Na rowerze do Seulu

To musiało się wydarzyć. Nie udało się tego uniknąć i już od jakiegoś czasu było wiadomo jak to będzie wyglądać. A wszystko zaczęło się od zakupu roweru 😀

przerwa techniczna

W minioną niedzielę wraz kolegą z biura udałem się do sklepu rowerowego by wybrać sobie rower. Od tego czasu sprzęt spokojnie czekał na mnie w mieszkaniu, aż nadejdzie weekend. Do tego, zgodnie z zapowiedziami dotyczącymi pogody – w sobotę (2 sierpnia) pogoda miała być jeszcze ładna by już w niedzielę wszystko się sypnęło w związku z nadchodzącym monsunem. Co gorsza, tym razem nie było szansy by nagle zawrócił i poszedł na Japonię.

Zatem, miałem tylko jeden dzień by poszaleć na rowerze. W skrócie – wstałem, zjadłem coś i poleciałem na metro. Trzeba było jakoś się dostać do ścieżki rowerowej do Seulu. Czemu nie podjechałem tam na rowerze? Koreańskie ulice nie są bezpieczne dla rowerzystów. Ogólnie nie są bezpieczne o czym kilkukrotnie przypominali mi koledzy z biura.

Zanim jednak opuściłem metro to miałem okazję być zatrzymany przez starszego Koreańczyka, który wręcz zakazał mi wchodzenie z rowerem po schodach. Wskazał mi windę. Nie chciałem się kłócić mimo iż wiedziałem, że szybciej wejdę na górę z rowerem na plecach. Spokojnie poczekałem. Na pierwszym piętrze inny Koreańczyk mnie zatrzymał i wskazał kolejną windę. Czy ja wyglądałem na tak nieogarniętego, że potrzebowałem pomocy? Wreszcie ruszyłem w stronę docelowej stacji. W samym metrze inni rowerzyści (starsi Koreańczycy) zagadywali do mnie pytając dokąd jadę i oglądając rower, który jeszcze wyglądał na całkowicie nowy rower.

Jak już wyszedłem z metra, to było już z górki. Przynajmniej na początku, ta radość z jazdy na rowerze, wiatr we włosach i zapach stęchlizny z rzeczki płynącej równolegle do ścieżki rowerowej. Standardowo w czasie jazdy coś zaczęło mi klekotać w rowerze, jednak po mniej więcej 10 kilometrach chyba się wyrobiło bo już nie było słychać (okolice lewej korby/pedału). Jechało się przyjemnie, chociaż było gorąco. Pod każdym mostem wzdłuż ścieżki znajdowali się ludzie, którzy odpoczywali od jazdy. Zazwyczaj ustawiali się tam lokalni specjaliści od serwisowania rowerów przez co w razie problemów można było na szybko naprawić sprzęt przy okazji popijając coś zimnego/płynnego.

Czy wspominałem, że było gorąco? W pewnym momencie doszedłem do wniosku, że jest nieco zbyt gorąco (33 stopnie według termometru i odczuwalne 39 – wszystko dzięki bardzo wysokiej wilgotności). Nie dojechałem jeszcze do Seulu a już poważnie myślałem o powrocie do Suwonu.

Małymi etapami jechałem dalej – suszyło strasznie (bo nie miałem plecaka z wodą) to też jak już dotarłem do rzeki Han w Seulu i zobaczyłem sklepik 7/11 to nie było innego wyjścia jak tylko zatrzymać się, wydobyć 2k wonów i kupić obie gatoraid’a. Skutecznie mnie odświeżył, jednak wciąż myślałem o przerwaniu trasy.

Co ciekawe, po drodze mijałem publiczne wodopoje, takie jak kojarzę z anime. Na początku nieco bałem się pić z tego, później zatrzymałem się przy jednym i eksperymentalnie spróbowałem tego użyć. Po jakimś czasie zatrzymywać się przy każdym i popijać ile się da. Fajna sprawa, widać było, że ktoś to kontroluje bo były wpisy kiedy były ostatnie badania jakości wody. Póki co (jest niedziela) nie czuje bym się struł więc jest nieźle.

Ostatecznie przejechałem całą trasę. Nie wiem ile to było kilometrów, ale licząc ze jechałem ze średnią pomiędzy 10 a 15 km/h (bo oczywiście od Seulu aż do Suwonu cały czas wiatr wiał mi w twarz). Cały wypad trwał 5 godzin (z małymi przerwami) to pewnie wyszło z 50km. Następnym razem zainstaluje skorzystam z apkę do mierzenia trasy.

Po drodze spotkałem jeszcze Amerykanina, który tak jak ja – odliczał ostatnie kilometry do końca trasy jednak ostatecznie poddał się i skorzystał z metra. Fajnie było z nim pogadać, opowiedział przy okazji o tym, jak rano wzywał pogotowie do starszego Koreańczyka, który zasłabł na rowerze. Jak widać lokalni mieszkańcy też mają trudności w taką pogodę.

Tak na koniec opiszę śmieszną rzecz (prawie, mnie nie było do śmiechu w czasie jazdy). Mianowicie – co jakiś czas wymalowane były jakieś napisy + odległość do czegoś. Prawdopodobnie do końca segmentu ścieżki rowerowej. Zatem widziałem piękny napis „1.1 km”, po czym po chwili 3.4 km. Dalej 5.7 km, 8.4 po czym znowu 1.1 by nagle naciąć się na napis 15 km. Nie wiem jak oni liczyli te odległości, ja cały czas jechałem na swoim pasie a wyglądało jakbym, jadąc w dobrym kierunku cały czas oddalał się od celu. Zauważyłem już, że w Korei znaki informujące o odległości są jedynie swego rodzaju luźną informacją do której nie ma co przywiązywać zbyt dużej uwagi.

Advertisements

~ by drzejan on August 3, 2014.

8 Responses to “Na rowerze do Seulu”

  1. Bardzo ładna i męcząca trasa 😛

    • Ładna to chyba pod względem krajobrazów – bo stan techniczny to raczej smutny był. Asfalt pękał na potęgę :/

  2. Jak to, to teraz Korea? Chyba zgubilem kilka postow… :S

    • Tak jakoś wyszło, że ostatnio przesiaduję w Korei – czas pobytu w Japonii minął niestety już dawno (ale to nie przeszkadza mi w planowaniu kolejnego wyjazdu do tego pięknego kraju :D).

      A jak jestem w tej Korei to sobie przynajmniej pojeżdżę po niej czymś innym niż komunikacją miejską 😉

      • No to czekamy na relacje z Korei. My wlasnie wyladowalismy w Tokyo. 🙂

        • Za dużo relacji nie będzie – tzn nie z dnia na dzień bo praca mi skutecznie w tym przeszkadza ale mam wystarczająco dużo czasu by w znacznym stopniu zasypać bloga notkami o Korei 😉

          Japonia… z wielką chęcią wybrałbym się ponownie tam, może nie koniecznie do Tokio bo ogólnie nie podeszło mi ale Kioto to zupełnie inna historia. Najlepiej jesienią jak wszystko jest pomalowane na czerwono.

          Dosłownie coś pięknego 🙂

  3. pamiętamy czarnego rumaka, który siał postrach na polskich ulicach i do tej pory cieszymy się, że udało nam się ujść z życiem 🙂

    • Teraz skubaniec jest na wakacjach, dłuższych wakacjach – ale jego bratnia dusza sieje spustoszenie po dziewiczych jeszcze trasach w Korei :>

      Zatem – strzeż się narodzie koreański bo zuo nadciąga 😉

Comments are closed.

 
%d bloggers like this: