Wyprawa na zachód (Suwonu)

Ostatnio chyba nieco za bardzo skupiałem się na wyprawach rowerowych. Nie chodzi nawet o to co pisałem na blogu (chociaż chyba rzadko wspominałem o tych wypadach). Problemem okazał się całkowity brak kondycji jeśli chodzi o piesze wędrówki. Co z tego, że mogłem jechać bez przerwy 110-130 km jak 4 godzinny marsz zmęczył mnie konkretnie. A biorąc pod uwagę moje plany urlopowe, lepiej odpuścić sobie rower i zacząć więcej chodzić, a najlepiej wspinać bo będzie się działo.

przerwa techniczna

Po tym długim i nudnym wstępie, który wyjaśnił powód wyprawy, wspomnę na co natrafiłem podczas krążenia po mieście. I tak dzień wcześniej, będąc na wieczornym wypadzie na rowerach z kolegą, zobaczyłem stadion w Suwonie. Miejsce w którym w 2002 odbywały się mistrzostwa w piłce nożnej Korea Południowa – Japonia. Od mojego mieszkania do stadionu jest ładnych kilka kilometrów to też dojście tam zajęło mi nieco ponad godzinę. Po drodze minął fajną kładkę, która pozwalała szybko i relatywnie bezpiecznie przejść przez duże skrzyżowanie. Szybko bo nie stoi się jak ten kołek na przejściu (niestety w Korei światła dla pieszych to mordęga, ci co byli mogą potwierdzić 😉 ), relatywnie bezpiecznie bo nikt nie przejedzie człowieka na czerwonym (czerwonym dla kierowcy). Co innego rowerzyści, ale prawda jest taka, że w wypadku zderzenia z pieszym to raczej rowerzysta ma większe szanse na zrobienie sobie większego kuku.

Na tej kładce była jedna fajna rzecz – dekoracja z żywych kwiatów. Co zresztą widać na zdjęciach w galerii. Widok na stadion z kwiatami w pierwszym planie przy bezchmurnej pogodzie – bezcenne.

Sam stadion… no stadion, jak inne. Mały jakiś taki w porównaniu do stadionu olimpijskiego w Pekinie. No ale przeznaczenie inne. Obszedłem całość obserwując przy tym staruszków, którzy ścigali się dookoła stadionu na wózkach elektrycznych (ciekawy widok O_o). To by było na tyle jeśli chodzi o stadion i okolice, gdyby nie to, że usłyszałem dźwięki odbywającej się imprezy (muzyka, zapowiedzi przez nagłośnienie itp.). Kierując się w stronę źródła dźwięku przeszedłem kilkadziesiąt metrów jednak jak to zwykle w moim przypadku bywa, odbiłem gdzieś na bok jak tylko zobaczyłem las i małą ścieżkę prowadzącą w jego głąb. Oczywiście las porastał górę, więc trzeba było się nieco wysilić. Do tego trzeba było uważać na ogrodzenia z drutem kolczastym (a ponoć Korea to bezpieczny kraj, gdzie nikt nie kradnie O_o). Po dłużej chwili wylądowałem koło snobistycznej restauracji gdzie kelnerka szykowała stoliki na zewnątrz zaś smutny pan ‘gadający do krawata’ pilnował ją. To był dobry znak by zmienić kierunek zwiedzania i pójść jeszcze bardziej pod górę.

I tak w magiczny sposób wszedłem do zaszytej w lesie świątyni. Dużej świątyni ze sporą liczbą zwiedzających. Dziwnie musiało wyglądać jak z lasu, z bocznej małej ścieżki, wylazła góra lodowa – wielkie i białe.

Jak się później okazało (jak wszystko obszedłem dookoła) to niestety, ale spóźniłem się na wielki festiwal jedzenia przygotowywanego przez mnichów ze świątyń z Azji (były flagi Chin, Japonii, Korei i kilku krajów, których nie znam). Że tak pojadę klasykiem – ‘o jeden dzień za późno’. Gdybym tylko wcześniej wiedział… :> No ale przynajmniej zdjęcia porobiłem bo miejsce było pięknie położone i przede wszystkim zadbane. Co ciekawe, choć zrobiłem kilka zdjęć to nie uwieczniłem na nich samej świątyni. Jak to stwierdził jeden kolega – ‘widziałeś jedną koreańską świątynie, to widziałeś wszystkie’. A może chodziło o pałace?

Dalej to było już na spokojnie, kierunek zwiedzania na Hwaseong (czyli forteca w rejonie starego miasta w Suwonie o której nie raz już pisałem). Idąc bocznymi uliczkami w celu ominięcia świateł i bezsensownego stania na nich, po raz kolejny widziałem scenerię, którą wiele lat temu wydawała mi się czymś nieprawdopodobnym a pochodziła ona z Lain. Tak – plątaniny kabli na ulicach. Abstrakcja.

Prześlizgnąwszy się przez mury fortecy, idąc wzdłuż strumienia, dotarłem do kolejnego barwnego miejsca w mieście. Targ. Można tam kupić dosłownie wszystko, od słodyczy z ryżu, przez wszelkiego typu kiszonki wraz z marynowanymi całymi krabami, aż po wieprzowe głowy oraz krowie kopyta. Czy wspominałem o papryczkach i żywych kałamarnicach? No dobra, te ostatnie nie były już takie, no ale dwa dni wcześniej widziałem je ruszające się w akwarium :D. Niestety nie robiłem zdjęć, a to wszystko z powodu spartolonej aktualizacji do mojego cudownego telefonu wiodącego na rynku producenta, telefonu który w skutek aktualizacji stracił opcję robienia zdjęć bez wydawania dźwięku.

I tak radośnie w nieco ponad 4 godziny zrobiłem ponad 20 km. Pewnie mogłem jeszcze chodzić, ale pomału trzeba kondycję odzyskać, bo słabo wyjdzie jak pojadę na urlop i drugiego dnia już nie wstanę z łóżka 😉

Advertisements

~ by drzejan on October 6, 2014.

2 Responses to “Wyprawa na zachód (Suwonu)”

  1. w sformułowaniu “góra lodowa – wielkie i białe” wyczuwam drobną kokieterię. wątpię, żebyś był większy niż ja, no ale na azjatyckie standardy to może i góra.
    w Lain to tych kabli bylo jeszcze więcej i buczały. to okropne, to na pewno jakoś wpływa na mózg. ja mam do elektryczności stosunek czarodziejski, np. zawsze mnie bawi sprawdzanie kontaktu neonówką.

    • To sformowanie ma ukuło się w zupełnie innej sytuacji – prawie półtora roku temu (ale ten czas leci…) szedłem ulicą i obserwowałem jak Koreańczycy mnie wymijają. Niby nic nietypowego, tyle tylko, że oni cały czas wpatrzeni byli w swoje telefony, nawet nie podnosili wzroku znad nich a mimo to wymijali mnie. Skojarzyło mi się to właśnie z górą lodową, która woda opływa dookoła 😉

      A to czy jestem duży? Nie, raczej nie (jak na polskie standardy) – co innego w Korei. Chyba, że akurat niedaleko przechodzą Amerykanie z pobliskiej bazy wojskowej. Oni to są wielcy O_o

      Co do kabli – to nie słyszałem by wydawały dźwięki. Zdjęcie tego niestety dobrze nie pokazuje, ale jak szedłem to miałem wrażenie, że te kable tworzą swego rodzaju sufit. Bardzo nieprzyjemne uczucie, ale widać prowizorka i zrobienie na odwal się jest modne w Korei wśród elektryków 😉

Comments are closed.

 
%d bloggers like this: