Stany – dzień piąty

Dzisiaj, jako że z rana nie było nic ciekawego, umówiliśmy się na nieco później – zatem można było spokojnie pospać. Śniadanie przetrwałem, na konferencje dojechałem i na miejscu posiedziałem na kilku wykładach. Niestety tego dnia marketing brutalnie dał mi po twarzy bo nie dość, że tematy wykładów nie do końca pokrywały się z ich treścią to jeszcze dużo mówiono o nowych produktach czołowych producentów, które to dopiero co miały premiery.

Po zakończeniu dnia na konferencji pokręciliśmy się po mieście w celach zakupowych. Kupiłem to co zaplanowałem kupić i praktycznie rzecz biorąc, mogłem zwijać się już do hotelu. Ale nie, bo koledzy chcieli się jeszcze napić piwa. Nie rozumiem tego. W każdym razie ponownie poszliśmy do Squattersa gdzie przesiedzieliśmy jakiś czas. Oczywiście ja, jak to na mnie przystało, spokojnie wypiłem sobie wodę. Co ja piwo będę pił.

Natomiast ciekawy był powrót. Bo o ile rano jechaliśmy ponownie ze poznanym już nam Słowakiem tak powrót zapewnił nam Serb który od 16 lat mieszka w Stanach. Do tej pory raz jechaliśmy zaledwie raz z Amerykaninem, zazwyczaj jednak są to Europejczycy lub Hindusi. Ciekawe, nie ukrywam.

Advertisements

~ by drzejan on November 14, 2012.

One Response to “Stany – dzień piąty”

  1. porzucenie czytelników w takim momencie może oznaczać tylko jedno – Autor został porwany przez mormonów, którzy trzęsą Słonojeziorskiem, i teraz siedzi zamknięty w ich kwaterze głównej.
    zgroza! zgroza!

Comments are closed.

 
%d bloggers like this: