Zmęczenie materiału?

Ok – wiem, tytuł brzmi bardzo poważnie. Zakrawa wręcz na coś związanego z życiem i rozterkami egzystencjonalnymi. Po części jest to prawda. Po prostu mam mieszane odczucia odnośnie tego czym interesuje się od dawna – anime. A nie zabierałem już od dłuższego czasu głosu w tej tematyce, zwłaszcza na łamach tego kawałka sieci jakim jest mój blog.

przerwa techniczna

Jak patrzę na swoje konto na ‘myAnimeList’ to z jednej strony myślę ‘kurczę, dużo dobrych tytułów widziałem’, z drugiej strony zaś widzę realne podsumowanie ile czasu na to poświęciłem w ciągu ostatnich 8-9 lat. Na szczęście nie mam poczucia, że czas ten został przeze mnie źle spożytkowany. W między czasie widziałem dobre tytuły (czyli oceny 9-10 na 10), te średnie (6-8 na 10), przeciętne (4-5) oraz te beznadziejne czyli dno i trzy metry mułu.

Problem w tym, jak niedawno się zorientowałem, że ostatnimi czasy coraz więcej tytułów ląduje w moich dwóch ostatnich kategoriach. Jak jest coś sensowne, to dostanie tą ‘6’ i jest dobrze. Ale ostatnio jest z tym coraz gorzej. Ba, jak przejrzałem listę to w ramach tych najwyżej przeze mnie ocenianych tytułów praktycznie w ciągu minionych dwóch lat dołączyła tylko jedna pozycja (Level E). W średniakach coś by się znalazło, ale ogólnie nie jest dobrze.

Niech za przykład posłuży aktualny sezon anime – zima 2013, który już się kończy (i bardzo dobrze). Realnie – trzy serie do oglądania z czego wszystkie to komedie lub inne lekkie formy. Oczywiście doceniam je bo to zawsze chętnie obejrzę. Ale coś poważniejszego? Eeeee…. nie. I tego typu tendencja ma miejsce od dłuższego czasu, chociaż tak źle jak w tym sezonie jeszcze nie było. Ma to swoje plusy – nie ma co oglądać to z większą radością sięgam po starsze pozycje. I tu się znajduje sedno problemu.

Wcześniej ponownie puściłem sobie nie tak stare Black Lagoon. Kawał dobrej akcji, przygody oraz, chociażby subtelnie podane, trudne problemy egzystencjalne. Pomijam oczywiście najważniejszy selling point serii czyli Revi, Shen Hua oraz ‘rzeźniczkę’, bo ta seria broni się czymś więcej niż tylko postaciami żeńskimi (i o zgrozo, one nie robią fan-service’u!). I tak minął mi cały weekend na odświeżeniu tego tytułu. Od razu wsiąknąłem, bez problemów. To znaczy problemy były, bo jako, że ja delikatny jestem to przerwałem oglądanie na przedostatnim rozdziale, w którym akcja dzieje się w Japonii.

Następny weekend – coś mnie tknęło by ruszyć Tenchiego (Tenchi Universe oraz Tenchi Muyo Ryo-ohki). Już sam opening, czy to po japońsku czy po angielsku, wywołał we mnie pozytywne emocje i takie wewnętrzne ciepło. Zdaję sobie sprawę z tego, że wszystko to można spokojnie zrzucić na barki nostalgii jaką mam do tego tytułu (stare dobre czasy oglądania kawałków odcinków na angielskim Cartoon Network), ale nie. Bo jakby to była nostalgia, to na początku byłaby z mojej strony wielka radość, łza w oku i tak dalej, po czym po jednym odcinku (tyle wystarczy!) powinienem być zmęczony, czuć się oszukanym przez swoje wspomnienia i tak dalej. Ale tak nie było – oglądało mi się super, szalejącą Ryouko, Aeka udającą dobrą księżniczkę czy porypaną Washu. Nostalgia tylko dodawała pozytywnych emocji. Zwłaszcza te momenty jak słyszy się Ryouko wołającą ‘Tenchi~~’. To jest to.

Teraz po głowie chodzi mi odświeżenie mojego tytułu nr. 1 – Shin Seiki Evangelion. Dawno nie oglądałem, zaś jakoś w niedalekiej przyszłości powinien pojawić się Evangelion 3.33. Oczywiście zakupię sobie kopię na BR by ładnie się prezentował w komplecie z poprzednimi częściami. Ale powiedzmy sobie wprost, Evangelion i ja? To było do przewidzenia. Inną opcją jest obejrzenie Slayersów, Golden Boya (to to już tylko w domu, bo w pociągu oglądać takie rzeczy nie wypada 😉 ) oraz Soul Huntera. I to są tytuły które przychodzą mi do głowy od tak, na poczekaniu. I nie rozczaruje się na nich gdy ponownie po latach do nich wrócę. Nie to co z grami >_>

A tym czasem co teraz? Tsundere już się wypaliły, moe powoli też schodzi na drugi plan. W tej chwili najbardziej chwytliwym motywem jest ‘syndrom 8-klasisty’. Pierwsze anime z tym (Chuunibyou Demo Koi ga Shitai) mam odhaczone, więcej nie potrzebuje. Po prostu ewidentnie widać, że tam daleko, w Japonii, mają kryzys pomysłów na dobre światy, historie i postacie. Drugim nurtem, który przychodzi mi do głowy to powrót do tego co robił .hack/SIGN czyli świat a’la mmorpg. I znów pierwsze anime od dawna jakie widziałem w tej konwencji (Sword Art Online) było w porządku, ale kolejne powoli zaczynają być wtórne (np. Moundaiji tachi ga Isekai Kara Kuru Sou Desu yo? które właśnie się zakończyło).

Najgorsze jest w tym wszystkim to, że biorę nowy tytuł na ‘warsztat’, włączam odcinek i mam problem z obejrzeniem go do końca. Po prostu to co mają autorzy do przekazania nie trafia do mnie. Kiedyś zaś miałem syndrom ‘jeszcze jednego odcinka’. Starzeje się czy, wracając do tytułu notki, wychodzi zmęczenie materiału?

P.S.
By nie było tak źle to jest nieco poważnych tytułów jak choćby polecane przez Pavela z NZ Psycho-Pass oraz Shinsekai Yori jak również moje typy: Zetsuen no Tempest oraz Robotcs;Notes. To są tytuły z poprzednich sezonów, które nie skończyły się w ramach swojego sezonu i przeszły dalej. Ale i tak nie zaliczają się do zimy 2013.

Advertisements

~ by drzejan on April 14, 2013.

4 Responses to “Zmęczenie materiału?”

  1. Mhm, Golden Boy fajny, ale faktycznie – trzeba uważać, gdzie się ogląda. Nawet wiki przestrzega, że “seria ta słynie ze swoich perwersyjnych (sic!) motywów takich jak: kobiecy orgazm, nagość, masturbacja”.

    • To jest w sumie dość ciekawe, że cokolwiek związane z seksem czy nawet delikatnie ocierającego się o goliznę jest złem bezwzględnym.

      Ale trupy padającą gęsto i często? Dekapitacje ciał? Rozrywanie ludzkich szczątków? Gore? Spoko, może być – nikogo to wszak nie szokuje.

      A co do Golden Boya to jest dla mnie jedyne anime jakie oglądam z przyjemnością z angielskim dubbingiem. Japońskie podejście nie jest w takim stopniu uperwersyjnione jak to co zrobił anglojęzyczny aktor.

  2. a, widzisz! jednak czasem dobrze jest sprawdzić dubbing zanim wrodzone lekceważenie takiej formy (aaa, kto by tam oglądał z dubbingiem) weźmie górę. ale przynajmniej teraz mam pretekst, żeby odświeżyć sobie serię!

    • Jak dla mnie to tylko jedna i jedyna seria, której wersja angielska jest lepsza. I fakt, trzeba by było ją odświeżyć kiedyś/niedługo ;).

Comments are closed.

 
%d bloggers like this: