Korean Folk Village w Suwonie

Pisząc tytuł tej notki nie do końca wiedziałem czy dobrze robię. Czy powinienem przetłumaczyć jako ‘tradycyjna koreańska wioska’? Dziwnie to brzmi, zwłaszcza w kontekście tego co można zobaczyć na miejscu, to też mimo wszystko zostanę przy oryginalnym tłumaczeniu na angielski 😉

przerwa techniczna

Tak szybko wspomnę o transporcie. W sobotę postanowiłem przejść się na piechotę z hotelu do miejsca gdzie jest ta wioska – spacer był zacny jednak dwie godziny w jedną stronę przy dość żwawym kroku oznacza ni mniej ni więcej jak dobre 16 kilometrów. W sumie. Najważniejsze, że teren został rozpoznany, wiedziałem gdzie iść.

Natomiast w niedzielę rano ogarnąłem komunikację miejską i okazało się, że metrem spod hotelu dojadę w pobliże wioski, tylko trzeba pokonać górę. Na miejscu ku mojej radości owa góra została przekształcona w park (przynajmniej na większej jej części) to też w 25-30 minut można dotrzeć od hotelu do tej wioski. Bardzo pozytywne i z czystym sumieniem można przymknąć oko na przemykanie koło dwóch cmentarzy i przejście przez opuszczone fragmenty restauracji 😉 Grunt, że było fajnie.

Ogólnie, jakby ktoś był zainteresowany to opis tej wioski można znaleźć w sieci po angielsku. Zatem zapłaciłem 15k wonów (45 zł) i poszedłem zwiedzać. Nie ukrywam, że głównie liczyłem na pokazy i w sumie nie zawiodłem się 😀

Pokaz tańców wraz z muzyką

Miałem szczęście – usiadłem tak, że nie dość, że w cieniu to dokładnie na wprost występujących. Ci pojawili się na scenie w nietypowy sposób – po prostu przeszli przez widownie jednocześnie odgrywając swoją muzykę. A muzyka brzmiała ciekawie bo było sporo bębnów (to już mnie kupili), trąbek, talerzy i jeden flet. Do tego fajna choreografia wraz z elementami, w których wybierano kogoś z widowni. Ogólnie – bardzo fajny występ i z chęcią obejrzałbym bo po raz trzeci. Czemu nie po raz drugi? To napiszę później :> Szkoda tylko, że miałem uczucie, że gdzieś już widziałem niektóre akrobacje. Gdzie to było… może podczas występu Chóru Aleksandrowa?

Akrobacje na linie

Program jest tak skonstruowany, że z jednej atrakcji od razu można iść na następną, która odbywała się po sąsiedzku – nie dalej niż 20-30 metrów. Niestety miejsc siedzących było tam mniej niż przy tańcach to też cały pokaz stałem. Jedno trzeba przyznać, osoba wykonująca akrobacje na linie budziła respekt. Był to starszy pan, ale jak się patrzyło co robił to pokazał formę na najwyższym poziomie. Co perfidne to na początku przeszedł po linie i niby to było takie trudne, bujał się i prawie spadł. Ale to było wyreżyserowane bo w porównaniu do tego co robił później zwykłe przejście po linie to tak jakby szedł po normalnej drodze. Ciekawe, ale na dłuższą metę raczej nużące bo ile można patrzeć jak chodzi w lewo – w prawo?

Pokazy jeździeckie

Ostatnim sensownym punktem w planie (bo było tam jeszcze coś) były pokazy jeździeckie. Znowu nieźle trafiłem to też siedziałem przez cały pokaz i spokojnie robiłem zdjęcia 😀 Co tu dużo pisać – fajnie się oglądało chociaż miałem odczucia, że bardzo dużo skopiowali od Mongołów czy nawet od bliższych mi geograficznie kozaków. A może mi się zdawało? Ten punkt zdecydowanie polecam zobaczyć bo… to będzie widać w zdjęciach dołączonych do notki :>

Koreańskie tradycyjne zaślubiny

Mało miejsca, dużo ludzi i na dodatek dużo opisywania po koreańsku i zero po angielsku. Słowem, zmyłem się po 3-4 minutach by na spokojnie połazić po okolicy.

Inne atrakcje

Cudów nie ma co się spodziewać – bo to był koreański skansen z dużą ilością rękodzieła, które można było kupić i z o dziwo dużą liczbą odwiedzających turystów. Zdecydowaną większością byli Koreańczycy. Czy u nas też ludzie chodzą w weekendy do skansenów? Chyba nie co może jest złe, bo nie kultywujemy swojej przeszłości (innej niż polityczne rozgrzebywanie i jątrzenie) oraz tradycji? Tu na miejscu widać, że dbają o to, by zachować swoją tożsamość.

Teraz spokojnie mogę napisać czemu niektóre rzeczy mogę zobaczyć po raz trzeci. Chodząc sobie po terenie nagle usłyszałem ‘Andżej!’. Odwracam się, a tam znajoma meksykańska ekipa z elementami polsko-hinduskimi 😉 I tak jakoś zostałem z nimi na drugą iterację występów. Przy okazji udało mi się mieć kilka zdjęć na których dla odmiany jestem. Do tej pory zdjęcia to ja tylko robiłem…

Ogólnie wyprawa bardzo fajna, pogoda dopisała (znooowu opaliłem sobie czoło…) i miałem znowu okazję poobcować z tradycyjną koreańską kulturą. To co, że w nieco popowym wydaniu 😉

A co będzie za tydzień? Póki co nic nie jest pewne, ale jak wypali to będzie kolejna fotorelacja 😀

P.S. Widziałem tam najlepszą pracę na świecie. Serio! Człowiek udający wioskowego pijaczka/bezdomnego – nie dość, że mu płacą to cały dzień gdzieś sobie leży na terenie wioski, ludzie robią sobie z nim zdjęcia. Genialne!

Advertisements

~ by drzejan on June 22, 2014.

4 Responses to “Korean Folk Village w Suwonie”

  1. Nie chcę nic ten teges, ale u nas do skansenu też trochę ludzi chodzi. Organizowane są okolicznościowe wydarzenia typu zbieranie zimniorów, czy jakieś tam kwaszenie kapusty. Ale raczej nie ma pokazów chłopów walczących z kosami na sztorc. Nie, chyba nie.
    Wydaje mi się, że oba skanseny są podobnej wielkości, ale jednak w Twoim jest więcej ludzi, no i pokazy dwa razy dziennie. No dobrze, może Suwoński skansen jest większy 😛
    Nie podejrzewam koreańskich pokazowców o kradnięcie sztuczek, chociaż z drugiej strony wszystko, co jest atrakcyjne daje +12 do atrakcyjności ogólnej.
    No i pan wylegujący się… Niech mu wioskowa ziemia miękką będzie 😉

    • Pokazy militarne to taki bajer, fajny, ale tylko bajer. W okolicach Łodzi nie wiem czy są tego typu atrakcje, chyba nie. Ale też u nas pokazuje się jak to wyglądało, tu zaś w Korei wszystko jest przemielone przez popkulturę by było bardziej atrakcyjne.

      Sztuczki pewnie skopiowali skądś bo mam wrażenie, że kreatywności to produkt bardzo deficytowy :/

      Ja to bym tak leżał, by było mi wygodnie, mate bym sobie przytargał co by było autentyczniej 😀

  2. A zrobiłbyś kiedyś zdjęcie koreańskiego cmentarza? Zastanawiam się jak bardzo inaczej wygląda niż nasz. Nikt nie będzie przed turystami chwalił się cmentarzami, więc nic tutaj nie będzie robione “na pokaz” i jest to sama, intymna prawda o danej kulturze.

    Wczorajszy mecz – oglądali, czy mieli go w poważaniu?

    • Co byłby ze mnie za turysta, gdybym kiedyś nie wlazł przez przypadek na koreański cmentarz? 😀

      https://drzejan.wordpress.com/2013/08/15/zapomniany-cmentarz-i-jeziorko/

      Jak pisałem, miejsce zupełnie na uboczu, zapomniane przez ludzi a mimo to ktoś zadbał i wykosił ładnie trawę przy starych/bardzo starych nagrobkach.

      Mecz dzisiejszy, ten co był rano (od 4.30 czasu lokalnego?) oglądali. Tak się cieszyli z bramki w drugiej połowie, że aż mnie obudzili. Cieszyli się ludzie mieszkający w innych blokach w oddali. O ile samym sportem się jakoś nie interesują zbyt szczególnie to jak już gra ich zespół to jest mocno się wczuwają. A po przegranej widać było, że nie są w sosie.

Comments are closed.

 
%d bloggers like this: