Co się ostatnio działo

Tym razem postaram się streścić chociaż opiszę wydarzenia, które sam z siebie zabrały sporo czasu. Mianowicie wspomnę o koncercie Yamato w Warszawie, który miał miejsce 18.03.2012 oraz wyprawie na Pyrkon – Poznań 23-25.03.2012.

O wydarzeniach z Love3 we Wrocławiu nie chcę się rozpisywać. Było tłoczno dzięki interwencji ludzi, którzy na siłę chcieli ratować ‘poprawność i dusze’ innych. Ale za to udało mi się w konkursach nazbierać tyle punktów by wrócić do domu z czterema tomami mangi Black Lagoon. Goood.

przerwa techniczna

Wadaiko Yamato – Warszawa 18.03.2012

Zatem pierwszą atrakcją był koncert japoński bębniarzy z zespołu Wadaiko Yamato. Był to dla ich drugi występ na którym byłem. Pierwszy odbył się mniej więcej półtora roku temu, również w Warszawie w Hali Kongresowej. Tym razem zespół przyjechał z nowym programem, chociaż dla mnie poprzedni był na tyle dobry, iż z chęcią wysłuchałbym go jeszcze raz. Mimo to odmiana jest zawsze mile widziana.

W odróżnieniu od ostatniej wyprawy, na koncert nie pojechałem sam. Był ze mną Nuku, którego zaraziłem ideą zobaczenia tego widowiska. W pewnym momencie podczas koncertu stwierdził, że po co im tyle bębnów skoro grają tak synchronicznie, iż słychać tylko jeden? Mam cichą nadzieję, że to co zobaczył spodobało mu się bo bilety niestety nie należały do tanich. Do tego doszły jeszcze koszty dojazdu do Warszawy.

Tym razem, oprócz usłyszenia i zobaczenia naprawdę dobrego występu udało mi się zakupić płytę zatytułowaną Kami-Nari. Na moim pierwszym koncercie słyszałem repertuar oparty na płycie Aozora. Przynastępnych występach, na jakich będę, postaram się uzupełnić swoją kolekcje o wszystkie płyty z ich muzyką. Sprzedawali również płyty DVD z koncertami (po 100 zł, audio było za 60 zł), ale to może kiedyś. Ścieżka dźwiękowa jest dobrze nagrana i to pomimo tego, iż jest to płyta koncertowa.

Zatem jaki werdykt? Tak samo jak za pierwszym razem. Bębniarze byli pełni energii, uśmiechnięci i to w taki sposób, iż było widać, że to co robią sprawia im wiele radości. Po koncercie wyszedłem naładowany pozytywną energią. Gorąco polecam wszystkim zobaczyć ich występ co najmniej raz w życiu.

Oczywiście na minus to jak zwykle polska widownia. Na wejściu powiedziane było, że nie robić zdjęć. Ale co tam. Wiem, że dwie osoby wyprosili, bo robili zdjęcia małpkami. Z fleshem. Jeden dureń z jakiejś gazety nawet podszedł blisko pod głównego bębniarza i zaczął mu walić po oczach z lampy błyskowej z pr0 lustrzanki. Jak widać ludzie u nas jeszcze nie dorośli do rozumienia tego co im się mówi. A te zdjęcia i tak by im nie wyszły. Chodzi mi o tych od małpek i zdjęć z telefonów – było po prostu za ciemno.

Pyrkon 2012 – Poznań

Co jest fajnego w konwentach fantastów? To, że atrakcje kończą się o konkretnej godzinie i później można iść spokojnie spać bez poczucia, że marnuje się najlepsze elementy z planu konwentu. To tak jako mała dygresja.

Jako, że Pyrkon zaczął się już w piątek, należało wziąć urlop by udało się dostać na sam początek konwentu. I tak szczęśliwie wstałem około 6 i wyszykowałem się do wyjścia. Kulturalnie w pociągu z Krakowa do Szczecina przez Łódź i Poznań nie było za dużo osób. Dlatego też mogłem zająć miejsce dla Mastera, który dosiadł się w połowie trasy.

Przy okazji miałem możliwość zobaczyć jak zachowują się ludzie w typowym pociągu. Niestety, niewielka różnica. Ja to jestem dinozaurem jeśli chodzi o pewne zachowania. Ale gadanie przez telefon ze swoją ukochaną osobą i pierdolenie głupot… jeśli ludzie chcą tak gadać, to powinni to jednak robić na korytarzu, a nie w przedziale. No i oczywiście panie i ich tendencja do zajmowania 1-2 miejsca więcej niż powinny. Widać społeczeństwo się zmienia.

Na miejscu, obładowani tobołkami poszliśmy po akredytację. Później poszwendaliśmy się po terenie konwentu by doczekać do momentu otwarcia szkoły, w której mieliśmy spać. Jak zwykle organizacja takich akcji nawaliła przez co było pełno ludzi oraz obsuwa w czasie. Ale to norma, więc nie ma co wieszać psów na tym. Problemem było to, że w chwili otworzenia drzwi do szkoły konwent trwał dopiero 2,5h, a już niektórzy byli wstawieni (tak, chodzi mi o te drące mordy.. mordy?). Śmierdziało wódką i tanim winem. Czyżby fandom fantastyczny się bawił?

Śmiesznie też wyglądali ludzie od ‘ochrony imprezy’. Udawali nie wiadomo kogo, ważniaki, ale jak przyszło co do czego, to znosili do swojego sleepa pijną jak bela dziewczynę czy też chłopaka. Nie przyglądałem się dokładnie. W porównaniu do konwentów miohi to ochrona słabo się prezentowała. W zeszłym roku byłem świadkiem jak ochrona wywalała ludzi, którzy pili/mieli alkohol na terenie sleepów. I to było bardzo pozytywne. A teraz?…

Na prawdę picie jest tak dobrym symbolem zabawy i dorosłości?

Śmiesznie wyszło, bo w tym roku spałem jakieś 3 metry od ‘kwatery’ na korytarzu z zeszłego roku. Teren znany. Inni szukali miejsc w klasach, a ja nauczony tym co było rok wcześniej od raz zająłem korytarz. Po prostu od razu było widać, ze jest za dużo ludzi.

Później doszła do nas jeszcze pozostała część ekipy po czym mogliśmy wspólnie iść na teren konwentu.

Co było najgorsze? Mniej więcej po zajęciu miejsca do spania zaczęła mi się migrena. Migrena, która trwała mniej więcej do połowy niedzieli. Zwykłe proszki niestety na to nie zadziałałyby, trzeba było przetrzymać. Zatem z konwentu pamiętam początek, później walka o jedzenie bo pizzeria zawaliła sprawę oraz na końcu to, że po zmianie czasu na letni wstałem wcześniej, spakowałem się jak wszyscy spali i wróciłem do Łodzi pierwszym pociągiem w niedzielę. Jak mieć pecha to na maksa.

Z tego co pamiętam, to sam konwent jakoś specjalnie mnie nie powalił. Dużo ludzi, niby dużo atrakcji, ale jakoś słabo było. Fajny był panel o tym ‘Jak nie kraść dzieł sztuki’. A później pustka, coś przebija mi się z Deadlandsami, jakieś nudne dywagacje o seksie w imieniu religii i vice versa.

Takie życie, taka karma.

Advertisements

~ by drzejan on April 1, 2012.

 
%d bloggers like this: