Dobrego złe początki?

Tak jak wspomniałem to w ostatnim wpisie – w pewnym stopniu zmieniłem miejsce przebywania i tak zamiast delektować się spokojnym deszczem w wiosenno-letnim klimacie Polski przeżywam radosne przypalanie w klimacie wschodnio azjatyckim.

przerwa techniczna

Zatem – po spakowaniu, co nie było łatwe, zabrałem to co najważniejsze i udałem się do Korei. Pominę kwestie co, jak i dlaczego Korea, natomiast skupie się na powodach dla których ta notka dostała taki tytuł.

Zaczęło się już rano – wsiadłem jak zawsze na Kaliskiej do Łęckiej oraz puściłem info koledze, że przedział jest już zajęty. Pociąg ruszył, dojechał standardowo do Chojnych gdzie po załadowaniu pasażerów ruszył dalej – i tu pojawił się problem. Przejechał może z 200-300 metrów po czym stanął ‘w polu’. Postój miał standardową długość jak na to co oferuje pkp, czyli całe 30 minut z powodu awarii hamulca. Na szczęście wyjechałem zdecydowanie wcześniej niżbym mógł ze względu na godzinę odlotu.

Dojechałem do Warszawy i kolejny problem. Zaczęło lać, i to tak bardzo konkretnie, a ja biedny przedzierałem się z walizką do biura. Ostatecznie dotarłem średnio szczęśliwy i na dodatek w pewnym stopniu przemoczony. W tym momencie pomyślałem sobie – wypaliłem całą złą karmę. Przede mną już tylko bezproblemowy transport do Suwonu.

Nie lubię pożegnań, zwłaszcza, że wiem iż większość ludzi z zespołu już nie zobaczę. Szybko przebiłem się przez ten smutny etap, zdałem swój sprzęt do IT i wyruszyłem na lotnisko.

Na odprawie ochrona dopytywała się po co są te stalowe linki co mam w plecaku. Po spokojnej i w sumie przyjemnej rozmowie doszliśmy do porozumienia, że to do laptopa, na wypadek jakby ktoś chciał niepostrzeżenie zmienić prawa własności owego laptopa – czego się najbardziej obawiałem na ‘wakacjach’ w Egipcie.

Poczekałem pozostałe 90 minut przed wpuszczeniem na pokład samolotu, zupełnie bez stresowo, dalej kolejne 30 minut już w samolocie – na zapakowanie rzeczy i upchnięcie pasażerów. W tym momencie bardzo się zdziwiłem, bo miałem wolne miejsce koło siebie – ostatni raz miałem tak jak wracałem z Japonii ku szczerej radości kolegów.

Jak tak sobie siedzieliśmy w samolocie to od razu wyczułem, że coś jest nie tak. Wyostrzony zmysł po latach jazdy pociągiem dał o sobie znać – z powodu dużego tłoku w powietrzu samolot przeczekał dodatkowe 30 minut na pasie startowym. Faaaajnie. Po głowie już mi chodziła myśl – co złe to za mną. Na pewno.

W Helsinkach nie było problemu, zaś sam lot do Korei minął mi bardzo szybko i o dziwo nie przyczyniła się do tego ładna i wysoka Koreanka, która usiadła koło mnie. Odpowiedni dobór podcastów i człowiek może drzemać kilka godzin. Te kilka godzin to planowo 8 godzin i 50 minut. W praktyce? 9 godzin i 20-30 minut. Zła karma? Teraz to musiała się wypalić, nie ma bata.

Na lotnisku Incheon po odebraniu bagażu i wymianie kilkudziesięciu euro na wony musiałem znaleźć swój transport do Suwonu. Szczerze? Mógłbym samemu tam się dostać, ale firma w ramach relokacji załatwiła mi m.in. transport z lotniska. I tak odnalazłem starszego pana, który nieco krzywo ale zapisał moje dane po czym udaliśmy się do samochodu. Tu się zdziwiłem bo podjechała fajna czarna limuzyna z przyciemnianymi oknami – któryś z modeli Kia, niestety nie sprawdziłem nazwy.

I tak dotarłem do Suwonu, do hotelu w którym spędzę jakiś czas, aż zostanie przyznane mi mieszkanie. Teoretycznie, bo w tym hotelu tak źle nie jest – sieć jest, niezła komunikacja jeśli chodzi o transport do Yongt Tongu czy też do stacji w Suwon skąd można pojechać KTXem np. do Busan. Do pracy mam 20 minut spacerkiem. Ale jak to wyjdzie w praktyce? Nie wiem, bo sporo niewiadomych jeszcze przede mną. Chociażby to czy mogę przenocować w tym mieszkaniu gości jak do mnie przyjadą z Polski – czy obsługa nie będzie robić problemów. To pewnie wyjdzie w praniu bo póki co to najważniejsze jest, że dojechałem cały i zdrowy (z przygodami).

A na miejscu, po ogarnięciu się, wziąłem plecak i poszedłem sobie w okolice, gdzie do tej pory mieszkałem w Suwonie, do Yongtongu. Zdjęcia poniżej pochodzą z tej wyprawy 🙂

P.S. To mój czwarty pobyt w Korei O_o Kiedyś nawet nie sądziłem, że uda mi się w ciągu mojego żywota dotrzeć do Azji, co dopiero do takiej Japonii. Morał – marzenia się czasem spełniają?

Advertisements

~ by drzejan on June 7, 2014.

4 Responses to “Dobrego złe początki?”

  1. Podoba mi się wyliczanie plusów hotelu – sieć jest! Trzeba mieć priorytety ^_^

    • No bez sieci to raczej trudno i nudno by było, nie ? 😉 A tak to mam kontakt ze światem zewnętrznym 😀

  2. Na stałe się wyprowadziłeś z Polski?

    • Na stałe to trudno powiedzieć. Póki co mogę potwierdzić, że zdecydowanie na dłuuższy czas 😉

Comments are closed.

 
%d bloggers like this: