Suwon – forteca Hwaseong

Jak napisałem w poprzedniej notce – planowałem jeszcze raz udać się w rejony pałacu królewskiego w Suwonie. Konkretniej to ominąć pałac i obejść całe stare miasto dookoła, idąc po murach obronnych. Tym razem jednak zrezygnowałem z dostania się tam na piechotę i skorzystałem z komunikacji miejskiej (jeszcze nieco środków mi pozostało na karcie :D). Dodatkowo, Google w tym wypadku się nie pomyliło w wyznaczaniu trasy. Hurra!

przerwa techniczna

Zatem dojechałem na miejsce, które mniej więcej już kojarzyłem. Nie było tak źle jak wczoraj w Seulu. Spokojnym krokiem udałem się w stronę budki z biletami mijając po drodze dopiero co rozstawiający się rynek. Dalej to już na spokojnie, zacząłem zwiedzać kompleks od południowo-zachodniej strony.

Pierwszą rzeczą jaką chciałem zobaczyć był wielki złoty pomnik Buddy. Tłumów jakoś dookoła nie było, a pomnik sam z siebie wyglądał dobrze (nie to co u nas, np. w Świebodzinie…). Żadnego mnicha natomiast nie widziałem, zaś w pobliżu chyba odbywały się modły (niedziela), dlatego też nie chcąc przeszkadzać zastosowałem taktyczny odwrót na z góry ustalone pozycje.

Po drodze widziałem, jak rozstawiana była jakaś artystyczna instalacja z setek wiatraków. Gdzieś tam w tle, pomimo niedzieli, trwały prace przy wykańczaniu budynków. W sumie ciekawie to wyglądało, bo do starych cegieł przymocowali drewniane sztalugi, później do tego przybili płyty pilśniowe. Na koniec zaś dokładali takie coś plastikowe, co przypominało cegły. Wyglądało schludnie, ale z drugiej strony, wiedząc jak to zrobili – to trąci nieco kiczem.

W dalszej części, przechodząc się wzdłuż muru byłem kilka razy proszony o pokazanie biletu, że mogę się po nich poruszać. Ciekawe, że mnie ścigali a nie lokalnych (w sensie Koreańczyków). Chyba za bardzo się rzucałem w oczy. Co też w sumie tłumaczy czemu jakiś czas później, idąc sobie koło większego przystanku na trasie trójka uczniów dziwnie się na mnie patrzyła. Nie to bym coś sobie z tego robił, od szedłem dalej bo i tak już byłem zmęczony. Po pewnym czasie, idąc relatywnie szybko, ale też jednocześnie dość spacerowo, znowu spotkałem tych uczniów (chłopak i dwie dziewczyny). Tym razem chłopak zagadał do mnie pytaniem czy mówię po angielsku (taaaa, jakbym mówił tylko po polsku to bym już dawno zginął w tym kraju). Okazało się, że są z wolontariatu w ramach zajęć szkolnych i mogą mnie oprowadzić po kompleksie. Uprzejmie podziękowałem im ponieważ praktycznie rzecz biorąc obejrzałem już cały kompleks. Chociaż z drugiej strony fajnie by było pogadać z nimi, może dowiedziałbym się czegoś ciekawego o ich systemie edukacji? Teraz tak myślę, że gdybym nie był tak zmęczony (i przepocony :/) to bym skorzystał z ich propozycji – może dla odmiany miałbym na karcie pamięci zdjęcia z sobą 😉

Więcej nie będę się rozpisywał, bo nie ma co – forteca fajna, chociaż końcówka to taka jakby była zaniedbana i nie było co oglądać. Tam też już niedaleko było to kościoła-fortecy, ale nie byłem zainteresowany wejściem. Zwłaszcza, że była niedziela. A teraz to co najciekawsze, czyli zdjęcia 😀

Advertisements

~ by drzejan on August 26, 2013.

5 Responses to “Suwon – forteca Hwaseong”

  1. uważam, że gdyby Aragorna ze Świebodzina pomalować na złoto to też by dawał radę.
    no i nie mów, że zdjęcia samego siebie robione z ręki są poniżej twojej godności! 😀

    • Co do Aragorna to mogłoby to być problematyczne, ile złotej farby trzeba by było zużyć i co gorsza, nie wiem czy tak dobrze by się ugruntowała na tym, z czego go zrobiono 😉

      Tu nie chodzi o moją godność! 😀 Tu chodzi o los ludzkości, która mogłaby nie przetrwać widoku takiego zdjęcia 😉 Po drugie, za krótkie ręce mam to bym jeszcze swoją skromną osobą za duży kawałek kadru zajmował 😀

  2. Widzę, że też trafiłeś na łuczników…. ciekawe tylko czy byłeś świadomy, że stoisz na przeciwko nich 😀 Ja się trochę zdziwiłem jak nagle jakieś 5-10 metrów przede mną zaczęły wbijać się niewiadomego pochodzenia strzały 😀

    • Widziałem ich za w czasu, ale to były dzieci i raczej miały problem z ogólnym trzymaniem łuku + strzały. Więc czułem się mniej więcej bezpiecznie. Gdyby byli dorośli, to bym nie poszedł tamtędy 😀

      To miałeś szczęście, że nie przyszpilili Cię tą strzała…

  3. […] będę się rozpisywał więcej o tym, ponieważ już to zrobiłem. Dwa razy (pierwsze starcie i dogrywka […]

Comments are closed.

 
%d bloggers like this: