Kolejną wyprawę czas zacząć!

Witam wszystkich wiernych i niewiernych czytelników mojego bloga. Od ostatniego mojego wyjazdu nie minęło więcej niż półtora miesiąca a znów gdzieś mnie poniosło. O ile ostatnim razem był to wyjazd służbowy, skąd inąd bardzo fajny i do bardzo egzotycznych Chin, tak teraz wybyłem w celach czysto rekreacyjnych. I jak słyszałem od niektórych – jak prawdziwy Polak, pojechałem do Egiptu smażyć się w 45 stopniach.

przerwa techniczna

Okazja na wyjazd nadarzyła się już w grudniu zeszłego roku o ile się nie mylę, przy okazji konwentu b-xmass. Wtedy to miałem paręnaście minut na podjęcie decyzji czy jadę. Jak widać zdecydowałem się zobaczyć obszar nieco bardziej na południe od Polski. Po drodze nieco się wykrwawiłem (głownie psychologicznie, moralnie i co gorsza – finansowo) nad wyjazdem, ale ma być fajnie!

Lot dla odmiany miał trwać zaledwie 4 godziny – czyli relatywnie mało porównując to do tego co miałem okazję przeżyć w drodze do Pekinu. Problem był tylko w tym, że wylot był wcześnie rano. I tu pojawił się pierwszy zaobserwowany zły omen. Mieliśmy z rodzinką mieć taksówkę, na 2.10 w nocy – prosty przejazd z domu na Okęcie. O 2.00 zadzwonili, że nie mają wolnej taksówki. Normalnie pełna profeska z ich strony, żyć nie umierać. W między czasie jak członek rodziny dosadnie przekazywał obsłudze pewnej korporacji taksówkarskiej co o nich myśli – skontaktowałem się z odpowiednią osobą. Osobą, która była w stanie szybko odpowiedzieć mi na pytanie jaki jest numer do ele Taxi. Jeszcze raz dzięki Master – naprawdę pomogłeś w trudnym momencie. I tak udało się dotrzeć na lotnisko, co ciekawsze taksówkarz był spoko i po tym jak usłyszał co nam się przydarzyło to nawet nieco obniżył cenę za przejazd. Słowem, korporacja która wydawała się porządna dała ciała, zaś firma, którą jeżdżę służbowo spisała się na medal – bo taksówka przyjechała bardzo szybko i bez problemów.

Dalej standard, trzeba było swoje odczekać na lotnisku, później zasiąść na odpowiednim miejscu w samolocie i w drogę.

Teraz już wiem, czemu krąży opinia, że z Polakami lata się dość specyficznie. Zwłaszcza, że mój pierwszy przelot był normalnym rejsowym a nie charterem. Czyli nie było stada dzieci w samolocie. Nie było też głośno grających na PSP n-latków (gdzie n należy do liczb naturalnych i jest mniejsze od 5) oraz chyba czegoś co można określić całkowitym brakiem obycia. Klaskanie po wylądowaniu. Nawet nie wiem co o tym napisać, zwłaszcza, że ludzie klaskali jak samolot tylko dotknął pasa startego. A zaraz potem dość gwałtownie rzuciło samolotem. Tak czy siak – nie rozumiem klaskania po lądowaniu. To tak jak klaskanie na seansie w kinie.

Na miejscu, w hotelu przeżyłem małe rozczarowanie. Internet drogi i ogólnie słabo dostępny (przynajmniej oficjalnie). Moja klitka w której mam łóżko nie ma okna przez co jest ciemno. Na szczęście w kompleksie jest relatywnie niewiele osób. Niestety serwowane potrawy nie powaliły na kolana. Chociaż póki co byliśmy dopiero w jednej z trzech głównych restauracji.

Inna ciekawa refleksja, która uderzyła mnie na dzień dobry w kompleksie hotelowym. To miejsce nie jest przewidziane dla ludzi takich jak ja (‘real one men army’) tylko dla par/rodzin. Tacy to poczują się tu wspaniale. Ja zaś jestem tu tylko na doczepkę. I to boli. Bardzo mocno boli.

Z innych refleksji. Nie ogarniam manii parzenia herbaty w momencie gdy powietrze ma 40 stopni i dookoła rozdają w dowolnych ilościach napoje (w tym i herbatę). Picie wrzącej wody dla samego picia? Męczenie się dla męczenia? Próba zostawienia herbaty na później niestety skutkuje tym, że w niewyjaśnionych okolicznościach moje chłodne ‘wodne zaskórniaki’ znikają w odmętach kanalizacji by na ich miejscu pojawił się nowy, jeszcze wrzący wywar. Kurde, jakaś chora mania. Tego nawet nie da się tego wypić w tych okolicznościach. I jeszcze zmuszać dziecko do picia tego…

Albo ja po prostu jestem już takim dziwakiem i czepiam się wszystkiego dookoła siebie…

To by było na tyle, jeśli chodzi o wstępne przemyślenia. Postaram się tym razem nie zarzucać szczegółowymi detalami z ‘pamiętnika’ – tylko samo gęste. Chociaż już teraz dobijam do połowy drugiej strony A4 😉

Advertisements

~ by drzejan on July 18, 2012.

2 Responses to “Kolejną wyprawę czas zacząć!”

  1. Mam nadzieję, że później ci się rozkręci wyjad i nie będziesz aż tak dramatycznie odczuwać swojego doklejenia. Bo tak naprawdę wcale nie jesteś doklejony. To oni się do ciebie przyczepili ^_^
    Planujesz nurkowanie i oglądanie widoków podwodnych?

    • Póki co ‘modlę się’ by inne rzeczy się nie ‘rozkręciły’ i nie rozchrzaniły całego wyjazdu. A są szanse na to :/

      Patrząc na niektóre rzeczy, to właśnie odnoszę wrażenie, że ja jestem ten ‘co wyjechał’ a reszta to dostawka. Pytanie tylko – czemu? Przecież tak być nie powinno, zwłaszcza uwzględniając bagaż turystycznych doświadczeń innych.

Comments are closed.

 
%d bloggers like this: