Chiny – dzień siódmy, ostatni dzień konferencji i ostatni pełen dzień w Chinach

Nie będę ukrywał, że siedzenie do późna nad komputerem raczej negatywnie wpływa na stopień wyspania się. Zwłaszcza, że w sobotę trzeba było zerwać się relatywnie wcześnie ze względu na plan konferencji, na którą chcieliśmy pójść. Przeczuwałem, że lunch, który zostanie zaoferowany podczas konferencji będzie co najmniej słaby (jedzenie w pudełkach), dlatego też zdecydowanie najadłem się tym co było dostępne w stołówce w hotelu. I jak się później okazało – było to bardzo dobre podejście.

przerwa techniczna

Spokojnie dotarliśmy do hotelu, którym odbyła się interesująca nas konferencja. Jak się później okazało, koledzy z Gdańska również przybyli na nią jednocześnie rezygnując wyjazdu komunikacją państwową do Badaling. Szkoda bo co innego zobaczyć Wielki Mur samemu a co innego z zdjęć innych. Oznacza to tylko jedno – dokonała się pomiędzy nami wymiana zdjęć. I tu bardzo dobrze w roli nośnika sprawdził się mój przenośny dysk który przy każdej odprawie wzbudza duże zainteresowanie ze względu na to, że mało kto bierze ze sobą dyski twarde… Jak być nerdem to do końca 😉

Lunch był słaby. Wziąłem wariant azjatycki – a mogłem zachodni. Przynajmniej sprawiał wrażenie jakby miał jakiś smak. Bo to co jadłem zalatywało tworzywami sztucznymi czyli przeszło opakowaniem. Szkoda. Ale za to napiłem się sprite’a w chińskiej puszce 😉

Po konferencji, która serio była bardzo ciekawa, pożegnaliśmy się z kolegami z Gdańska – najpewniej utrzymamy kontakt by w przyszłości znowu się spotkać na jakiejś konferencji. Najlepiej w Azji 😀 Złapaliśmy szybko taksówkę pod hotelem i polecieliśmy do siebie. Pod naszym hotelem demokratycznie zdecydowaliśmy się rozdzielić – kolega chciał coś jeść, ja zaś postanowiłem dalej walczyć z pocztą. Okazało się, że nie mieli znaczków, które należałoby nakleić by te doleciały do Polski/Europy.

I tak przeszedłem spory kawałem na północ Xidan St., później skierowałem się na południe w stronę WalMartu. Cały czas szukałem poczty. Później na wschód w stronę Placu Tienanmen. Zrezygnowałem wróciłem do swojego hotelu, gdzie na recepcji dowiedziałem się, że w niektórych hotelach (nie u nich) możliwe jest wysłanie pocztówki – zostawia się gotówkę i oni wysyłają. Po chwili dyskusji łamaną angielszczyzną oraz językiem migowym pan z informacji zaznaczył mi kilka hoteli w okolicy. I tak ponownie wyruszyłem w poszukiwaniu znaczków… Jednego hotelu nie znalazłem (ponoć był na wyższych piętrach centrum handlowego), odbiłem się od drzwi banku i ostatecznie trafiłem do hotelu znajdującego się niedaleko WalMartu. Tam dowiedziałem się jaka jest cena i… wróciłem do hotelu.

Po złażeniu całego terenu, w długich spodniach jeansowych i półbutach czułem się wymęczony. Po ogarnięciu się i odpoczęciu ponownie poszedłem do tego hotelu. Nadałem rzeczy i wreszcie szczęśliwie mogłem iść na miasto na spacer. Jakoś tak wyszło, że skręciłem w stronę Placu Tienanmen. Było już ciemno kiedy szedłem wzdłuż murów Zakazanego Miasta. Szło mi się naprawdę fajnie. Kiedy doszedłem do placu nie było innego wyjścia jak tylko zrobienie kilku zdjęć telefonem (mój aparat niestety wciąż nie działał) – jakość zdjęć pozostawię wiele do życzenia, niestety.

Później wpadłem na genialny pomysł. Miałem na telefonie jeden utwór zgrany z yt – Hell March z Command and Conquer Red Alert. Ten sam utwór, który jest jako podkład w kilku filmikach na yt z maszerującymi żołnierzami. W tym i do materiałów filmowych z parad z Pekinu. Bardzo fajne było uczucie przejścia w tym miejscu z tą muzyką w tle.

Oczywiście znając moje szczęście, przechodząc koło bramy wejściowej do Zakazanego Miasta zaczepiła mnie para Chińczyków. Ostatecznie nie było tak źle, nie chcieli mnie na nic naciągnąć jak większość ‘mówiących prawie po angielsku’ w tym miejscu. Okazało się, że para ta przyjechała do Pekinu zwiedzić stolicę swojego państwa. Co ciekawsze, opowiedzieli o tym, że już od ponad 10 lat uczą się angielskiego przez co spokojnie można było się z nimi porozumieć. Oboje mieli wykształcenie wyższe i byli po raz pierwszy w Pekinie. Najciekawsze było jak powiedziałem, że jestem z Polski. To małżonek zareagował energicznie i powiedział co mu przyszło pierwsze do głowy – ‘Euro! Lewandowski!’. Powiedział to poprawnie! Byłem delikatnie w szoku, że tak się interesowali wydarzeniami w Polsce. Nie ukrywam też, że nie interesuje mnie Euro oraz cieszyłem się, że wyjeżdżam na okres zawodów, kiedy to Polacy odpadną z rozgrywek. Będzie spokój jak wrócę.

Porozmawialiśmy jeszcze trochę – o herbatach, kawie i innych napojach. Analogicznie o innych używkach. Po tym jak stwierdziłem, że pijam tylko herbatę, wodę mineralną lub soki to byli bardzo zdziwieni. Stwierdzili, że jestem pod tym względem lepszym Chińczykiem niż większość ich rodaków. Dalej rozmawialiśmy o tym co można zwiedzić w mieście – jak to oni dopiero się przestawili na atmosferę Pekinu. Na co stwierdziłem, że ja tam nic nie czuję – wszystko wygląda prawie tak samo jak na ‘zachodzie’. Na wszelki wypadek zapewniali mnie, że tak, jestem w Chinach co skończyło się wybuchami śmiechu.

On z zawodu był lekarzem, ona zaś… nie pamiętam już. W każdym razie, na pytanie kim jestem z zawodu i na moją odpowiedź powiedzieli wspólnie ciekawą rzecz. Mianowicie, że będąc kawalerem i jednocześnie pracując w IT to nie miałbym problemu ze znalezieniem dla siebie żony wśród Chinek. Ba! Nawet byłbym pożądanym materiałem na męża. Bardzo mnie to zdziwiło, bo w Polsce jest wręcz dokładnie na odwrót – przecież programiści/administratorzy/informatycy to wyjątkowi nudziarze. Z nimi nie ma zabawy, jedynie by przed ekranami siedzieli. W każdym razie, jest nadzieja – pomyślimy, pomyślimy :>

Tak nam się wspólnie dobrze rozmawiało, idąc wzdłuż trasy wschód-zachód w pewnym momencie zaproponowali, byśmy wspólnie wypili herbatę. Było już dość późno (po 21), ja chciałem jeszcze poskajpić oraz nie do końca byłem przekonany o tym, czy jest to bezpieczne. Bardzo grzecznie odmówiłem tłumacząc się brakiem czasu oraz przygotowaniem do wyjazdu następnego dnia. Trudno mi ocenić, czy mieli jakieś złe zamiary (i tak nie miałem kasy ze sobą) – ale też było widać po nich, że było im przykro. Pewnie dość mocno ich obraziłem lub po prostu wykazałem się dużym nietaktem?

Wróciłem do hotelu. Ale zanim dotarłem to widziałem po drodzę grupkę starszych pań tańczących przed budynkiem dużego banku. Tak po prostu, tańczyły sobie do muzyki – całość przypominała ludzi ćwiczących Tai-Chi. Jak już mowa o Tai-Chi to niedaleko tych tańczących starszych pań widziałem staruszka, który właśnie ćwiczył. Fajnie to wyglądało i widać było, iż wymagało to dużej sprawności fizycznej. Ten staruszek był jedyną osobą jaką widziałem, która ćwiczyła Tai-Chi. Inni pewnie zbierali się winnych miejscach niż ulice, na przykład w parkach.

W hotelu chwilę odsapnąłem, wszak miałem już niezłą trasę za sobą. Ale… to była ostatnia noc w Pekinie więc zwykłe spanie nie wchodziło w grę. Wziąłem kamerę i poszedłem na ostatni długi spacer po mieście. Przed moim hotelem rozgrywała się muzyka, pary tańczyły w takt muzyki. Później przeszedłem się ulicą do sklepu Apple, później na drugą stronę ulicy i z powrotem do hotelu. Moje pożegnanie Pekinu.

W hotelu poskajpiłem. Było to niestety utrudnione bo przylazła jedna Hiszpanka i zaczęła gadać ze swoją rodziną przez skajpopodobną aplikację na ipadzie. Darła się jak oszalała – mogła przynajmniej wziąć słuchawki :/. Później zwinąłem się do pokoju gdzie spisałem spory kawałek dużej notki, zanotowałem punkty do notki za aktualny dzień i mogłem już się kłaść. To był dobry dzień.

Po całym dniu zobaczyłem, że ludzie, tu w Chinach, cieszą się życiem. Idą ulicą i nucą sobie lub nawet śpiewają. Fajne bo daje to dużo energii i pozytywnego myślenia. U nas patrzyli by jak na wariatów, nie? A ja to widziałem, że normalnie młode dziewczyny szły ulicą i śpiewały, tak samo na Wielkim Murze widziałem dziewczyny śpiewające (nagrałem to jakby co kamerą). Starsi też śpiewali. Było to naprawdę super!

Na komentarze, jeśli takowe się pojawią, odpowiem jak wrócę do Polski, z Chin nie mam dostępu do bloga a notki nie są wstawiane przeze mnie.

Zdjęcia zrobione ‘clever’phonem.

Linki do pozostłych relacji z Pekinu

Advertisements

~ by drzejan on June 19, 2012.

 
%d bloggers like this: