czasu.

    • Po urlopie to człowiek by najchętniej wziął kolejny urlop by odpocząć 😉 No ale co zobaczy to jego i z takim założeniem zwiedzam odległe i ciekawe miejsca.

  6. Pozazdrościć wojaży 🙂 Też bym tak chciał, przychodzi weekend – myk i jesteś albo w HK, albo Japonii 🙂 Ja niestety urlop widzę tylko jak się w kalendarzu przesuwa na kolejny miesiąc i tak co miesiąc 🙂 A najdłuższa wyprawa obejmuje wyjazd po zakupy i z powrotem 😛

    • Niekoniecznie jest czego pozazdrościć bo o ile wyjazdy są fajne to pomiędzy nimi jest jeszcze praca i tu zaczynają się schody. Normą jest, że pracuję średnio 50-60h tygodniowo. Czasami zdarza mi się przepracować 40h do środowego wieczora – więc wyjazdy to tylko połowa rzeczywistości 😉

Comments are closed.

 
%d bloggers like this: