Avatar – przybyłem, zobaczyłem, oceniłem

O fabule filmu postaram się raczej nie pisać za wiele, ot najwyżej co ciekawsze sceny wraz z trafnymi komentarzami wypowiedzianymi podczas trwania owych scen w kinie. Bo jak wiadomo, w dużym skrócie, to jest to historia Pocahontas na obcej planecie. Koniec.

przerwa techniczna

Zajmę się raczej stroną techniczną, przynajmniej na początku. Zatem miałem okazję zobaczyć film w 3d w kinie imax w moim małym mieście. Na wejściu był mały problem, gdyż ani ja, ani kumpel z którym poszedłem na film (zwany w pewnych kręgach trafkiem) nie byliśmy wcześniej w tym kinie. Po prostu nie wiedzieliśmy, gdzie mamy szukać najważniejszej sali w kompleksie 😉 Na szczęście, jak to zwykle bywa, poleźliśmy za tłumem 😀

Pominę fakt, że po drodze spotkałem dwie koleżanki z studiów (normalnie w szoku jestem, przypadkowy dzień, przypadkowa godzina i spotykam ludzi z kierunku) z czego jedna wybrała się na ten sam seans Avatara co ja. Ciekawe było zaś to, iż film miał być o 13. O 13 to wciąż staliśmy przed wejściem i drzwi były zamknięte na trzy spusty – dopiero po 6-7 minutach otworzyli je co spowodowało wejście wygłodniałego tłumu na salę. Dziwne, bo nigdy jeszcze nie zdążyło mi się czekać na wejście do sali po planowym rozpoczęciu seansu. Pewnie poprzedni widzowie pozostawili po sobie spory syf, co w sumie dało się zobaczyć – kurcze, było dużo śmieci pomiędzy fotelem, a przejście za nim. Pozostawię to bez głębszego komentarza.

Na wejściu, oczywiście, obsługa rozdawała okulary. W sumie ciekawie wyglądały, szkoda tylko, że nie mieli w jeszcze większym rozmiarze, bo po tych 2.5-3h oglądania filmów dawał mi się one mocno we znaki. Albo może nie jestem przyzwyczajony do okularów. Na szczęście ‘szkła’ były na tyle duże, że siedząc na wprost ogarniałem cały ekran. A miejsca miałem genialne, przedostatni rząd na samym środku. Oczywiście w tym miejscu należą się podziękowania dla trafka, bo to on je rezerwował.

Po zajęciu swoich miejsc, po wysłuchaniu co miał do powiedzenia chłopak z obsługi, wreszcie zaczęli puszczać coś na swoim wielkim ekranie. Krótkie spojrzenie na ‘powierzchnię użytkową’, kurcze wszystko rozmazane ;). Po zarzuceniu okularów na nos nagle napisy stały się takie jakieś… inne, jakby bliżej oczu. Fajnie. Trailer ‘Alicji w krainie czarów‘ – pierwsze ‘WOW’ związane z uczuciem trzech wymiarów. Później trailer nieznanego mi jeszcze filmu twórców Shreka z wioską wikingami i smokami (‘Jak wytresować smoka‘). Dalsze ‘WOW’.

Tyle, że cholera, średnio widziałem te 3d. Obraz wydawał się dziwny, sprawiał wrażenie jakby składał się z kilku planów. Ok, tak powinno być w teorii z trójwymiarowością – tylko wciąż coś przeszkadzało w odbiorze. Może to te trailery były takie sobie – bo o nich mowa. Niestety dalej nie było o wiele lepiej, początkowe sceny Avatara (jeszcze na statku kosmicznym, podczas wybudzania). Nie wiadomo było, przynajmniej dla mnie, na czym skupić wzrok, bo plany zaczęły się rozjeżdżać. W tradycyjnym kinie można wszystko uchwycić na raz, a tu kurcze się nie dało. Dochodzi do tego jeszcze problem ostrości – teoretycznie to co ważne powinno być ostre, to co znajduje się na innych planach powinno być rozmazane. Tyle, że ja nie widzę innych planów aż tak bardzo rozmazanych. To zapewne też wpływało na komfort odbioru widzianego obrazu. Dla mnie najnormalniej w świecie przesadzili.

No i najgorsze. Pierwsze 30 minut filmu walczyłem z lekkimi/średnimi mdłościami. Czyżby moje ‘prawie, że’ szare komórki odmawiały przyjęcia do ‘wiadomości’ tego co widziały patrzałki jako obraz naturalny, w trzech wymiarach? Nie to, bym się tego nie spodziewał. Miałem już wcześniej styczność na studiach z ‘technikami obrazu 3d’, w tym z kaskiem rzeczywistości wirtualnej oraz okularami polaryzacyjnymi i już wtedy czułem się ‘wspaniale’. Przez chwilę myślałem, czy by nie udać się na z góry upatrzone miejsce poza salą kinową, ale jakoś wytrzymałem.

Szkoda tylko, że po uporaniu się z problemami natury zdrowotnej jakoś przestałem tak dostrzegać to 3d. Po dwóch godzinach filmu, to praktycznie obraz wrócił do starego, poczciwego 2d. Doszedłem także do wniosku, że efekt (obraz 3d) ten można by spokojnie uzyskać korzystając z plakatów (określenie w grafice komputerowej). Tego typu refleksje dopadły mnie jak zobaczyłem puszczę na Pandorze (miejsce akcji), w chwili gdy główny bohater szedł po trawie. Ujęcie z pozycji żaby. Zabrało to niestety kolejną drobinę magii, jaką powinien mieć film oglądany w 3d.

Jako, że Avatar jest filmem akcji, było w nim sporo dynamicznych scen. Wiem, że nie tylko mnie (kolega trafek po seansie przyznał się do podobnych odczuć) ujęcia te jakoś ominęły. Chodzi mi o to, że na ekranie coś się działo, kamera latała, obracała się i momentami kilkukrotnie przekręcała. Fajnie. Szkoda, że nie dało się napawać tymi ujęciami bo tak naprawdę nie wiadomo było co się tam dzieje. Nie wiem czy to może ‘urok’ trzech wymiarów i wspomnianego przeze mnie wcześniej problemu ostrości głównego planu. Po prostu to co byłoby najefektowniejsze gdzieś umykało. Szkoda.

Sama puszcza, a dokładniej zwierzyna w niej żyjąca, robiła dobre wrażenie. Czasami coś przeleciało przed oczyma, chociaż nie mogę powiedzieć bym przyłapał się na próbie chwycenia ręką elementu, który wyskoczył z ekranu. Rośliny też nieźle się prezentowały aczkolwiek jak wspomniałem wcześniej, można byłoby je spokojnie zastąpić plakatami.

To teraz może wspomnę o moich odczuciach po obejrzeniu filmu. Tak czysto subiektywnie. Film fajny, może do obejrzenia dwukrotnie – nie więcej. Fabuła chwilami była naciągana, co raczej nie powinno nikogo dziwić. Natomiast mocno dawały się we znaki sceny czysto ‘hamerykańskie’, w których to bohater wygłaszał płomienne przemowy lub też mówił jak to ziemia, na której żyją ludzie, jest zniszczona. Sori – moja nie kupować tego, moja być prosta. Nie ma nic, co mogłoby w większym stopniu zniechęcić mnie do filmu, jak właśnie takie elementy. Zwłaszcza to o ekologii, gdzie USA do tej pory nie nie podpisało wielu porozumień mających na celu ochronę środowiska. Bo po co?

Dalej, pomińmy głównego złego (bo o wojskowych to nie chce mi się pisać), brakowało mi tylko, by któryś z bohaterów (tych złych) powiedział z wiarą w własne słowa, iż przyszli ‘nieść demokrację i wolność‘ prostemu ludowi na tej planecie.

Nawiązania do Pocahontas. No widać, że rasa tubylców na planecie była mocno wzorowana na Indianach. Widać to nie tylko po tym czym walczyli (łuki i krótkie noże) ale również po obrzędach. I znowu wynoszenie i napawanie się kulturą Indian. Szkoda tylko, że w przeszłości tak mocno tępioną przez przodków tych, którzy robili film.

Słowem film warto zobaczyć by przekonać się czy rzeczywiście cały ten hype dookoła tej produkcji był zasłużony. Nie wiem tylko, czy nie lepiej (czysto hipotetycznie) byłoby najpierw zobaczyć wersje 2d i później 3d by w pełni docenić dobrodziejstwo nowej technologii. Pozostaje też kwestia sensowności zastosowania metody prezentacji obrazu w trzech wymiarach. Jestem gotów popełnić bluźnierstwo i napisać, że zarówno 3d jak i FullHD najlepiej sprawdza się w filmach dokumentalnych (wystarczy wyobrazić sobie dokładny obraz i 3d np. tropików lub rafy koralowej). Do filmów fabularnych, dokładniej do filmów akcji, tradycyjne podejście wraz z obrazem w SD spokojnie wystarcza.

Jeszcze przypomniałem sobie o jednej rzeczy. Mianowicie o tłumaczeniu filmu z angielskiego na polski, wersja kinowa (napisy). Czy tylko mnie wydawało się, że dość często zdarzały się wpadki. Nie chodzi mi o trywialne literówki (bo i one się pojawiały), tylko o całe wyrazy pojawiające się nie wiadomo skąd. Do tego dochodzą bliżej nieokreślone znaki w linijkach tekstu (tak jakby ktoś wrzucił tekst z fansubbów, bo owe znaki wyglądały na elementy formatowania napisów w jednym z popularnych obecnie standardów).

Na koniec rozważań o polskiej wersji językowej, czepię się samej jakości tłumaczenia. Wiele rzeczy najwyraźniej gdzieś umknęło tłumaczom (angielski znam jeszcze na tyle, by spokojnie obejrzeć film w oryginale bez napisów), bo całe wypowiedzi bohaterów pozostawały bez odpowiednich linijek tekstu. Zaś innym razem bohaterowie mówili coś o ładunkach wybuchowych (użyli zwrotu materiały wybuchowe) a tu w napisach pojawia się dokładnie typ (czyli skrót i jakieś cyfry), którego nazwa nigdzie się nie pojawiła. Czyli tłumacze dodali coś od siebie ;). Dodatkowo pewne wypowiedzi zostały dziwnie wygładzone – no przepraszam, jeden zawodnik mówi do dr Repley ‘whore, you are wrong’ a tu pojawia się pod spodem napis ‘pani doktor, nie ma pani racji’ – tak mniej więcej to teraz pamiętam.

Strefa tekstów

Tak już jakoś wychodzi, że jak jestem z trafkiem w kinie to niezależnie od gatunku oglądanej produkcji zawsze się śmiejemy. I to naprawdę niezależnie od gatunku… bo zrobienie z japońskiego horroru komedii to już była sztuka sama w sobie (mowa o ‘Klątwie‘). Poniższe teksty i uwagi raczej na pewno zawierają w sobie SPOILERY, zatem jeśli nie widziałeś/aś jeszcze Avatara, to czytanie dalszej części notki robisz na własną odpowiedzialność. Nie to żebym nie ostrzegał.

  • Scena jak po raz pierwszy bohater steruje avatarem w terenie. Fajnie, ze puścili zawodnika całkowicie pozbawionego wiedzy o środowisku naturalnym na danej planecie prosto do dżungli. To było na minus. Padła uwaga w stylu ‘taaa… puścili faceta który myśli palcem spustowym bez uprzedzenia go o tym co może spotkać tam na dole’.
  • przerwa techniczna

  • Jak już zgubił się w dżungli, oraz spotkał księżniczkę Na’vich i szli w pobliżu drzewa dusz (chyba?) pojawiły się nasiona owego drzewa. Efekt 3d fajny, ale nie wiedzieć czemu dokładnie wiedziałem co zrobi bohater jak tylko jedno z tych nasion podleci zbyt blisko do niego. To było takie nieuniknione. Chociaż liczyłem, że złapie i rozgniecie 😉 Komentarz: “patrz jakie duże komary tam u nich w tej paskudnej dżungli latają… o, już go obsiadły całego – żywa choinka”.
  • przerwa techniczna

  • Jak stworzyli zwierzęta na Pandorze? Wzięli to co u nas i dodali po jednej parze kończyn oraz jakieś dodatkowe macki/czułki. Zatem to co biega miało sześć nóg, zaś to co lata miało… 4 skrzydła lub 4 kończyny górne.
  • przerwa techniczna

  • “Jak połączyć się z zwierzęciem będąc Avatarem? Znajdź jego gniazdo usb i podepnij się, powinno wszystko od razu zaskoczyć.”
  • przerwa techniczna

  • Akcja z ‘staniem się wojownikiem’ i wyborem ‘ptaka’ do latania. Tak zajął się walką z swoim zwierzakiem, że zapomniał, iż po lekkim ogłuszeniu należy się do niego podpiąć… ale nie, on go dalej tam dusił. Widać, że sadysta. Dopiero księżniczka przypomniała mu co miał robić 😉
  • przerwa techniczna

  • Scena po tym jak upadło drzewo-dom. Patrzę lekko znudzony na scenę upadku i mówię do trafka: no to ojciec księżniczki zginie po tym jak konar przebije go na wylot. Następne ujęcie, księżniczka biegnie do ojca, podnosi go i… jest przebity konarem. Trafek wielce zdziwiony rzucił tylko ‘skąd wiedziałeś?’ Taa… za stary już jestem, a chwyt z przebijającym ludzi konarem jest jeszcze starszy i oklepany (patrz to co się stało z Evą w MGS3).
  • przerwa techniczna

  • Bohater stał się banitą, zarówno wśród ludzi jak i Na’vi. Jak najszybciej wrócić do łask ludu? Pokazać wszystkim, że ma się największego ‘ptaka’, wtedy wszyscy będą chcieli cię dotknąć i pomacać tego ‘ptaka’. Nawet znienawidzony wróg powie ci, że nie może cię potępiać, za to ty musisz pozwolić mu przejechać się na swoim ‘ptaku’.

    Jak scena wyżej potwierdziła, facet (główny bohater) nie wybierze sobie normalnego ‘ptaka’. Oj nie, jako rasowy marines po przejściach musi mieć największego dostępnego ‘ptaka’ na planecie, i każdy z Na’vi ma o tym wiedzieć. Koniec i kropka. Dlatego z niedowierzaniem patrzyliśmy jak oswajał swojego pierwszego ‘ptaka’ – gdyż ten nie wydawał się wystarczająco duży by sprostać oczekiwaniom bohatera.

  • przerwa techniczna

  • Jedna z końcowych scen, po pokonaniu głównego bossa. Księżniczka Na’vi trzymała na kolanach ludzką formę głównego bohatera. ‘Size matters’… Warto tu też zwrócić uwagę na to, iż w ujęciu, w którym bohater kładzie dłoń na policzku księżniczki coś się skopało. Najpierw ona wygląda jak trzeba – jak olbrzym w porównaniu do ludzi, by w tym konkretnym ujęciu wszystko co związane z proporcjami się sypnęło. Twarzy księżniczki wyglądała na większą niż człowieka – ok. Za to wielkość ludzkiej dłoni bohatera i część twarzy księżniczki, którą przykrywa owa dłoń nie bardzo zgadzała się z wcześniej zakreślonymi proporcjami postaci.
  • przerwa techniczna

  • Góry Alleluja. Fajne latające skałki z drzewkami. Naprawdę ciekawie wyglądały te wodospady, który wody rozchodziły się w chmurę. Jedno ale: ‘Ty… a skąd bierze się woda, by mogła spaść w takim wodospadzie w dół?’

przerwa techniczna

No to by było na tyle, jeśli chodzi o to co pamiętam z tekstów z filmu.

Advertisements

~ by drzejan on February 17, 2010.

2 Responses to “Avatar – przybyłem, zobaczyłem, oceniłem”

  1. Ale przynajmniej byłeś na filmie i widziałeś go w 3D. 😀 Niestety 3D nie każdy dobrze znosi, ale to już jest sprawa bardzo indywidualna.

    U nas w kinie nie było żadnych komentarzy w trakcie seansu, ale to nie znaczy wcale, że schematy nie zostały dostrzeżone. 😉 I faktem jest, że przy takich szybkich ujęciach zupełnie nie widać wizualnych wodotrysków, a nawet można się pogubić w akcji.

    • Jak pisałem – spodziewałem się problemów zdrowotnych chociaż zawiodłem się trochę na tym, że jak owe problemy minęły to razem z poczuciem obrazu w 3d :/

      Co do komentarzy, to jak idę z tym kumplem to nie ma siły, by nie było komentarzy. Zawsze kończy się na konkretnych tekstach (np w Klątwie w jednej z dramatyczniejszych scen, jak pomocnik detektywa podnosi wyrwaną szczękę a kumpel do mnie ‘Panie detektywie, czyja to szczęka?’ cały dramatyzm sceny odfrunął, a my pękaliśmy ze śmiechu 😉 ).

      I jak pisałem – ja się pogubiłem w akcji, tzw w gwałtownych scenach, bo fabułę jakoś tam ogarniałem 😉

Comments are closed.

 
%d bloggers like this: