Życie w Korei – 04

Ta notka powinna być krótsza niż pozostałe, ale za to bardziej siarczysta i o czymś, czego na co dzień się nie mówi o Korei i Koreańczykach. Przynajmniej tak mi się wydaje.

przerwa techniczna

Niestety nie miałem do tej pory praktycznie żadnej okazji zobaczyć na żywo sytuacji, w której Koreańczycy całkowicie dobrowolnie poddają się bardzo skostniałym zasadom swojej kultury/społeczności. Jedynie o tym słyszałem i to tak pokątnie. Natomiast w tej chwili na myśli mam coś tak dla mnie prostego i oczywistego jak wyrażanie własnej opinii czy ogólnie wzięcie udziału w dyskusji. Zwłaszcza jak dyskusja dotyczy czegoś, w co będę wmieszany i będzie (o zgrozo!) wymagało dodatkowego zaangażowania.

Zatem wraz z kolegą, który nie jest Koreańczykiem, przedyskutowaliśmy kwestie związane z projektem oraz tym jak jest zarządzany. Doszliśmy do pewnych wniosków, po czym podzieliliśmy się nimi z koreańskim przełożonym. Mnie by nikt nie wysłuchał bo jestem tylko magistrem z uczelni, o której nikt nigdy nie słyszał – co innego mój kolega. W Korei bardzo ceni się doktorów, profesorzy to już niemal bogowie wśród ludzi. Wracając jednak do tematu, Koreańczyk przytaknął, zwołał swoich seniorów i powiedział co mają zrobić (zero sprzeciwu!). Jednocześnie ogłoszone zostało spotkanie na którym miała być dyskusja o przyszłości pracy w zespole. Zanim spotkanie się odbyło, niektórzy z seniorów jawnie prychali na nasze pomysły i wymyślali argumenty pochodzące z najgłębszych zakamarków oka Saurona. Młodsi pracownicy też nie byli zachwyceni, bo to co miałoby wejść w życie wymagało systematyczności, dodatkowej PRAWDZIWEJ pracy i w ogóle straszne. Widząc i słysząc to wszystko spodziewałem się niezłej jatki podczas spotkania.

Tu mała dygresja – pamiętam jak swego czasu w Polsce mieliśmy różne problemy i były burze mózgów co by je rozwiązać. Mięso latało tam równo, tworzyliśmy nowe rozwiązania i natychmiast były rozbijane na kawałki. Co lepsze modyfikowaliśmy, mieliliśmy i ostatecznie wdrażaliśmy. Pamiętam też, że na jednym takim spotkaniu podwładny rzucił do swojego przełożonego ‘no chyba cię pogięło’ z jasnym sygnałem ‘tylko coś powiedz a rzucę się z zębami na ciebie’ 😀

Rozpoczęło się spotkanie. Kolega przedstawił swoje argumenty, przedstawił plusy i od razu pokazał jak miałoby to wyglądać w praktyce. Widownia siedziała cicho, nie patrzyli na ekran rzutnika, nie patrzyli też na kolegę tylko bacznie obserwowali podłogę lub co bardziej zdesperowani – wyciągali telefony. Seniorzy siedzieli i widać było po nich, że chętnie by rozerwali kolegę i ten pomysł na kawałki, ale… siedzieli i nic nie mówili. Jak szefu zapytał się czy są jakieś pytania to starszyzna siedziała cicho. Zero sprzeciwu. Wszystko skostniałe w relacjach przełożony-podwładny / senior-młodziak.

Tak sobie myślę – póki przełożony jest mądry i wie czego chce to może to działać, ale jak trafi się oszołom…

Poniżej fajne zdjęcie, całkowicie niezwiązane z tematem 😀

Trasa do Seulu

Trasa do Seulu

Advertisements

~ by drzejan on October 15, 2014.

2 Responses to “Życie w Korei – 04”

  1. haha, mogę już gratulować tytułu “Kolegi Miesiąca”?
    to na zdjęciu to jaka czcina, czy co. w tej Azji to wszystko takie fikuśne, nawet czciny.

    • Nie miałby szans kolega wygrać w takim plebiscycie bo Koreańczycy głosowaliby tylko na Koreańczyków – taka duma i podejście narodowe 😉

      Właściwie to nie jestem do końca pewien co to jest, to na zdjęciu – w pierwszej chwili myślałem, że trzcina, ale kolega po zobaczeniu tego zdjęcia stwierdził, że to może być proso. W sumie wygląda podobnie chociaż równie dobrze to może być coś bardzo lokalnego, czego my nie mamy u siebie. Niestety nie było tabliczki z opisem w pobliżu (a jeśli nawet była to nie zawsze są nazwy łacińskie).

Comments are closed.

 
%d bloggers like this: