Hong Kong (Dzień 1) – wyspa Lantau i Kowloon

Pierwszy pełny dzień w HK, normalna pogoda (to znaczy nie padało) więc trzeba było zaliczyć jak najwięcej atrakcji. Dlatego też z samego rana wystrzeliłem niczym rakieta w kierunku lotniska – w stronę wyspy Lantau.

The first full day in HK and finally weather was good (at least it was not raining) so there was no other option than leaving hotel as soon as possible to see all those attraction waiting for me. My main target for that day was Lantau island.

przerwa techniczna

Podróż nie trwała zbyt długo, metro w HK jeździ szybko, stacji jest niewiele zaś w godzinach szczytu jest tylu ludzi, że jeszcze nie widziałem takich tłumów w środkach transportu publicznego. Czy to w Japonii czy też w Korei. Tak czy owak dotarłem do celu mojej podróży – stacja Tung Chung z której szybko przemknąłem się do kolejki linowej. Ta zaś (za całe 150 HKD w dwie strony) porwała mnie na szczyt pobliskiej góry w towarzystwie dwóch Brytyjczyków. Miłą odmianą było to, że człowiek rozumie co mówią inni. W Korei to sobie siedzę jak na tureckim kazaniu – oczywiście Koreańczycy nie mówią po angielsku bo poooo coo. Ich język jest najlepszy!

Travel from HK island to the Tung Chung subway station on Lantau island was really fast as there aren’t so many subway stations in HK. It was comfortable but I need to admit that during rush hours number of people traveling was so high that I have never seen something like this. Not in Japan nor in Korea. Right after leaving Tung Chung station I went to cable line where I bought two way pass (around 150HKD) and went up in a cart together with two Brits. It was refreshing to understand what people around me were talking about as in Korea I’m usually left all by myself. Koreans just don’t speak English even if there is foreigner with them.

Wracając jednak do przejażdżki kolejką linową – widoki były po prostu super (szkoda, że szyby były nieco brudne). Z jednej strony widoczne było lotnisko, pod spodem była wąska zatoka zaś przede mną były wspaniałe góry, które wręcz prosiły się o to, by na nie wleźć. Niestety nie miałem tyle czasu by na spokojnie je zdobyć (chociaż są tam szlaki!) przez co pokonałem trasę w 10 minut, na nogach byłoby to dobre 2-3 godziny. Już pod koniec podróży z oddali widziałem jedną z ważniejszych atrakcji tej wyspy.

Going back to my journey in cart – views on the other side of windows glasses were great (I just need to forget about all this dirt on these windows). In one direction I could see whole HK International Airport, below there was a nice bay with beautiful sea water and in front of me I could see mountains. Those mountains were almost crying ‘go and hike here!’ but I had not enough time to do this – maybe next time? It took about 10 minutes to get to the end of cable line, getting there by foot would take around 2-3 hours. In the last part of travel in cart I could see one of main attractions of this island.

Wielka rzeźba Buddy oraz pobliski zakon. Miałem szczęście bo byłem wcześnie to też było mało zwiedzających (jak wracałem to było ich zatrzęsienie). Rzeźba wygląda ciekawie chociaż nie świeci się na złoto jak to wszędzie reklamują – widać, że złocenie spłynęło z czasem i kwaśnymi deszczami. Do tego za podejście do pomnika trzeba było zapłacić (33HKD) jednak w ramach tej ceny dostawało się wodę oraz loda (z którego zrezygnowałem, było chłodno a nie chciałem załatwić gardła). Co do zakonu to miałem raczej średnie szczęście bo akurat sprzątali teren po lokalnym święcie to też zdjęcia nie wyszły tak jak bym sobie tego życzył.

Big Buddha monument and monastery. I was lucky to get there early as there was almost no one. Monument on its own was nice but it did not look like on all those photos around the net. It was not gold at all, perhaps painting was flushed away by one of acid rains? To get to this monument I had to buy ticket (33HKD) but with it I could get one bottle of water and one ice cream (I didn’t take it as I was afraid of cold). As for monastery I had a bad luck. Monks were cleaning up area around main building after some local event.

No dobrze, ale pomnik i zakon nie były moim głównym celem przybycia na wyspę (chociaż wciąż były one istotne). Tak naprawdę chodziło o łażenie po pobliskich górach. Dlatego też szybko zmyłem się z cywilizowanych okolic i poszedłem w stronę ścieżki mądrości wzdłuż której ustawione zostały pale z rycinami. Najciekawsze w tym wszystkim były owe pale gdyż zrobione były z połówek drzew. Patrząc na ich wielkość to musieli ściąć naprawdę konkretne drzewa.

Just in case – monument and monastery were not the main attraction for my on this island. The true goal was to do as much hiking as it was possible on mountains around that area so I headed to ‘Wisdom Path’ with carved pales around it – those pales were made from really big trees sliced in to half’s.

Dalej, za ścieżką mądrości, to już było łażenie po górkach w najczystszej postaci. Cisza, spokój – nie licząc rozmów Chińczyków, którzy może i byli daleko, ale darli się wystarczająco głośno by słyszeć ich z oddali. Od czasu do czasu ktoś się tam przewiną po drodze. To był dobry odpoczynek chociaż lało się ze mnie niemiłosiernie (wysoka wilgotność po opadach oraz spora ilość słońca w połączeniu z moim zabójczym tempem).

After taking a reasonable number (which means over 20 😉 ) of photos I left Wisdom Path and enjoyed hiking to the fullest. Silence, no one around me and I could only hear Chinese talking aloud somewhere far away but still I could enjoy and rest all those great views.

Po opuszczeniu lasów dookoła gór znalazłem się w miejscu, w którym mieszkańcy HK robili sobie pikniki. Fajnie zadbana miejscówka – jedynie łażące po okolicy bydło nieco psuło swoimi plackami odczucia estetyczne. Niestety nie można mieć wszystkiego 😉

As I arrived on the bottom of the last mountain I found myself in area dedicated for picnics for local people. Really nice place, well maintained with great facilities. Only those loose cows walking around were killing all this good mood with theirs poos. You can’t have everything, right? 😉

Profilaktycznie wróciłem tą samą drogą co by robić zdjęcia wszystkiemu temu co miałem wcześniej za plecami. Minąłem dzikie tłumy w rejonie zakonu i wróciłem do cywilizacji kolejką linową w towarzystwie czwórki Amerykan oraz pary Rosjan. Co ciekawe, to nie Amerykanie byli najgłośniejsi tylko Rosjanie. Dziewczyna prawie, że się darła. Jakiś kompleks? 😉

On my way back I have done backtracking of myself just to take photos of all those places I missed going down. I passed crowds near monument and went down by cable car. This time in my cart there were four Americans and couple from Russia. It was interesting that girl from Russia was the loudest one in cart, did she felt any kind of complex so she had to almost scream?

Kolejnym punktem tego dnia było zobaczenie okolic stacji Shek Kip Mei. Brzmi to pewnie enigmatycznie, ale wyszukałem w sieci, że jest to jedno z niewielu miejsc, gdzie wciąż widoczna jest stara zabudowa HK. Muszę przyznać, że nieco się nałaziłem by znaleźć odpowiednie miejsce. Po drodze minąłem siedzibę policji otoczoną drutami kolczastymi oraz jakieś dziwne duże zbiorowisko kobiet, nie Chinek – raczej Filipinek, które po prostu siedziały i nic nie robiły.

Next attraction on my list to be seen during that day was area near Shek Kip Mei subway station. I’m pretty much sure that for most of people reading this it means exactly nothing but thanks to some net research I found out that there still should be some old buildings showing how HK looked in the past. It took me some time to find those buildings and before that I had to pass near police training facility surrounded by barbed wire.

Przez przypadek, kierując się w stronę metra, wlazłem na lokalny targ. No i się zaczęło – świeżo patroszone ryby, kosze pełne żab czy pięknie wyglądające upieczone kaczki po pekińsku. Z jednej strony korciło by coś sobie kupić, z drugiej strony stoperan ma pewne opóźnienie w działaniu (i niestety nie miałem go ze sobą) to też pozostała mi jedynie optyczna degustacja specjałów 😉 Wciąż mam problem z robieniem zdjęć ludziom chociaż dla niektórych ujęć warto było te problemy zignorować 😀

Only by coincident on my way to subway station I went to building with local market inside. I could see weird things (mostly in positive way) – from just disemboweled fish through still alive frogs to nicely roasted ducks. I was really tempted to buy something from this food just for checking but I knew that my medicines for food poisoning would take some time to work (and I had none with me) so I was just enjoying everything from a distance. Me and my camera. I still have problems with taking photos of people doing their things but for some of those views I was able to ignore my problems 😉

Na koniec zaś, już pod wieczór, dotarłem do tak zwanej ‘alei gwiazd’ ze słynną figurą Bruce’a Lee. Dookoła było pełno turystów to też spokojnie obszedłem okolicę. Chodzi głównie o promenadę bezpośrednio nad cieśniną pomiędzy HK a Kowloon. Zrobiłem przy okazji sporo zdjęć rozświetlonego HK. Widok trudny do opisania a i zdjęcia nie pokazują tego wszystkiego – to trzeba zobaczyć samemu.

As it was almost the end of that day I finally arrived at ‘Avenue of stars’ with famous Bruce Lee statue. Of course there was an enormous bunch of tourists around but still I was able to enjoy the great view over HK island (I was on Kowloon side). I took photos but still I’m sure they won’t be able to reproduce feelings I had when I saw everything by myself. This is one of those things you should do by yourself.

Ostatnią rzeczą tego dnia było przepłynięcie się promem z jednego brzegu na drugi. Jest to jedna z ważniejszych (i tańszych) atrakcji HK oraz kolejne ważne wspomnienie.

Last by not least – to have a nice end of that day I have decided to use star ferry from Kowloon to HK island. This is one of the most important and memorable attraction from HK.

Advertisements

~ by drzejan on November 16, 2014.

8 Responses to “Hong Kong (Dzień 1) – wyspa Lantau i Kowloon”

  1. Niektóre zdjęcia wyglądają PRO ^_^ Masz ten aparat tak krótko i już takie zdjęcia robisz? o_O

    • Nie tak krótko! To już trzy tygodnie 😉

      A tak naprawdę to siedziałem i czytałem w sieci tutoriale jak robić zdjęcia oraz patrzyłem jakie efekty daje grzebanie w ustawieniach 😀

  2. Glad you got to hike, at least a little bit! 🙂 Also you were lucky! When we went to see the big Buddha, it was foggy and we couldn’t see it except through the passing fog!

    • It was so refreshing to hike on those mountains and I know I will need to go there once again (at least!) to checkout other paths over there.

      So I was lucky? Good to know as I though the other way – HK welcomed me with such a hard rain. I was even prepared to stay at hotel for whole holiday.

      Do you think it was fog, like normal fog or ‘fog’ like in Korea ? 😉

      • The fog was definitely fog! Haha, not “fog” aka smog in Korea! We went in the early morning and it cleared up later. We paid for the glass bottom gondola and couldn’t see anything!

        • When I was in HK I was not sure if it wasn’t smog from Shenzen and on my last day I couldn’t see mountains from airport (it wasn’t raining O_o).

          It is a pity you were not able to enjoy this glass bottom gondola. But there is one positive thing – now you have excuse to go to HK, just once again 😉 But for me, on my next trip to HK (whenever it will be) I will definitely go to Buddha monument on foot without using cable cars 😀

  3. Świetny opis, świetne zdjęcia i jedyne co mogę powiedzieć to cholernie Ci zazdroszczę! Od dawna moim marzeniem jest wizyta w Hong Kongu, ale brakuje mi czasu oraz pieniędzy. Jak oglądam te zdjęcia to nogi same wyrywają się z miejsca. Będę zaglądać na Twojego bloga częściej bo jak widać warto! Pozdrawiam serdecznie !

  4. Zauważam, że bardzo dobrze czyta mi się to, że wpisy są takie bilingualne. Dzięki temu nie tylko dowiaduję się czegoś nowego, ale i mam mozliwość podszkolenia języka, bo w sumie w angielksich mam zawsze problem z tym, żeby zapamiętywać nowe słowe. A tutaj proszę – mam możliwość nauczenia się wielu, bardzo wielu nowych słów 🙂

Comments are closed.

 
%d bloggers like this: