Zapomniany cmentarz i jeziorko

Szczęśliwie się złożyło, że 15 sierpnia zarówno w Polsce jak i w Korei Południowej jest dniem wolnym od pracy. Zatem, po dość późnej pobudce (tak na oko 8.30 czasu lokalnego, w Polsce była 1.30) i obfitym śniadaniu trzeba było jakoś zorganizować czas wolny.

przerwa techniczna

Przed moją pierwszą podróżą do Suwonu, patrząc na mapę, widziałem na wschód od swojego hotelu radośnie wyróżniające się jeziorko. Tak na oko wychodziło, że powinienem tam dojść w 20-30 minut spokojnym spacerem. Niestety, przepracowałem cały mój pobyt w Korei co też przełożyło się na to, że nic zobaczyłem.

Jak już wspomniałem, miałem wolny dzień. Tu na miejscu jest dzień niepodległości, ale o dużo osób pracuje normalnie. Co nieco zmieniło moje plany – wczoraj leciałem robić zakupy by mieć co jeść na obiad (obiad sponsoruje promocja na zupkę chińską by Tesco 😉 ). Spodziewałem się że wszystko będzie zamknięte na trzy spusty – ot ważna lekcja na przyszłość.

Zatem zebrałem się i poszedłem w odpowiednim kierunku, na telefonie miałem zgraną mapę, żyć nie umierać. Co do tego umierania – było gorąco, na dodatek było gorąco i mokro. Słowem, pływałem w własnym sosie. Idąc w stronę jeziorka minąłem kiczowatą bramę, która miała chyba przypominać Bramę Brandenburską (chyba!) – jak później znalazłem na znakach drogowych, był to wjazd do uniwersytetu. Dalej, mimo iż mapa całkowicie ignorowała to miejsce, to zaintrygowało mnie takie lekko opuszczone wejście do lasu. Coś było w nim nietypowego, bo po co robić wejście, skoro tam nic nie było. Ciekawość jak zwykle wygrała i zszedłem z głównego chodnika do lasu. Lekko pod górkę.

Ku mojemu zdziwieniu, zaszedłem na opuszczony cmentarz. Dziwne uczucie. Z jednej strony widać było, że nikt dawno nic przy nim nie robił, z drugiej strony zaś trawa była skoszona. Co ciekawe, napisy na nagrobkach były zapisane w kanji (chińsku) a nie hangulem (koreańsku). Zrobiłem kilka zdjęć po czym wycofałem się z powrotem na główną drogę. Drogę do jeziorka.

Po drodze minąłem jeszcze klub golfowy oraz stację benzynową (Hyundai Oilbank) zanim zobaczyłem wiadukt drogi krajowej prowadzącej do Seulu. Piękna konstrukcja pod którą znajdowały się… pola ryżowe, budynki gospodarcze z inwentarzem oraz domki. Nie chciałem być zbyt wścibski, więc nie wchodziłem na teren prywatnych posesji. Starałem się trzymać na tyle blisko co by zdjęcia wychodziły 😉

W drodze powrotnej poszedłem nieco okrężną trasą, ale za to widziałem koreańską szkołę, wąskie uliczki oraz zajrzałem do klatki schodowej w jednym z bloków przypominających potężną termitierę.

Jedynym problemem, jaki miałem to pogoda. Zdjęcia tego nie oddają, ale wilgotność mnie zabijała. Tego niestety nie da się opisać – trzeba przeżyć. Lub nie… 😉

Advertisements

~ by drzejan on August 15, 2013.

2 Responses to “Zapomniany cmentarz i jeziorko”

  1. dzięki Bogu za Tesco! niech żyje Królowa!
    a wykorzystanie powierzchni pod wiaduktem godne podziwu.

  2. A to nie jest tak, że Koreańczycy mają jakieś pretensje do Chińczyków i dlatego nie wielbią tego cmentarza?
    Z drugiej strony może społeczność chińska jest tak mała, że już nie zajmuje się tym cmentarzem, a Koreańczycy z uprzejmości i urzędu dbają o trawę?

    No i zawsze lepiej jest mieć jedną zupkę chińską więcej niż żadnej. Wiem coś o tym… gulp o_O

Comments are closed.

 
%d bloggers like this: