Piraci na drogach rowerowych kontratakują

To co dzisiaj udało mi się zaobserwować na drodze rowerowej (specjalnie nie napiszę ścieżce) całkowicie zrównało z ziemią moją wiarę w inteligencję i pomyślunek ludzki. Chociaż jak się tak zastanowiłem, to w sumie od dawna uważam, że mało kto jest w stanie popisać się logicznym myśleniem na drogach, ale mniejsza z tym.

przerwa techniczna

Po 7 godzinach spędzonych na pracowitym dopieszczaniu (oficjalna wersja – nie oficjalna, na klejeniu rozpadających się części) projektu, który jutro będę prezentować wskoczyłem na swój rower z myślą o czekającym na mnie w domu obiedzie. To była dobra motywacja, ale nie jedyna do zaprzestania na dzisiaj prac – zbliżały się takie mało zachęcające chmury z kierunku, gdzie mieszkam.

Droga z wydziału do mojego domu to w głównej mierze ścieżka rowerowa, tylko na początku i na końcu przedzieram się parkami/chodnikami. No dobra, ile mogę nudzić? Po prostu przejdę do gęstego.

Na oko jadę coś około 7-8 km drogą rowerową. Dzisiaj podczas powrotu mogłem spokojnie potrącić 4 pieszych łażących po ścieżce:

  • spalonego solarium ‘lachona’ z uwagą skoncentrowaną na końcach beznadziejnie udekorowanych paznokci stukających po klawiaturze telefonu
  • grupkę przedstawicieli pokolenia jp -20% (tak, nabijam się z tych dających się banalnie zmanipulować nastolatków),
  • starszą panią, jakże dumnie kroczącą przed się, z twarzą zwróconą ku niebu,
  • kolejny ‘lachon’ z komórką w łapie.

Kiedyś jeszcze zwracałem uwagę takim ludziom. Później puszczałem siarczystą wiązankę życzeń. Teraz mi się już nie chce bo bydło i tak nie zrozumie – wszak krowy nie reagują na sygnały dźwiękowe. Teraz tylko przelatuję obok na mniej więcej 10-15 cm od ofiary szos, bo tylko takie przeżycie zostawi na niej piętno i może następnym razem nie będzie łazić środkiem drogi rowerowe.

Ale wiecie co? To nie było najlepsze! Tak, dzisiaj padł mój osobisty rekord ilości czołowych zderzeń, w których mógłbym uczestniczyć, gdyby nie stalowe nerwy, szybkie ręce na manetkach hamulców i przede wszystkim zajebiście sprawne hamulce. Wnioski z tego co opiszę za chwilę dam na sam koniec – nie chcę zepsuć zabawy czytającym. Zatem co i jak chciało mnie zatłuc na drodze rowerowej?

Akcja pierwsza
Matka z córką. Kolejne szlachetne panie, które w mniej szlachetnym miejscu mają jakiekolwiek przepisy. No bo przecież co z tego, że znaki poziome jak i odrobina logicznego myślenia sugeruje, że droga rowerowa jest dwukierunkowa? Przeto one nie potrafią na tyle manewrować rowerami by w skończonym czasie jechać gęsiego, oj nie – lepiej wymusić na osobie jadącej z naprzeciwka by zaatakowała krzaki lub chodnik dla pieszych. Gratuluje pomyślunku – obyście czci niegodne panie nigdy nie dostały dokumentów pozwalających na poruszanie się pojazdami mechanicznymi po drogach publicznych. Nigdy!
Akcja druga
To było najlepsze. Oczywiście teraz tak piszę, ale jak dochodziło do tej akcji, to włączył mi się bullet time. Miejsce akcji – wydzielona droga rowerowa, z jednej strony ekrany wygłuszające obwodnice miasta, z drugiej drzewa i krzaki i nieco dalej chodnik dla pieszych. Zbliżałem się do wyjazdu z jednego hipermarketu, znam to miejsce więc wiem że samochody mogą nagle wyjechać z lewej lub prawej, dlatego zwolniłem (ważne! nie jechałem pierwotna prędkością). Podjeżdżam, a tu z naprzeciwka jadą trzy osoby narowerach. Pierwsza z nich jechała normalnie trzymając się prawego pasa. Natomiast to co działo się z tą dwójką to po prostu… nie wiem jak to nawet nazwać. Z prawej jechał chłopak mniej więcej w moim wieku, może nieco starszy. Natomiast z jego lewej (czyli na wprost mnie) pikowała babka w kasku, goglach i ‘uber’ rowerze trekingowym. Z całym złomem dookoła. Tak! Ona go wyprzedzała, na przejściu, wyjeździe z marketu i na 1-2 metry przed przewężeniem drogi rowerowej gdzie akurat znajdowałem się ja, na swoim starym, ale za to niezniszczalnym rowerze. Co zrobiłaby inteligentna osoba przyłapana w takiej sytuacji? Po hamulcach i chować się za osobą, którą chciało się wyprzedzić i siedzieć cicho by nie dostać po zębach za głupotę. Co zrobiła czci nie godna paniusia? Przyśpieszyła, k**** tak, że momentalnie znalazła się przede mną. Wtedy już załączył mi się bullet time – oba hamulce docisnąłem do końca (już wcześniej hamowałem), odbiłem w drzewa. Jakoś się udało. Głupia baba jeszcze się śmiała – to jej puściłem wiąchę o tym jaki to ona zawód nie wykonuje, że jest co najwyżej kawałkiem bezmyślnego mięsa itp. Nie wiem jak ja zdążyłem to wypowiedzieć w tak krótkim czasie. Ale zdenerwowany byłem już konkretnie. Liczyłem, że to była ostatnia akcja tego dnia, że już dojadę do domu spokojnie (brakowało około 2 km). Nie…
Akcja trzecia
1.Już niedaleko mnie, koło jednej takiej elektrociepłowni, spokojnie podjeżdżałem pod górkę gdy zza zakrętu wyjechały trzy gównazjalistki. A może to było już liceum. Jaśnie wielmożne panie, będąc w grupie, ni cholery nie będą przecież przestrzegały jakichkolwiek zasad współistnienia na drodze rowerowej. Jechały całą szerokością (tam jest szeroki asfalt, część wydzielona dla rowerów i chodnik – na oko w sumie z 3-4 metry). Już się uspokajałem, by nie opieprzyć na odległość (to było nie więcej jak kilometr od akcji w punkcie 2). W końcu jedna (środkowa) postanowiła zjechać nieco na bok. Słowo kluczowe nieco. Oczywiście spojrzenie na mnie jakbym k*** ją z dwa razy zgwałcił. Oczywiście w odpowiedzi poszła wiązanka w stylu ‘czego twe czcigodne oczy patrzą się w moją niegodną stronę oraz zaprawdę proponuję by wasze niskości nauczyły się przepisów, chociażby minimalnie’ tyle, że okraszone sporą ilością łaciny. Nie czekałem na odpowiedź, pojechałem dalej. Z tego co widziałem to przyspieszyły po tym.

Tak, dzisiaj był zły dzień. Ale uzmysłowi mi jedną rzecz – jestem przeklętą ‘szowinistyczną świnią’ bo większości pań po prostu zakazałbym kierowania jakiegokolwiek pojazdu biorącego udział w ruchu drogowym. Swego czasu jeździłem dużo po drogach na rowerze i będąc tym ‘najsłabszym’ na jezdni widziałem różne kwiatki. Najwięcej z nich odwalały panie. Toż nawet taksówkarze jeżdżą lepiej (chociaż są ‘mistrzami kierownicy’) czy już abstrakcyjniej – kierowcy tirów, bo i z takimi miałem do czynienia będąc na rowerze.

I z tych moich doświadczeń napiszę tylko jedno, najważniejsze spostrzeżenie.

Jesteś na rowerze i widzisz panią za kierownicą SUVa z rejestracją zaczynającą się na W – spieprzaj do rowu lub za jakąś twardą przeszkodę. Uciekaj z jezdni. Z nimi nie ma żartów i nie można liczyć na myślenie… W moich rowerowym doświadczeniu doszłoby do trzech wypadków z udziałem wyżej opisanych pań (wypadków, nie kolizji!). Po dwóch z nich na pewno bym tu już nie pisał…

Advertisements

~ by drzejan on June 23, 2010.

2 Responses to “Piraci na drogach rowerowych kontratakują”

  1. [Jesteś na rowerze i widzisz panią za kierownicą SUVa z rejestracją zaczynającą się na W – spieprzaj do rowu lub za jakąś twardą przeszkodę. Uciekaj z jezdni..] eee- tam 🙂 – z jezdni – uciekaj z chodnika :), bo “solara” skręca wprawo, a że na jezdni nie ma miejsca, to co jej tam – myk po chodniku i już :).. Tylko k…źwa ja stałem na drodze :).. No i się nie ruszyłem 🙂 – ino “podyskutowałem” 🙂 (nie lubię, gdy ktoś na mnie trąbi jak stoję na chodniku). Inna “akcja” – to nasz “rodzimy – ucki” kierowca fiata 125p ( 😉 ) śpieszył się tak bardzo, że zablokował wyjście z tramwaju… no to mu bezczelnie przeszedłem…. po masce… Nawet “kabelek” na mnie wyjął, ale drobni pijaczkowie rezydujący przy owym przystanku puścili takie wiąchy, że zakręcił obydwie szyby i mało z opon nie wyskoczył :)..
    Tak, że nie jesteś jedyny 😉 jeśli chodzi o “przygody”
    Swoją drogą – co do roweru – jedno z najgorszych miejsc do jeżdżenia w Łodzi jezdnią – to pod wiaduktem kolejowym na Rzgowskiej.. Już parę razy były by mnie tam “strąciły” ciężarówki ( a nie ma gdzie uciec..)

    • A to ciekawe, bo na mnie jeszcze nikt się nie odważył trąbić – a nie raz blokuję cały prawo skręt w celu jazdy na wprost. Pewnie moja prezencja powoduje, że większość kierowców dochodzi iż czekanie te 30-40 sekund jest ciekawszą ofertą niż utrata lusterka lub uszczerbek na zdrowiu. A ja taki pacyfista jestem 😉

      Na wspomnianym wiadukcie raczej rzadko się pojawiam, więc nie miałem okazji być jeszcze przejechanym 😉 Natomiast bardzo dobrze wspominam jazdę miedzy tirami w okolicach Strykowa – traktowali mnie jak normalnego uczestnika ruchu.

Comments are closed.

 
%d bloggers like this: