Hong Kong (Dzień 0) – przybycie na miejsce

Na łamach tego bloga wspominałem kilka razy, że planuję w niedalekiej przyszłości wybrać się na urlop, pierwszy od momentu przyjechania do Korei (to już 5 miesięcy!). Z jednej strony mogę wykorzystać ten niewielki przydział dni wolnych na zwiedzanie Korei, ale wiem, że przyszłości bardzo mocno plułbym sobie w brodę gdybym mimo wszystko nie zwiedził okolic Korei. Jak widać po tytule wpisu – wybrałem się do Hong Kongu.

As you may have seen it on this blog, I wrote in some of my previous notes about my holiday plans. First holidays since I have arrived in Korea 5 months ago (time goes really fast, isn’t it?). From one point of view I can spent my very small holiday budget on sightseeing different parts of Korea but I’m pretty much sure I would be mad at myself I didn’t go to countries that are so close to Korea. As you can see from title of this note – I went to Hong Kong.

przerwa techniczna

O przelocie i samym hotelu za dużo pisać nie będę. Poleciałem koreańskimi liniami lotniczymi (JinAir), które sprawdziły się jeśli chodzi o jakość obsługi. Mógłbym się przyczepić tylko do zimnego jedzenia, ale to detal bo i tak prawie tego nie zauważyłem bo byłem tak podekscytowany faktem zwiedzenia miejsca, o którym mogłem do tej pory tylko marzyć, że zobaczę.

There is no point in writing a lot about hotel and flight I had. I used Korean airlines to get to Hong Kong (JinAir) and service is very good for money I spent. Ok, on way to HK they could have warmed up food but really I was so excited about seeing it so I did care about food ;). I never thought I will be able to go to Hong Kong in my whole life.

O hotelu powiem tylko tyle, że miał 3 gwiazdki i był na wyspie Hong Kong w samym jej centrum. Mój pokój znajdował się tylko na 26 piętrze to też widok nie powalał (dookoła były inne wyższe budynki), sam pokój miał całe 3,5 metra na 3,5 metra. Normalnie szał, ale i tak mi się udało bo wykupiłem nocleg podczas nasilenia się protestów studentów co bezpośrednio przyczyniło się do sporych obniżek cen 😀

As for hotel I can say that it has three stars and it was located on Hong Kong Island, in downtown. My room was on 26th floor but still it was not high enough to great view of Hong Kong city (there were other building much higher than my hotel). Room itself was really small – like 3.5 meter by 3.5 meter but still I‘m happy that I was able to book it. All thanks to protesting students because I booked it during times when protests were the most intensive and that resulted in nice price drops.

Zatem wylądowałem na lotnisku w Hong Kongu, sztucznym lądzie położonym u brzegów wyspy Lantau. Niestety nie zobaczyłem pięknych gór na tej wyspie bo po prostu lało jak diabli. Później jeszcze zaczęło wiać więc byłem przeszczęśliwy. Szybko zwinąłem się z lotniska, mając już w ręku kartę miejską (octopus card) z nielimitowaną ilością przejazdów metrem po mieście przez trzy dni z dwoma przejazdami ekspresem z lotniska do Hong Kongu. Całość za jedyne 300 HKD (120 zł?) więc jak dla mnie jest to całkiem sensowna oferta, zwłaszcza że dużo korzystałem z metra w ciągu czterodniowego pobytu.

Ok, going back to my journey. I arrived in Hong Kong International Airport located on artificial island near to Lantau Island covered with beautiful mountains. Unfortunately I was not able to see them as it was raining like hell. After some time wind started to blow so strongly that I thought my holidays will be just ‘awesome’. I left airport as soon as possible with octopus card in my hand (three days of unlimited usage of subway system in Hong Kong with two passes for Airport express – all for 300 HKD). For me it was a very good option as I used subway a lot during my four day stay in HK.

Pomijając przeżycia estetyczne na stacjach metra (całe oblepione reklamami Samsunga i ich najnowszego bystrofonu oraz gadających zegarków) dotarłem do stacji docelowej – Causeway Bay. Wyszedłem na zewnątrz i… trafiłem dokładnie na przemarsz protestujących studentów. Ma się to szczęście. Szli bardzo spokojnie, całkowicie pokojowo bez palenia opon jak nasi górnicy. No ale nie przyjechałem po to by patrzeć jak inni chodzą to też szybko minąłem protestujących, przemknąłem koło wielkiego gmachu centrum handlowego Times Square, w którym akurat odbywały się dni koreańskie (zupełnie mnie nie interesowało co tam było, mam to na co dzień….).

I will just skip all those Samsung advertisements in subway system in HK. After I arrived in Causeway Bay station I left station building and got myself directly in front of protesting students – they were having peaceful march through main street. I looked them, took some photos and left as looking at them was not my main goal for that day. I went near Times Square shopping mall which was having Koreans days – I totally ignored it as I’m having that on daily basis now 😉

Z dużych plusów HK, jak dla mnie, były piekarnie rozsiane po całym mieście ze świeżymi bułkami, takimi prawdziwymi. Nie ukrywam, że w Korei takie rzeczy to rarytas (nie wspominając nawet o nie zmielonym mięsie). Zatem po chwili namysłu już wiedziałem co będzie trzonem mojej diety podczas tego pobytu, a trzeba przyznać że ceny, ilość jak i jakość były mocno na plus.

By the way – one big positive thing about HK is that there were small bakeries spread across whole city. Bakeries with normal products – it might be hard for you to understand this but for me after those months spent in Korea I really miss normal for me food (I don’t even want to know when was the last time I had normal meet, not spam…). After seeing them I knew what will be the food core of my stay in HK 😉

Po tym wszystkim trzeba było się wziąć za zwiedzanie. Plan na ten dzień: dotarcie na Victoria’s Peak. We wszystkich opisach i przewodnikach było napisane wprost – powinieneś pojechać historycznym tramwajem lub jak lubisz widoki i masz nieco więcej czasu to pojedź autobusem miejskim. Standardowo wybrałem opcję numer trzy i poszedłem na piechotę z telefonem (offlinowa mapa + gps) w ręku. I chyba wyszedłem na tym najlepiej bo trafiłem w miejsca o których nikt nigdzie nie wspominał a widok zapierał dech w piersiach. Pomijam to, że przemykałem między willami za setki milionów dolarów czy też to, że przepuścił mnie facet, który wyjeżdżał swoim Porsche z ozdobnego garażu. Widoki były po prostu wspaniałe i do tego nie było nikogo (patrz zdjęcia poniżej). Dodam tylko, że byłem tam jak już był późny wieczór, więc odczucia były dodatkowo spotęgowane.

Main goal for the first day in HK – get to the Victoria’s Peak. Before I came to HK I read a lot of tourist guides and each of them was saying it clearly: get there by historical tram or by local bus if you have more of spare-time. Of course I’m not one of those lazy bones so I have decided to take third option – I went there by foot only with my offline map and GPS in my anymore-not-so-smart-phone. I can say after all of this that it was a great decision – there was no one over there, only me, villas for hundreds of millions dollars and great view over city. It was a nice experience when guy in Porsche let me pass when he was leaving his expensive looking garage. Also I need to add that I saw panorama of HK during late evening and that was awesome.

Jak już dotarłem do głównego punktu widokowego na Victoria’s Peak to naszła mnie myśl, że jest to takie sobie miejsce – bardzo skomercjalizowane z masą turystów. Ale od czego mam swoją mapę? Zszedłem w boczną uliczkę, minąłem jeszcze droższe budynki mieszkalne i znalazłem się w Victoria Peak’s Garden. Było ciemno, nie było latarni, za to byłem zupełnie sam. Cisza, spokój – idealne miejsce na odpoczynek z dala od zgiełku rozszalałych turystów.

But when I arrived at the Victoria’s Peak tourist view point one thought appeared in my mind – this place sucked. Too many shops, too many tourists and too noisy but come on, I had my offline map and GPS so I went to some side road and head to even higher places on this mountain. It was called Victoria Peak’s Garden – it was dark, there was no lantern at all and I was all by myself. Silence – perfect place for resting, far away from all those noisy tourists.

To była dobra wyprawa i to pomimo tego, że byłem wykończony, po drodze koty po raz kolejny udowodniły, że nie ważne gdzie się znajduję – one mnie nie lubią. Chciałem też znaleźć polski konsulat, ale niestety był bardzo dobrze ukryty w jednym z wysokich biurowców.

After all of this I think this 0-day trip was very good and it doesn’t matter if I was tired. I also don’t care about cats hating me even in HK but I am a little bit disappointed that I was unable to locate polish consul in HK (building was too high and there was no clear sign saying where it was).

Tak naprawdę miałem nieco inne plany – zobaczyć tamy w Aberdeen (na południu wyspy), ale niesprzyjająca pogoda oraz to, że są tam wysokie góry, skutecznie zniechęciły mnie do przedzierania się przez dzikie szlaki 😉

To tell you the truth, I had a little bit different plans for that day. I wanted to see dam in Aberdeen part of Hong Kong island but weather was so bad, I was tired and going through those high mountains was beyond my limits that day.

Do hotelu wróciłem na spokojnie metrem, po zejściu starym szlakiem prowadzącym na Victoria’s Peak. Na szczęście zejście było przyjemne bo zdobywanie góry tą drogą to byłaby jakaś mordęga.

In the end I went down from Victoria’s Peak by old peak road. I was lucky I was going down as going up with this route would kill me 😉

Advertisements

~ by drzejan on November 14, 2014.

5 Responses to “Hong Kong (Dzień 0) – przybycie na miejsce”

  1. zalezy co masz na mysli przez prawdziwa bulka, jak dla mnie slodziutkie miekkie buleczki to jednak nie nasza dobra polska bulka (za ktora bym zabila :D) – nastepnym razem sprobuj malych kafejek na boku, za 30HKD bedziesz miec np. tomato baked pork chop rice wraz z zupa, ktora nie wiem czemu nazywaja barszczem a to nawet kolo buraka nie stalo i mrozona herbatka, lubie azjatyckie piekarnie, ale miecho to podstawa 😉

    • W moim przypadku prawdziwa bułka to cokolwiek innego niż chleb tostowy lub ciasto francuskie bo niestety, ale w Korei złapanie czegokolwiek innego (w rozsądnej cenie) to już wyzwanie. Konkretne wyzwanie. W pełni Cię rozumiem, złapanie takiej prawdziwej bułki to byłby po prostu cud, święto narodowe i ogólnie łzy wzruszenia. Niestety Korea jeszcze bardziej obniżyła moje wymagania i serio byłem bardzo zadowolony jak spróbowałem tych bułek (z szybką i jajkiem – kurcze, kiedy ja ostatni raz jadłem mięso nie będącego drobno zmielonym spamem?).

      Pod tym względem (żywieniowym) Korea wypada bardzo słabo o ile chce się coś innego niż kimbaby (koreańskie sushi), onigiri (ryżowy trójkąt z nadzieniem owinięty w glony) i inne kimchi czigi (zupa na bazie kimchi).

      Nie wiem kiedy będę następnym razem w HK bo chociaż bardzo mi się tam podobało (jako turyście bo życie w jednej z małych cel w tych wielkich blokowiskach nie bardzo mi podchodzi, mimo wszystko wolę swoją większą celę w Korei 😉 ) to jest jeszcze kilka miejsc, które chciałbym zwiedzić póki są blisko i loty są relatywnie tanie w porównaniu do wyprawy z Europy. Ale namiary na tą potrawę zapamiętam. Szczerze, myślałem czy by się nie wbić do którejś z tych mniejszych knajpek (bo tam zazwyczaj jedzenie jest najlepsze), ale brak menu w języku angielskim skutecznie przekonywał mnie, że nie dogadam się z obsługą :/

      I tak, mięcho to podstawa, a ja jestem na głodzie 😉

  2. Miasto robi dość przytłaczające wrażenie. Zwiedzać można, ale na dłuższe mieszkanie raczej bym się nie zdecydowała 😛
    o_O

    • Tak jak wcześniej już pisałem – idealne miejsce by pobyć tam nieco, ale zdecydowanie zbyt przytłaczająca jest dla mnie wizja mieszkania w jednej z dziupli w olbrzymiej ścianie dziupli O_o

  3. Zauważam, że bardzo dobrze czyta mi się to, że wpisy są takie bilingualne. Dzięki temu nie tylko dowiaduję się czegoś nowego, ale i mam mozliwość podszkolenia języka, bo w sumie w angielksich mam zawsze problem z tym, żeby zapamiętywać nowe słowe. A tutaj proszę – mam możliwość nauczenia się wielu, bardzo wielu nowych słów 🙂

Comments are closed.

 
%d bloggers like this: