Nara

Kioto się skończyło. To fakt. Nie oznacza to jednak, że spakowaliśmy walizki i pojechaliśmy dalej na zachód. Nadal mieszkamy w tym samym hostelu tyle tylko, że z rana lecimy teraz na stację i dalej – ku innym miastom w regionie. Teraz będzie pewna odmiana od świątyń i podobnych atrakcji 😀

przerwa techniczna

Z Kioto do Nary leci się lokalnym połączeniem obsługiwanym przez JR. Oznacza to ni mniej ni więcej jak ponowne użycie JR Passu. Pociąg był wygony, zaś czas potrzebny na dojechanie do celu to coś około godziny. Plusem było to, że w środku grzano co nie było bez znaczenia po uwzględnieniu pogody. Lało i było zimno :/

Na miejscu w miarę szybko przedostaliśmy się do parku gdzie zobaczyliśmy słynne jelenie. Dużo jeleni. Jeszcze więcej jeleni. Takie sporawe stadko ganiało jedną Japonkę, która trzymała w ręku opakowanie przysmaków dla jeleni. My oczywiście na spokojnie obserwowaliśmy sytuację i robiliśmy zdjęcia 😀 Kolega kupił jeden zestaw przysmaku dla jeleni i wprowadził w życie swój niecny plan.

Co było w planie – wziął jeden przysmak i dyskretnie włożył go drugiemu koledze do kaptura tak by ten tego nie zauważył. Niestety jelenie nie wyczuły tego i perfidny plan się nie powiódł. Co gorsze dla kolegi który wymyślił plan, jeden z jeleni po zjedzeniu przysmaku postanowił sprawdzić jak smakują jego spodnie. Widocznie nie podeszły zwierzakowi bo po złapaniu zębami szybko się wycofał.

Na pewno było by fajniej gdyby nie padało w tym miejscu i nie wiał zimny wiatr.

Dalej, łaziliśmy po parku aż dotarliśmy do świątyni Todaiji w której znajduje się druga co do wielkości w Japonii rzeźba Buddy. Muszę przyznać, że rzeźba zrobiła na mnie wrażenie. Jedyny problem to to, że na straganach dookoła świątyni można było kupić ręczniczek z postaciami z ‘Attack on Titans’ chociaż powinienem był się przyzwyczaić.

Z fajnych akcji to mogę wspomnieć o kolejnej operacji. Tym razem kryptonim ‘automat’. Było zimno, było cholernie zimno. Dłonie mi przemarzły i już się nawet nie trzęsły. Idąc lasem, w którym było mokro i od czasu do czasu wiało, dotarliśmy do budynków świątynnych przy których były automaty z napojami. Część z napojów jest sprzedawana normalnie, część mocno schłodzona. Nas najbardziej interesowało to co pozostało – podgrzewane napoje. Walczyliśmy o to, kto pierwszy kupi – kolega zdecydował się to później uciekał przed nami jednocześnie tuląc do siebie ciepłą puszkę. Było tak zimno. Po jakimś czasie każdy miał swoją puszkę do przytulania to dłonie odzyskały sprawność. Pewnie wyglądaliśmy jak idioci, ale było nam tak dobrze. Przynajmniej jedno źródło ciepła.

Kręcąc się po parku weszliśmy do świątyni Kasuga. Były w niej tłumy i coś co mnie zdziwiło. Dziewczyny pracujące w niej, oprócz standardowych czerwono-białych strojów nosiły też ozdoby we włosach (nie, nie mam ich zdjęć). Spokojnie z kolegami weszliśmy do płatnej część i ku naszemu zdziwieniu okazało się, że tego dnia w tej świątyni będzie miał miejsce tradycyjny japoński ślub. Trafiliśmy na moment w którym młoda para wchodziła do świątyni (i tak, miałem akurat kamerę pod ręką :>). Ciekawie to wyglądało, zupełnie inaczej niż u nas w Polsce.

Na koniec zaś podzielę się pewną refleksją z Nary. O ile jelenie chętnie podchodziły do ludzi, przyzwyczajone, że coś od nich wydębią, tak pod koniec pobytu doszliśmy do smutnego wniosku. Nawet jelenie nas omijają szerokim łukiem. Miało to miejsce na dużym placu/łące na której pierwotnie było sporo tych zwierząt oraz trochę Japończyków, którzy dokarmiali jelenie. Spokojnie weszliśmy na ten plac, przeszliśmy kawałek i ku naszemu zdziwieniu, jelenie postanowiły grupowo utrzymać zdrowy dystans od nas. Jednak Japonka goniona przez trzy jelenie zbliżyła się do nas to czworonożne skubańce straciły zainteresowanie i tak bardzo spokojnie sunęły niby to do Japonki, ale tak bardziej wymijająco. Ja rozumiem, że Japonki nas omijają – no ale żeby kurde jelenie?

Później rozważyliśmy przyczyny takiego stanu rzeczy. Japończycy, którzy pojawiali się w parku w Narze patrzyli na jelenie jak na słodkie, puszyste i milusie zwierzątka. Takie prawie że do przytulenia i do głaskania, co dają się karmić itp.

Natomiast my, wyziębieni i na kalorycznym głodzie patrzyliśmy na jelonki jak na chodzące bomby kaloryczne. Obserwowaliśmy je pod katem zwinności i tego czy najedlibyśmy się taką czy inną sztuką. Pewnie wyczuły nasze intencje i niektóre nawet nie chciały się dać nakarmić jak kolega dawał im przysmak jeleni. Śmieszna sprawa i jeśli coś podobnego było przyczyną takiego zachowania jeleni to musieliśmy naprawdę morderczą aurę propagować dookoła nas 😉

To by było na tyle jeśli chodzi o Narę. Więcej nie mam o czym pisać – na miejscu przeszliśmy się jeszcze po lokalnej ulicy handlowej. I to wszystko, ale i tak akcja z jeleniami rozweseliła do końca dnia.

Notki za następny dzień raczej nie zrobię – raczej mało ciekawy byłby opis japońskiego Lichenia 😉

Advertisements

~ by drzejan on April 7, 2014.

4 Responses to “Nara”

  1. Planujesz zostanie mnichem? ^_^

    • Zawsze jest to jakaś opcja jak znudzi mi się to co teraz robię 😉

  2. oj, dajesz ten Licheń! wszystko ciekawe. kicanie po kałużach ciekawe, wyprzedaże jedzeniowe ciekawe, wodzenie wygłodniałym wzrokiem za jelenami ciekawe.

    • W Yoshino to tak mało co było. Ale zapisałem sobie, że jak znajdę czas to spiszę i dorzucę zdjęcia 😀

      A póki co tworzy się notka z innego miasta 🙂

Comments are closed.

 
%d bloggers like this: