Co tam ciekawego z anime w sezonie ‘Winter 2011′?

W ostatniej notce wspomniałem, że trwa nowy sezon na świeże anime płynące kablami prosto z Japonii. Po drodze zahaczając o kilka krajów, gdzie owe anime dorabia się przydatnych dodatków w stylu napisy w zrozumiałym języku 😉

Wspomniałem też, że jest to słaby sezon. Bo jest. Ale coś napiszę o kolejnych tytułach – standardowo: o czym to jest i jakie mam uczucia względem danego anime.

przerwa techniczna

Kolejność względnie alfabetyczna 🙂

Beelzebub

Opis świata i krótkie streszczenie początku

Świat jest (póki co, bazując na anime) banalny i nie raz już widziałem podobne (np. Tenjho Tenge). Jest sobie szkoła, profilaktycznie pełna najgorszego elementu jaki Japonia jest w stanie z siebie dać. Element ten ciągle ze sobą walczy o władzę nad całym tym przybytkiem rozpusty. Rzecz jasna do tej szkoły uczęszcza główny bohater wraz ze swoim nieco ciapowatym kolegą.

Podczas jednej ‘walki’ głównego bohatera z jakimś przypadkowym elementem o dominację w ramach szczebelka w hierarchii w szkole, ale poza jej terenem, klasycznie nad brzegiem przepływającej nieopodal rzeczki płyną zwłoki, które otwierają się i wychodzi z nich mały brzdąc.

W dalszej części okazuje się, że jest to potomek Demon Lorda – tytułowy Beelzebub. Dziecko zostało zesłane przez swojego ojca na ziemię po to, by znalazło sobie zastępczego rodzica (wiadomo już kto nim będzie), wychowało się i zniszczyło ludzkość. Standard.

Moje odczucia

Co mogę napisać o tym anime? Wydaje mi się (zresztą nie tylko mnie), że koncepcja powstała po tym, jak autorowi urodziło się dziecko – i każde skądinąd typowe rzeczy związane z małymi dziećmi wyolbrzymił. Mamy zatem ciągły płacz, nocne budzenie i męczenie, znowu płacz, problemy z jedzeniem oraz ciągłe zalewanie pieluch. Ale przynajmniej można się pośmiać.

Jest kilka niezłych scen – najlepsza imho jest ta gdy jeden z dwóch demonów przysłanych z piekieł do opieki nad dzieckiem niejako wprasza się do mieszkania kolegi głównego bohatera. To trzeba zobaczyć.

Zastanawia mnie, czemu w ogóle główny bohater oraz jego kumpel są w tej konkretnej szkole. Przecież nie są aż takimi delikwentami w porównaniu do gangów i ich szefów działających na terenie placówki oświatowej?

Na koniec – do obejrzenia, pośmiania się i do zapomnienia. Wyjdzie z tego najpewniej kolejny tasiemiec. Chociaż i tak nic nie przebije żółwi atakujących na zakrętach (Bakumana).

Fractale

Opis świata i krótkie streszczenie początku

Bliżej nieokreślona przyszłość (tzn określili ile lat do przodu, ale nie pamiętam taki detali) – ludzkość osiągnęła to co chciała, dobrobyt i ogólne szczęście poprzez stworzenie globalnego systemu zwanego (uwaga!) Fractale. Doszło nawet, że żyjący w pełnym konformizmie ludzie nawet już nie chcą wchodzić w interakcje z innymi ludźmi, wystawiają tylko swoje awatory, które odwalają za nich różne rzeczy (np. wychowywanie dziecka – patrz główne bohater). Byty te mają przeróżne kształty – i dziwnie wyglądało jak główny bohater, mieszkający samotnie w oddalonym domku z dwoma awatarami swoich rodziców oraz mający pasję do rupieci z (uwaga!) końca 20 wieku i początku 21, gadał z chodzącym syfonem lub też wazonem na kwiatki (odpowiednio ojciec i matka). Pies też jest jakiś taki… inny.

No dobra – świat już opisałem. Ale co tam się działo? Główny bohater (imienia nie pamiętam) wracając z pchlego targu z jego ulubionymi śmieciami z przeszłości widzi uciekającą przed powietrznym statkiem dziewczynę w dziwnym, sugerującym przynależność do kasty kapłanów, ubraniu. Po pewnych wydarzeniach dziewczyna ląduje u niego w domu, gdzie i tak pojawiają się ludzie z pościgu. Nic nie wskórawszy odeszli. Po nocy kapłanka znika pozostawiając bohaterowi wisiorek/naszyjnik. W jego wnętrzu znajdowały się jakieś dane, z których chłopakowi udało się stworzyć awatara – ale innego niż inne, bo wyglądającego jak człowiek (konkretnie mała dziewczynka). Dziewczynka, która czego nie dotknie powoduje problemy. Norma.

Moje odczucia

Pierwsze – efekty wizualne. Widać, że maja duży budżet bo tła wyglądają przepięknie. Do tego wyczuwa się ‘pewne’ nawiązania/bazowanie na twórczości studia Ghibli. To na plus. Kolejną rzeczą jest to, iż wyczuć można wielkość świata, który został przygotowany. Czy będzie podobnie jak w przypadku Last Exile? To się okaże za jakiś czas. Póki co jest dobrze.

Jedyne do czego mogę się przyczepić, to taka ‘alergia’ na wszystko w anime co porusza temat kultów i religii. Skrzywienie po tym co serwują w Toaru majutsu no Index (którego drugi sezon oglądam). Do tego pojawia się frakcja walcząca z systemem, wytłumaczenie czemu system jest zły – pierze ludziom mózgi. Norma?

Inny minus to seyiu głównego bohatera – ostatnio oglądałem Saki (swoją droga bardzo mi się podobał ten tytuł – ciekawy i wciągający sposób mówienia o mahjongu), gdzie jedną z postaci udźwiękowiała ta sama pani. I była to postać żeńska, a tu mamy chłopaka. Niesmak pozostaje.

Na koniec – warto imho zobaczyć. Graficznie stoi całość na bardzo wysokim poziomie. Fabuła zapowiada się na coś głębszego, zwłaszcza patrząc na to co leci równolegle, ale o tym za chwilę i nieco niżej. No i wielki świat. O ile nie przytną go na potrzeby jakiś głupot jak tsundere/moe/yandere (wątpię)/panty-shotów i innych ‘cool stuff’ aka ‘selling pointów’…

Fractale ma fajny opening, tak poza konkursem:

IS: Infinite Stratos

Opis świata i krótkie streszczenie początku

Znowu pewna, niezbyt odległa przyszłość. Rzecz jasna Japonia. W międzyczasie ludzkości udało się stworzyć roboty (oczywiście prototyp by Japończycy), które mają pomagać w walce z bliżej nieokreślonym przeciwnikiem w przyszłości. Z tego co zrozumiałem oglądając anime – roboty miały wspomóc płeć słabszą, dlatego też pilotować je mogą tylko kobiety. Dla nich też stworzono specjalną szkołę, w której uczą się pilotować. Są nawet jakieś międzynarodowe zawody, gdzie panie mogą się sprawdzać.

Ważną informacją w świecie jest to, że jest ograniczona ilość robotów (chyba nazywają się IS, ale co za różnica, nie?), gdyż twórczyni (Japonka) zaginęła bez wieści.

Zatem wiadomo gdzie – a właściwie to o czym jest? Główny bohater jest cudakiem na skalę planetarną. Jedyny facet, który może pilotować te roboty. A jak może, to i ląduje w szkole, gdzie (uwaga!) są same dziewczyny. Big fukken harem. Na miejscu okazuje się, że jego klasę będzie uczyć bohaterka wcześniej wspomnianych zawodów, idolka tłumów i ogólnie… starsza siostra protagonisty. Do tego w klasie wylądowała (na starcie) jego koleżanka z dzieciństwa, która całkowicie przypadkowo okazała się być… młodszą siostrą wielkiej twórczyni robotów – tej co zaginęła.

Po drodze jest też walka o stanowisko przewodniczącego/przewodniczącej w klasie, która skończyła się starciem pomiędzy protagonistą a tsundere z UK (oczywiście walka w robotach). Po walce ktoś zrobił dziewczynie pranie mózgu i zrobiła się jak roztopione masło względem bohatera. Dalej pojawia się (uwaga!) druga przyjaciółka z dzieciństwa ™ – starsza w stażu od tej pierwszej, bazowej. Jeszcze dalej pojawia się drugi chłopak z Francji mogący pilotować roboty. Jest tylko jedno małe ale – wcale nie widać, że ten chłopak ma mały sekret i nie bez przyczyny unika przebierania się w męskiej szatni przed treningiem…

Moje odczucia

Nie traktuję tego tytułu poważnie (co widać w streszczeniu powyżej). Zwłaszcza, jak w ramach jednego chorego haremu (wszystkie walczą o to by być z główny bohaterem, który jest ciapą) pojawiają się dwie przyjaciółki z dzieciństwa. Oglądam bo leci i by się pośmiać. Tytuł na liście do porzucenia.

No i cały czas czekam na fabułę. Lub chociaż jej zapowiedź. A widziałem pierwsze 5 odcinków…

Kore wa Zombie Desu ka?

Opis świata i krótkie streszczenie początku

Normalny świat. Nasze czasy (pewna odmiana, nie?). Bohater jest typowym i normalnym uczniem liceum. Prawie – nie żyje, jest zombie. Zginął zabity przez seryjnego zabójcę kręcącego się po okolicy, ale jednak został wskrzeszony przez spotkaną przy sklepie dziewczynę, którą komunikowała się z nim przez wiadomości zapisane na kartkach papieru. Tak – owa dziewczyna ubrana w zbroję nie wywołała jakieś zdziwienia wśród ludzi. W końcu to Japonia. Nie takie rzeczy tam chodzą po ulicach.

To co przydarza się bohaterowi? W pierwszym odcinku przecinają go na pół, potrąca go samochód, łamią mu się ręce i ucieka w przebraniu ‘masou’ (nie mahou!) shoujo (czyli jest czymś co nie do końca jest czarodziejką). Czemu jest w przebraniu? Bo po tym jak spotkana czarodziejka przecięła go na pół (swoją magiczną bronią – piłą spalinową…) i jak chciała mu wymazać pamięć straciła moce i przy okazji ubranie…

Do tego cudownego zespołu należy jeszcze dodać tsundere – wampira ninja czy też ninja wampira z ukrytej wioski (wcale nie trąci nawiązaniem do pewnego lisowatego chłopca, który przeżył technikę ‘1000 lat bólu w wiosce Konoha’ 😉 ). Jednak ciągłe poniżanie głównego bohatera przez tsundere jest nudne.

Moje odczucia

Tu w przeciwieństwie do IS jest już zapowiedź fabuły po 5 odcinku… czy też 6. Dobrze, że przynajmniej zespół odpowiedzialny za ten tytuł nie podchodzi do niego na poważnie – nie udało by się to w ogóle strawić. I najbardziej podoba mi się to, jak koleś zamienia się w ‘masou shoujo’ i wraz z kolejnymi boostami wewnętrznej mocy robi się coraz bardziej ‘cute’ – pojawiają się nowe wstążeczki i inne pierdoły. Konkretnie śmiałem się z tego 😀

A tak to kolejny tytuł do porzucenia jak zjedzie jeszcze z poziomem.

Natomiast wbrew pozorom Zombie ma ciekawy opening i śmieszny ending. Do tego jeszcze screen z tsundere vampire ninja w pokoju protagonisty…

Level E

Opis świata i krótkie streszczenie początku

Na ziemi jest wiele gatunków obcych, niektóre są pokojowo nastawione, inne zaś są agresywne. Główny bohater przyjeżdża z Tokio do jakiegoś mniejszego miasta ćwiczyć w szkolnej (licealnej?) drużynie baseballowej. W międzyczasie w pobliżu rozbił się (oficjalne stanowisko) meteoryt. Na miejscu, w apartamencie bohatera okazuje się, ze jakiś obcy człowiek – podający się za kosmitę – zamieszkał u niego, pije jego kawę i chodzi w jego ubraniach. Profilaktycznie, w mieszkaniu obok mieszka ładna dziewczyna, która przypadkiem okazuje się być córką głównego naukowca odpowiedzialnego za badanie upadłego meteorytu z wielką dziurą. Dalej nie ma co opisywać. Co chwile jakieś akcje – a to ktoś wysadza kapsułę ratunkową (meteoryt), a to znowu ktoś ginie od kopniaka i ląduje w śmietniku czy też ‘zombie’ atakują mieszkanie głównego bohatera dorabiając na miejscu nowe otwory w ścianach. No i „na twarzy dziewczyny widać, że chce być konkretnie *@!#” 😉

Moje odczucia

Jak to napisał mi Yogi aka mr czeleńdż – ‘wczuj sie w klimat :P’ i podesłał obrazek:

Klimacik

I tak mniej więcej trzeba odbierać ten tytuł. Bo kolejne historie są coraz bardziej ‘oryginalne’ / ‘ekscentryczne’ – colour rangers

Trudno tak naprawdę napisać, czy to jest dobre anime. Jest inne. Na pewno.

Mitsudomoe Zouryouchuu!

Opis świata i krótkie streszczenie początku

Trójka z piekła rodem powraca. Dość szybko po pierwszym sezonie, ale co tam. Znowu lądujemy w szkole podstawowej, gdzie trzy siostry (Bliźniaczki? To czemu nazywają Sadako najmłodszą?) sieją postrach wśród innych. Jest Wredna i sadystyczna – najstarsza? Jest Silna, uzdolniona plastycznie i zboczona w kierunku piersi – średnia? Jest też Sadako, pomost między ziemią i piekłem oraz zło wcielone – najmłodsza. Więcej nie ma co pisać. Bo to anime dla ludzi, którzy widzieli pierwszy sezon.

Moje odczucia

Graficznie nic się nie zmieniło. Pierwsze dwa odcinki to lipa – nie było najważniejszej postaci serii, ojca dziewczynek, którego co chwila policja łapie podejrzewając o popełnienie pewnego przestępstwa (bo tak wygląda). Do tej pory było kilka genialnych momentów, ale mam wrażenie że pomysł się wypala. Przynajmniej dla mnie. Raczej nie dropnę – seria teoretycznie będzie miała tylko 8 odcinków.

Onii-chan no Koto nanka Zenzen Suki Janain Dakara ne!!

Opis świata i krótkie streszczenie początku

Zboczony chłopak (licealista?) ma siostrę, która ma swoje zboczenia skierowane w stronę swojego zboczonego brata. Ale nie bójcie się – nie będzie kazirodztwa. Nie są ‘blood-related’. I co chwilę to powtarzają na wypadek jakby ktoś zapomniał. Tam gdzieś dalej pojawiają się kolejne ‘konkurentki’ do protagonisty – na szczęście twórcy pomogli widzowi i może z łatwością rozpoznać je po fryzurze. Bo twarze są takie same…

Moje odczucia

Praktycznie rzecz biorąc już dropnięte. Dno i pierdyliard metrów mułu. Hołd tym, którzy obejrzą do końca. Chociaż gorzej niż przy Yosuga no Sora chyba nie będzie. Omijać szerokim łukiem – na wszelki wypadek przysypać wapnem…

Yumekui Merry

Opis świata i krótkie streszczenie początku

Ponownie mamy licealistę, który wiedzie spokojne życie. Mieszka wraz z jedną dziewczyną i jej ojcem (który wygląda na rasowego siepacza yakuzy), który prowadzi kawiarnie. Chłopak jest członkiem jakiegoś tam klubu (nie zapamiętałem teraz, coś literacko-dziennikarskiego?), wiedzie normalne życie. Oczywiście z pozoru. Norma czy standard?

Dlaczego z pozoru? Od ‘zawsze’ miał dar przepowiadania ludziom typu snu jaki dany zawodnik będzie miał następnej nocy. Wystarczyło, ze robił kółko dotykając kciuka i palca wskazującego, zaglądał przez nie i widział ‘kolory’. Cool stuff – ale co z tego? A co się stanie jak weźmie i popatrzy przez swój otworek na lustro? Zobaczy, że będzie miał znowu koszmar. Koszmar bardzo rzeczywisty, w którym armia kotów próbuje go porwać i przerobić w kapsułę dla swojego szefa – by ten mógł przejść do świata rzeczywistego.

Gdzieś tam w międzyczasie pojawia się dziewczyna w fikuśny stroju (zaprzeczającym wszystkim prawom fizyki oraz dobrego smaku – przynajmniej dla nie których, mnie się podoba XD), która ot tak włazi do snów innych. Przy okazji kopiąc tyłki co poniektórym szefom stada kotów. I wtedy też, po takim skopaniu tyłków okazuje się, ze stwory ze świata snów chcą przechodzić do świata rzeczywistego, zaś dziewoja (a jakże!) ma amnezję i nie wie skąd się wzięła, ale wie, że chce wrócić do domu – świata snów.

I tak mniej więcej zawiązuje się współpraca pomiędzy bohaterem a Merry, gdyż tak ma na imię dziewczyna. On wyszukuję ludzi, w których stwory z świata snów wlazły, zaś ona pokonuje ich w celu uzyskania odpowiedzi na pytanie kim jest.

Moje odczucia

Początkowy zapowiadało się, że będzie to lekka komedia. Jednak z każdym kolejnym odcinkiem jest coraz gęstsza atmosfera. Mnie się podoba zważywszy na fakt, że to co jest inne, do obejrzenia nie zachęca. A tu jest nawet fabuła! No i po raz kolejny jest ciekawy opening:

Podsumowanie?

Jak widać, jest sporo słabszych, pozbawionych fabuły komedii i pochodnych tego gatunku. Na szczęście jednak pojawia się coś, co ma jako taki sens. I nie jest tego za dużo, to może uda mi się oglądać przynajmniej te dwa-trzy tytuły na bieżąco.

Oczywiście nie opisałem wszystkich nowych anime – tylko to co odpaliłem, zobaczyłem i w niektórych przypadkach chciałbym zapomnieć o istnieniu. Rzecz jasna nie zabrakło w tym sezonie czegoś tsundere – kolejna instancja podobna do Shakugan no Shana, Toradora, Zero no Tsukaima, Taigi i 6 robaczków- Dragon Crisis. Ale to już pominę milczeniem.

Advertisements

~ by drzejan on February 12, 2011.

 
%d bloggers like this: