Mud festival i plaża Daejeon

Ta notka powinna być krótka bo co tu dużo pisać o łażeniu po plaży i okolicach? 😉

przerwa techniczna

Samemu bym tam nie trafił, ale dzięki grupie Hippie-Korea udało mi się dotrzeć autobusem na zachodni brzeg półwyspu koreańskiego. Praktycznie wszyscy jechali w celu utytłania się w błocie co nie do końca odpowiada moim zainteresowaniom to też w momencie jak już dotarliśmy na plażę (pogoda raczej nie zachęcała, rano było pochmurnie) to praktycznie cała grupa poszła ‘na prawo’, a pojedyncze sztuki zdecydowanym krokiem odbiły ‘na lewo’.

I tak szedłem sobie spokojnie wzdłuż linii brzegu, od czasu do czasu mijali mnie obcokrajowcy, raz młodzi Koreańczycy prosili mnie o to by zrobić zdjęcie ze mną, kilka razy dzieci zagadywały do mnie po angielsku. Słowem spokój i sielanka – jedynym problemem jaki miałem to sporadycznie pojawiające się prywatne fragmenty plaży, które wymuszały na mnie nadłożenie drogi. Ale nigdzie mi się nie spieszyły, spokojnie delektowałem się słońcem (nieco później, jak się wypogodziło). Idąc na południe wszedłem na wał odgradzający szeroką dolinę od morza. Widok jaki się z niego rozpościerał dosłownie zapierał dech w piersiach. Inna sprawa, że dzięki górą w tle zupełnie pochrzaniła mi się skala. Myślałem, że wał ma może z 1km. W praktyce miał ponad 4 kilometry, ale to nie stanowiło dla mnie problemu. Ten widok, do tego cykady i dźwięk fal obijające się o umocnienia ze stanowiskami dla ckmów na czele. Słowa nie są w stanie tego opisać.

Na końcu tej wędrówki dotarłem do bloku który stał na skarpie. O ile miejsce pod względem dostępu do miasta i potencjalnej pracy było beznadziejne tak by usiąść sobie na balkonie i obserwować morze. Coś niewyobrażalnego. Dźwięk morza całą dobę oraz grzyb na ścianie spowodowany ciągłą wilgocią. Unikalna atmosfera.

Później wróciłem na plażę gdzie okazało się, iż większość zdążyła sobie popić i niektórzy już leżeli bezwładnie na piasku. W tle leciało jakieś techno i ogólnie słychać było sporo angielskiego w tłumie ponieważ na tą imprezę zjechali się żołnierze z pobliskiej bazy Stanów Zjednoczonych. Myślałem, że ja jestem jako tako wysoki, ale przy nich to czułem się mały i skromny O_o

Advertisements

~ by drzejan on July 29, 2014.

6 Responses to “Mud festival i plaża Daejeon”

  1. I used to live there for 6 months!

    • You lived near Daejon beach? I thought that area was only for tourists and there were almost no other kinds of jobs to do there. Was it in general good place to live?

      • I lived in Boryeong, where the train station was. I was teacher at their boys middle school. I love teaching and it was a terrible job..

        • I may understand you, why your work felt terrible. I’m attending Korean lessons and teacher does not give a f*** about participants left behind and unable to follow materials. Course was meant to be for 60 hours but I will have it in 30. This is how lessons are done here so no wonder pupils behaved in a weird way as they are heavily encouraged to hate learning (all those extra classes they have with private tutors) and to participate in rat races.

          Luckily for me, I’m only have one subject to learn 😉

  2. omajngot, jaki spacer. “a to ci łazęga, chodzi tam i z powrotem jak Hobbit w legendach,” cytując klasyka. jednakowoż osiemset miljonów sto siedem razy lepiej i ciekawiej od tlumnego taplania się w błocie i wysłuchiwania wrzasków udających muzykę(?).
    a btw, w notce z 13 czerwca napisałeś: “Jak zmotywuje się to napiszę o jeszcze jednej rzeczy, którą widziałem w Japonii, a teraz zaobserwowałem w Korei. Jednak do tego potrzebować będę wytrwałości i determinacji połączonej z odblokowanym aparatem w telefonie.”
    co to za rzecz?

    • Dla mnie leżenie plackiem na plaży całkowicie nie przemawia. Padłbym z nudów a tak sobie szedłem, gwizdałem pod nosem i słuchałem dźwięków morza. Czy trzeba czegoś więcej by w spokoju odpocząć?

      Wrzaski były, udawały muzykę i słychać było od czasu do czasu gangnam style. Swoją drogą – muszę w końcu pojechać do gungnam, daleko nie mam (1.5h metrem).

      Odnośnie tego co napisałem 13 czerwca – chodzi o rzecz bardzo banalną. Pewne zachowanie, które są uskuteczniane w Japonii i Korei. Mianowicie – na chwilę przed zamknięciem sklepu (typu Tesco aka HomePlus) wyprzedawana jest żywność z krótką datą ważności – np. cała garmażerka. I wyprzedaż to nie -10/20% tylko zdecydowanie więcej. Standardem jest -50% przez co mogłem się ostatnio upychać kimbabem z tuńczykiem (takie sushi w nori tyle, że nie pokrojone na kawałki) za śmieszną cenę rzędu 4 zł? A sporo tego było, a jakie dobre 😀

Comments are closed.

 
%d bloggers like this: