Osaka

Kolejny dzień, kolejna wyprawa poza Kioto. Jak wspomniałem w notce o Narze – póki co nie opiszę wyprawę do Yoshino. Nie mam teraz czasu, do tego nie było tam żadnych epickich akcji porównując chociażby z dzisiejszą wyprawą do Osaki. Nie będę wyprzedzał faktów :>

przerwa techniczna

W ogóle to pierwotnie mieliśmy pojechać dzisiaj do Koyasan, ale okazało się, że znajoma kolegi znajduje się akurat w Japonii i jest w Osace. To też umówiliśmy się na wspólne zwiedzanie miasta. Co z tego wyszło? Niestety problemy na linii + pewne nieporozumienia komunikacyjne spowodowały, że ostatecznie nie spotkaliśmy się. Szkoda, bo w cztery osoby to zdecydowanie lepiej niż w trzy. Chociażby po to by zajmować w pełni stolik w restauracji 😉

W Osace wylądowaliśmy najpierw w Shin-Osaka. Tak, po burżujowemu pojechaliśmy Shinkansenem, a nie normalną kolejką przez co w 13 minut pokonaliśmy trasę normalnie wymagającą od 30 do 40 minut. Szpan. Następnie przebiliśmy się do stacji w Osace i dalej, na nogach w miasto.

Pierwsze wrażenie – pełno biurowców i zdecydowanie głośniej na ulicach niż w Kioto czy nawet Tokio. Dziwne uczucie, bo człowiek nieco się już odzwyczaił od tego typu utrudnień życia w mieście. Dalej, nieco mniej pozytywną rzeczą była liczba bezdomnych na ulicach. Zdecydowanie więcej niż w pozostałych miastach bo ledwo przeszliśmy kawałek ulicy a już spotkaliśmy trzech siedzących gdzieś z boku. Czymś odmiennym było to, że nie było ich czuć tak jak u nas…

Po drodze zaliczyliśmy jedną świątynię – Tenmaguri. Jest ona ulokowana w ciekawym miejscu. Niby to pomiędzy niskimi budynkami, na tyłach alei handlowej a mimo to jest tam cicho i spokojnie. Z drugiej strony – wygląda na to, że mam już przesyt świątyń to też z kolegami relatywnie szybko przeszliśmy przez ten punkt zwiedzania.

Dalej trafiliśmy na pośredni etap zwiedzania – punkt widokowi na drodze do zamku w Osace. Bardzo fajne miejsce bo widoczne były rzędy wiśni posadzone nad rzeką przy której znajduje się japońska mennica. Jest tam też muzeum, jednak znając życie eksponaty byłyby opisane jedynie w języku japońskim. Do tego nie było tej atrakcji w planie, więc pominąłem, a szkoda bo w sumie fajnie byłoby zobaczyć to muzeum – może innym razem.

Siedząc spokojnie nad rzeką w punkcie widokowym doszliśmy do ciekawego wniosku. W Japonii jest zdecydowanie więcej Chińczyków niż samych Japończyków. Dosłownie na każdym kroku są obywatele Państwa Środka, których bez problemu można rozpoznać po języku. Dziwne uczucie, bo język w którym posługuje się większość osób dookoła mnie nie przystaje do kraju, w którym się znajduję.

Dalej trafiliśmy na główny punkt planu w Osace – zamek. Bardzo ładny zamek, położony w malowniczym miejscu z naprawdę ciekawymi rozwiązaniami jeśli chodzi o przystosowanie go do obsługi turystów. Co oznacza ten karkołomny opis? A no tyle, że budynek sam w sobie jest raczej nowy i to psuje całą radość. Natomiast ogród dookoła jest fajny, oryginalne mury również co ostatecznie rekompensuje rozczarowanie samym zamkiem. Na szczycie oczywiście był obowiązkowy punkt obserwacyjny na którym nawet nie nagrywałem filmu – po prostu krajobraz Osaki mnie nie powalił jak chociażby Tokio.

W zamku miałem nieciekawą akcje. Na wybranych piętrach był zakaz robienia zdjęć to też kulturalnie wszystko pochowałem – mogłem spokojnie obcować z eksponatami. Pech sprawił, że akurat oglądałem zbroję samuraja na jednym z pięter gdzie był zakaz. Zbroja bardzo ciekawa bo z wielkimi rogami na głowie (naprawdę wielkie!), obok mnie stał facet, znacznie starzy ode mnie. Był to albo Afroamerykanin albo też Hindus. Nie rozpoznałem, natomiast jak się łatwo domyślić – zaczął robić zdjęcia. Jest zakaz, facet to olewa i cyka fotki, perfidnie jeszcze wywierając na mnie presję, bo za wolno czytałem opisy i stałem mu w kadrze. Wkurzyłem się i powiedziałem mu, że tu jest zakaz fotografowania – oczywiście zaczęło się udawanie, że nie rozumie angielskiego, później, że jest na piętrze gdzie można było robić zdjęcia (nie, nie był, pokazałem mu numer piętra i tabliczkę z informacją o zakazie robienia zdjęć, była zaraz obok niego) i w zaparte. Kontynuował wykręcanie się sianem, więc dałem sobie spokój. Absmak, bo obcokrajowcy nie potrafią się normalnie zachować :/

Mając zamek za sobą, i niezbyt miłego faceta od zakazów, ruszyliśmy w stronę świątyni Sumiyoshitaisha. Na mapie wyglądało to jak kompleks budynków i tak też było w rzeczywistości. Z fajnych rzeczy okazało się, że w świątyni bardzo lubią koty to też było sporo ich figurek (do kupienia) chociaż obcowanie ze świątynią skutecznie psuły ptaszyska wydające z siebie bardzo nie przyjemne dźwięki. Zrobiłem odpowiednią ilość zdjęć w tym bardzo fajnego kota, który siedział sobie w nogach rzeźby demona broniącego świątynię. Niby nic nadzwyczajnego, ale kot miał czapkę na której coś było napisanie. Niestety nie znam japońskiego to też pozostanę stwierdzenie, że jakieś znaczki tam były 😉

Było już późne popołudnie to też udaliśmy się do Shin Sekai (nowy świat, w Osace) upolować coś do jedzenia. Padło na okonomiyaki – placek smażony na miejscu przez klienta z różnymi dodatkami: mięsem, kapustą i imbirem. Coś podobnego jadłem w Korei, chociaż tam się tego tak nie dusiło jak w Japonii. Ogólnie jest dobre, chociaż nie powaliło mnie na kolana. Wkurzające jest to, że w regionie z Kioto i Osaką w sklepach podawana jest jedna cena, czasami dwie – wyższą i niższą. Oczywiście, marketingowo jadą i pokazują ceny netto – człowiek się co najwyżej dziwi przy płaceniu. Cena wyższa zaledwie o 8%, życie :/

Po nowym świecie powędrowaliśmy na północ w stronę Namby. Kolega od razu skojarzył to z postacią z jednego anime (starszy brat z Space Brothers), ja co najwyżej przyjąłem do wiadomości tą ideę, ale raczej nie o to tu chodziło.

To teraz najlepsze, lub najgorsze. Kwestia podejścia 😉 Szliśmy sobie spokojnie ulicą, najpierw minęliśmy kilka sklepów z sprzętem komputerowym. Ciekawe odczucie, można było jeszcze kupić płytki dvd lub cd, w tle zaś przewijały się stare laptopy czy pcety. Po chwili, wciąż wzdłuż tej samej ulicy pojawiły się sklepy z grami. Było wszystko – od najnowszych tytułów na DSa do świeżej PS4 poprzez multum gier wydanych tylko na rynek japoński. Słowem – mógłbym tam zostać dłużej. Minęliśmy kilka takich sklepów.

Następną fazą udziwnienia, powiedzmy, były sklepy z anime na dvd/br. Czy też wypożyczalnie z tego typu asortymentem. Tu ponownie zostałbym dłużej, chociaż już wiem jak bardzo łupią człowieka tutaj na tej kulturalnej ‘zawartości’ – pewnie bym się nie pozbierał po takich zakupach.

I teraz coś co pewnie zainteresuje niektórych. Były już wypożyczalnie z anime to w końcu dotarliśmy wzdłuż ulicy do strefy w której z drzwi i okien sklepowych spoglądały umieszczone na plakatach powabne Azjatki, najpewniej Japonki. W sumie bez jakiejś większej krępacji, wszystko na wierzchu, wiadomo od razu jakie materiały można wypożyczyć w tym miejscu. A było tego naprawdę sporo, widziałem jak faceci w środku wertowali półki z dvd. Z drugiej strony, legendy miejskie mówią, że filmy porno w Japonii są ocenzurowane więc tak jakby nie miało to sensu. Chociaż co ja tam wiem 😉

Dalej zaś, to już na spokojnie, po sklepach w których na pewno były materiały poświęcone morzu i mackom, przeszliśmy koło dwóch maido cafe. Mnie już naprawdę nie wiele dziwi chociaż byłem pełen podziwu jak dziewczyna wydała z siebie taki dziwny głos jak zapraszała do środka. Natomiast strój miała fajny, mało praktyczny jak na pokojówkę, ale na pewno ciekawy wizualnie (tak normalnie, bo był normalny – nie było tam jakiś wycięć czy czegoś :P)

Tak mniej więcej wyglądała wyprawa do Osaki. Był zamek, były ładne widoki i była ulica, która potwierdziła opinię o Japonii jaką znam z sieci. Same miasto – szczerze powiedziawszy – to taki smutny betonowy moloch z ludźmi chodzącymi w garniturach. Ja bym tak nie mógł. Zupełnie inny klimat niż w Kioto, Fujiyoshidzie czy też Tokio.

Advertisements

~ by drzejan on April 9, 2014.

7 Responses to “Osaka”

  1. 1. kocina – bez kitu z tą czapką! (dobrze, że jest zdjęcie, to jakoś wierzę, że it DID happen.) w Azji to nawet koty są jakieś zdyscyplinowane w robocie. ale śmieszne, bo ta kicia na zdjęciu ma taką bardzo wschodnią mordkę.
    2. Afroamerykanin/Hindus – aż nie wiem, jak mam sobie wyobrazic tę istotę, która była takim przykładem pokrętnej amalgamacji, żeś nie mógł rozpoznać.
    3. ten sklep z wiadomymi dvd jakoś mnie tak wywołał do tablicy, nie wiem czemu. zawsze mnie zastanawiało, jak można to kupować i kolekcjonować.

    • 3.cd. no dobra, zmieszało mi się. to w notce to była wypożyczalnia, ale przecież takie filmidła też sprzedają na własność. i ktoś je kupuje. i mnie to dziwi.

    • @1. Z kotem – tak, wiedziałem, że jeśli nie zrobię zdjęcia to nikt nie uwierzy. Też w sumie bym nie uwierzył, ale pracował bardzo sumiennie. W ogóle się nie ruszał mimo iż obstawiam, że kamień z którego zrobiono rzeźbę nie należał do najcieplejszych i na pewno były jakieś lepsze miejscówki w pobliżu 😉

      @2. Właśnie nie do końca mogłem go rozpoznać. Bo miał ciemny kolor skóry, ubrany mniej więcej jak Amerykanin, emerytowany Amerykanin. Problem w tym, że jak się odezwał to łamanym angielskim. Dlatego też nie jestem w stanie powiedzieć skąd był. Ale to i tak nie ważne, bo złamał zakaz :/

      @3. Małe sprostowanie – najpierw były wypożyczalnie z anime i dvd dla dorosłych po czym były chyba już normalne sklepy tylko z tym drugim. Tak jak odpisałem Marcinowi – panowie stali i wertowali stosiki z płytkami zaś sklepem opiekowała się dziewczyna w momencie gdy przechodziłem. Może inna kultura pozwala patrzeć na to inaczej?

  2. Taa ekhm… “legendy miejskie” 😉 Legendy miejskie również mówią, że duża porcja eee ich “dorobku kulturalnego” tego typu jest ciężko dostępna w internetach więc nic dziwnego, że wertują DVD.

    • Ale tak zupełnie bez skrępowania wertowali te płytki. Co śmieszniejsze, za kasą stała kobieta – jak dla mnie byłby to największy problem w takim sklepie. Ogólnie śmieszna sytuacja i w sumie zastanawiam się, czy rzeczywiście nie ma tego w sieci, że muszą przeszukiwać towar.

      Chyba, że chodzi o spotkanie innych fanów konkretnego typu ‘atrakcji’, na żywo w jednym miejscu 😉

  3. Przyznaję, że Osaka mnie nie zachwyca 😛
    Next please!…

    • Może źle trafiliśmy, albo nie to zobaczyliśmy. Wszyscy mamy raczej chłodne odczucia względem tego miasta.

Comments are closed.

 
%d bloggers like this: