Chiny – dzień ósmy, dzień wyjazdu

Późne kładzenie się spać nie idzie w parze z wczesnym wstawaniem. Ale w tym wszystkim była jakaś metoda – mianowicie miałem dość wymęczony wsiąść do samolotu by spokojnie w nim paść i przespać podróż. Czy to się udało? Napiszę to w dalszej części notatki 😛

przerwa techniczna

Śniadanie było z serii tych lekkich, by nie ciążyło później w brzuchu w czasie lotu 😉 A jako, że było jeszcze wcześniej niż zwykle – mniej więcej w okresie jak jadałem kolacje za czasów studenckich, jedzenie nie chciało przejść przez gardło. Później spokojnie zdaliśmy pokoje i wsiedliśmy do taksówki, którą nam załatwili z hotelu (szok, bo nie wierzyliśmy, że się uda). Był to dla odmiany duży Passat z przyciemnianymi szybami. I to było pozytywne, bo już około 8 rano w Pekinie było ponad 30 stopni, dużo słońca przebijającego się przez chmury smogu. Duże chmury smogu.

Co do taksówki, do tej pory jeździliśmy Wolkswagenami Jettami, Sagaro (czy jakoś tak) lub też Hyundaiami. A tu taki porządny pojazd.

Po drodze widzieliśmy mury obronne zewnętrznego miasta. Niby się sypały, chociaż było widać miejsca, gdzie były odnawiane, ale robiły duże wrażenie.

Po tym jak dojechaliśmy na lotnisko, zdaliśmy bagaż poszliśmy siedzieć i się smażyć na słońcu w przeszklonym terminalu. Dwie godziny zdecydowanie mnie wymęczyły, ale za to w samolocie znowu wyhaczyłem miejsce przy oknie. Siedząc przypięty do fotela obserwowałem jak lądował jakiś samolot na płycie lotniska w Pekinie. Było gorąco, wilgotno, ale jak siadał to pierwsze starcie opon z nawierzchnią zaowocowało potężnym kłębem ciemnego dymu.

W samolocie, już w trakcie lotu posłuchałem trochę muzyki, poczytałem kolejny tom To aru Majutsu no Index, ale ostatecznie nie zasnąłem. Plan się nie powiódł. Za to Mongolia z lotu ptaka wygląda strasznie… pusto. Nie ma drzew, nie do końca wiem czy jest trawa. Za to Rosja wyglądała bardzo ciekawie z lotu ptaka, zwłaszcza w rejonach Nowosybirska. Pochodziłbym sobie po tych górkach i lasach. No i widziałem tam śnieg!

Natomiast na lotnisku w Helsinkach, gdzie po 8 godzinach wylądowaliśmy, lato jak z cebra. Najgorsze jednak było to, że miałem tam czekać 4 godziny na samolot. Samolot, który ostatecznie spóźnił się dodatkowe 30 minut. Plusem było to, że przynajmniej wtedy plan wypalił, bo zasnąłem na początku a obudziłem się w momencie jak pilot zapowiedział przygotowanie się do lądowania na Okęciu. Fajnie.

I tak zakończyła się wyprawa do Chin. Powiem tak. Bardzo mi się podobało. Chinki to naprawdę ładne dziewczyny. Inna kultura, która niekoniecznie jest aż tak obca jakby się wszystkim wydawało. Szkoda, bo czuję, że nie będę miał już okazji pojechać do Chin.

Linki do pozostłych relacji z Pekinu

Advertisements

~ by drzejan on June 21, 2012.

 
%d bloggers like this: