Taki mały eksperyment. Na Ludziach. Dokładniej – na sobie ;)

Ostatnio (po zakończeniu praktyk, niestety…) mało jeżdżę na rowerze. Dlatego pomyślałem sobie – a co mi tam, załatwię poranne obowiązki i gdzieś sobie pojadę. Wybór padł w kierunku Rokicin. Kiedyś już próbowałem je zdobyć, ale jak zawsze przy tego typu wyzwaniach gdzieś po drodze miałem chwile zwątpienia kończące się porzuceniem pomysłu. Zazwyczaj jest to związane z ruchem jaki ma miejsce na szosach. Nie inaczej było i tym razem…

przerwa techniczna

Ale to nie jest sedno sprawy i eksperymentu. Rano, zanim jeszcze dosiadłem swego wielkiego-czarnego, stwierdziłem, że lepiej będzie mi się jechało jak będę miał relatywnie silną motywację. Dlatego też pominąłem śniadanie. Zresztą, jazda z pełnym brzuchem nie należy do najprzyjemniejszych. A co dopiero z trzema. Po drodze okazało się, że poruszanie się na rowerze na wąskiej szosie z dużym obłożeniem tirów jest możliwe, ale nie jest to do końca interesująca forma wypoczynku ;). Zatem, z poczuciem poniesionej klęski, zawróciłem ze swojej wędrówki w Bukowcu i grzecznie wjechałem do Łodzi od strony Bedonia Przykościelnego.

Co ciekawe, by nie zawalać drogi (przynajmniej nie tak mocno), jak widziałem, że coś się za mną czai i jednocześnie jechało coś z naprzeciwka, to leciałem tak około 40 km/h (jak ja uwielbiam polskie dziury w polskich drogach 😉 ). Jak już nic nie zagrażało operacji wyprzedzania z naprzeciwka i widziałem, że jadący za mną tir szykuje się do wyprzedzania to kulturalnie zwalniałem do 15 km/h i zjeżdżałem maksymalnie na prawą stronę pasa. Może któryś z kierowców to docenił. A może nie.

Pomijam oczywiście ynteligenta w Starze, co mnie zaczął wyprzedzać na przejeździe kolejowym, gdzie ograniczenie było do 30 km/h. Detal, że jechałem sam z prędkością 30 km/h (tak, zwolniłem…).

No to wreszcie może uda mi się dojść do the core eksperymentu. Jak napisałem wyżej, pojechałem sobie w świat bez śniadania. Wróciłem lekko głodny, ale wpadłem na pomysł – a może zrobię sobie dzień bez jedzenia. Mając tylko w zapasie spory dzban herbaty zwykłej i miętowej wprowadziłem w życie tę o to koncepcję.

Trochę mnie ssało późnym wieczorem. Kilka razy prawie bym coś zjadł. Ale ostatecznie wytrzymałem. Ciekawe doświadczenie. O dziwo, lekko na głodzie lepiej mi się myślało oraz nieznacznie poprawił refleks. No i stałem się też bardziej wkurzający. Ale to tylko taki mały detal przy cenniejszych plusach 😉 Ważne jest również to, że miałem za sobą jakiś tam wysiłek – liczę, że w sumie przejechałem 60-65 km.

W całym tym przedsięwzięciu chodziło mi o to, czy uda mi się wytrzymać do końca dnia. Coś w stylu silnej woli itp. Udało się. I to jest jedyny pozytywny akcent ostatnich dni.

Advertisements

~ by drzejan on September 8, 2010.

2 Responses to “Taki mały eksperyment. Na Ludziach. Dokładniej – na sobie ;)”

  1. Podziwiam
    Ciekawa trasa zwłaszcza przy towarzyszeniu tirów
    Urok polskich dróg niezaprzeczalny

    Ale głodówka i wycieczka w jednym
    Toz to prawie asceza

    • Jakbym planował coś takiego, to by nie wyszło (patrz – nie udało się dojechać do celu). Natomiast jak było to spontaniczne, to się udało.

      Z tirami mogę jeździć. Ci kierowcy jakoś lepiej potrafią jeździć niż ‘przypadki’, które spotykam na ulicach miast. Chociaż doły zwalniające aka dziury nie ułatwiają mi tego zadania.

      Asceza? Nie – raczej sprawdzanie się, czy się wytrzyma. Zapewne łatwiej byłoby znieść całość, gdyby pominąć zakończoną porażką wyprawę.

Comments are closed.

 
%d bloggers like this: