Góry Dobongsan, czyli górska wyprawa w Seulu

Nie minęło więcej niż pięć dni a ja znowu zdobywam kolejne górki w rejonie Seulu – kondycja została po raz kolejny przetestowana. To dobrze, przyda mi się podczas najbliższych wypadów urlopowych bo te już za kilka dni 😉

It was not even more than one week since I was hiking for the last time but it was good. I could check how much of stamina I am having now as I will need it soon for my holidays, holidays that will take place in a few days 😉

przerwa techniczna

Dotarcie do rejonu, w którym znajdują się góra Dobongsan jest dziecinnie proste w porównaniu do Myeongseongsan (góra zdobyta w miniony weekend). Tak naprawdę trzeba się dostać do stacji metra o nazwie, tu uwaga, Dobongsan. Można tam trafić linią numer 1 lub 7. Podróż z Suwonu trwa około dwóch godzin i wymaga jednej przesiadki co samo w sobie jest w porządku.

To get to the area where Dobongsan mountain is located is much easier than getting to Myeongseongsan (mountain I have ‘cleared’ last weekend). In fact – you just need to get to proper subway station and that’s all. This station is names after this mountain (Dobongsan) and you can get there with line number 1 or 7. From Suwon it takes about 2 hours to get there and requires only one transfer which is awesome.

Na miejscu było pełno sklepów ze sprzętem dla górołazów oraz obowiązkowe stoiska z wszelkiego rodzaju dobrodziejstwami kuchni koreańskiej (smażone ryby, kimbaby i inne małże 😉 ). Co istotne, przed wejściem w rejon parku/rezerwatu z górą Dobongsan znajduje się posterunek na którym wartę pełnił starszy Koreańczyk mówiący bardzo dobrze po angielsku. Z tego co się dowiedziałem – mieszkał dłuższy czas w stanach. Jest to o tyle istotne, że szlak nie jest prosty i jak powiedzieliśmy mu o tym jak zamierzamy iść, to opisał po krótce trasę wspominając o tym co na nas czeka. Spytał też czy damy radę – było to miłe z jego strony. Wspomnę też, że mapy w języku angielskim zawierały nazwy jedynie po angielsku przez co na szlaku trudno byłoby się połapać gdzie się jest bez znajomości przynajmniej koreańskiego alfabetu (tak przynajmniej powiedział mi kolega, który już tam był, ja zaś już nie pamiętam).

When we arrived we could see many shops with equipment for hiking as well as number of stalls with awesome Korean cuisine (fried fish, kimbabs and big clams, for example). What is important, at the entrance to the national park with Dobongsan mountain there was nice old man who was helping visitor by describing mountain paths. It was good that he spoke English, in fact very good English (later I learnt that he stayed in US for many years). We were advised that our path is more advanced and there are chain-path areas. On the other hand, English maps of that area were not good as names were written only in English. For someone who does not read Koran it would be impossible to understand where he/she is as signs on paths were only in Korean or this is something my friend told me (I don’t remember that now).

Sam szlak zaczął się ostrym wejściem w górę (tu niestety dość mocno padła mi kondycja i nieco zostawałem z tyłu) by później nieco łagodniej i wzdłuż grzbietów górskich wznosić się coraz wyżej. W końcu dotarliśmy do punktu, gdzie najlepszym przyjacielem turysty były łańcuchy i to takie konkretne. Łańcuch szedł po grzebiecie zaś po bogach były głębokie przepaści. Przyjemny dreszcz emocji i nie mała porcja adrenaliny – dobrze, bardzo dobrze. Trzeba będzie to kiedyś powtórzyć. Tym razem wypad w górki odbył się w czwartek po południu i miał na celu integrację zespołu (czytaj – obcokrajowców z zespołu 😉 ).

Our path started with going up pretty fast and I have to admit that my amount of stamina that day was not high enough to follow my friends. So I was getting a little bit behind but after some time it became less rough. Then we passed through minor peaks and mountain edges. Finally we got to the part of that path where walking was only possible with chains. That gave me nice dose of adrenaline. Someday we should do it again as that time we went there on Thursday afternoon as integration activity for people from one team. It was just a small detail that all of us were foreigners and there was no one from Korea 😉

Najważniejsze to to, że udało mi się naładować baterie pozytywną energią, przetestować nowy szerokokątny obiektyw i na własne oczy zobaczyć jak bardzo zmienia się przyroda w Korei w ciągu paru dni. Było to możliwe dzięki zdjęciom znajomym ze stanów, którzy byli w miniony weekend w tym samym miejscu (i stali w kolejkach, gdzie my szliśmy sami po szlaku). Inna sprawa to to, że mieli więcej szczęścia gdyż liście były jeszcze kolorowe, my zaś widzieliśmy już tylko uschnięte i smutne pozostałości. Link do zdjęć można znaleźć tutaj.

After all of this I can say that hiking was good for me – I was able to recharge my batteries with positive energy. Another good thing was opportunity to check my new lens for my camera and finally – I was able to see how fast Korean natural environment is changing. It was possible thanks to friends from US who were there last weekend (and had to stay in queues where we were alone during week day). You can follow this link to see photos with leaves still red (not dried as I saw only five days later).

Advertisements

~ by drzejan on November 2, 2014.

2 Responses to “Góry Dobongsan, czyli górska wyprawa w Seulu”

  1. Piękne foty! Pogratulować 😉 a i widzę, że posiłek też niezły 😉 nie-azjatycki 😀

    • A dziękuje, dziękuję – testowałem sprzęt w trudnych koreańskich warunkach, gdzie ‘mgła’ była wszechobecna i skutecznie utrudniała robienie zdjęć 😀

      Posiłek niezły – ale czy tak do końca nie-azjatycki? Przecież tam było kimchi w środku 😀

Comments are closed.

 
%d bloggers like this: