Wyprawa na plażę w Taean

Jak wspominałem w wpisie dotyczącym Korean Folk Village, w tym tygodniu miałem zaplanowanego coś specjalnego. Zatem jak już widać po tytule, w sobotę udałem się nad Morze Wschodniochińskie by nacieszyć się słońcem, ładnymi widokami i przede wszystkim małą liczbą ludzi na plaży.

przerwa techniczna

Standardowo, zanim przejdę do zdjęć wspomnę o transporcie lub też o tym jak zorganizowana była wycieczka. Bo tak, tym razem nie udałem się samemu tylko z grupą obcokrajowców przebywających w Korei. Jakby ktoś był zainteresowany to mają konto na fb (Hippie-Korea). Nie ukrywam, że nie wiem co tam jest – nie jestem częścią społeczności fb 😀

Zatem o 8 rano spotkaliśmy się w wyznaczonym miejscu. Główna organizatorka zadzwoniła po autokary, które po chwili podjechały do nas. Fajne było to, że te autokary są firmowe i w weekend udało się je wypożyczyć. A jako, że spotkanie było przed główną bramą kampusu firmy to i każdy wiedział jak tam dotrzeć (teoretycznie…). No właśnie, ja rozumiem, że była sobota i 8 rano, ale jak się do czegoś zobowiązuje to trzeba tego przestrzegać. Niestety to jest raczej europejskie podejście, może wschodnio azjatyckie z naciskiem na daleki wschód bo ludzie z rodzinami z półwyspu indyjskiego najwyraźniej mają gdzieś bycie punktualnym lub spóźnianie się w sensownym przedziale czasowy (5 minut a nie 20-30). Niestety nie raz dali się we znaki tego dnia przez co ostatecznie mieliśmy spore opóźnienie w całym planie. Najpierw dojechaliśmy późno (zamiast dwóch godzin dojazdu zajęło to trzy godziny) tak powrót opóźnił się o dobre 40 minut bo nie mogli dotrzeć do autobusu (100 metrów od plaży…). Zapamiętać – ostrożnie dobierać czas spotkania z Hindusami + przesunąć im czas spotkania cofnięty mniej więcej o 30 minut. Może będą na czas :/

To jak już ponarzekałem to dodam tylko, że przed wyjazdem trzeba było się odpowiednio przygotować bo słońce smaży tu niemiłosiernie. Poprzedniego wieczoru udałem się na polowanie do HomePlus (koreańska marka zamiast Tesco). Głównym celem były krem do opalania i tu zaskoczenie – kremy zaczynały się od filtrów na poziomie 30 do 50+ przy czym tych koło 30 to był jeden produkt. Reszta to była zaporowa i ostatecznie taki kupiłem. Do tego butelka izotonicku (a jak, magiczny Pocari Sweat :D) i byłem gotowy.

W autobusie spotkałem znajomą parę z Ukrainy z którą później połaziłem po plaży. Długo ze mną nie wytrzymali z tempem z jakim chodzę to też w pewnym momencie się rozdzieliliśmy. Ostatecznie znowu nie mam zdjęć z sobą na tle morza, może kiedyś się to nadrobię przy kolejnym wypadzie w to miejsce 😉

O samej plaży – wielka, nie taka jak u nas nad Bałtykiem, gdzie piasku jest może 20-30 metrów. Tutaj, w momencie naszego pojawienia się na miejscu był odpływ, w pełni, to też można było iść i iść… i iść i dopiero docierało się do wody. Po piasku w odsłoniętych przez morze miejscach było pełno wszelkiego rodzaju muszli różnych mięczaków, kawałki dużych krabów oraz szybko uciekające spod nóg małe krabiki. Odnośnie tych ostatnich, Koreańczycy chodzili po plaży i wygrzebywali je specjalnymi grabkami po czym wrzucali do wiader. Widziałem później efekt takiego zbioru – poruszające się wiadro. Szkoda, że nie zrobiłem wtedy zdjęcia :/

Nie ukrywam, że dla mnie leżenie na plaży jest z natury nudne to też przez cały pobyt w Taean siedziałem może z 40 minut na ławeczce w cieniu. Pozostałą część czasu zasuwałem ‘w te i we w te, a kilometry leciały’ – chwilę w butach, ale głównie na boso po plaży. Tu zdziwiłem się bo Koreańczycy chodzili po plaży w klapkach/butach. Jak się kąpali to nie w strojach kąpielowych tylko wchodzili w ubraniach to też nieco dziwnie na mnie patrzyli jak szedłem na boso. Fakt, później zdałem sobie sprawę jaki błąd popełniłem w przygotowaniach, ale było zdecydowanie za późno by to naprawić. Kto by się spodziewał, że sklepienie stóp może się tak opalić/spalić 😉

Jeszcze chwilę będę zanudzał opisami zanim pojawią się zdjęcia 😀

W Polsce jak jest plaża, jest ciepło (tu było 30 stopni + 10-15 stopni wody) to ludzie rozkładają się na niej na potęgę, wykopują swój grajdołek i otaczają się parawanem co by mieć nieco prywatności i ochronić przed piaskiem. Koreańczycy mają nieco inne podejście – jedni kładli wielkie koce/dywany i na to parasole ogrodowe (te na czterech nogach), inni zaś stawiali sobie namioty. Ale to była rzadkość bo większość zamiast siedzieć na plaży, nad morzem, wolała rozbić sobie namiot w lesie przy plaży, z którego trudno było zobaczyć główną atrakcję tego miejsca. Do tego strasznie się tłoczyli koło siebie a zapach jedzenia, które przygotowywał sąsiad zdecydowanie rozpraszałoby mnie podczas odpoczynku. A robili sobie wielkie grille. Kto co woli, ale to nie dla mnie.

Będąc na miejscu, po zobaczeniu plaży, moim głównym celem stało się dojść do pasma wysepek widocznych na horyzoncie, które podczas odpływu były połączone z lądem. Udałem się na południe niestety jednak nie udało mi się dotrzeć tam na czas. Popatrzyłem tylko z jak szybko podnosząca się woda odcina drogę na te wyspy (a zostali na nich wędkarze O_o), porobiłem zdjęcia, założyłem buty i poszedłem w stronę punktu widokowego. Było warto.

Nikogo tam nie było, cisza i piękny widok na morze. Coś pięknego. Telefon łapał sieć to też udało mi się chwilę porozmawiać przez skype i pokazać na żywo kawałki okolicy. Gdyby nie słońce to pewnie położy bym się tam i sobie poleżał, a tak trzeba było się szybko poruszać co by bardziej nie spalić się.

Jak już wspomniałem wcześniej – zaczął się przypływ. Idąc do punktu widokowego z lewej strony widziałem bardzo malowniczy most pod którym zazwyczaj była woda. Wtedy oczywiście wyglądało to jak ściek pomiędzy piaskami jednak później, jak poziom się podniósł to nie było już tak różowo. Wody było mniej więcej na półtora metra to też przejście przez nią nie wchodziło w grę. Skończyło się na dojściu do mostu i pokonaniu go od góry. Następnie dla spokoju udałem się w drogę powrotną do punktu zbiórki. Zdecydowałem się na specjalnie wyznaczone ścieżki zamiast drogi bezpośrednio nad morzem i muszę przyznać, że warto było. Chociaż piasek na początku niemiłosiernie parzył to później przejście pod drzewami wynagradzało wszelkie trudy. No i były tam ławeczki 😀

I tak mniej więcej minął dzień na plaży w Taean. Całość mogę podsumować jako udany wypad, który miał swoje problemy (ludzie nie szanujący innych poprzez swoje spóźnianie się, skąd ja to znam też z Polskie) oraz nauka jaka z niego wypłynęła – stopy też trzeba smarować kremem do opalania 😉

Poniżej znajdują się zdjęcia z tej wyprawy. Teraz czas na odpoczynek 😀

Odpływ

Przypływ

Advertisements

~ by drzejan on June 29, 2014.

6 Responses to “Wyprawa na plażę w Taean”

  1. Na FB jest tylko info o wyjeździe, jeszcze nie ma relacji z wycieczki. Szybkiś ^_^
    Ładna plaża, kapućki następnym razem weź, takie plażowe. Zastanawiałam się, czy to rzeczywiście nie są wędkarze na wyspie. Być może mają tam jakąś łódkę albo będą czekać do następnego odpływu.
    Tak czy inaczej ładna wyprawa. Ile kilometrów nabiłeś?

    • Raczej jestem zwolennikiem chodzenia na boso to też będę się smarował – kremu mam pod dostatkiem i po wczorajszym widzę, że jest piekielnie skuteczny.

      Tak, to byli wędkarze – mieli wędki i sobie siedzieli na wyspie. Daleko w sumie nie było od brzegu więc w ostateczności mogli się przepłynąć 😉

      Kilometrów to sporo nabiłem. Liczę że pomiędzy 20 a 25 w ogólnym rozrachunku.

  2. no muszę się przyznać, że my dzisiaj, na podobieństwo owych tubylców koreańskich, również poszliśmy się obłowić za darmoszkę. ale nie zbieraliśmy krabów (bo ich w PL niet), tylko jagody, i nie na plaży (bo 1. nie ma tu plaży, a 2. na plaży jagody i tak nie rosną), tylko w lesie państwowym. z przykrością zaznaczam, że nie spotkaliśmy ani pół zagramanicznego turysty z fotoaparatem (i bez też nie), wobec czego nasze zjawiskowe wyglądanie oraz nasze zbiory w najmniejszym nawet stopniu nie zostały uwiecznione ani na obcej karcie pamięci, ani nawet w obcych wspomnieniach. mimo to jagody w sumie całkiem dobre.

    • A to szkoda, że nikogo nie spotkaliście podczas wędrówki przez lasy – bo takie spotkanie obcokrajowca w środku lasy, zupełnie nie przewidziane mogłoby być ciekawy przeżyciem.

      A co do jagód to zazdroszczę. W tym roku w ogóle nie spróbuję ich, może w przyszłym. A opcja z zakupem odpada bo nie widziałem nigdzie to i pewnie cena by zabijała (jeśli 1kg jabłek kosztuje tu jedyne 30-33 zł, to już lepiej kupić pół kilo wiśni za 20 zł).

  3. Jak mówiłeś o plaży, to przed oczami miałem letnią wersję Haeundae 😀

    …a tu okazało się, że trafiłeś na jakieś odludzie :), albo seulscy koreańczycy są większymi pracoholikami i nie mają czasu sprawdzić co jest w ich okolicy 😉
    Z tymi hindusami to już nie przesadzaj. Korzystając tyle lat z usług PKP powinieneś być już znieczulony w kwestii spóźniania się 😉

    • Spokojnie, spokojnie – na Haeundae to ja jeszcze w tym roku będę 😀 Jak byłem tam w zeszłym to nikogo na plaży nie było (bo i lało od rana do południa) przez co było przyjemnie 😀

      Tam dla Koreańczyków nie było nic ciekawego – piasek, kraby i woda. Za mało internetu (chociaż ten był) 😉

      Co innego jak ‘instytucja nawala’ – patrz pkp. A co innego jak taka rodzinka w momencie jak autobus miał odjechać nagle sobie wychodzi i gdzieś idzie, na 10 minut. Bo tak.

Comments are closed.

 
%d bloggers like this: