Danie królów

Kolejna notka z serii tych krótszych (chyba :D). Tym razem będzie nieco o jedzeniu. Jako, że trwa właśnie święto niepodległości w Korei Południowej, ja zaś nie wiedząc czy sklepy będą otwarte czy nie, postanowiłem jakoś się zabezpieczyć przed wizją śniadania jako wszystkie posiłki w ciągu dnia. Dlatego też dzień wcześniej skorzystałem z marketu sieci Home Plus (znanej w Polsce jako Tesco 😉 ). Miałem szczęście bo akurat była promocja na ‘zupki chińskie’, nie zastanawiając się długo kupiłem jedną na spróbowanie. W myślach już liczyłem ile będę potrzebował podczas zbliżającego się weekendu bo restauracje lekko mnie przerażają – nie wiem co zamówić (kolega polecał mi kimbab ciamciu, taką nazwę kojarzę, ale nie wiem czy byłbym w stanie poprosić o to w knajpie) .

przerwa techniczna

Szczerze, to podczas zakupów w Home Plus najtańsza okazała się właśnie zupka chińska. Kosztowała zaledwie 800 wonów (około 2.3 zł). Więcej zapłaciłem za zestaw pałeczek i łyżkę, bo niestety takowych nie znalazłem w pokoju hotelowym. Ot, będę miał kolejne do używania w Polsce.

Zatem jak wyglądała zupka? Na opakowaniu była korona (stąd też danie królów 😉 ), duże – trochę mniejsze niż standardowy płaski talerz obiadowy (okrągły!). W środku był radosny krążek makaronu, nic nadzwyczajnego, to samo jest u nas tyle że kanciaste. Natomiast opakowania z aromatami były większe niż polskie. Dużo większe – tak o jedną trzecią większe niż torebki z ziołami Herbapolu. I co najważniejsze – nie musiałem walczyć z ich otworzeniem, po prostu pociągało się i już. Nie raz naszarpałem się z naszym rodzimym złotym kurczakiem, zwłaszcza jak nie miałem żadnych nożyczek pod ręką :/

Po trzech minutach od zalania, otworzyłem pojemnik (zamykany, pełna profeska, nie trzeba nic innego jak tylko gorąca woda oraz utensylia) i od razu zaatakował mnie bardzo silny aromat. Pierwsze pociągnięcie zupy łyżką i od razu czuję jak mnie rozgrzewa od środka. Bardzo aromatyczne i to pomimo zalania sporą ilością wody. Natomiast morałem dla mnie z tej zupki jest to, że jak na opakowaniu jest dużo czerwonego i czarnego – to musi być ostre. I ta była ostra, człowiek pocił się od niej (i od wysokiej wilgotności powietrza po przelotnej ulewie), ale jednak dobra była.

Zatem już wiem co będę kupował na dni, kiedy nie stołuję się w pracy. Może zdecyduje się na jakąś restaurację, ale to nie tak prędko. Co gorsza, złoty kurczak od dzisiaj już nie będzie smakował tak samo…

Zdjęcia z rozpakowywania i zalewania zupki poniżej 😀

Advertisements

~ by drzejan on August 16, 2013.

 
%d bloggers like this: