Życie w Korei – 05

Koreańczycy nie gęsi, swój język mają. To tak słowem wstępu – będzie o języku i mowie. No i oczywiście o mentalności Koreańczyków.

przerwa techniczna

W moim zespole zdecydowanie najwięcej jest Koreańczyków. Dlatego, też na porządku dziennym cała komunikacja robiona jest w tym języku. Zarówno rozmowy pseudo-towarzyskie przy kubku kawy czy też ważne maile związane z projektem, w którym udział biorą ludzie z całego świata – wszystko jest po koreańsku. Można się przyzwyczaić, chociaż w Polsce wszyscy wychodzili z założenia – jest na liście odbiorców jest obcokrajowiec to mail powinien być zapisany po angielsku. Po prostu, koniec i kropka.

Niedawno dołączyło dwóch Hindusów przez co liczba obcokrajowców w moim zespole podwoiła się. Zgodnie z koreańskim zwyczajem i tradycją, cały zespół (lub jego zdecydowana większość) zawsze wspólnie chodzi na posiłki. Najpierw najstarszy doświadczeniem oraz wiekiem przełożony wstaje po czym stopniowo kolejni ludzie odrywają się od komputerów. Wyjątkiem jestem ja, bo zawsze siedzę w słuchawkach i generalnie mam gdzieś co się dzieje dookoła 😀 Dlatego też jestem zawsze ostatni, ktoś zawsze musi do mnie podejść i mnie szturchnąć, że nastała pora karmienia 😉

Zatem w pierwszym tygodniu, jak pojawili się nowi pracownicy w zespole, poszliśmy na obiad. Wszyscy byli bardzo ciekawi tego co mają do powiedzenia nowi członkowie rodziny (praca to twój drugi dom, koledzy z pracy to twoja druga rodzina, chyba druga… dla niektórych to może być nawet i pierwsza O_o) to też Koreańczycy próbowali się porozumieć z nimi po angielsku. Ja tam standardowo siedziałem cicho i opychałem się świeżym kimchi i na spokojnie słuchałem o czym dyskutują. W pewnym momencie mój bezpośredni przełożony popatrzył na to wszystko i niemalże z łzami w oczach i przerażeniem w głosie stwierdził ‘ale no jak to, przecież jesteśmy w Korei, czemu oni wszyscy mówią po angielsku a nie po koreańsku?’. Sam mówił po angielsku. Zdawałem sobie sprawę z tego, że Koreańczycy uważają swój język za zerowy cud świata, lepszy niż jakieś tam konstrukcje z czasów antycznych. Nasłuchałem się o tym podczas początkowych zajęć z koreańskiego, jak jeszcze chodziłem. W Polsce jak była podobna sytuacja i w zespole był obcokrajowiec to wszyscy chcieli z nim rozmawiać co by podszlifować swój angielsku (przez co jemu nie udawało się ćwiczyć polskiego :D).

Teraz zaś, po jakimś czasie, zabawki znudziły się i mało kto chce z nimi rozmawiać…

Zdjęcie zupełnie niezwiązane z tematem i tylko z jednym miejscem, gdzie coś poszło nie tak (zdjęcie z wyprawy po srebrną trawę).

Punkt widokowy na Myeongseongsan

Punkt widokowy na Myeongseongsan

Advertisements

~ by drzejan on October 29, 2014.

5 Responses to “Życie w Korei – 05”

  1. Andrew, jak tylko będę znowu, to musisz mnie zabrać na ten punkt widokowy! Wygląda nieźle:) Może dorobię się do tego czasu dobrego obiektywu (lub znajdziesz mi w Korei:D), to wezmę lustro.

    • Dla mnie bomba – kiedy mam zaplanować sobotę by wbić się w ten punkt widokowy? Z tego co pamiętam to miałeś jakoś niedługo wpaść do Kraju Kwitnącej k…. wiesz czego 😉

      Miejscówka faktycznie fajna – w poniedziałek podpytaj Karola o to jak mu się podobało 😀

      • Jeszcze nie wiem kiedy. Na razie we wtorek odwiedzam Twoje miasto 😀 zastanawiam się na co mam być czujny, żeby przeżyć ten pobyt 😉

        • Tam od razu moje miasto, ja tam tylko nocowałem przez ostatnie trzy lata 😉

          A co warto wziąć? Dobrą książkę do poczytania, najlepiej dość grubą bo nie dość, że pociągi nie jeżdżą zbyt regularnie i dokładnie to jeszcze samo miasto rozkopane tak, że ręce opadają i jedynie można przeklinać w duchu tych co podjęli takie decyzje. Zatem będzie sporo korków 😉 Książka jak znalazł by się nie nudzić.

          • Jadę zioło-furą, także najwyżej wpadniemy w korki. Książka może nie być głupim pomysłem 😉 dzięki 😀

Comments are closed.

 
%d bloggers like this: