Życie w Korei – 01

Jak pisałem poprzednio, rozważam/rozważałem zmiany w formie bloga. I tak zamiast bardzo długich wpisów, które pojawiały się relatywnie rzadko, stopniowo będę chciał przechodzić do krótszych wpisów (które znając życie też będą pojawiać się rzadko :D). W tym miejscu pozdrowienie dla Karpia, już nie będziesz musiał tyle czytać 😉

Oczywiście, jeśli przydarzy się okazja by opisać coś szerzej, zaspamować zdjęciami/filmami, to nie omieszkam tego zrobić. Zwłaszcza, że będą co najmniej dwa powodu do napisania czegoś więcej, ale nie będę wyprzedzał faktów (napisze tylko, że znów przygotowuję szczegółowe plany podróży :D).

Jednocześnie, wraz z tą notką rozpoczynam serię wpisów o życiu w Korei. Teoretycznie byłem przygotowany do tego co zastanę na miejscu (wszak byłem tu już trzy razy, w sumie blisko dwa miesiące + szkolenia z kultury koreańskiej) to jednak dłuższy pobyt pozwala odkryć nowe pokłady powodów by odczuć szok kulturowy. Dlatego będę opisywał z czym zmagam się na co dzień. Na wszelki wypadek napiszę, że nie będzie tylko o problemach, bo jest tu sporo fajnych rzeczy.

przerwa techniczna

Woda

Kranówkach w Polsce jest różna. W Łodzi jest całkiem niezła, da się normalnie pić, nawet bez przegotowania. W Lublinie jest nieco gorzej, chociaż na upartego można pić surową kranówkę – kwestia, że po dłuższym czasie ze względu na jej twardość można sobie zrobić kuku. W Warszawie woda w kranach po prostu śmierdzi Wisłą (nie oszukujmy się, serio tak waliła woda w biurze, budynek relatywnie nowy, co by nie było). No ale na upartego człowiek w najgorszym wypadku brał dzbanek, zalewał kranówką, nastawiał i po jakimś czasie dało się to pić. Tak jest w Polsce.

W Korei jest nieco inaczej, dziwniej. Jak przyjeżdżałem i mieszkałem w hotelu (swoją drogą niedaleko mojego mieszkania) to nie było żadnych problemów. Sytuacja się zmieniła jak zamieszkałem na początku czerwca w hotelu i czekałem na swoje mieszkanie (nie wiem jak opisać ten hotel – wynajmowali mieszkania na dni/miesiące, była łazienka, internet, aneks kuchenny, pralka i dwa łóżka więc można było spokojnie żyć). Wracając jednak do tematu, woda w kranach po odkręceniu miała lekko nietypowy zapach. Doświadczony życiem i stoperanem w Egipcie wiem, że nie głupim rozwiązaniem jest zagotowanie wody przed jej spożyciem. Tak też zrobiłem i… woda autentycznie zaczęła śmierdzieć. Myślałem, że to coś nie tak było w tym hotelu, ale jak teraz mam mieszkanie to sytuacja jest podobna. Zapaszek po zagotowaniu to radosne połączenie chloru/zanieczyszczeń/cokolwiek co powoduje, że człowiek chce jak najdalej uciec od wody. Pewnie nie jest trująca (nadal żyję :D), ale jakościowo daleko jej do tego co można by nazwać normalną wodą pitną.

Zapytałem się znajomego Koreańczyka, jak sobie z tym radzić i co w ogóle robić. Usłyszałem ciekawą rzecz – mianowicie, rząd/władze generalnie wymagają by dostarczana woda była pitna i to by było na tyle. Nic więcej, nic mniej – jakieś normy powinna spełniać. To co, że jej aromat/smak może nie odpowiadać ludziom. Na pewno nadaje się do mycia i podlewania kwiatków. Dlatego też gospodarstwa domowe dzielą się na dwa typy – pierwsi kupują sprzęt do oczyszczania wody (zgadnijcie jakiej marki widziałem :D), drudzy zaś kupują wodę mineralną w butelkach.

Dziwne, bardzo dziwne. Ale cóż można na to poradzić, nie pozostaje nic innego jak tylko zbierać te puste butelki po wodzie i wyrzucać je podczas cotygodniowej zbiórki surowców na osiedlu.

Piszę te słowa mając w ręku kubek z przyjemnie chłodną wodą marki Nongshim 😉

Advertisements

~ by drzejan on September 28, 2014.

4 Responses to “Życie w Korei – 01”

  1. pomimo tych miejskich legend, jakoby cudowna woda w Mieście zamieniała w xięcia, krurewnę, wodza kosmitów etc. to ja i tak piję przegotowaną, bo po prostu lubię taki smak.
    a jeszcze zapomniałeś o wodzie z wodopojów dla rowerzystów. ona była chyba zdatna, no nie? chyba że wymęczony i spragniony podróżny jest w stanie wypić nawet wodę pół na pół z benzyną.

    • W sumie nie zastanawiałem się nad smakiem przegotowanej wody – zazwyczaj dorzucałem substancje aromatyczne 😉

      Właściwie nie zapomniałem o tym drobnym drobiazgu jakim są wodopoje dla rowerzystów. Zastanawiałem się nad tym, czy woda w nich jest podobnej jakości co w wodociągach czy może przed dystrybutorem jest jakiś magiczny filtr z węgla aktywnego. Ale nie, smak ma tylko nieco lepszy niż kranówka i dlatego ostatnimi czasy przerzuciłem się na butelkowaną mineralną, bo przynajmniej nie czuję tak chemii w niej… no ale kwiatkom nie szkodzi, więc złe nie może być!

  2. Będąc wywołanym do tablicy muszę pochwalić “nową” formułę bloga.

    Dawaj tutaj jak najwięcej ujęć i refleksji zza kurtyny, zza rogu, z tylnej ulicy, z klatki schodowej – z miejsc, których nie uraczysz w przewodnikach turystycznych a które mówią prawdę jak naprawdę wygląda życie w danym miejscu. Aż ślinka mi leci myśląc o postach takich jak ten.

    No i nie zapominaj o pisaniu!

    • Właśnie będę próbował pisać o rzeczach, o których raczej nie przeczyta się w przewodnikach bo mogłoby to zepsuć sposób w jaki ludzie postrzegają Koreę.

      Oczywiście będę uważał by przypadkiem nie dać powodu do deportacji 😉

Comments are closed.

 
%d bloggers like this: