Fujiyoshida – wyprawa pod górę Fuji

Tak jak pisałem wcześniej – w Japonii będziemy trzy tygodnie i początkowy pobyt w Tokio służył głównie przywyknięciu do innej strefy czasowej, klimatu i ogólnie otoczenia. Dwa dni minęły i trzeba ruszać dalej by wypełnić plan, który przewiduje wiele atrakcji 😀

przerwa techniczna

Największym wyzwaniem było przedostanie się z centrum (mniej więcej) Tokio do małej miejscowości leżącej u podnóży góry Fuji. Wymagało to dwóch przesiadek. Najpierw trzeba było przedostać się z Ueno do Shinjuku (to udało się zrobić w ramach spółki JR czyli JRPass zadziałał), po czym przeskoczyć z Shinjuku do Otsuki (również JR) i ostatecznie z Otsuki do Shimoyoshida. Tu już na ostatnim etapie musieliśmy kupić bilety, bo podróżowaliśmy prywatną linią. Zanim jednak udało się nam dotrzeć na miejsce zaliczyliśmy obsuwę i chyba powinienem się bardziej zdystansować do wszystkiego bo po co się wkurzać na urlopie?

Po drodze zaliczyliśmy combini w którym natrafiłem na chlebek melonowy. Coś pysznego z zapachem, który tylko potęguje ochotę na zjedzenie tego smacznego kąska – co uczyniłem na stacji w Shinjuku. W pociągu zaś siedziałem z lapkiem i klepałem poprzednią notkę o Tokio 😉

Po dotarciu na miejsce pierwsze co rzuciło się w oczy to to, że Fujiyoshida wygląda jak Zakopane po sezonie. Wymarłe, wszystko prawie zamknięte. Dziwne uczucie – natomiast co wszystko rekompensowało to widok góry Fuji w tle. Pierwsze wrażenie – olbrzymia góra. Za drugim spojrzeniem, to pierwsze cały czas pozostawało w mocy. Do tego charakterystyczna chmura wisząca nad szczytem. Kolejny widok, który powinno zobaczyć na własne oczy bo zdjęcia tego nie oddają.

Po przejściu dość znacznego kawałka dotarliśmy do naszego hostelu – Fujiyoshida Youth Hostel. Za pierwszym razem niemalże nie przeszliśmy wejścia do niego. Tu zaznaczę, że później pomimo poznania okolicy też o mało co nie minęliśmy wejścia. Tak skromnie przy wąziutkiej ulice znajduje się szyld informujący o hostelu. Po wejściu zostaliśmy przywitani bardzo uprzejmie i ciepło przez panią opiekującą się tym obiektem – oprowadziła nas po wszystkich ważniejszych miejscach. Pokazała też łazienkę z prysznicem oraz tradycyjną japońską wanną. O niej jeszcze napiszę, bo warto – nie mam zdjęć, ale jeśli poszuka się informacji o tym hostelu to wśród jego zdjęć widoczna jest łazienka. Wygląda zachęcająco 😀

Po oporządzeniu się po podróży, zostawieniu rzeczy w pokoju z sześcioma matami tatami wyruszyliśmy w podróż mającą na celu upolowania czegoś dobrego do jedzenia. Dobrą opcją było zjedzenie ramenu zwłaszcza, że właścicielka hostelu poleciła nam znajdujący się dosłownie obok obiekt z tą potrawą. Weszliśmy nieco niepewnie, w środku oczywiście nie było zdjęć, a jedynie napisy z cenami. Widać było na pierwszy rzut oka to to, że było to bardzo ciepłe i rodzinne miejsce – dzieciaki biegały dookoła, babcia siedziała z nimi zaś znajomi rozmawiali z właścicielami. Pani domu, zajmująca się gośćmi przywitała nas, podała herbatę i poprosiła by jej syn (chyba) zapytał się nas po angielsku co byśmy chcieli zjeść. Widać było, że chłopak pierwszy raz miał okazję rozmawiać z obcokrajowcami i był przez to strasznie zestresowany, ale dzielnie poradził sobie z tym zadaniem. Co ważniejsze, miał bardzo dobrą wymowę – w przyszłości zdecydowanie przyda mu się to, a teraz będzie miał o czym opowiadać swoim kolegom w szkole.

Czekając na zamówione jedzenie właścicielka poczęstowała na świeżo przygotowanymi kotlecikami warzywnymi a’la hamburgery. Były naprawdę dobre i szczerze powiedziawszy, z chęcią sam bym takie przygotował. Zapytaliśmy się jak się je robi, ale usłyszeliśmy jedynie to, że jest tam kapusta pekińska, por. Nasze zainteresowanie potrawą spowodowało, że każdy z nas dostał drugą porcję. Bardzo miło z ich strony. Jednak najlepsze miało dopiero nastąpić. Pojawiły się nasze zamówienia – wielka micha pełna makaronu, kiełków i tym razem z większą różnorodnością różnych warzyw. Po raz kolejny były niebo w gębie chociaż smak miało zdecydowanie inny niż to co upolowaliśmy w Tokio.

Będąc zadowoleni i pełni po jedzeniu poszliśmy w stronę pagody, którą poleciła nam właścicielka hostelu. Trasę mieliśmy zaznaczoną na mapie, którą nam wcześniej dała. Spokojnie dotarliśmy do podnóży góry na której był cel naszej podróży. Już wtedy góra Fuji odsłoniła się przed nami. Widok zapierał dech w piersi a przed nami było jeszcze kilkadziesiąt schodów do pokonania i to co zobaczyliśmy na szczycie całkowicie zrekompensowało trud wejścia.

Po chwili odpoczynku w hostelu po powrocie z pagody postanowiliśmy udać się w przeciwną stronę miasta, w kierunku świątyni Fuji Sengen. Kompleks świątynny znajdował się na oko z 3 kilometry od hostelu i jak dotarliśmy na miejsce było już po prostu ciemno. Tu mogę napisać, po raz kolejny podczas tego wyjazdu, że miałem okazję zobaczyć coś co najpewniej nie uda mi się powtórzyć w życiu. Klimat i atmosfera podświetlonej świątyni znajdującej się w zupełnie ciemnym lesie, cisza dookoła – jedynie słychać było wrony i sowy. Na miejscu był tylko jeden Japończyk, który przyjechał się pomodlić, ale nasza obecność mocno go speszyła . Zrobiliśmy sesję zdjęć, chociaż trudno było bo co by nie pisać, sprzęty foto jakie mamy do dyspozycji nie pozwalają na utrwalenie szczegółów w takich ciemnościach.

To by było na tyle tego dnia, jeśli chodzi o zwiedzanie. Jednak było coś jeszcze – moment kąpieli. Wspominałem na początku o japońskiej wannie i powiem jedno. Po umyciu się i opłukaniu, moment wejścia do tej wanny – coś niesamowitego. Woda była gorąca i dodatkowo efekt jaki dawały dysze, człowiek momentalnie się odprężał. Szczerze, to nie wiem ile siedziałem w tej wannie. Ale było fajnie, wiem tylko, że jak wróciłem później do pokoju to koledzy wiedzieli, że byłem długo (cały czerwony :D). Zdjęcie tej wanny można znaleźć w sieci, wystarczy wpisać nazwę hostelu w googlarce.

A co jutro? Jaskinie i jeziora!

P.S. Po drodze w mieście widzieliśmy fajny patent z formowaniem trzew by w przyszłości jeszcze lepiej wyglądały. Na jednym zdjęciu widać mechanizm poprawiania krajobrazu 😉

Advertisements

~ by drzejan on March 30, 2014.

2 Responses to “Fujiyoshida – wyprawa pod górę Fuji”

  1. Podoba mi się wasze lokum ^_^
    Fajne widoki. Zazdraszczam~~

    • Lokum fajne, ale jak jest ciepło. Ogólnie niby mieliśmy 22-24 stopnie w pokoju, ale stara konstrukcja budynku nieco wietrzyła nam nasz zapał temperaturowy. Tak czy owak, było fajnie 😀

Comments are closed.

 
%d bloggers like this: