Powrót do Tokio

Pod koniec wyjazdu, jako, że plan zwiedzania był już luźniejszy, nieco przystopowałem z pisaniem notek. Na dodatek nie było o czym pisać to też po co zbytecznie zajmować miejsce na serwerze. Dlatego na koniec spiszę swoje refleksje po drugiej wizycie w Tokio po tym jak już widziałem pewien kawałek Japonii.

przerwa techniczna

Innym powodem przystopowania pisania notek było to, że w momencie wylądowania w hotelu w Tokio (tak, hotel, nie hostel 😉 ) ponownie okazało się, że internet w stolicy Japonii jest czymś zbędnym do życia i można go jedynie dorwać na korytarzach, a nie w pokoju. Może to być spowodowane tym, że mamy pokój w kancie budynku, w najdalszym fragmencie, ale mimo wszystko jest to uciążliwe. Zaistniała sytuacja bezpośrednio przekłada się na zdecydowanie większą oglądalność japońskiej telewizji, a to jeszcze nikomu nie wyszło na zdrowie. Ich teleturnieje mordują 😀

Tokyo Tower

Wieczorem pierwszego dnia po przyjechaniu do Tokio udaliśmy się wraz z znajomą Japonką do Tokyo Tower. Zanim jednak tam dotarliśmy musieliśmy coś zjeść. Padło na prawdziwe sukiaki i muszę powiedzieć jedno – nigdy nie jadłem tak pysznych kawałków mięsa, po prostu rozpływały się w ustach. Do tego ten magiczny sos, który podkręcał odczucia estetyczno-smakowe. Możecie wierzyć lub nie, ale jak to piszę to na samo wspomnienie smaku pociekło mi… Oczywiście kwestie ceny pominę, bo nie ma co tu pisać >_> Mięso pochodziło od specjalnej rasy krów.

Wracając jednak do Tokyo Tower. Dotarliśmy tam około 21 to też było już ciemno (w pobliżu jest świątynia, która niestety w nocy nie jest podświetlona, ale przez to nie wpływa negatywnie na obserwowanie wieży) i musze przyznać, że Tokyo Tower robi wrażenie. Bardzo pozytywne wrażenie, zwłaszcza, że sama konstrukcja jest ciekawsza niż Tokyo Sky Tree (w mojej opinii). Nowsza atrakcja jest po prostu wysoka i to wszystko. A tu jest taki fajny klimat – do tego czekaliśmy z kolegami na jakąś godzillę lub innego stwora by mógł zgodnie z tradycją zaatakować ten charakterystyczny budynek w Tokio 😉

Dojazd do Tokyo Tower nie jest tak skomplikowany jak nie raz słyszałem od ludzi. Ot można pojechać Yamanote line z Tokyo Station i po wyjściu na odpowiedniej stacji przejść kawałek na nogach (przejazd za darmo bo linie JR – można spokojnie jeździć na JR Pass). Jednak jeśli ktoś jest wygodny i chce jeździć, a nie chodzić to może szukać łamańca i podjechać bliżej Asakusa Line (chyba).

Tak czy owak – polecam Tokyo Tower 😀

Akihabara gema! Akihabara gema!

W Akibie byłem kilka razy, w różne dni tygodnia. Za pierwszym razem było to w niedzielę po południu i był to najlepszy moment na zobaczenie tego miejsca. Zwyczaj jest taki, że w weekendy zamykana jest główna jezdnia przez co można chodzić jak po deptaku i na spokojnie chłonąć okolicę oraz robić zdjęcia. A było czego, bo jak tu spokojnie przejść koło wielkiego plakatu jednej z postaci z Nisekoi – przez wielki rozumiem coś co miało wysokość 5ciu pięter.

Widziałem też typowych otaku – koszulka, okularki i plakaty wystające z torby. Dokładnie wpadający w kliszę znaną chociaż by z niektórych anime. Dziwne uczucie bo zawsze wydawało mi się, że tak przedstawione postacie są delikatnie mówiąc przerysowane. A jednak nie, to prawda O_o

Co ciekawe, po ulicach chodziło więcej obcokrajowców niż samych Japończyków. Smutne było to, że niektórzy z turystów sprawiali wrażenie jakby chcieli być bardziej japońscy od Japończyków. Można było to wywnioskować w prosty sposób – nie widziałem żadnej Japonki czy Japończyka robiącego cosplay. Co innego Amerykanki/Amerykanie… Pojawili się w tak zwanym centrum japońskiej pop-kultury to myśleli że będzie tu wszystko, pełno przebranych osób, wielkie banery i plakaty na budynkach (ok, te były :D) oraz wylewające się tony gadżetów z ulubionych serii. A tu figa, nic takiego tu nie było.

Na koniec zaś muszę wspomnieć o ważnym haśle, które nam przyświecało podczas pobytu w Akibie – ‘ co się wydarzyło w Akibie, pozostaje w Akibie’. To też więcej nie napisze 😉

Wyspa Daiba

Wyspa znana z kilku powodów. Z jednej strony jest tam interaktywne muzeum zwane Miraikan (podobne do naszego Centrum Kopernika w Warszawie), dalej jest wielkie centrum konferencyjne z pewnym charakterystycznym budynkiem czy też w końcu – wielki Gundam!!!11oneone

Gundam

Najpierw, z samego rana poszliśmy pod model Gundama. Chociaż plastikowy i nie taki wielki (najwyżej 5 pięter) to jednak robi wrażenie 😀 Nie mogło się obyć bez sesji zdjęciowej 😉 Dobrze się stało, że byliśmy z rana bo było tylko trochę ludzi. Później, przechodząc w pobliżu byłoby zdecydowanie trudniej zrobić zdjęcia bez kogoś wchodzącego w kadr. Najczęściej byli to Chińczycy.

Fajna rzecz, zwłaszcza dla fanów. Dla reszty model też jest czymś ciekawym. Twórcy szczegółowo oddali rysunkowy pierwowzór to też na samym oglądali detali można spędzić dłuższą chwilę. Tam gdzieś w tle modelu znajdował się oficjalny sklep/kawiarnia Gundama, ale porównując go do innego sklepu poświęconego anime z wielkimi robotami (bez nazw XD) wypadał on zdecydowanie gorzej. Dziwne, bo marka Gundam powinna być lepiej rozpoznawana w Japonii zwłaszcza patrząc na to ile serii/uniwersów towarzyszyło kilku pokoleniom Japończyków.

Miraikan

Interaktywne muzeum podobne do naszego Centrum Kopernika. Fajne miejsce tylko akurat tego dnia byłem nie za bardzo dysponowany to też nie miałem sił tyle czytać. Ale tu trzeba zaznaczyć, że wszystko było opisane po japońsku i po angielsku co jest na plus. Na miejscu widziałem pokaz ASIMO (dwunożny robocik wyprodukowany przez Hondę) oraz pokaz filmu w 3d poświęconemu galaktyce. Przy projekcji było śmiesznie, bo była to osobna sala, z kopułą jako ekran oraz fotelami, które można było rozłożyć. Wyobraź sobie, spokojna muzyka w tle, ciemno, od czasu do czasu jakieś rozbłyski, ciepło i na dodatek w pozycji pół leżącej. Wiadomo czym mogło się to skończyć :> Jeden z panów w ‘tylnym’ rzędzie tak się wczuł w film, że było go dość dobrze słychać z przodu jak zaciągał się powietrzem podczas snu 😉 Ale sam nie byłem niewinny– było tak wygodnie, że część filmu poświęciłem na walkę z sobą o to, by nie zasnąć.

Z fajnych rzeczy to był kawałek międzynarodowej stacji kosmicznej, batyskaf oraz sprzęt pokazujący jak bardzo trzęsie się budynek w którym mieściło się muzeum (wychylenia związane z trzęsieniem ziemi, a nie tupiących zwiedzających 😉 ).

Dużo czytania, to musze przyznać. Gdyby to było w inny dzień to pewnie więcej bym wyniósł a tak niestety, ale musiałem nieco spasować. Ogólnie na plus – warto tam zajrzeć. Fajnym aspektem było to, że w środku było sporo starszych osób, którzy byli wolontariuszami chętnymi do pomocy wszystkim, którzy łaknęli wiedzy. Wśród zwiedzających były głownie wycieczki szkoleń to też byłem świadkiem łączenia się pokoleń. Bardzo pozytywne.

Do tego, chodząc między stanowiskami z eksponatami miałem okazję zobaczyć testy pojazdu/czegoś wyprodukowanego przez Hondę. Głównym celem tego urządzonka będzie wspomaganie starszych osób w poruszaniu się. Na pierwszy rzut oka wygląda to jak jeżdżąca pufa/siedzisko. Piszę o tym ponieważ mniej więcej dwa miesiące temu czytałem o tym w focusie. Autor notki wspominał, że jest to prototyp i dopiero co został zaprezentowany – a tu jakiś czas później miałem okazję zobaczyć to na żywo. Fajnie 😀

Centrum konferencyjne

Mało znane miejsce o ile nie jest się w klimatach popkulturowych w wydaniu japońskim. Chodzi o miejsce, w którym co roku odbywa się jeden z największych konwentów – Comiket. Kojarzę to miejsce z kilku anime jak na przykład Genshinken. Miejsce można skojarzyć po budynku w kształcie odwróconej piramidy opartej na trzech filarach. Nie wnikam kto miał taką wizję, ale jest ona na pewno oryginalna 😉

Miejsce warte zobaczenia dla dość specyficznej grupy osób 😉

Ambasada Rzeczypospolitej Polskiej w Tokio

Jestem w Japonii i jestem w Tokio to wypadałoby zobaczyć gdzie jest polska ambasada. Słyszałem, że jest w bardzo odległym miejscu do którego trudno się dostać. Może jestem inny, ale przejście 10-15 minut na nogach nie jest jakimś konkretnym wyczynem. Najpierw można polecieć Yamanote line (już pisałem o tej linii) jakieś 30 minut od Tokyo Station, przejść i już się jest na miejscu. Ambasada zlokalizowana jest w spokojnym miejscu, aż chciałoby się tam mieszkać, ale chyba nie potrzebują pracowników 😉

Zrobiliśmy zdjęcia mimo iż wcześniej groźnie wyglądający ochroniarz patrzył na nas z dachu naszej ambasady. Możliwe, iż miało to związek z tym, że wcześniej najprawdopodobniej spod ambasady odjechał samochód z ambasadorem. Tak czy owak, fajnie było się przejść 😀

W sumie później pomyślałem, że trzeba było powiedzieć dzień dobry temu ochraniarzowi, tak by było pozytywniej.

Okolice Ueno

Tutaj nie będzie niczego konkretnego bo realnie poruszałem się w poszukiwaniu kantoru. Trzeba było w miarę szybko pozbyć się nadmiaru lokalnej gotówki bo w Europie/Polsce na pewno byłbym stratny (i tak w rzeczywistości było jak sprawdzałem na lotnisku w Helsinkach). Chodziłem w te i z powrotem szukając kantoru. W jednym miejscu, zachęcony wielkim napisem ‘foreign money exchange’ wszedłem do budynku. Po schodach dostałem się na drugie piętro (w Japonii piętra liczy się tak, że parter to pierwsze, pierwsze to drugie itp.). Tam grupka pracowników biurowych przywitała mnie, ja lekko zmieszany, podszedłem do windy bo kantor znajdował się na trzecim piętrze. Jak już przyjechała, szybko udałem się do środka i pojechałem do góry. Otworzyły się drzwi i zobaczyłem środek biura, tradycyjnego japońskiego biura. Na środku ustawione były koło siebie biurka, po bokach siedzieli pracownicy zaś na szczycie po drugiej stronie pomieszczenia siedział ich przełożony, przy oknie. Ja chciałem zwiewać, ale drzwi się zamknęły a winda odjechała do góry. Wszyscy popatrzyli na mnie, przywitałem się i wezwałem ponownie windę. Zwiałem. Niestety nie mieli informacji o tym jaki jest aktualny kurs.

Szwędając się po okolicy widziałem lokal, który świadczył ciekawe usługi. Mianowicie można było wykupić 10 minutowy masaż głowy. Jak to było zapisane na szyldzie, masaż miał odprężyć i zrelaksować. Nie wnikam, ceny tez nie widziałem, ale jeśli jest to pewnie ktoś tam chodzi.

Tam też w pobliżu Ueno była alejka/zakątek podobny do tego z Osaki. Czyli plakaty pań pokazujących swoje wdzięki. Ale nie to było najlepsze (chociaż fajne :D) bo najbardziej zdziwiłem się widząc stojących przed takimi miejscami staruszków, którzy szelmowsko się uśmiechali i cmokali patrząc na plakaty. U nas to pewnie wszyscy unikali wzrokiem tego typu miejsca a tam, bez skrępowania. Widać, jak duże są różnice kulturowe między nimi a nami. No i widząc te dziadki raczej słabo mi się robiło…

I tak zakończył się trzytygodniowy pobyt w Japonii. Notkę niestety, ale wysyłam już z Polski bo dostęp do internetu w Tokio by delikatnie mówiąc – utrudniony.

Advertisements

~ by drzejan on April 19, 2014.

3 Responses to “Powrót do Tokio”

  1. No tak, wróciłeś już do kraju i nikt nie komci. To ja skomcę, że zazdraszczam wyjazdu 😛
    Liczę na kolejne, równie fascynujące wyjazdy w twoim wykonaniu oraz chylę czoła przed sumiennością w zamieszczaniu wpisów.

    • Norma, że nikt już nie zagląda bo w sumie blog na jakiś czas znów zamilknie chociaż planuję nieco opisać moje odczucia z pobytu w Japonii, odczucia dotyczące potencjalnego życia tam.

      W sumie muszę się zastanowić gdzie chciałbym jechać w przyszłości, a konkretniej w jaką porę roku w Japonii chciałbym zobaczyć 😉 Niestety jest to odległa pieśń przyszłości więc póki co na spokojnie, trzeba wrócić do rzeczywistości i najważniejsze, do rutyny 😉

  2. no a co tu komentować, skoro notka ewidentnie auto-cenzurowana,
    “Na koniec zaś muszę wspomnieć o ważnym haśle, które nam przyświecało podczas pobytu w Akibie – ‘co się wydarzyło w Akibie, pozostaje w Akibie’. To też więcej nie napisze.”
    wraz ze spadkiem liczby intymnych, pikantnych detali na blogu, zmniejsza się chęć czytelników do komentacji.

    a co do staruszków cmokających przed plakatami, przypomniała mi się taka fraszka Sztaudyngera: Ujrzeli dwaj starcy Zuzannę w kąpieli… chcieli postraszyć, ale czym – nie mieli.

    dobra, idę, bo burza.

Comments are closed.

 
%d bloggers like this: