Stany – ostatnie dni pobytu

Tak naprawdę już dawno wróciłem z podróży służbowe. W tej chwili minęły już dwa tygodnie a mimo to wciąż muszę się borykać się z jet-lagiem (problemy ze snem w pociągu). Osiem godzin to nie przelewki zwłaszcza gdy przesunięcie jest w tą złą stronę.

przerwa techniczna

W każdym razie, wróciłem. Podczas trwania szóstego dnia doszedłem do wniosku, że nie ma sensu zamieszczać na blogu notek, które sprowadzałyby się do wstałem – zjadłem śniadanie – pojechałem i spędziłem cały dzień na konferencji – wróciłem – poszedłem spać. Dlatego też nic nie zamieszczałem na blogu. Planuję w niedalekiej przyszłości opisać swoje wrażenia z obcowania z ludźmi mieszkającymi w SLC bo wydaje mi się, że będzie to ciekawe i jednocześnie pozwoli na pewną refleksję (najpewniej smutną) odnośnie tego co mamy u siebie na miejscu, w Polsce.

Będąc jeszcze tam, w SLC, podjąłem ważną decyzję i trzymałem się jej do końca swojego pobytu. Chodziło o jedzenie. Niestety wyszło na to, że ‘delikatny jestem’ i serwowane przez Amerykan smakołyki po prostu mi nie podchodziły. Chociaż były one smaczne podczas spożywania, to już chwilę po przejściu przez gardło dawały mi się mocno we znaki. Dlatego też z niemałym podziwem oglądałem jak koledzy pochłaniali coraz to inne potrawy z różnych stron świata i mimo to nie wyglądali na umordowanych. Ja tak nie potrafiłem.

Z innych ciekawych rzeczy, które przytrafiły mi się podczas pobytu w hotelu był ‘opad’ klamki. Wychodząc z pokoju zauważyłem, że klamka po prostu wisi sobie, zamiast być równoległa do podłogi. Co gorsza, w chwili gdy to zauważyłem, bardzo śpieszyło mi się do pokoju kolegi gdyż mieliśmy załatwić sobie odpowiednie miejsca w samolocie. Na szczęście okazało się, że zajęliśmy jeden ciągłą przestrzeń w samolocie (konkretniej nie my a nasza firma pośrednicząca). Co ważniejsze, przestrzeń z oknem na świat. Jak się później okazało, mieliśmy nawet własne telewizory.

Wracając jednak do opadającej klamki. Po załatwieniu spraw związanych z miejscami siedzącymi w samolocie poszedłem do recepcji. Opowiedziałem co się stało, w głowi widziałem jak będę mnie kasować za naprawę klamki. Wraz ze mną do pokoju udał się pan od spraw technicznych. Po drodze mówił mi, że nie jest to poważna usterka i można ją łatwo naprawić. Że tak naprawdę będę sam zdzwiony jak łatwo można to zrobić. I teraz, z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że tak – bardzo banalnie można to naprawić. Ot wystarczy pociągnąć taką opadnięta klamkę do góry i już jest tak jak być powinno. Proste, nie?

Droga powrotna to znowu przelot międzykontynentalny. Na szczęście odbył się on głównie podczas nocy i jedyne co pamiętam to rzucający się pasażer przede mną i to, że The Amazing Spider-Man to nie jest do końca produkcja skierowana do mnie.

Na zakończenie zaś – czy mi się podobało? Ogólnie tak, chociaż problemy z jedzeniem i ich rozprzestrzenienie się na cały układ pokarmowy odbierały radość z życia. Można to uogólni tak, że jedzenie odebrało mi dużą część z radości z pobytu. Szkoda.

Na plus mogę spokojnie dać zachowanie ludzi, co najpewniej opiszę w osobnej notce (jak już wspomniałem wcześniej). Dodatkowo w hotelu miałem normalny Internet. Może nie był jakiś super szybki, ale był i to w zaciszu mojego pokoju. Chociaż nie mogę z czystym sumieniem napisać ‘zaciszu’ pokoju, bo nie byłaby to prawda. Czemu? Odpowiedź jest prosta – w Stanach widziałem jak budował budynki z płyt pilśniowych, które następnie obklejali ‘ozdobnikami’ przez co budynek wyglądał na dużo bardziej masywny. Ale i tak nie był ciepły. By temu zaradzić, w hotelu w każdym pokoju był grzejnik. By było ciekawiej, grzejnik miał tą własność, że oprócz grzania ‘wentylował’. Lub też starał się rozproszyć ciepłe powietrze czy też schłodzić pomieszczenie. Robił to dość regularnie, nie zależnie od pory dnia czy NOCY. Zatem kilka razy w nocy budził mnie jęk wydobywający się z grzejnika. Wentylacja włączała się losowo. Natomiast, uwzględniając to jak się buduje budynki oraz grzejnik w każdym pokoju – prąd wraz z przesyłem musiał być bardzo tani.

Zatem odbyłem swoją pierwszą w życiu podróż do Stanów. Było fajnie, odpocząłem od typowego polskiego podejścia, gdzie każdy każdego próbuje załatwić lub wyrolować. Zachowani ludzi było do tego stopnia inne od tego, które na co dzień widuję w Polsce, że aż do tej pory trudno mi w to uwierzyć. Zresztą, w Chinach było tak samo. Po prostu u nas jest tak bardzo nieprzyjemnie. Czy wrócę? Nie mnie decydować 😉

Advertisements

~ by drzejan on December 2, 2012.

 
%d bloggers like this: